The Epitaph

Tytuł: The Epitaph (Gidam, 기담)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 107 min

Reżyseria:  Jung Bum-SikJung Sik

Scenariusz: Jung Bum-SikJung Sik, Park Jin-Sung

Budżet: 2,8 mln $

Obsada: Kim Bo-KyeongJin GooLee Dong-KyuKim Tae-Woo

Gatunek: dramat, horror, tajemnica.

Horror inaczej

Azjatyckie horrory szturmem zdobyły zachodnią publiczność. Wiele tytułów (głównie japońskich) stało się klasyką gatunku. Sięgając po The Epitaph spodziewałam się kontynuacji nurtu, czyli kobiet z długimi włosami, nawiedzonych domów, duchów uczennic itp. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Bracia Sik zaprezentowali wciągający, miejscami zawiły i bardzo oryginalny horror z dużą dozą dramatu.

Czytaj dalej

Duelist

1. Dane podstawowe.

Tytuł:  Duelist (Hyeongsa, 형사)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2005

Czas trwania: 111 min

Reżyseria: Lee Myung-Se

Scenariusz: Lee Hae-Jyung, Lee Myung-Se

Obsada: Gang Dong-WonHa Ji-WonAhn Sung-Ki

Gatunek: akcja, sztuki walki, kostiumowy, tajemnica.

2. Fabuła.

Korea, czasy dynastii  Chosun. Detektyw Ahn wraz z partnerką Namsoon zostają przydzieleni do sprawy fałszerzy pieniędzy.  W trakcie działań, mających na celu rozbicie szajki, Namsoon wielokrotnie staje do pojedynku z tajemniczym wojownikiem o przydomku Sad Eyes (Smutne Oczy). Kobieta ulega urokowi mężczyzny, jednak uczucie to staje w sprzeczności do jej powinności jako detektywa.

3. Muzyka.

Przez wzgląd na dużą ilość komizmu korzystano z muzyki rodem z kabaretu, która nijak nie pasuje do epoki. Na całe szczęście część utworów instrumentalnych wzorowana jest na tradycji koreańskiej , przez co duch czasów, w których umiejscowiona jest akcja, został (choćby w niewielkim stopniu) odzwierciedlony. Soundtrack to istny msiz-masz – część aranżacji jakby z lat 30., ale także np. rock, muzyka instrumentalna.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W głównej (i praktycznie jedynej) roli kobiecej wystąpiła Ha Ji-Won (Haeundae100 Days With Mr. ArrogantSecret Garden). Pani detektyw Namsoon to typowa wrzeszcząca i strojąca coraz to gorsze miny, wojownicza bohaterka k-dramowa…. Niestety, ale nawet z moim przyzwyczajeniem do ekspresji w koreańskich dramach, nie mogłam jej zdzierżyć. Jak nie trudno się domyśleć ta twarda dziewoja, ni stąd ni zowąd, zakochuje się w enigmatycznym mężczyźnie.  Na całe szczęście Gang Dong-Won (HauntersMaundy ThursdayVoice of a MurdererThe Secret ReunionWoochi) jako Sad Eyes nie musiał uczestniczyć w tych wszystkich głupawych scenach. Z drugiej jednak strony nie miał zbyt dużego pola do popisu, ze względu na rolę – ma mało dialogów, toteż postać przez cały film pozostaje tajemnicza. Drugoplanowa obsada to przede wszystkim wspomniany detektyw Ahn (Ahn Sung-Ki), który naprawdę zagrał bardzo dobrze, a komizm w jego wykonaniu nie był aż tak nachalny i denerwujący, jak w przypadku Namsoon.

5. Wykonanie techniczne.

O ile o bohaterach nie ma co się rozpisywać, gdyż są płascy jak kartka papieru, a sama historia również nierozwinięta, to pozostaje skupić się na oprawie wizualnej. Przyznaję, że pod tym względem jest to jeden z lepszych filmów jakie oglądałam. Sceny pojedynków, choć rozczarowały mnie, bo nie tego się spodziewałam, są przepiękne, utrzymane w artystycznym duchu. I tak mamy na przykład pojedynek w rytmach tanga, choć cieszy oko, to brak realizmu aż nadto daje się odczuć. Nie ma również krwi, choć miecze na tępe nie wyglądają. Fani kina opartego na sztukach walki sromotnie się rozczarują, gdyż nie ma tutaj rozmachu, wymyślnych choreografii walk. Więcej tu tańca z mieczami niż czystej walki. Na pochwałę zasługują kostiumy, charakteryzacja, przecudowne wykorzystanie kolorystyki (czerwony namiot i padający śnieg na długo zapadną mi w pamięci). Montaż jest płynny, choć jak na mój gust przesadzono z licznymi ozdobnikami – przejścia przy spadających przedmiotach, otwieranych drzwiach, rozmycie. Poza tym sporo przyspieszeń (np. pogoń a’la Benny Hill), zatrzymania kadrów, spowolnienia, cudnej gry cieniem, oświetleniem.

