Signal

 

32432

Tytuł:  Signal (Sigeuneol,  시그널)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2016

Liczba odcinków: 16

Czas trwania odcinka: 75 min

Stacja telewizyjna: tvN

Reżyseria:  Kim Won-Suk

Scenariusz:  Kim Eun-Hee

Obsada: Lee Je-HoonKim Hye-SooCho Jin-WoongJang Hyun-SungJung Hae-KyunKim Won-HaeLee Yoo-Joon

Gatunek: kryminał, dramat, science-fiction.

Podróż w czasie inaczej

Motyw podróży w czasie często występuje zarówno w filmach, jak i w serialach. Któż z nas nie chciałby skorzystać z możliwości zmiany przeszłości? Na taką okazję natrafia Park Hae-Young – policyjny profiler (psycholog policyjny zajmujący się profilami psychologicznymi przestępców). Pewnego wieczoru policjant słyszy dziwny dźwięk – okazuje się, że to krótkofalówka, a nadawcą sygnału jest detektyw Lee Jae-Han. Mężczyzna twierdzi, że jest rok 2000 i zajmuje się sprawą porwania dziecka. Zaintrygowany Park Hae-Young postanawia dowiedzieć się więcej o detektywie i sprawie, którą bada.

Czytaj dalej

Fashion King

패션왕

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Fashion King (패션왕, Paeseon Wang)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Lee Myung-Woo

Scenariusz: Kim Ki-Ho, Lee Sun-Mi

Obsada: Yoo Ah-InShin Se-KyungLee Je-HoonYuri

Gatunek: moda, melodramat, biznes.

2. Fabuła.

Drama skupia się na czwórce młodych ludzi, którzy są związani z modą. Young-Gul marzy o karierze projektanta, ale z powodu braku funduszy prowadzi zaledwie niewielki zakład krawiecki w Dongdaemun. Z kolei utalentowana Ga-Young, której rodzice zginęli, gdy była mała, została wychowana przez ciotkę, a obecnie pracuje w prowadzonym przez nią butiku. Kolejna dwójka to zdeterminowana Choi An-Na, skrzętnie wykorzystująca uczucie, którym darzy ją syn potentata branży modowej – Jung Jae-Hyuk. Nieoczekiwanie losy całej czwórki krzyżują się.

