Black House

Tytuł: Black House (Geomeun Jip, 검은집)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 103 min

Reżyseria: Shin Tae-Ra

Scenariusz: Lee Young-JongYusuke Kishi (powieść)

Budżet: 3,3 mln $

Obsada: Hwang Jung-MinYoo-SunKang Shin-IlKim Seo-Hyung

Gatunek: horror (?), thriller

Imitacja horroru?

Black House jest kolejną (po japońskiej z 1999r.) adaptacją powieści Yusuke Kishi o tym samym tytuleZadziwiający jest dla mnie fakt, iż praktycznie wszędzie widnieje ten tytuł jako horror. Nie jestem wielką specjalistką od horrorów, ale widziałam ich na tyle dużo, że wiem czego po nich oczekiwać. Niestety Black House spisuje się przeciętnie zarówno jako horror, jak i jako przedstawiciel gatunku thriller.

Głównym bohaterem filmu jest rozpoczynający pracę agent ubezpieczeniowy – Jeon Jun-Oh. Dość niefortunnie rozpoczyna nowy etap w życiu, gdyż zostaje przydzielony do zagadkowej sprawy. Na prośbę Park Chung-Bae wyrusza do jego mieszkania, a na miejscu zastaje jego syna, który powiesił się w pokoju. Zadaniem agenta jest stwierdzanie czy chłopak popełnił samobójstwo, ponieważ w takim wypadku zostanie wypłacona pokaźna polisa na życie. Jednakże przez wzgląd na dziwne zachowanie mężczyzny oraz fakt, że i jego żona jest ubezpieczona na milionową kwotę, Jeon Jun-Oh zaczyna podejrzewać zabójstwo.

Przyznam się, że nie czytam opisów filmów wnikliwie, a tytuły do oglądania wybieram raczej bezmyślnie – ładny plakat, znany reżyser, obsada, gatunek. Tak też było w przyapdku Black House. W rolę agenta ubezpieczeniowego wcielił się znany przeze mnie Hwang Jung-Min (Moby DickThe Unjust, Korean Peninsula). Nie należy on do czołówki moich ulubionych aktorów, ale w każdym, widzianym przeze mnie, filmie z jego udziałem pozostawiał dobre wrażenie. Nie inaczej jest i tutaj. Niestety trafiła mu się bardzo płaska postać, z której zapewne niewiele był w stanie wycisnąć. Jeon Jun-Oh jest żółtodziobem w kwestii wymuszania ubezpieczeń na życie. Jest podejrzliwy, ale też brak mu profesjonalizmu, który mógłby uratować tę postać w moich oczach. Mimo to  Hwang Jung-Min dał radę wykreować realistycznego bohatera. Poznajemy jego rutynę pracy, ale i idyllistyczny związek z ukochaną Jang Mi-Na (Kim Seo-Hyung). Większą uwagę skupia Kang Shin-Il jako Park Chung-Bae. Już sam jego wygląd, ubiór, zachowanie rzucają na niego podejrzenia. Taki typowy materiał na typa spod ciemnej gwiazdy. Istotną rolę w filmie odgrywa również żona (czy też partnerka?) Park Chung-Bae, czyli Shin Yi-Hwa (Yoo-Sun). Wszyscy aktorzy spisali się bardzo dobrze i pod tym względem nie mam wiele do zarzucenia.

Słabszym ogniwem jest fabuła i jej rozwój. Swoją drogą dlaczego tytuł ,,Black House”? Sugeruje on film o nawiedzonym domu, czy też cokolwiek związanego z duchami, jakimś źródłem zła w konkretnym miejscu. Pierwsza połowa filmu to przede wszystkim nużący spektakl zabawy w kotka i myszkę, kto kogo przechytrzy, doszukiwanie się wskazówek co do tożsamości mordercy i motywów działania. Nieoczekiwanie, po niespodziewanym zwrocie akcji, film przyspiesza by pod koniec stać się groteskowym slasherem. Groteskowym o tyle, że nic nie wskazywało na taki obrót sytuacji przez większość filmu i na jej tle eskalacja przemocy, litry lejącej się krwi wyglądają po prostu śmiesznie. Jednak muszę oddać twórcom, że postarali się i niektóre sceny (tortury, atak kluczami od samochodu :)) są bardzo solidne.