6. Ogólna ocena.

Duelist to film przedziwny – zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę w jakim tonie  jest trailer. Zapowiedź jest utrzymana w całkowicie innym charakterze niż większość filmu. Spodziewałam się dramatu, może nawet melodramatu z widowiskowymi scenami walk na miecze…A co otrzymałam? Miejscami żenujący humor (choć przyznaję się, że nie przepadam za komediami), jednowymiarowych bohaterów i ckliwy romans jako wątek główny. Wszystko to osadzone w przepięknych, teatralnych sceneriach. Mało tu też ducha filmu historycznego – np. w czasie pojedynków można usłyszeć rockową muzykę, nie nakreślono również tła wydarzeń. Chociaż film trwa blisko 2 godziny to tak naprawdę niewiele się dzieje. Reżyser skupił się na stronie wizualnej, a nie na historii i postaciach. Romans zbyt nierealistyczny i nielogiczny, wciśnięty na siłę, bo wypada by był w każdym filmie. Aktorzy nie mieli szans by wziąć na swoje barki ciężar filmu, gdyż są zbyt płasko nakreśleni. Przeszkadzał mi także rozdźwięk pomiędzy komediową i poważną stroną filmu. Otóż gdy już przyzwyczaiłam się do niepoważnego tonu pierwszej połowy, to nagle zaczęło robić się zbyt dramatycznie. Mimo to film polecam, gdyż wielokrotnie zachwyca obrazem, a finałowa scena pojedynku to istny majstersztyk pod względem wrażeń estetycznych. Prawdopodobnie już  nie wrócę do tego tytułu, ale jeżeli ktoś nastawia się na niezobowiązującą rozrywkę przy popcornie, a do tego lubuje się w komediach rodem z Korei, to jak najbardziej polecam. Film minął się z moimi oczekiwaniami, więc wyżej ocenić nie byłam w stanie.

Ocena: 6/10

Vampire Prosecutor 2

뱀파이어 검사 2

Tytuł: Vampire Prosecutor 2 (Baempaieo Geomsa 2, 뱀파이어 검사 2)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 60 min

Reżyseria: Yoo Sun-Dong

Scenariusz: Han Jung-HoonKang Eun-Sun

Stacja: OCN

Budżet: ok. 4,4 mln $

Obsada: Yeon Jeong-HunLee Young-AhLee Won-JongLee Kyeong-YeongKim Joo-Young

Gatunek: kryminał, tajemnica, fantasy, akcja.

Wampiryzmu po koreańsku ciąg dalszy

Wampirzy prokurator – Min Tae-Yeon, powraca wraz z drugim sezonem Vampire Prosecutor. W kolejnej odsłonie doszło do kilku zmian – zarówno zza kamery w postaci nowego reżysera, jak i przed kamerą – czyli pojawienie się koronera Jo Jung-Hyun. Czy kontynuacja okazała się równie udana co poprzednik? Osobiście spotkało mnie rozczarowanie, jednakże to wciąż solidna drama kryminalna z wątkiem fantasy w tle.

Czytaj dalej

Moss

Iggi

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Moss (Iggi, 이끼)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 163 min

Reżyseria: Kang Woo-Suk

Scenariusz: Ji Woo Chung

Obsada: Park Hae-IlJung Jae-YoungYoo-SunYu Hae-JinKim Sang-HoKim Jun-Bae

Gatunek: thriller, tajemnica, psychologiczny.

2. Fabuła.

Na podstawie internetowego komiksu autorstwa Yun Tae-Ho.