3. Muzyka.

Standardowe smętne balladki o wielkim bólu i  czarnej rozpaczy. Co prawda całkiem dobrze się ich słucha, jednak wydaje mi się, że można było pokusić się o większą różnorodność zastosowanych motywów muzycznych.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Niestety, ale pod względem doboru obsady bywa różnie. Za Yoo Ah-In (Antique BakerySeonggyungwan Scandal ), wcielającym się w postać Kang Young-Gul, nie przepadam i wątpię by się to szybko zmieniło. Choć pasuje do ról niegrzecznych chłopców, to w przypadku Fashion King przesadzał wielokrotnie z ekspresją. Nie mogłam znieść jego grymasów twarzy i dziwacznego sposobu mówienia z miną jakby przed chwilą zjadł cytrynę. Nie dość, że aktor, którego nie lubię, to na domiar złego wciela się w skrajnie niesympatycznego bohatera. Kang Young-Gul jest grubiański, zachowuje się jak pępek świata, na bogaczy patrzy z góry, a wobec kobiet jest zaborczy i traktuje Lee Ga-Young jak swoją własność. Przykłady? Proszę bardzo – robi wielką aferę tylko dlatego, że Jung Jae-Hyuk nie chce mu dać pieniędzy (bo niby każdy bogacz powinien rozdawać pieniądze na prawo i lewo wszystkim przypadkowo poznanym osobom), wydaje dyspozycje Lee Ga-Young i nie przyjmuje sprzeciwu -,, zwolnij się z pracy, pracuj ze mną, wprowadź się do mieszkania, które ci kupiłem, studiuj w Nowym Jorku, nie kontaktuj się z Jung Jae-Hyuk”. Według mnie nie ma w tym krzty romantyzmu oraz troski o ukochaną kobietę. Inna sprawa, że Lee Ga-Young nie ma nic przeciwko byciu popychadłem. Shin Se-Kyung, której przypadła ta rola jest bezpłciowa, bez charakteru i własnego zdania. Jej bohaterka przez całą dramę prezentuje ten sam wyraz twarzy – kobiety uległej, czekającej aż ktoś jej powie, w którą stronę ma pójść. Myślałam, że zmieni się to, gdy w końcu zacznie pracować w dużej firmie, ale nic takiego nie miało miejsca. Z trudem zniosłam wszelkie sceny, w których płakała, bo odniosłam wrażenie, że stara się jak może by płakać ładnie…(delikatne ocieranie łez, zagryzanie warg i patrzenie w dal…). W tym miejscu ktoś mógłby zapytać – skoro nie podoba  mi się obsada, to po co oglądam? Odpowiedź jest dość prozaiczna, czyli Lee Je-Hoon (Bleak NightArchitecture 101The Front Line, Just Friends?) w roli ,,tego drugiego” – Jung Jae-Hyuk. Jest to aktor, którego bardzo lubię, ponieważ udowodnił, że grać potrafi. Początkowo byłam zawiedziona jego postawą, gdyż wydawał mi się sztuczny, sztywny i schematyczny… Miałam serdecznie dość jego ostentacyjnego wychodzenia z pomieszczeń wszelakich. Na szczęście wraz z kolejnymi odcinkami było lepiej. Widocznie musiał się rozkręcić, albo po prostu z czasem polubiłam jego bohatera, zwłaszcza że główny męski bohater tak mnie rozczarował. Jung Jae-Hyuk to rozpieszczony syn potentata branży mody. Nie jest on utalentowany, nie ma wyjątkowych predyspozycji, a swoją pozycję zawdzięcza tylko i wyłącznie nazwisku. Widzimy jak stara się kreować otoczkę pewnego siebie wobec znajomych, pracowników. Szybko okazuje się, że  ojciec nie jest z niego zadowolony i traktuje go szorstko, oczekując od niego jedynie tego, by nie wtrącał się w sprawy firmy. Było mi go żal, ponieważ nawet Choi An-Na, którą kochał, była z nim tylko dla jego nazwiska, pieniędzy i pozycji ( i nikt mnie nie przekona, że było inaczej :)). Wspominana Choi An-Na (Yuri, członkini girlsbandu Girls’ Generation) to przeciwieństwo Lee Ga-Young. Projektantka, która nie ma talentu w tym obszarze, ale wie czego chce i bez skrupułów dąży do wyznaczonego celu. Skrupulatnie analizuje sytuację i wybiera najbardziej korzystną dla siebie opcję. Chociaż projektanta z niej marna, to świetnie spisuje się jako manager. Od początku dramy stwierdziłam, iż źle dobrano paringi, ponieważ Choi An-Na i Kang Young-Gul lepiej do siebie pasowali. W Fashion King występuje dużo postaci drugoplanowych, są więc czarne charaktery (wredna ciotka Jo Soon-Hee (w tej roli Jang Mi-Hie), surowy ojciec -Jung Man-Ho (Kim Il-Woo)), gangsterzy, krawcowe (bardzo stereotypowe trio…), projektanci mody (również z zagranicy) itp. Na słowa pochwały zasługuje zwłaszcza Yun Ki-Won jako sekretarz Kim, któremu bardziej zależało na dobru Jung Jae-Hyuk niż jego własnemu ojcu.