Scenografie są bardzo proste, a sam obraz wydaje się sterylny (przynajmniej w pierwszej połowie filmu). Większość akcji ma miejsce w budynkach – szpital, biurowiec, mieszkanie. W drugiej połowie zdecydowanie więcej posępnych scenerii, brudu, potencjalnych narzędzi tortur. Na muzykę w ogóle nie zwróciłam uwagi…

Osobiście film nie przypadł mi do gustu, gdyż ciężko go sklasyfikować do konkretnego gatunku oraz wskazać co takiego reżyser chciał nam przekazać. Teoretycznie można doszukiwać się elementu horroru poprzez nawiedzenia przez ducha dziewczynki, który objawia się mrocznymi rysunkami, a później bestialstwem, zabijaniem innych. Na to wskazywałoby zakończenie, ale czy faktycznie o to chodziło? Black House nie jest filmem złym, ale z tego co mi wiadomo japońska wersja jest lepsza i nie do końca remake się powiódł. Niestety nie mam porównania, gdyż Kuroi Ie wciąż przede mną, więc być może wtedy odrobinę zmienię zdanie o tym tytule. Tak czy inaczej – nie polecam osobom, które szukają horroru, chcą poczuć strach, klimat. Już bardziej powinien przypasować fanom thrillerów, albo kryminałów. Trudno powiedzieć.

Ocena: 5/10

Moss

Iggi

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Moss (Iggi, 이끼)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 163 min

Reżyseria: Kang Woo-Suk

Scenariusz: Ji Woo Chung

Obsada: Park Hae-IlJung Jae-YoungYoo-SunYu Hae-JinKim Sang-HoKim Jun-Bae

Gatunek: thriller, tajemnica, psychologiczny.

2. Fabuła.

Na podstawie internetowego komiksu autorstwa Yun Tae-Ho.

Ryu Hae-Kuk przyjeżdża do zapomnianej przez ludzi osady na pogrzeb swojego ojca. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcami rządzi Cheon Yong-Deok, który cieszy się niemal boskim autorytetem. Ryu Hae-Kuk zaczyna podejrzewać, że śmierć jego ojca nie była dziełem natury, rozpoczyna więc własne śledztwo.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna została idealnie skomponowana. Jest ona nieodłącznym tłem dla istotniejszych scen i buduje niepowtarzalny klimat napięcia np. w podziemnych tunelach. Kompozytorem do filmu jest Jo Yeong Uk, który ma na swoim koncie soundtracki do takich filmów jak np. The UnjustA Dirty CarnivalSympathy for Lady VengeanceOldboy.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do grupy głównych bohaterach można zaliczyć dwie postacie, czyli Ryu Hae-Kuk oraz Cheon Yong-Deok. W rolę Ryu Hae-Kuk wcielił się Park Hae-Il, który nie do końca mnie przekonał. W wielu scenach jego reakcje wydawały mi się bez życia, bez iskry w oku. Moim zdaniem dość przeciętny występ, zwłaszcza na tle pozostałej obsady. O dziwo, jak na głównego bohatera, dowiadujemy się zaledwie szczątkowych informacji o nim, a większość pytań pozostaje bez odpowiedzi np. nie wiemy dlaczego nie utrzymywał kontaktu z ojcem, ani jakie wydarzenia z przeszłości łączą go z prokuratorem Park Min-Wook. Rola ,,sołtysa” przypadła Jung Jae-Young, który idealnie pasował do odgrywanego bohatera. Od razu zwróciłam uwagę na jego głos – niestety nie przypominam sobie żadnego filmu z nim i nie wiem czy po prostu ma taką barwę głosu, czy po prostu specjalnie ją modulował – niski, bardzo męski, a jednocześnie dźwięczny. Udało mu się bezbłędnie ukazać np. różnice w poruszaniu się w zależności od wieku – w końcu poznajemy go jako 70 paroletniego staruszka, a w retrospekcjach jako mężczyznę w sile wieku. Postać tajemnicza, która bez trudu wzbudza poczucie niepokoju i podejrzliwości. Dzięki swojej charyzmie i intelektowi udało mu się stworzyć własny świat, w którym cieszył się bezwarunkową lojalnością i poważaniem pośród mieszkańców wioski. Na grono postaci drugoplanowych składają się przede wszystkim mieszkańcy osady, czyli Kim Deok-Chun (Yu Hae-Jin – WoochiThe Unjust), Jeon Seok-Man (Kim Sang-Ho – WoochiMoby Dick), jedyna kobieta w tym gronie – Lee Young-Ji (Yoo-Sun), a także prokurator Park Min-Wook (Yu Jun-Sang). Cała obsada drugoplanowych bohaterów wykazała się solidnymi kreacjami. O każdym z  głównych mieszkańców osady dowiadujemy się najważniejszego, czyli dlaczego postanowili zamieszkać w odciętym od świata miejscu. Okazuje się, że są to przestępcy, którzy nie mieli dokąd się udać i tylko Cheon Yong-Deok zaoferował im możliwość zrobienia czegoś ze swoim życiem, odkupienia win. Bardzo podobał mi się Yu Jun-Sang jako prokurator, ponieważ wykreował bezkompromisową postać, która od razu zwróciła moją uwagę. W zdominowanym przez mężczyzn świecie, jedyną ostoją kobiecości staje się Lee Young-Ji, której życie nie rozpieszcza. Jako młoda dziewczyna została zgwałcona, by następnie być nałożnicą swojego wybawiciela – Cheon Yong-Deok. Przyznaję, że od razu było mi jej żal, bo nie dość, że jest regularnie wykorzystywana seksualnie przez ludzi sołtysa, to jeszcze nie widać końca tej udręki. W związku z tym nie dziwi fakt, że staje się sprzymierzeńcem Ryu Hae-Kuk. Chociaż przez praktycznie cały film Lee Young-Ji jawi się jako słaba, zrezygnowana kobieta, to końcowe minuty pozwalają inaczej spojrzeć na jej postać.