Ryu Hae-Kuk przyjeżdża do zapomnianej przez ludzi osady na pogrzeb swojego ojca. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcami rządzi Cheon Yong-Deok, który cieszy się niemal boskim autorytetem. Ryu Hae-Kuk zaczyna podejrzewać, że śmierć jego ojca nie była dziełem natury, rozpoczyna więc własne śledztwo.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna została idealnie skomponowana. Jest ona nieodłącznym tłem dla istotniejszych scen i buduje niepowtarzalny klimat napięcia np. w podziemnych tunelach. Kompozytorem do filmu jest Jo Yeong Uk, który ma na swoim koncie soundtracki do takich filmów jak np. The UnjustA Dirty CarnivalSympathy for Lady VengeanceOldboy.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do grupy głównych bohaterach można zaliczyć dwie postacie, czyli Ryu Hae-Kuk oraz Cheon Yong-Deok. W rolę Ryu Hae-Kuk wcielił się Park Hae-Il, który nie do końca mnie przekonał. W wielu scenach jego reakcje wydawały mi się bez życia, bez iskry w oku. Moim zdaniem dość przeciętny występ, zwłaszcza na tle pozostałej obsady. O dziwo, jak na głównego bohatera, dowiadujemy się zaledwie szczątkowych informacji o nim, a większość pytań pozostaje bez odpowiedzi np. nie wiemy dlaczego nie utrzymywał kontaktu z ojcem, ani jakie wydarzenia z przeszłości łączą go z prokuratorem Park Min-Wook. Rola ,,sołtysa” przypadła Jung Jae-Young, który idealnie pasował do odgrywanego bohatera. Od razu zwróciłam uwagę na jego głos – niestety nie przypominam sobie żadnego filmu z nim i nie wiem czy po prostu ma taką barwę głosu, czy po prostu specjalnie ją modulował – niski, bardzo męski, a jednocześnie dźwięczny. Udało mu się bezbłędnie ukazać np. różnice w poruszaniu się w zależności od wieku – w końcu poznajemy go jako 70 paroletniego staruszka, a w retrospekcjach jako mężczyznę w sile wieku. Postać tajemnicza, która bez trudu wzbudza poczucie niepokoju i podejrzliwości. Dzięki swojej charyzmie i intelektowi udało mu się stworzyć własny świat, w którym cieszył się bezwarunkową lojalnością i poważaniem pośród mieszkańców wioski. Na grono postaci drugoplanowych składają się przede wszystkim mieszkańcy osady, czyli Kim Deok-Chun (Yu Hae-Jin – WoochiThe Unjust), Jeon Seok-Man (Kim Sang-Ho – WoochiMoby Dick), jedyna kobieta w tym gronie – Lee Young-Ji (Yoo-Sun), a także prokurator Park Min-Wook (Yu Jun-Sang). Cała obsada drugoplanowych bohaterów wykazała się solidnymi kreacjami. O każdym z  głównych mieszkańców osady dowiadujemy się najważniejszego, czyli dlaczego postanowili zamieszkać w odciętym od świata miejscu. Okazuje się, że są to przestępcy, którzy nie mieli dokąd się udać i tylko Cheon Yong-Deok zaoferował im możliwość zrobienia czegoś ze swoim życiem, odkupienia win. Bardzo podobał mi się Yu Jun-Sang jako prokurator, ponieważ wykreował bezkompromisową postać, która od razu zwróciła moją uwagę. W zdominowanym przez mężczyzn świecie, jedyną ostoją kobiecości staje się Lee Young-Ji, której życie nie rozpieszcza. Jako młoda dziewczyna została zgwałcona, by następnie być nałożnicą swojego wybawiciela – Cheon Yong-Deok. Przyznaję, że od razu było mi jej żal, bo nie dość, że jest regularnie wykorzystywana seksualnie przez ludzi sołtysa, to jeszcze nie widać końca tej udręki. W związku z tym nie dziwi fakt, że staje się sprzymierzeńcem Ryu Hae-Kuk. Chociaż przez praktycznie cały film Lee Young-Ji jawi się jako słaba, zrezygnowana kobieta, to końcowe minuty pozwalają inaczej spojrzeć na jej postać.

5. Wykonanie techniczne.

Bardzo spodobał mi się plan osady, scenografie są dobrze dopracowane. Wiele scen ma miejsce nocą, czy też w pomieszczeniach o ograniczonym oświetleniu. Co idealnie odzwierciedla tajemnice i mroczne sekrety skrywane przez mieszkańców wioski. Moss nie zaliczyłabym do filmów krwawych,  jednak nie brakuje scen przemocy, chociaż widzimy raczej sam efekt, niż proces (dlatego między innymi film ten można podpiąć pod gatunek ,,psychologiczny”). Ciężki klimat rozładowuje nienachalny humor, związany głównie z postaciami ludzi sołtysa. Na słowa pochwały zasługuje charakteryzacja Jung Jae-Young.