5. Wykonanie techniczne.

Widać, że drama miała przyzwoity budżet. Dużo scen (zwłaszcza w pierwszych odcinkach) ma swoje miejsce w USA. Skoro jest to drama o modzie, to oczywiste, że wszyscy główni bohaterowie, prezentują niezliczone kreacje – jedne bardziej, inne mniej udane. Podobała mi się zwłaszcza garderoba Lee Ga-Young – elegancja pomieszana z wygodą. W przypadku Jung Jae-Hyuk niejednokrotnie przesadzano z finezją jego garniturów, ale sam bohater stwierdza, że jako dyrektor w firmie, zajmującej się modą, musi się wyróżniać. Do gustu przypadł mi także apartament Jung Jae-Hyuk, choć nie wyróżniał się niczym szczególnym od mieszkań w setkach innych dram. Odnośnie reżyserii to było lepiej niż się spodziewałam. Chociaż jest to typowo ,,dramowa drama”, czyli schematyczne ujęcia, zbliżenia, to serii udało się uniknąć wpadek realizacji. Szkoda tylko, że z uporem maniaka twórcy koreańskich dram nagrywają większość scen w studio. Fototapety za oknami gabinetów doprowadzają mnie do białej gorączki. Jak już trzeba z nich korzystać, to przynajmniej bardziej umiejętnie…

6. Ogólna ocena.

Drama od samego początku mnie nie zachwycała. Odcinki w Nowym Jorku i wcześniejsza ucieczka Kang Young-Gul z kraju są jednymi z najgłupszych odcinków jakie pamiętam w koreańskich dramach. Niestety scenarzyści się nie spisali, pomimo ciekawego zamysłu i dobrze dobranej obsady. Postacie są (w większości) jednowymiarowe i jedynie Jung Jae-Hyuk można podejrzewać o ukazywanie swoich różnych oblicz. Dziwny jest dla mnie fakt, iż teoretycznie jest to drama o modzie… Teoretycznie, ponieważ wraz z rozwojem akcji moda bynajmniej nie jest w centrum i schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca kombinatorstwu, zemście oraz rozterkom sercowym. Spotkałam się ze skrajnie odmiennymi opiniami na temat Fashion King – jedni ją uwielbiają, inni nienawidzą. Ja sama zaliczam się do anty-fanów, gdyż tylko Lee Je-Hoon skłaniał mnie do dalszego oglądania. Nie mogę nie wspomnieć o zakończeniu, które jest zaskakujące i mnie osobiście zszokowało. Cała drama jest nijaka, a tu ,,wielkie boom” na koniec. Komu polecić? Osobom wytrwałym, dla których logika w postępowaniu bohaterów nie jest koniecznością oraz nie przeszkadza im miałka, bez wyrazu główna bohaterka. Nie jest to komedia romantyczna, toteż odradzam jej oglądanie wszystkim, którzy chcą się pośmiać. Wydaje mi się, że miłośnicy trójkątów romantycznych (czworokątów też) powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. Osobiście ubolewam, że w Fashion King tak mało jest mody w modzie…

Ocena: 3+/10

Architecture 101

Introduction of Architecture

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Architecture 101 (Introduction of Architecture, Geonchukhakgaeron, 건축학개론)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Czas trwania: 118 min

Reżyseria: Lee Yong-Ju

Scenariusz: Lee Yong-Ju

Obsada: Uhm Tae-WoongHan Ga-InLee Je-HoonBae SuzyJo Jung-SukYoo Yeon-Seok

Gatunek: melodramat.

