Honey Pupu

消失打看

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Honey Pupu (xiao shi da kan, 消失打看, siu sat da hon)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 102 min

Reżyseria: Hung-I Chen

Scenariusz: Hung-I Chen, Fu-jin Lam

Obsada: Peggy TsengLin Chen XiWang Zi, Nikki Shie, Daqi Li

Gatunek: fantasy, dramat, romans, młodość.

2. Fabuła.

Film przedstawia losy kilkorga młodych ludzi w kontekście rzeczy/osób zaginionych, wyczekiwaniem końca świata, zatroskaniem o losy pszczół oraz poszukiwaniem własnej tożsamości i sensu życia. Prezenterka radiowa – Vicky, poprzez stronę internetową missing.com, którą założył jej chłopak -Dog, próbuje go odnaleźć, gdyż słuch po nim zaginął. Kobieta zaczyna podejrzewać, że to pewna siebie Playing stoi za zniknięciem jej chłopaka.  By ją odnaleźć Vicky nawiązuje kontakt z członkami społeczności missing.com – Cola, Assassin oraz Money.

3. Muzyka.

W związku z tym, iż  Hung-I Chen zajmuje się  także reżyserią teledysków i reklam, a także pamiętając soundtrack z jego debiutu pełnometrażowego filmu- Candy Rain, wiedziałam, że mogę liczyć na wiele dobrego od oprawy muzycznej. Przede wszystkim muzyka jest nie tylko tłem wydarzeń, ale i ich uczestnikiem. Możemy usłyszeć różnorodne utwory od klasyki (o ile mnie słuch nie myli pamiętam Chopin’a oraz Mozart’a) poprzez rockowe brzmienia, a kończąc na elektronicznych beatach. Przez sporą część filmu miałam wrażenie, że oglądam dobry teledysk muzyczny, niż film.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Honey Pupu to film „indie” i dlatego próżno szukać tutaj znanych nazwisk. Ciężko wskazać mi głównych bohaterów, ponieważ każda z postaci ma swoje 5 minut. Niemniej jednak to Vicky (Peggy Tseng) przybliża widzowi fabułę filmu. Co prawda druga część to w większości trójkąt romantyczny pomiędzy Money (Lin Chen Xi), Assassin oraz Cola (Wang Zi z tajwańskiego boysband’u Bang Bang Tong aka Lollipop). Na pierwszy rzut oka bohaterów nic poza stroną internetową nie łączy, ale szybko okazuje się, że każdy z nich jest na swój sposób zafascynowany tematyką znikania. Jednocześnie widzimy jak starają się utrwalać rzeczy ulotne. I tak Vicky jest zafascynowana fotografią, Assassin zajmuje się sprzedażą staroci, a Cola uwiecznia przedmioty, budynki w swoich rysunkach. Aktorsko film prezentuje się dobrze, a najbardziej podobała mi się Peggy Tseng jako melancholijna Vicky. Z kolei najgorzej poradził sobie Wang Zi, ale na całe szczęście jego bohater nie jest przesadnie wyeksponowany. Aktorzy zostali dobrani dobrze i byłam skłonna uwierzyć w wyrażane przez ich emocje – zwłaszcza intensywny związek Assassin z Money oraz Playing, która jest tu istną femme fatale.

5. Wykonanie techniczne.

Podobnie jak w przypadku Candy Rain, Honey Pupu urzeka przede wszystkim obrazem. Jako że nasi bohaterowie porozumiewają się dzięki stronie internetowej, to sporo dialogów przedstawiono w formie chatu (kwestie w kształcie pojedynczej komory w plastrze miodu). W wielu momentach film jest surrealistyczny, ,,ożywają” rysunki wykonane przez Cola, postacie wkraczają do wyimaginowanego świata (sen, zaświaty), a także w miejsce obecnych budynków pojawiają się ich starsze odpowiedniki. Do tego celu wykorzystano oryginalne i dobrze wykonane efekty specjalne. Wspomnienia (głównie Assassin’a) wyróżniają się czarno-białą kolorystyką. Dzięki dobrej pracy kamery, reżyser sprawia, iż widz odnosi wrażenie  ulotności obrazu, oniryzmu.

6. Ogólna ocena.

Cenię sobie niezależne kino i to bardzo. Zwłaszcza produkcje z Tajwanu zawsze zwracają moją uwagę i stąd też trafiłam na Honey Pupu . Spotkałam się ze skrajnymi opiniami na jego temat – jedni uważają go za ambitny, inni za pseudointelektualny bełkot. Ja osobiście jestem gdzieś pomiędzy, gdyż pomimo świetnej formy, muzyki, dobrej gry aktorów, to brakuje mi przesłania. Honey Pupu to istny zlepek różnorodnych epizodów, których wspólnym elementem jest tematyka zanikania. Przykładowo dowiadujemy się, że Money obawia się  o zmniejszającą się populację pszczół w wyniku fal radiowych emitowanych przez telefony komórkowe, a także zbiera śrubki, ponieważ nigdy nie wiadomo czy nie przydadzą się do naprawienia czegoś. Również w dialogach pomiędzy postaciami zawarto wiele różnorodnych tematów – muzyka, kompozytorzy, sens życia, światy równoległe, poszukiwanie znaczenia miłości, co znaczy dla nas współczesny świat, jak wpływają na nas zmiany w nim zachodzące itp. Moja ulubiona scena to ta, w której bohaterowie przynoszą czarne balony nad morze – bardzo oryginalne. Jak widać jest to totalny misz-masz i przez to brak tutaj konkretnego przesłania. Zachwiana chronologia oraz zagmatwana fabuła nie ułatwiają nam poszukiwań pointy. Oczywiście łatwo dostrzec, że reżyser próbuje uwypuklić problem technologii, która coraz bardziej ingeruje w nasze życie – telefony komórkowe, ipody, laptopy, Internet. Młodzi ludzie przenikają do tego nierealnego świata i gdzieś po drodze zatracają się w nim, a część z nich nie będzie już wstanie z niego wrócić….(tak jak jeden z bohaterów). Jak dla mnie za mało konkretów, za dużo domysłów i braku logiki. Mimo wszystko jest to ciekawy tytuł i warto dać mu szansę. Poza tym zakończenie jest zaskakujące. Komu polecić? Głównie osobom, które lubią filmy o młodości w niekomercyjnym wydaniu.

Ocena: 5+/10