6. Ogólna ocena.

Moss ma wszelkie atrybuty dobrego thrillera, otóż jest odosobniona wioska, trup, podejrzany przywódca, wątpliwej moralności mieszkańcy. Na przestrzeni tak długiego filmu (163 min) przez dobre 90 min udało się reżyserowi budować poczucie oczekiwania, niepokoju u widza. Siedziałam jak zaczarowana przed monitorem, gdy na jaw wychodziły kolejne powiązania, jasne stawało się, że coś jest nie tak, a mieszkańcy skrywają jakiś sekret. Mimo wielu wątków pobocznych, które związane były z przybliżeniem historii ludzi Cheon Yong-Deok, to fabuła jest spójna i nie marginalizuje głównego nurtu fabularnego. Z pewnością dla wielu osób fabuła może brzmieć jak kolejny film detektywistyczny, nic bardziej mylnego, ponieważ Moss ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Rozpoczyna się intrygująca gra w kotka i myszkę. Widza raczy się kolejnymi zwrotami akcji, ale muszę przyznać, iż gdzieś po ok. 90 min tempo siada i film zaczyna nużyć. Zapewne wynika to z budowanego klimatu, gdyż po takim oczekiwaniu widz pragnie fajerwerków i zadziwiającego zakończenia. Z jednej strony ostatnie minuty faktycznie są zaskakujące i pozwalają inaczej spojrzeć na jedną z postaci, ale jak na tak długi film, to po prostu za mało. Nie zmienia to faktu, że wspomniane mystery jest największym atutem filmu, a także świetnie skomponowana oprawa muzyczna i występ aktorów. Nie zawiodłam się i na dialogach, które nie są sztucznie przeciągane. Film skupia się na ludzkiej naturze oraz współczesnej moralności. Przez cały film przewija się kwestia grzechów i odpokutowania za nie, choć w dość osobliwy sposób. Najciekawszą postacią jest przywódca wioski, czyli Cheon Yong-Deok. Udało mu się wykreować państwo, w państwie. Miejsce, w którym to on stanowił prawo, o wszystkim decydował, a jego zdanie było niepodważalne. W związku z tym nie dziwi jego chęć ochrony wioski, swojego dorobku, za wszelką cenę. Tutaj oczywiście pomijam kwestie moralne i okoliczności, które doprowadziły do wykreowania takiego miejsca. Moss to dobry film, choć co niektórych może nużyć, dlatego też polecam go przede wszystkim fanom gatunku.

Ocena: 8/10

Liar Game

ライアーゲーム

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Liar Game (ライアーゲーム)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2007

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 45 min (ostatni 182 min)

Obsada: Erika TodaShota Matsuda

Gatunek: psychologiczny, thriller, tajemnica.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi autorstwa Kaitani Shinobu (甲斐谷忍).

Nao Kanzaki to łatwowierna uczennica, która pewnego dnia zastaje przed drzwiami swojego domu pudło ze 100.000.000 yen’ów. Dowiaduje się także, iż została wybrana do wzięcia udziału w grze ,, Liar Game”. Ze względu na swoje usposobienie nie jest w stanie okłamywać innych, dlatego też dziewczyna zwraca się o pomoc do znanego oszusty Akiyamy Shinichi.

