Heard It Through the Grapevine

 

27310

Heard It Through The Grapevine (2015)

Tytuł: Heard It Through the Grapevine (Heard It As A Rumor, Poongmooneuro Deuleotso, 풍문으로 들었소)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Liczba odcinków: 30

Czas trwania odcinka: 75 min

Reżyseria: An Pan-Seok

Scenariusz: Jung Sung-Joo

Obsada: Yu Jun-SangYoo Ho-JeongLee JoonKo Ah-Sung

Gatunek: komedia, obyczajowy, romans, familijny.

Chaebolem być

Drama powstała przy współpracy reżysera An Pan-Seok i scenarzystki Jung Sung-Joo. Wcześniej widziałam ich inny projekt – dramę z 2014r. Secret Love Affair, która zachwyciła mnie od pierwszej do ostatniej minuty. Dlatego też sięgając po Heard it Through the Grapevine miałam wysokie oczekiwania i na całe szczęście kolejny raz An Pan-Seok i Jung Sung-Joo nie zawiedli.

Czytaj dalej

Doomsday Book

Tytuł: Doomsday Book (Inlyumyeolmangbogoseo, 인류멸망보고서)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Czas trwania: 113 min

Reżyseria: Kim Jee-Woon („Creation of Heaven”), Yim Pil-Sung („Brave New World” & „Happy Birthday”)

Scenariusz: Kim Jee-WoonYim Pil-Sung, Yang Jong-Kyu, Park Sung-Hwan

Obsada: Ryoo Seung-BumKim Kang-WooSong Young-ChangKim Gyu-RiJin Ji-HeeBae Doo-NaLee Seung-JunYoon Se-AhSong Sae-Byeok

Gatunek: katastroficzny, komedia, horror, science fiction.

Koniec świata w niekonwencjonalnym wydaniu

Z każdym film spod ręki reżysera Kim Jee-Woon związane są moje wysokie oczekiwania. Tym razem jest on jednym z dwóch reżyserów. Jako że bardzo rzadko czytam zarysy fabuł, to spotkało mnie spore zaskoczenie, gdyż Doomsday Book okazał się być zlepkiem trzech, niepowiązanych ze sobą historii traktujących, bardziej lub mniej bezpośrednio, o końcu świata.

Pierwszy segment nosi tytuł Brave New World i dotyczy rozpowszechniania się poprzez żywność wirusa, który zamienia ludzi w zombie. Głównym bohaterem tej części filmu jest Yoon Seok-Woo, bardziej przypominający schematycznego nerda niż mężczyznę, który właśnie wrócił do rodzinnego domu po służby wojskowej. Jego rodzina niespecjalnie przejmuje się jego powrotem i jak gdyby nigdy nic wyjeżdża na zagraniczne wakacje. Tymczasem Yoon Seok-Woo zabiera się za wręcz pedantyczne porządki w mieszkaniu. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że wyrzucone przez niego spleśniałe jabłko stanie się zalążkiem zagłady ludzkości.

Jest to przesycona czarnym humorem historia o śmiercionośnej epidemii, mająca niepozorny początek. Wiele scen opartych jest na zbliżeniach jedzących ludzi, co nie należy do miłych widoków. Co dziwne – chyba nawet bardziej odrzuca bardzo naturalistyczna scena pocałunku… Cały segment, jeżeli potraktować go jako parodię filmów o zombie, jest raczej strawny i może bawić (np. bezproduktywne analizy specjalistów, zakrwawiona siostra w toalecie). Osobiście nie jestem miłośniczką takiego humoru i tym bardziej ta satyryczność sytuacji kontrastowała z filozoficznym zakończeniem oraz nawiązaniem do Księgi Rodzaju. Jednak z jednym mogę się zgodzić – jesteśmy tym co jemy, więc nowy początek świata od zgniłego jabłka chyba nie jest aż tak abstrakcyjny, zważywszy na przesadny konsumpcjonizm i styl życia społeczeństw.

Reżyserem Brave New World, jak i trzeciego segmentu (Happy Birthday) jest Yim Pil-SungPodobieństwo obu fragmentów jest aż nadto widoczne, a ich głównym łącznikiem jest wyśmiewanie mediów, poważnej koncepcji końca świata, absurd.