2. Fabuła.

Seung-Min jest studentem architektury. Na zajęciach z ,,Podstaw architektury” (moje tłumaczenie oryginalnego tytułu) poznaje Seo-Yeon – studentkę z wydziału muzycznego. Nieśmiały chłopak z miejsca zakochuje się w urokliwiej Seo-Yeon, jednak nie jest w stanie wyznać jej swoich uczuć. Mijają lata a drogi tej dwójki ponownie się krzyżują. Seo-Yeon zleca Seung-Min renowację jej rodzinnego domu na malowniczej wyspie Jeju.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna idealnie pasuje do obrazu i klimatu filmu. Akcja toczy się powoli (ale nie wolno), a zdecydowaną większość czasu jest to pozytywny tytuł o pierwszej miłości. W związku z tym zasadne okazało się wykorzystanie przede wszystkim delikatnych kompozycji z przewagą pianina i gitary akustycznej. Wykorzystanie partii na pianino ma także swoje uzasadnienie w fabule, ponieważ Seo-Yeon jest miłośniczką tego instrumentu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Architecture 101 zwrócił moją uwagę dzięki Lee Je-Hoon i Han Ga-In w obsadzie. Z pozostałą dwójką – Bae Suzy i Uhm Tae-Woong, nie miałam styczności w żadnej produkcji. Co prawda mniej więcej w jakich dramach grali, ale żadnej z ich udziałem nie widziałam. Odnośnie Bae Suzy (członkini girlsbandu Miss A), która wcieliła się w młodą Seo-Yeon, zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale wypadła dobrze. Z drugiej strony grana przez nią postać nie była wielkim wyzwaniem, gdyż ograniczała się do wyglądania ładnie i rozściełania swojego uroku na około. Mimo to jak na 17-latkę (a może już 18latkę?) wypadła w tej roli niczego sobie. Z kolei w roli młodego Seung-Min możemy oglądać lubianego przeze mnie  Lee Je-Hoon (Bleak NightThe Front Line, Just Friends?). Ponownie mnie nie zawiódł i z miejsca polubiłam jego bohatera. Seung-Min to nieśmiały, młody mężczyzna, który nie ma ani pewności siebie, ani nie pochodzi z zamożnej rodziny i zapewne dlatego nie potrafi zawalczyć o swoją pierwszą miłość. Nie wszystkie jego działania były dla mnie zrozumiałe, ale o tym wspomnę przy podsumowaniu. Bardzo podobał mi się dobór aktorów do ról dojrzałych  Seung-Min i Seo-Yeon – odpowiednio Uhm Tae-Woong i Han Ga-In (Bad Guy). Zaskoczyło mnie ogromne podobieństwo Lee Je-Hoon i Uhm Tae-Woong, dzięki czemu film zyskał na wiarygodności. Kwestia ta wygląda trochę inaczej w przypadku pań, u których podobieństwo określiłabym jako ,,na słowo honoru”. Oczywiście, że obie są urodziwymi kobietami, ale akurat Han Ga-In ma charakterystyczną urodę i zabrakło mi pieprzyka na nosie Bae Suzy – niby drobnostka, a od razu byłyby bardziej przekonywujące. Uhm Tae-Woong nadał swojemu bohaterowi sporo charakteru i uroku. Podobnie jak Han Ga-In bardzo dobrze wcieliła się w postać. Postacie drugoplanowe ograniczają się praktycznie do rodziców i znajomych głównej pary. W tym miejscu chciałabym wyróżnić Jo Jung-Suk (What’s Up?) jako przyjaciel Seung-Min – Nabddeuckyi, który odpowiadał za komiczną część filmu i spisał się kapitalnie. Był naturalny, zabawny i pełen młodzieńczej werwy.

5. Wykonanie techniczne.

Pod względem wykonania technicznego film prezentuje się przyzwoicie. Płynne prowadzenie kamery, udane lokacje, piękny dom na wyspie Jeju (przepiękny budynek z cudownym trawiastym tarasem na dachu :)) oraz cieszące oko plenery (szkoda, że jest ich tak mało). Niestety gorzej jest z montażem. Przeplatanie teraźniejszości z przeszłością nie jest chaotyczne, ale niektóre przejścia pomiędzy scenami wydawały mi się zbyt przypadkowe np. gdy Seung-Min całuje Seo-Yeon i za chwilę widzimy jak jego narzeczona przymierza suknię ślubną.