5. Wykonanie techniczne.

Bardzo spodobał mi się plan osady, scenografie są dobrze dopracowane. Wiele scen ma miejsce nocą, czy też w pomieszczeniach o ograniczonym oświetleniu. Co idealnie odzwierciedla tajemnice i mroczne sekrety skrywane przez mieszkańców wioski. Moss nie zaliczyłabym do filmów krwawych,  jednak nie brakuje scen przemocy, chociaż widzimy raczej sam efekt, niż proces (dlatego między innymi film ten można podpiąć pod gatunek ,,psychologiczny”). Ciężki klimat rozładowuje nienachalny humor, związany głównie z postaciami ludzi sołtysa. Na słowa pochwały zasługuje charakteryzacja Jung Jae-Young.

6. Ogólna ocena.

Moss ma wszelkie atrybuty dobrego thrillera, otóż jest odosobniona wioska, trup, podejrzany przywódca, wątpliwej moralności mieszkańcy. Na przestrzeni tak długiego filmu (163 min) przez dobre 90 min udało się reżyserowi budować poczucie oczekiwania, niepokoju u widza. Siedziałam jak zaczarowana przed monitorem, gdy na jaw wychodziły kolejne powiązania, jasne stawało się, że coś jest nie tak, a mieszkańcy skrywają jakiś sekret. Mimo wielu wątków pobocznych, które związane były z przybliżeniem historii ludzi Cheon Yong-Deok, to fabuła jest spójna i nie marginalizuje głównego nurtu fabularnego. Z pewnością dla wielu osób fabuła może brzmieć jak kolejny film detektywistyczny, nic bardziej mylnego, ponieważ Moss ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Rozpoczyna się intrygująca gra w kotka i myszkę. Widza raczy się kolejnymi zwrotami akcji, ale muszę przyznać, iż gdzieś po ok. 90 min tempo siada i film zaczyna nużyć. Zapewne wynika to z budowanego klimatu, gdyż po takim oczekiwaniu widz pragnie fajerwerków i zadziwiającego zakończenia. Z jednej strony ostatnie minuty faktycznie są zaskakujące i pozwalają inaczej spojrzeć na jedną z postaci, ale jak na tak długi film, to po prostu za mało. Nie zmienia to faktu, że wspomniane mystery jest największym atutem filmu, a także świetnie skomponowana oprawa muzyczna i występ aktorów. Nie zawiodłam się i na dialogach, które nie są sztucznie przeciągane. Film skupia się na ludzkiej naturze oraz współczesnej moralności. Przez cały film przewija się kwestia grzechów i odpokutowania za nie, choć w dość osobliwy sposób. Najciekawszą postacią jest przywódca wioski, czyli Cheon Yong-Deok. Udało mu się wykreować państwo, w państwie. Miejsce, w którym to on stanowił prawo, o wszystkim decydował, a jego zdanie było niepodważalne. W związku z tym nie dziwi jego chęć ochrony wioski, swojego dorobku, za wszelką cenę. Tutaj oczywiście pomijam kwestie moralne i okoliczności, które doprowadziły do wykreowania takiego miejsca. Moss to dobry film, choć co niektórych może nużyć, dlatego też polecam go przede wszystkim fanom gatunku.

Ocena: 8/10