Happy Birthday jest ostatnim, trzecim, segmentem filmu i przedstawia perypetie uczennicy podstawówki – Park Min-Seo. Dziewczynka przez przypadek niszczy ulubioną, przez ojca, bilę z numerem 8. Gorączkowo stara się ją zamówić przez internet, ale nieoczekiwanie jej przesyłka stanie się zagrożeniem dla istnienia Ziemi. Muszę przyznać, że ta część jest najbardziej dziwaczna i chaotyczna. Wydaje mi się, że i gr aktorska wygląda tutaj najsłabiej. Zdecydowanie Happy Birthday najmniej przypadło mi do gustu. Jak na tematykę katastroficzną przystało – zbliżający się Armageddon sprowadzono do ,,tragedii” rodziny, jednostek. W zamierzeniu zapewne miało być mało poważnie i śmiesznie, ale dla mnie było to zbyt kiczowate. Strona internetowa, którą prowadzą kosmici? Meteoryt w kształcie kuli bilardowej? Nie, dziękuję.

Pomiędzy wspomnianymi częściami ulokowano Creation of Heaven, wyreżyserowany przez  Kim Jee-Woon (I Saw the Devil, A Bttersweet LifeThe Quiet Family, A Tale of Two Sisters, The Good, The Bad, The Weird). Jak na mój gust – dla całości filmu chyba byłoby lepiej, gdyby ten segment był pierwszym, bądź też ostatnim. Klimat jest tutaj zdecydowanie odmienny niż w pozostałych dwóch odsłonach. Akcja ma miejsce gdzieś w przyszłości, kiedy to roboty zastępują ludzi w codziennych obowiązkach. Park Do-Won jest serwisantem znanej firmy, produkującej takie właśnie roboty. Zostaje on wezwany do buddyjskiej świątyni, gdyż stacjonujący tam robot – RU-4, twierdzi iż został oświecony i jest wcieleniem Buddy… Siłą tej części filmu jest wykonanie – bardzo sterylne, stylowe wnętrza, dobre efekty specjalne związane z robotem. Jest to jedyna, z tych trzech, historia, którą chciałabym zobaczyć w formie pełnometrażowego filmu. Potencjał jest i to spory – zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę intrygujące zakończenie. Tak czy inaczej – historia ta zwiera dużo filozoficznych rozważań nad naturą człowieczeństwa, jego wyznaczników. Jednakże skupienie się na warstwie filozoficznej sprawia, że te kilkanaście minut może co niektórych widzów znużyć.

Doomsday Book to film może nie tyle o końcu świata, co raczej o jego zmianie, nowym początku. Trzy historie nie są ze sobą powiązane, ale mimo to absurdalne i prześmiewcze segmenty w reżyserii Yim Pil-Sung, aż nadto nie pasowały mi do egzystencjalnych rozważań środkowej odsłony filmu. Niemniej doceniam starania twórców nad stworzeniem tak oryginalnego tworu. Tym bardziej, iż obraz ten borykał się z problemami finansowymi i powstawał w bólach przez 6 lat. Dlatego też segment Christmas Present nie został dokończony i włączony do filmu. Chociaż do filmu już nie wrócę, to uważam, że może okazać się ciekawą odskocznią, zwłaszcza dla osób, które lubią czarne komedie i prześmiewczy charakter.

Ocena: 6/10

Can’t Live With Losing

 Can't Lose

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Can’t Live With Losing (Can’t Lose, Jikoneun Motsalah, 지고는 못살아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 18

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Lee Jae-Dong

Scenariusz: Lee Sook-Jin

Stacja: MBC

Obsada: Choi Ji-WooYoon Sang-HyunKim Jung-TaeJo Mi-LyeongSung Dong-IlJoo Jin-Mo

Gatunek: komedia, romans, prawniczy, obyczajowy.

2. Fabuła.

Lee Eun Jae i Yeon Hyeong Woo są prawnikami, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i po krótkiej znajomości wzięli ślub. Niestety różnice charakterów oraz zawiłości losu sprawiają, iż ciągle się kłócą, co doprowadza do podjęcia decyzji o rozwodzie.