6. Ogólna ocena.

Sięgając po Architecture 101 spodziewałam się może  nie tyle rewelacyjnego, co przyzwoitego romansu czy też melodramatu. Historia dwójki głównych bohaterów toczy się równolegle w dwóch przestrzeniach czasu. Obie części są wyważone, więc film ogląda się płynnie. Niestety zbyt wiele sytuacji jest niedopowiedzianych, a sami bohaterowie na siłę komplikują sobie życie. Nie rozumiem dlaczego Seung-Min  nie odpowiedział na wiadomość Seo-Yeon, ani dlaczego nie zareagował, gdy widział jak do pijanej  Seo-Yeon dobiera się jego kolega…Ta druga sytuacja wzbudziła we mnie sporo emocji, gdyż Seung-Min doskonale zdawał sobie sprawę z intencji Jae-Wook’a i nie zrobił nic. Film jako całość jest dobrym melodramatem, któremu przez większość czasu bliżej do komedii romantycznej, ewentualnie romansu. Szczerze uśmiałam się przy rozmowach  Seung-Min ze swoim przyjacielem na temat związków. Miłosne podchody naszych bohaterów są samą przyjemnością i wyrazem młodzieńczej, pięknej, pierwszej miłości. Aż chce się wierzyć, że taka miłość jeszcze się zdarza. Zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało, gdyż aż prosiło się o inne zwieńczenie losów bohaterów. Nie ukrywam, iż w jednym momencie łezka mi się w oku zakręciła, toteż uważam, że film spełnił swoją rolę jako melodramat. Polecam przede wszystkim osobom gustującym w gatunku, bądź lubiącym kogoś z głównej obsady, ponieważ wszyscy pokazali się z dobrej strony.

Ocena: 7+/10

Polskie napisy wykonane przez Farfi Ultrapredator

The Front Line

고지전

Tytuł: The Front Line (Gojijeon, 고지전)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 133 min

Reżyseria: Jang Hun

Scenariusz: Park Sang-Yeon

Obsada: Ko SooShin Ha-KyunLee Je-HoonKo Chang-SeokLee Da-WitKim Ok-BinRyoo Seung-Ryong

Gatunek: wojenny.

,,Zabić komucha!” – nie tym razem

The Front Line – był koreańskim kandydatem do Oscara, ale jak widać efekty i rewelacyjne zdjęcia to nie wszystko. Kolejne przedstawienie tej samej historii, choć z odrobinę innej perspektywy nie wystarczyło. Mimo to tytuł obowiązkowy dla każdego fana koreańskiej kinematografii.

Wojna koreańska zbliża się do końca. Punktem zapalnym wciąż pozostaje wzgórze Aerok, które ma znaczenie strategiczne. Porucznik  Kang Eun-Pyo zostaje wysłany do oddziałów walczących o wzgórze Aerok, ponieważ jego zwierzchnictwo podejrzewa, że w szeregach żołnierzy jest zdrajca. Na miejscu Kang Eun-Pyo czeka nieoczekiwane spotkanie z dawnym przyjacielem Kim Soo-Hyuk. Do tej pory sądził, że jego druh poległ w walce, ale szybko przekonuje się, że wojna odcisnęła swoje piętno nie tylko na Kim Soo-Hyuk, ale i pozostałych członkach ,,Aligatorów”, jak nazywają siebie walczący o wzgórze Aerok.

Może się wydawać, że jak na trwający 3 lata konflikt zbrojny, to Koreańczyków nie nudzą nowe odsłony tego trudnego okresu  w historii. Jednak tym razem The Front Line nie chce być filmem o wojnie, a raczej o bohaterach. Reżyser – Jang Hun, ma obecnie na swoim koncie zaledwie 3 filmy. Według mnie tylko i aż, ponieważ Rough Cut The Secret Reunion uważam za bardzo dobre tytuły. To co łączy te filmy to poziom testosteronu i marginalizacja postaci kobiecych. W The Front Line, na przykładzie północnokoreańskiej snajperki Cha Tae-Kyung, widać iż reżyser nie czuje się zbyt dobrze w przedstawianiu znaczących dla fabuły postaci kobiecych, gdyż są spłaszczone i bez wyrazu.