3. Muzyka.

Głównie elektroniczne beat’y, które skutecznie wypełniały przestoje i momenty, gdy toczyły się kolejne rundy gry. Spodobał mi się utwór z openingu. Nie zabrakło także dźwięków podkreślających np. czyiś wzrok, przez co drama stała się  jeszcze bardziej karykaturalna. Pozytywnie zaskoczył mnie ostatni odcinek, który zawierał znany utwór z Requiem for a dream, a także utwory chóralne i operowe.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W rolę Nao Kanzaki wcieliła się urodziwa Erika Toda. Z informacji które znalazłam wynika, iż drama dobrze odzwierciedla mangę i jej bohaterów. W związku z tym nie będę krytykowała aktorki za taką a nie inną rolę, gdyż wygląda na to, że świetnie odwzorowała swoją bohaterkę. Jednak nie zmienia to faktu, że Nao Kanzaki to bardzo płytka postać, której daleko do realizmu. Jej zachowanie a’la Sierotka Marysia spotęgowano zarówno gestami (ciągłe składanie dłoni z przodu), ale także ubiorem (koronki, falbanki, róż, biel itp.). Dziewczę o krystalicznie czystym sercu, które ślepo ufa ludziom i w każdym widzi dobro. Nie mieści się jej w głowie, że ktoś może działać na jej niekorzyść. Dla jednych może wydawać się wymierającym gatunkiem, a dla innych zwykłą głupiutką dziewczyną, która nic nie wie o życiu i ludziach. Zaliczam się do tej drugiej grupy, gdyż jej naiwność momentami wołała o pomstę do nieba. Chociaż to na Nao Kanzaki  skupia się fabuła, to show skrada jej Shota Matsuda jako Akiyama Shinichi.  Z całego grono pajaców-graczy, to Akiyama przykuwa uwagę widza i zachęca do sięgania po kolejne odcinki. Akiyama Shinichi to znany oszust, który zaraz po opuszczeniu więzienia postanawia pomóc Nao w Liar Game. Wytrawny strateg, błyskotliwy, zawsze opanowany, potrafi zwodzić swoich rywali jak nikt inny, a do tego aura tajemniczości nad jego osobą oraz przeszłością. A to wszystko okraszone dobrą grą Shot’y Matsud’y, do którego postać Akiyamy pasowała jak szyta na miarę. Poza tą dwójką przez dramę przewija się całe mnóstwo postaci drugoplanowych, które określiłabym mianem ,,surrealistycznego cyrku”. O ile w przypadku głównych bohaterów uniknięto grzechu kardynalnego japońskich dram, czyli przesadnej ekspresji, o tyle pozostałe postacie rażą swoją karykaturalnością. Na czoło tego ekscentrycznego zbiegowiska wybija się Yu Tsukahara (Kosuke Suzuki) z ,,grzybem” na głowie wraz ze swoim dzikim śmiechem. Pozostałych graczy nie będę przybliżać, gdyż jest ich zbyt wielu.

5. Wykonanie techniczne.

Wykonanie techniczne jest słabe, ale muszę przyznać, iż pasowało do tej serii. Wystroje wnętrz są ubogie, ale bardzo kolorowe. Podobnie jak różnobarwne odcienie nieba i naturalnego oświetlenia- czerwone, zielone, fioletowe. Reżyseria odpowiednia do klimatu serii, występują zbliżenia na elementy charakterystyczne dla danych postaci (np. złoty ząb), czy też spojrzenia.

6. Ogólna ocena.

Przy niewątpliwych wadach, o dziwo, ,,Liar Game” oglądałam z zainteresowaniem. Gdy już przywyknie się do charakterystycznego wykonania, ekspresji aktorów i przebrnie przez nudnawy początek, to serię można dosłownie pochłonąć. Z przyjemnością sięgałam po każdy kolejny odcinek, a rundy gry były ciekawe i nieprzewidywalne. Nigdy nie było wiadomo kto kogo zdradzi, ponieważ nawet zawierane sojusze nie stanowiły gwarancji zwycięstwa. Przy każdej rundzie widz poznaje przyjętą  strategię, a także jej wdrażanie w życie, co ma nas przekonać o geniuszu strategicznym Akiyamy. Niektóre rozwiązania były dość oczywiste, inne zaskakujące. Drama nosi znamiona psychologicznej, a momentami także thriller’a. Całkiem przyjemna seria o ludzkiej chciwości, bezwzględności, zaślepieniu pieniędzmi, egoizmie. Totalnym przeciwieństwem tych cech jest Nao, która stopniowo pokazuje pozostałym graczom co oznacza zaufanie i wiara w ludzi. Główną zaletą Liar Game jest wciągająca fabuła oraz postać Akiyamy. Odrobinę razi moralizatorski wydźwięk dramy, ale wadę tę skutecznie przyćmiewają inne. Ja przy Liar Game świetnie się bawiłam (no może poza 2-3 pierwszymi odcinkami oraz ostatnim, który ciągnął się w nieskończoność), dlatego też polecam, zwłaszcza jeśli jest ktoś przyzwyczajony do ekspresji Japończyków.

Ocena: 8/10

Vampire Prosecutor

뱀파이어 검사

Tytuł: Vampire Prosecutor (Baempaieo Geomsa, 뱀파이어 검사)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 12

Czas trwania: 60 min

Obsada: Yeon Jeong-HunLee Young-AhLee Won-JongJang Hyun-Sung

Gatunek: kryminał, tajemnica, fantasy, akcja.

Wampiryzm po koreańsku.

W dobie fascynacji wampirami oraz innymi fantastycznymi stworzeniami ciężko jest o oryginalność. Czasy, gdy sam fakt poruszania tematyki wampiryzmu był czymś przykuwającym uwagę – minęły bezpowrotnie. Zawsze jednak można z prokuratora zrobić wampira, czemu nie?

Czytaj dalej

Moby Dick

1. Dane podstawowe.모비딕

Tytuł: Moby Dick (Mobidik, 모비딕, The Informers)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 112 min

Obsada: Hwang Jung MinJin GooKim Min HeeKim Sang Ho

Gatunek: akcja, tajemnica.