3. Muzyka.

Oczywiście nie mogło zabraknąć rozdzierających serce ballad ze smyczkowym tłem. Jednakże nie przeszkadzały mi one tak bardzo, jak w przypadku innych produkcji. Nie skupiłam się na nich szczególnie, toteż oprawę muzyczną uważam za dobrze dobraną.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W roli Lee Eun-Jae możemy oglądać Choi Ji-Woo (Winter Sonata). Jej bohaterka to inteligentna i odnosząca sukcesy prawniczka. Chociaż spełniona jest zawodowo, to nie można tego samego powiedzieć o jej życiu prywatnym. Żyje w wieloletnim konflikcie z matką, a swojego ojca nie chce znać. Gdy poznaje Yeon Hyung-Woo bez wahania ulega jego urokowi osobistemu oraz dobroduszności i bezinteresownego pomagania innym. Yeon Hyung-Woo (w tej roli Yoon Sang-Hyun – znany szerszej publiczności dzięki dramie Secret Garden) podobnie jak Eun-Jae skrywa tajemnice z przeszłości oraz trudne relacje rodzinne. Hyung-Woo w przeciwieństwie do swojej wybranki pochodzi z zamożnej rodziny. W związku z tym nie trudno zrozumieć jego charytatywną działalność prawniczą, nawet gdy jego kancelaria staje na granicy bankructwa. Po krótkiej znajomości i nieoczekiwanym pocałunku na stadionie w trakcie meczu bejsbolowego pobierają się. Idylla nie trwa długo, gdyż już po roku spięcia między nimi okazują się nie do zniesienia. W trakcie rozwodu oboje starają się przeciągnąć na swoją stronę przyjaciół, będących małżeństwem. Ko Ki-Chan (Kim Jung-Tae), który po studiach prawniczych nie może zdać egzaminów aplikacyjnych opowiada się po stronie  Yeon Hyung-Woo, a jego żona prowadząca restaurację – Kim Young-Joo (Jo Mi-Lyeong), staje murem za Lee Eun-Jae. W całą sprawę mieszają się współpracownicy pary prawników – zawsze opanowany i bezstronny Kang Woo-Sik (Joo Jin-Mo) oraz racząca wszystkich bezpośrednimi uwagami Ga Deuk-Hi (Ga Deuk-Hi), a także ich były profesor Jo Jung-Koo (Sung Dong-Il – Fugitive: Plan BChildren…). Muszę przyznać, że podobał mi się dobór ról pierwszoplanowych na równi z drugoplanowymi. Choi Ji-Woo i  Yoon Sang-Hyun wykreowali wiarygodne postacie, pomiędzy którymi dostrzec można było chemię. Z kolei cała drugoplanowa obsada miała swoje kilka minut, dzięki czemu nie pozostają anonimowi. Odpowiadają oni także za większość scen o zabarwieniu komicznym. Konflikty postaci toczą się również na poziomie matek dwójki głównych bohaterów, a pod koniec serii przewija się były narzeczony Cha Suk-Hoon, więc dzieje się sporo.

5. Wykonanie techniczne.

Jak w przypadku 90% dram standardowo przeszkadzało mi nienaturalne oświetlenie oraz tony BBcream’ów na twarzach zarówno pań, jak i panów. Nie dopatrzyłam się wpadek w postaci widocznych lamp czy też odbić kamer w oknach, masek samochodów itp. Nie ma czym się zachwycać, ale jednocześnie ciężko krytykować reżyserię czy też edycję. Na plus uważam mieszkanie głównej pary bohaterów – podobał mi wystrój wnętrz.

6. Ogólna ocena.

Drama Can’t Live With Losing jest o tyle oryginalna, iż jej fabuła rozpoczyna tam gdzie większości dram kończy. Para bohaterów bierze ślub bez zastanowienia, by dopiero później sprostać trudom poznania siebie i wspólnego życia. Oczywiście od samego początku wiadomo, że kochają się i problem stanowią niedomówienia oraz wady, których albo nie dostrzegają, albo nie potrafią zmienić. W pierwszych odcinkach kłótnie małżonków są zabawne i dramę ogląda się z przyjemnością. Jednakże nie można ciągnąć tego samego schematu przez całą serię. W końcu przychodzi czas na nudniejsze partie, w końcu mamy tu prawników, więc sprawy, które prowadzą często trafiają na pierwszy plan. Dlatego też jeśli ktoś nie gustuje w dramach prawniczych to może się nudzić. Na szczęście obsada drugoplanowa spełnia swoją rolę znakomicie i także ich perypetie mogą powodować uśmiech na twarzy. Z tego co mi wiadomo seria była zaplanowana na 16 odcinków, ale dodano 2 kolejne by mieć czas na realizację dramy ją zastępującej. Nie dało się tego tak łatwo ukryć, gdyż są dłużyzny pod koniec. Już gdzieś od połowy dużego znaczenia nabiera obyczajowo-dramatyczna strona dramy. Jednakże odniosłam wrażenie, że wątki z przeszłości bohaterów nie są szczególnie wyolbrzymione i jako całość wypadają wiarygodnie. Jak już wspomniałam podobała mi się chemia miedzy bohaterami oraz dobór obsady. Polecam osobom, które chciałyby obejrzeć coś innego niż typowa komedia romantyczna.

