Crows Zero

1. Dane podstawowe.クローズゼロ

Tytuł: Crows Zero (クローズゼロ,  クローズZERO, kuroozu zero)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 129 min

Główni aktorzy: Oguri ShunYamada Takayuki

Gatunek: akcja, komedia, szkoła, młodość.

2. Fabuła.

Na podstawie magi o tym samym tytule, autorstwa Takahashi Hiroshi (高橋ヒロシ).

Takiya Genji, syn szefa yakuzy, jests nowym uczniem męskiego liceum Suzuran. Szkoła ta słynie z wszechobecnych gangów i brutalności uczniów. Genji za cel stawia sobie zdobycie władzy w szkole, jednak by tego dokonać musi zebrać odpowiednią ilość ludzi i pokonać Serizaw’ę.

3. Muzyka.

Głównie punkowo-rockowe utwory, które dobrze odzwierciedlają buntowniczą tematykę filmu. Oprawa muzyczna idealnie wpasowuje się w obraz, tworząc niepowtarzalny klimat. Jedyne co mi przeszkadzało to popowy występ jednej z bohaterek filmu – całkowicie mi nie pasował do reszty filmu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W głównej roli męskiej, Takiya Genji,  możemy oglądać Oguri Shun (Hanazakari no kimitachi e). Zdecydowanie bardziej wolę go w roli zbuntowanego dzieciaka niż bohatera komedii romantycznych. Często napotykam się na komentarze uwielbienia dla tego aktora – wg mnie ani on przystojny, ani talentu wielkiego nie ma, więc czym się tu zachwycać? Jednakże, jednego mu nie mogę odmówić – jego rola w Crows Zero jest bardzo realistyczna, wiarygodna. Jego bohater to zagubiony dzieciak, który stara się być „złym gangsterem”, bo nie widzi innego celu w swoim życiu. Odnośnie drugiej głównej postaci – Serizaw’y Tamao, w którą wciela się Yamada Takayuki – jego bohater to urodzony przywódca, troszczy się o swoich ludzi, a on sam otoczony jest aurą tajemniczości. Polubiłam go w większym stopniu niż wspomnianego Genji’ego. Postaci drugoplanowych jest całe mnóstwo i nie sposób wspomnieć o wszystkich. Muszę przyznać, iż wszyscy „zbuntowani” zrobili na mnie spore wrażenie pod względem realizmu odzwierciedlenia swoich postaci. Jeszcze tylko napomknę o roli kobiecej, czyli Ruce, którą gra Kuroki Meisa. Póki co we wszystkich filmach, w których ją widziałam, robiła za dekorację, w Crows Zero nie jest inaczej.

5. Wykonanie techniczne.

Zgaduję, że przez fakt, iż podstawą dla filmu była manga,a reżyserem Miike Takashi (4.6 Billion Year Love), bohaterowie obdarzeni są nadprzyrodzoną siłą. Przez co bójki są mało realne, tak samo jak scena „gry w kręgle”. Mimo to takie rozwiązania pasowały do konwencji filmu i podkreślały komiczną stronę tytułu. Co do zdjęć – przypadły mi do gustu sceny skąpane w promieniach zachodzącego słońca, chociaż były bardziej baśniowe niż realistyczne.

6. Ogólna ocena.

Po film sięgnęłam skuszona pozytywnymi opiniami oraz tematyką praktycznie identyczną co w filmie Aoi Haru. Niestety, oprócz tematyki zbuntowanej młodzieży, walki o dominację w szkole i dobrej muzyki, oba filmy nie łączy nic więcej. Podczas seansu miałam wrażenie, że oglądam Live Action jakiegoś anime z gatunku shounen. Crows Zero jest nastawione nie na przesłanie, fabułę, ukazanie psychiki bohaterów, a (coby nie owijać w bawełnę) na mordobicie. Nie znajdziemy tutaj poruszających dialogów. Niestety spłycenie filmu jedynie do bójek i przekonywania kolejnych klas do przechodzenia na swoją  stronę, spowodowało, że może szybko stać się monotonny i zanudzi widza. Mnie akurat to nie spotkało, gdyż wystarczająco dużo działo się na ekranie i chciałam się przekonać kto w końcu przejmie władzę w szkole. Zakończenie dobre, chociaż spodziewałam się czegoś innego. Podsumowując – Crows Zero to przyzwoity film akcji okraszony komediowymi wstawkami (padłam, gdy Genji szukał w notatkach co ma powiedzieć, by zdobyć sobie posłuch w klasie), w sam raz dla kogoś kto szuka filmu, przy którym nie trzeba wysilać szarych komórek.