2. Fabuła.

1994 r. w wyniku tajemniczej eksplozji zostaje zniszczony Most Balam na peryferiach Seulu. Dziennikarz Lee Bang-Woo postanawia wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia. Nieoczekiwanie kontaktuje się z nim dawny przyjaciel Yoon-Hyuk, który twierdzi, że posiada dowody na to, że wybuch nie był przypadkowy.

3. Muzyka.

Odrobinę się rozczarowałam soundtrackiem, gdyż w kilku istotnych scenach zabrakło mi zdecydowanego utworu, który podkreśliłby emocjonalny przekaz obrazu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Śmiem twierdzić, iż to własnie gra aktorów jest największym atutem filmu. Do kręgu głównych postaci możemy zaliczyć trójkę dziennikarzy oraz informatora. W rolę Lee Bang-Woo wcielił się Hwang Jung Min (The Unjust). Lee Bang-Woo  to arogancki i pewny siebie reporter, który zrobi wszystko, aby prawda wyszła na jaw. Hwang Jung Min po raz kolejny przekonał mnie do siebie realizmem swojego bohatera. W jego oczach widać determinację, a wyrażane przez niego emocje są bardzo naturalne. Rolę informatora zagrał Jin Goo (TruckMotherA Bittersweet Life). Co prawda jego występ nie jest tak zjawiskowy jak Hwang Jung Min, to jednak udało mu się dobrze oddać charakter postaci. Podobał mi się i w scenach ucieczek, walk, jak i tych bardziej emocjonalnych (np. gdy próbuje się powiesić). Cichym bohaterem filmu okazał się Kim Sang-Ho jako dziennikarz Son Jin-Ki, który jest etatowym drugoplanowym aktorem w wielu koreańskich filmach. Ze względu na jego fizjonomię można liczyć na dawkę humoru, co również ma miejsce w Moby Dick. Zdecydowanie najbardziej sympatyczna postać, dlatego z przejęciem oglądałam sceny, gdy jego życie wisiało na włosku. Żeby nie było nudno znalazło się także miejsce dla pięknej pani ekspert od komputerów, czyli Sung Hyo-Kwan (w tej roli Kim Min-Hee). Według mnie pełniła funkcje raczej czysto estetyczne, aby sami mężczyźni nie przewijali się w filmie. Do tego mnóstwo postaci drugoplanowych i epizodycznych, ale nikt specjalnie nie zapadł mi w pamięci.

5. Wykonanie techniczne.

Moby Dick to reżyserski debiut Park In-Je. Muszę przyznać, iż okazał się to udany debiut. Czekam na więcej filmów wspomnianego pana i z pewnością będę śledziła kolejne jego produkcje. Podobała mi się realistyczna reżyseria, która idealnie pasowała do zabiegów czysto kinowych, czyli np. oświetlenia (chwilami nikłego), czy też wyblakłej kolorystyki. Chociaż film nosi w sobie znamiona Hollywoodzkich filmów konspiracyjnych, to jednak udało się uniknąć niepotrzebnych i biorących się znikąd efekciarskich scen akcji. Te, które możemy oglądać są dobrze wpasowane i nie przysłaniają fabuły. Świetne sceny związane z pościgami samochodowymi np. scena nocą w tunelu oraz bardzo realistyczna kraksa, która dla jednej z postaci kończy się tragicznie. Wrażenie wywarła na mnie także scena z końca filmu, gdy Lee Bang-Woo śni o tym jak dotyka białego wieloryba.