Ocena: 7/10

Trailer

Love Shuffle

ラブシャッフル

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Love Shuffle (ラブシャッフル)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka:

Reżyseria: Nobuhiro DoiDaisuke YamamuroToshio Tsuboi

Scenariusz: Shinji Nojima

Obsada: Hiroshi TamakiKarinaShota MatsudaDaigoYuriko YoshitakaHijiri KojimaShihori KanjiyaShosuke Tanihara

Gatunek: romans, komedia, dramat.

2. Fabuła.

Trzech mężczyzn – Kei Usami, Ojiro Sera, Masato Kikuta oraz kobieta – Airu Aizawa mieszkają na tym samym piętrze ekskluzywnego apartamentowca w Tokio. Pewnego dnia winda, którą jadą psuje się i w trakcie oczekiwania na ratunek stwierdzają, iż każde z nich ma problemy miłosne. W związku z tym uzgadniają zasady gry, polegającą na cotygodniowej wymianie partnerów. Ich dotychczasowe związki zostają wystawione na ciężką próbę, a oni sami dowiadują się wielu prawd o sobie.

3. Muzyka.

Już przy piosence z openingu spotkało mnie zaskoczenie. Piosenka rodem z lat 70.-80. Earth, Wind & Fire – Fantasy. jednakże wydaje mi się, że wykorzystane w drami utwory oddzielnie może i nie wzbudzają zachwytu, ale jako całość są spójne i tworzą unikalny klimat.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Bohaterowie stanowią najciekawszy element całej dramy. Oprócz głównej czwórki sąsiadów ważną rolę odgrywają ich partnerki/partnerzy. Airu Aizawa jest tłumaczką angielskiego i pomimo satysfakcjonującego życia zawodowego nie potrafi znaleźć odpowiedniego partnera. W jej postać wcieliła się Karina. Airu na zewnątrz jest niezależną i pewną siebie kobietą, ale na całe szczęście nie wstydzi się okazywać swojej dziewczęcej, słodkiej strony. Airu spotyka się z bogatym biznesmenem, który jest w niej bez pamięci zakochany, ale kobieta chce z nim zerwać. Kolejną postacią kobiecą jest nastoletnia Hayakawa Kairi (Yuriko Yoshitaka), będąca podopieczną Masato Kikuta. Dziewczyna jest zamknięta w sobie, małomówna, niestabilna psychicznie. Jako Kikuta Masato możemy oglądać weterana japońskich dram – Shosuke Tanihara. Psychiatra jest tajemniczą postacią, która jest kreatorem ,,Love Shuffle” i bynajmniej nie jest to gra bezcelowa.  Kagawa Mei (Shihori Kanjiya) to córka bogatego biznesmena i narzeczona Kei Usami. Jest nieśmiała i delikatną kobietą, ale dołącza do gry, gdyż  nie jest przekonana czy to właśnie Kei jest jest pisany. Większość dramy oscyluje wokół postaci Kei Usami (Hiroshi Tamaki). Kei to typowy salaryman, który wraz z zaręczynami z Mei z pracownika niskiego szczebla awansuje na stanowisko kierownicze. Ma wielkie ambicje, choć niekoniecznie pokrywają się one z jego umiejętnościami. Sam do końca nie wie czego chce od życia, wydaje mu się, że zna Mei na wylot, ale ta potrafi go zaskoczyć i ukazać stronę, której nigdy by się nie spodziewał. Nie ukrywam, że do obejrzenia dramy skłonił mnie Matsuda Shota (Liar Game) w obsadzie. Jako niepoprawny podrywacz i do tego fotograf wypadł świetnie. Rola uwodziciela pasuje do niego jak ulał. Jego partnerką jest żona polityka – Reiko Kamijyo (Hijiri Kojima). Wytworna kobieta, która zwraca uwagę jedynie na wygląd. Dołącza do Love Shuffle podczas gdy jej mąż wyjeżdża w podróż biznesową. Chyba nikogo nie pominęłam. Odnośnie postaci drugoplanowych to przewija się ich kilka, ale nie odgrywają większej roli.

5. Wykonanie techniczne.

Tutaj mam problem, ponieważ drama podobała mi się pod względem wizualnym, chociaż tak naprawdę nie oferuje w tej kwestii niczego nowego, oryginalnego. Ot, przyzwoicie zrealizowana drama. Nie wiem czy oglądałam taką wersję czy faktycznie w całej dramie wykorzystano jakiś ,,filtr ocieplający kolory” – nie wiem jak to fachowo się określa, więc proszę o wybaczenie 😀 Urzekły mnie niektóre detale jak np. samochód garbus Airu, pracownia Ojiro, pokój Kairi.