Ocena: 6+/10

Hanazakari no kimitachi e

1. Dane podstawowe.Hana Kimi

Tytuł: Hanazakari no kimitachi e (花ざかりの君たちへ, Hana Kimi)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2007

Liczba odcinków: 12

Czas trwania odcinka: 54 min

Główni aktorzy: Horikita MakiOguri ShunIkuta Touma

Gatunek: komedia, romans, szkoła, przyjaźń, sport.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi o tym samym tytule autorstwa Nakajou Hisaya.

Sano Izumi  w wyniku kontuzji porzuca karierę sportową skoczka wzwyż. Ashiya Mizuki, która jest wielką fanką Sano i jednocześnie obwinia siebie za kontuzję idola, postanawia przekonać go do powrotu na stadion. W tym celu przeprowadza się z USA do Japonii i zapisuje się do tej samej szkoły, do której uczęszcza Sano. Sprawa niestety nie jest taka prosta, gdyż były sportowiec uczęszcza do szkoły dla chłopców. Jednak dla Mizuki nie ma rzeczy niemożliwych – przebiera się za chłopaka i dostaje się do szkoły swojego idola. Zrządzeniem losu zamieszkują nawet w tym samym pokoju. Drama opowiada losy tej dwójki, starania Mizuki by ukryć swoją płeć, a w tle poznajemy zażartą rywalizację o dominację w szkole toczoną przez trzy akademiki.

3. Muzyka.

Szczerze powiedziawszy soundtrack nie przykuł mojej uwagi. Strona muzyczna pozostała całkowicie anonimowa i pod tym względem określiłabym Hana Kimi jako typowo „dramowa”.

4. Gra aktorska.

Horikita Maki jako Ashiya Mizuki pasowała mi do tej roli i od początku przekonała mnie do swojej postaci. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o Oguri Shun jako Sano Izumi. Jego bohater był denerwujący i zachowywał się jak obrażona dziewoja, ciągle niezadowolony – a gra aktorska niestety nie była porywająca. Ogromnym plusem dramy jest Ikuta Touma jako Nakatsu Shuuichi – jego postać jest bardzo dobrze skonstruowana i przede wszystkim zagrana. W związku z tym, iż jest to drama typowo szkolna nie brak tutaj mnóstwa postaci drugoplanowych. Z tego co pamiętam wszyscy wywiązali się przyzwoicie ze swojego zadania – zwłaszcza w scenach komediowych.

5. Wykonanie techniczne.

Przyzwoicie, zwłaszcza iż drama utrzymana jest w charakterystycznym mangowym klimacie.

6. Ogólna ocena.

Z góry przepraszam za krótką i niepełną ocenę, ale dramę tę widziałam dawno temu. Wpis zostanie uzupełniony, jeżeli obejrzę ją ponownie.

Hana Kimi jako romans wypada słabo, jak dla mnie gdyby wyciąć go to nie wpłynąłby ten fakt ujemnie na moją ocenę serii. Atutem dramy jest jej strona komediowa i to ona najbardziej mi przypadła do gustu. Zmagania pomiędzy klanami są przezabawne, często niepozbawione absurdu i groteski. Nie zabrakło odniesień do japońskiej kultury masowej. Pod tym względem dramę ogląda się bardzo przyjemnie, a fabuła nie jest aż taka istotna (w końcu ileż dram opiera się na schemacie „przebieranek”). Jest to z pewnością seria lekka, łatwa i przyjemna, nastawiona przede wszystkim na zagwarantowanie rozrywki widzowi. Hana Kimi z pewnością spodoba się osobom, które szukają niezobowiązującej rozrywki z romansem w tle.

Ocena: 7/10