6. Ogólna ocena.

Film rozpoczyna się cytatem z Moby Dick’a autorstwa Hermana Melville: ,,Liczba tych, którzy wiedzą o istnieniu białego wieloryba i walczą z nim, jest zaiste niewielka” (moje wolne tłumaczenie z angielskiego). W przypadku filmu Moby Dick tytuł odnosi się do tajnej organizacji (rządu?), która kontroluje różne sfery życia obywateli zza kulis. Znalazłam informacje, iż film ma jakieś znamiona bycia opartym na prawdziwych wydarzeniach, ale nie chcę w to wnikać, gdyż nie zgłębiałam się w ich wiarygodność. Sam tytuł to także bardziej prozaiczna sprawa, a mianowicie kawiarnia, w której wspomniana organizacja inwigilowała społeczeństwo, nosiła właśnie taką nazwę. Tak czy inaczej film ukazuje istotny okres dla Korei Południowej, która od niedawna cieszyła się pełną demokratyzacją kraju. Dobrze odzwierciedlono dociekliwość wolnych mediów. Zaletą jest niewątpliwie unikanie pobocznych wątków, które dla niektórych mogły się wydawać nieuniknione np. romans Lee Bang-Woo z Sung Hyo-Kwan. Dialogi nie są sztucznie przedłużane, nie marnuje się czasu i inteligencji widza na tłumaczenie oczywistych spraw. Struktura filmu jest przemyślana, bez nagłych demaskacji i zwrotów akcji, co dobrze współgra z poruszaną tematyką. Na pierwszy plan wysuwa się dziennikarskie śledztwo. Aktorzy spisali się na medal, jednak teraz posypie się kilka gorzkich słów. Bo niby wszystko w Moby Dick jest takie jakie być powinno, ale po seansie odczuwa się niedosyt. Mój główny zarzut dotyczy schematyczności. Mam tu na myśli wrażenie, że reżyser chciał upchnąć wszelkie możliwe elementy gatunku w jeden film. A co za tym idzie mamy: cynicznego reportera, który za punkt honoru stawia sobie dotarcie do prawdy, szefa, który nie zgadza się na zajęcie się sprawą, krępego pomocnika, pełniącego wielokrotnie funkcje komiczne, a także seksowną asystentkę-informatyczkę. Nie można zapomnieć o wielkiej, tajnej i wszechmocnej organizacji, spisku, w który zamieszany jest rząd oraz to co drażniło mnie najbardziej, czyli wpadanie na rewelacyjne pomysły dotyczące sprawy dzięki, wydawałoby się, nic nie znaczącym słowom, przedmiotom. Żeby było zabawniej to w takich chwilach bohaterowie patrzą się na sobie i już wiedzą (telepatycznie zapewne), że znaleźli genialną wskazówkę. Na minus jest także fakt, iż zbyt szybko, zbyt wiele wiadomo. Filmu nie ratuje nawet kilka pytań, które do samego końca pozostają bez odpowiedzi…Podsumowując, Moby Dick to film dobry, ale nie rewelacyjny. Obejrzenie go nie jest stratą czasu, ale też nie wciąga widza bez reszty, nie trzyma w napięciu do ostatnich chwil. Ot, przyzwoity średniak wśród filmów o wielkim spisku i dziennikarskim śledztwie.

Ocena: 6/10

Trailer

Confessions

1. Dane podstawowe.告白

Tytuł: Confessions (Kokuhaku, 告白)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 106 min

Obsada: Takako MatsuKaoru FujiwaraYukito NishiiMasaki OkadaYoshino Kimura

Gatunek: dramat, thriller, tajemnica, psychologiczny.

2. Fabuła.

Na podstawie powieści pod tym samym tytułem, autorstwa  Kanae Minato.

Na jednych z zajęć lekcyjnych nauczycielka, Yoko Moriguchi, oznajmia swoim uczniom, iż rezygnuje z pracy. W klasie panuje chaos, uczniowie robią wszystko, poza słuchaniem nauczycielki. Jednak ich uwaga skupia się na Moriguchi, gdy ta mówi uczniom, iż jej 4-letnia córeczka została zamordowana przez dwóch jej podopiecznych. Przez wzgląd na młodociany wiek sprawców nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej, dlatego też nauczycielka przygotowała własny, misterny plan zemsty.