Jak już wspomniałam film skupia się na bohaterach i, jak to w wojennych filmach bywa, jest ich całe mnóstwo. Poznajemy uczestników konfliktu z obu obozów, ale warto zaznaczyć, że reżyser postarał się, aby nie preferować żadnej ze stron. Bohaterowie nie są oryginalni, ale są na tyle różnorodni, że każdy widz powinien znaleźć postać, z którą może sympatyzować. Poznajmy więc doświadczonych żołnierzy, którzy mają do opowiedzenia swoje ,,przygody”, są ci zawsze moralni, żółtodzioby, mające wielkie ideały, ale tak naprawdę nic nie wiedzą o wojnie, są także żołnierze, których sytuacja przerosła i utracili kontakt z rzeczywistością. Większość filmu skupia się na Kang Eun-Pyo, którego zagrał Shin Ha-Kyun (Sympathy for Mr. Vengeance). Aktor świetnie poradził sobie z ukazaniem stanowczości w postępowaniu swojego bohatera. Porucznik Kang Eun-Pyo to człowiek, który nie wyrzeka się swoich przekonań i zawsze stara się postępować zgodnie z własnym sumieniem. W związku z tym nie ma oporów przed łamaniem obowiązujących reguł w imię dobra wyższego oraz przeciwstawieniu się swoim przełożonym, dzięki czemu staje się centrum moralnym filmu. Poznajemy także jego przyjaciela Kim Soo-Hyuk, którego zagrał Ko Soo (Haunters). Szczerze powiedziawszy postać dla mnie zupełnie obojętna, nie wczułam się w jego sytuację, ani specjalnie nie interesowały mnie jego losy. Mimo to nie można stwierdzić, iż Kim Soo-Hyuk to bohater niewiarygodny, wręcz przeciwnie – to wyrazisty i charyzmatyczny człowiek, który ma dość wojny i walczy o przetrwanie. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się postać młodego kapitana Shin Il-Young. Nie dość, że postać jest bardzo dobrze rozpisana w scenariuszu, to jeszcze zagrał ją Lee Je-Hoon (Bleak Night). Według mnie aktor utalentowany, którego kolejnych produkcji będę wyczekiwała z niecierpliwością. Tak czy inaczej, kapitan Shin Il-Young to trochę ponad dwudziestoletni, uzależniony od morfiny, tajemniczy bohater. Okazuje się, że traumatyczne przeżycia z początków wojny, sprawiły, iż jego największym wrogiem stał się nie północnokoreański żołnierz, a ból, który odczuwa i z którym nie potrafi sobie poradzić. Film przybliża także losy młodego rekruta o delikatnym głosie – szeregowego  Nam Sung-Sik (Lee Da-Wit). I muszę przyznać, że obok snajperki z Północy, jest to najbardziej oklepany bohater. Choć sam aktor wypadł naturalnie. Nie mogło zabraknąć bohatera, który odpowiadałby za barwniejszą, lżejszą stronę filmu poprzez wstawki humorystyczne – w tym wypadku padło na Yang Hyo-Sam, w któregow cielił się Ko Chang-Seok (Rough Cut). Nie chcę się zbyt obszernie rozwodzić nad pozostałymi postaciami, ale muszę wspomnieć o świetnym Ryoo Seung-Ryong (Children…SecretBestseller) który zagrał północnokoreańskiego dowódcę –  Hyun Jung-Yoon. Pomimo swojego wyglądu, stonowanego sposobu mówienia oraz spojrzeń, które niejedną osobę mogłyby przyprawić o gęsią skórkę, to bardzo polubiłam jego postać. Reżyser nie starał się robić z niego ,,tego złego”, choć było ku temu wiele okazji. Jest to jeden z największych atutów filmu – milcząca więź zrozumienia pomiędzy dwiema stronami konfliktu. Wrażenie to zostało spotęgowane przez zestawienie tęsknoty Koreańczyków z Północy za rodzinami, które zostały na Południu (listy) do krwawych, bezwzględnych starć na froncie. I jedni i drudzy chcieli w końcu wrócić do domu, przetrwać za wszelką cenę, bądź po prostu zaznać upragnionego spokoju. Wojna sprawia, że wszyscy na swój sposób dorastają poprzez decyzje jakie podejmują w obliczu zagrożenia.