3. Muzyka.

Soundtrack bardzo zróżnicowany – od klasyki w wykonaniu Johan Sebastian Bach, po popularny Radiohead. Muzyka zaskoczyła mnie, gdyż część utworów utrzymana jest w charakterze alternatywy. Zapewne dla części widowni soundtrack okaże się arcydziełem, jednak dla pozostałych chaotyczną zbieraniną przeróżnych gatunków, które nie zawsze pasowały do obrazu. Ja zaliczam się do grupy „pomiędzy”, gdyż z jednej strony nie można powiedzieć, iż oprawa muzyczna nie robi wrażenia, jednak z drugiej jej różnorodność działa na niekorzyść i chwilami pozostawiała wrażenie, że oglądam film dla emo-nastolatków.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Gra aktorów jest rewelacyjna. Często gra Japończyków mi nie odpowiada, ponieważ ciężko przyzwyczaić się do ich specyficznej mimiki twarzy oraz ekspresji w sposobie mówienia. Natomiast Confessions to chlubny dowód na to, iż jak się chce to można. Takako Matsu jako nauczycielka Yoko Moriguchi wypadła bardzo dobrze. Świetnie pasowała od roli opanowanej, chwilami wręcz przerażająco beznamiętnej kobiety, która bez wahania wdraża swój plan zemsty. Mimo dobrego występu Takako Matsu, to dwójka nastolatków – Kaoru Fujiwara (jako Naoki Shimomura) oraz  Yukito Nishii (jako Shuya Watanabe), bryluje na ekranie. Zwłaszcza ten pierwszy wywarł na mnie ogromne wrażenie. Kapitalnie poradził sobie we wszystkich scenach, w których jego bohater postradał zmysły. W filmie występuje także wiele postaci drugoplanowych. Większość z nich to nastolatkowie, którzy albo doświadczają przemocy na własnej skórze, albo też sami są oprawcami. Jedynym bohaterem, który nie jest opanowany przez destrukcyjnie negatywne emocje jest młody nauczyciel – Yoshiteru Terada (w tej roli Masaki Okada, znany mi z Otomen). Jego zapał, szczere intencje i wiara w misję nauczyciela, który ma być przyjacielem dla swoich podopiecznych – wydają się naiwne, gdyż nie zdaje on sobie sprawy z pokładów agresji jakie drzemią w jego uczniach.

5. Wykonanie techniczne.

O ile fabuła momentami jest naciągana, a sam film zawiera kilka dłużyzn, o tyle Confessions to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ceni sobie filmy od strony wizualnej. Tutaj olbrzymia zasługa leży po stronie reżysera – Tetsuya Nakashima. Film cieszy oko, pozostawia widza z wrażeniem surrealizmu i nienagannej estetyki przekazu. Tytuł utrzymany w bardzo surowych, zimnych odcieniach – przede wszystkim szarości oraz błękitu. Często wykorzystano zabieg spowolnienia ruchów bohaterów, czy też skupienie się na rozbryzgujących kroplach deszczu, kałuży, herbaty itp. Efekt jest nie do opisania, gdyż  to po prostu trzeba zobaczyć. Bardzo podobały mi się ujęcia nieba zasnutego chmurami. Scenografie są ubogie, można odnieść wrażenie, iż żaden przedmiot nie jest przypadkowy, wszystko ma swoje miejsce. Urzekła mnie sterylność obrazu, jednak efekt ten wynikał przede wszystkim z zastosowanej kolorystyki.

6. Ogólna ocena.

Film nierówny. Według mnie fabuła jest słaba, zbyt amerykańska (np. pobudki Shuyi, jego relacje z matką, cały epizod z bombą…). Jednak od strony czysto technicznej film jest niezapomniany. Aktorzy spisali się na medal i nie można niczego im zarzucić. Jeden z bardziej przygnębiających filmów jakie przyszło mi oglądać, ale nie przez wzgląd na losy bohaterów, tylko ze względu na formę. Kolorystyka uboga, paleta kolorów ogranicza się przede wszystkim do odcieni koloru niebieskiego, szarego, czarnego oraz bieli. Do tego spowolnienia, świetna reżyseria, skupienie na detalach – dzięki czemu nawet scena nalewania herbaty była pełna emocji. Confessions to film, który poprzez motyw zemsty porusza istotną kwestię bezkarności młodocianych przestępców, ale także osamotnienia i skrajnego indywidualizmu nastolatków w surowym, zurbanizowanym świecie. Tytuł ten jest mieszanką wielu gatunków, gdyż jest także wątek romantyczny, elementy horroru, dramatu, filmu psychologicznego. Poprzez dość oryginalną formę wiele scen wydaje się być nierealnymi, surrealistycznymi, jakby wyśnionymi przez czyiś chory umysł. Agresja dzieci (13-latkowie to według mnie bardziej dzieci niż nastolatkowie) silnie kontrastuje z tradycyjnym postrzeganiem dzieci jako symbolu niewinności, bezbronności oraz czystości (myśli i ciała). Film nie jest lekki i przyjemny, gdyż po seansie widza pozostawia się z pytaniami co do realności tego co przed chwilą zobaczył. Zakończenie nie jest jednoznaczne, chociaż nietrudno się domyślić co wydarzyło się naprawdę, a co było jedynie wizją zemsty idealnej. Confessions całkowicie mnie do siebie przekonał, ale tylko dzięki stronie technicznej oraz aktorom. Film jak najbardziej godny polecenia chociażby po to, by zobaczyć jak z przeciętnego pomysłu na fabułę, można wykrzesać tyle poetyckości tylko dzięki obrazowi oraz oprawie muzycznej.

Ocena: 8/10

Napisy PL

Trailer