Obok dobrej gry aktorów nie zabrakło rozmachu od strony technicznej. Widowiskowe sceny masowych starć robią piorunujące wrażenie. Zdjęcia, efekty pirotechniczne stoją na bardzo wysokim poziomie, a wszystko to świetnie zmontowane (nie tylko obraz, ale przede wszystkim dźwięk). Podobał mi się także dobór oświetlenia i wykorzystanie zmieniającej się pogody (śnieg, mgła, mrok itp.). Widz może poczuć atmosferę panującą w szeregach. Niestety za spory mankament tego tytułu uważam przeciętną oprawę muzyczną, zabrakło mi utworów, które poruszyłyby mnie i skłoniły do więzi emocjonalnej z wydarzeniami na ekranie.

Na przestrzeni filmu nie obyło się bez odczuwalnych dłużyzn. Moim zdaniem można było pokusić się o kilkunastominutowe skrócenie historii. Kilka scen jest przedramatyzowanych, a wiele dialogów aż razi  moralizatorskim i podniosłym tonem. Jest to błąd kardynalny większości filmów wojennych, ale uważam, że i tak zawsze mogło być gorzej. Szczytem schematyczności jest wplecenie wątku dzieci okaleczonych przez wojnę – bez szwanku dla reszty filmu można było z tego zrezygnować. Dopiero po tej produkcji zdałam sobie sprawę, że zbyt przychylnym okiem patrzyłam dotychczas na Tae Guk Gi: The Brotherhood of War. Z drugiej strony ciężko te dwa filmy porównywać, ponieważ skupiają się one na innych obliczach wojny…. Wracając do sedna – The Front Line, to film, który bez większego ryzyka można nazwać manifestem antywojennym. Konflikt zbrojny ukazany oczami przeciętnego żołnierza odbiega od wyobrażeń dowództwa. Wzgórze Aerok stało się symbolem bezcelowego, daremnego poświęcenia życia przez setki młodych ludzi. Zwykli żołnierze wykonują jedynie rozkazy z góry, które niekoniecznie są rozsądne. Samo wzgórze przez 18 miesięcy przechodzi z rąk do rąk 30 razy. Nie widać końca tej pozbawionej sensu krwawej jatki.

O czym jeszcze jest The Front Line ? Przede wszystkim o zatraceniu człowieczeństwa. Jedni bohaterowie stają się maszynami do zabijania, inni chcą się znieczulić od wszelkich ludzkich odczuć, jeszcze inni popadają w obłęd… Ale wszystkich łączy chęć przetrwania. To co oryginalne w The Front Line to ukazanie tego co dzieje się, gdy następuje ogłoszenie zakończenia działań zbrojnych. Żołnierze w okopach byli przed chwilą śmiertelnymi wrogami, a teraz nagle przestają walczyć. Powstaje pytanie po co to wszystko? Jaki sens ma walka skoro wystarczy jeden podpis by zażegnać spór? Pomimo niewątpliwych zalet, dla mnie The Front Line  jest historią ze zmarnowanym potencjałem. Zbyt długi, zbyt prosty, za bardzo przekombinowany… Nawet świetna końcówka nie zrekompensowała mi w zupełności rozczarowania jakie mnie spotkało w trakcie seansu, zwłaszcza, że wyczekiwałam tego filmu miesiącami.

Ocena: 7+/10

Trailer