6. Ogólna ocena.

Przy Love Shuffle spotkało mnie miłe zaskoczenie. Jeśli chodzi o japońskie dramy to zdecydowanie bardziej odpowiadają mi dramaty niż komedie, czy też komedie romantyczne. Jednakże tutaj mamy misz-masz gatunkowy. Praktycznie każda z postaci skrywa jakiś mrok, tajemnicę, bolesną przeszłość, więc wraz z kolejnymi odcinkami poznajemy obawy i pragnienia poszczególnych bohaterów. Brzmi poważnie, prawda? I tak jest, ale gdy atmosfera robi się ciężka wkracza wesoła muzyka oraz Kei&Yukichi wraz z okrzykiem ,,Yay Panda!” oraz zwrotem ,,Powiedz, że to nie prawda Joe”. Bohaterowie tasują się pomiędzy sobą, toteż możemy zobaczyć różne motywy przystąpienia do gry oraz oczekiwania związane z jej wynikiem. Moimi zdecydowanymi faworytami są Ojiro i Kairi. Ich historie wciągnęły mnie od razu, pomimo faktu, że scenariusz skupia się na Airu i Kei. Jest to tytuł obowiązkowy dla wszystkich, którzy nie chcą oglądać kolejnej komedii romantycznej, ale szukają romansu z elementami komedii i wątkami z cięższym wydźwiękiem. Aktorsko może i nie jest to drama najwyższych lotów, ale naprawdę  nie razi przesadna mimika twarzy, czy niepotrzebna gestykulacja. Love Shuffle ma swój klimat  i albo się go polubi, albo nie. Warto dać jej szansę przez wzgląd na świeżą fabułę i ciekawe postacie, a także intensywność każdego odcinka. Ja jestem zdecydowanie na tak.

Ocena: 7+/10

Arakawa Under the Bridge

荒川アンダー ザ ブリッジ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Arakawa Under the Bridge (荒川アンダー ザ ブリッジ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 30 min

Obsada: Kento HayashiMirei KiritaniShun OguriTakayuki Yamada

Gatunek: komedia, romans, przyjaźń, obyczajowy.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi autorstwa Nakamura Hikaru (中村光).

Kou Ichinomiya pochodzi z zamożnej rodziny. Ojciec od dziecka wpaja mu zasadę, że nie powinien nikomu niczego zawdzięczać, dlatego też zawsze musi liczyć tylko na siebie. Pewnego dnia wpada do rzeki Arakawa, a życie ratuje mu bezdomna dziewczyna – Nino, która uważa się za Wenusjankę. Okazuje się, że pod mostem nad Arakawą nielegalnie zamieszkuje grupa osobliwości.

3. Muzyka.

Poza piosenką z endingu nie mogę sobie przypomnieć konkretnych motywów zastosowanych w dramie. Odcinki trwały 20 – kilka minut, więc mało czasu było na fabułę, a co dopiero na różnorodny soundtrack. W związku z tym uboga oprawa muzyczna nie przeszkadzała mi w seansie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Dla osób, które nie miały styczności z tym tytułem wcześniej, może być szokiem ujrzenie bohaterów w całej swojej okazałości. O ile w anime kostiumy postaci, rodem z balu przebierańców, nie jest czymś dziwacznym, o tyle w wersji live action już tak. Przyznaję, że anime przypadło mi do gustu i gdyby nie to, zapewne nie zainteresowałabym się tą produkcją. Chciałabym podkreślić, że wszyscy aktorzy idealnie odzwierciedlili charaktery i zachowanie odgrywanych przez siebie postaci. Głównym bohaterem Arakawa Under the Bridge  jest Kou Ichinomiya aka Riku, syn wpływowego biznesmena. Od dziecka wpajano mu rodzinne motto życiowe, aby liczył wyłącznie na siebie i nikomu nic nie był dłużny. Aktor, wcielający się w tę rolę, to nieznany mi wcześniej Kento Hayashi. Moim zdaniem dobrze uporał się z odegraniem swojego bohatera. Na przestrzeni kolejnych odcinków możemy zaobserwować jak zmienia swoje podejście do mieszkańców przy rzece Arakawa,  a także jak wpływają oni na postrzeganie przez niego świata. Oczywiście na miejscu nasz protagonista poznaje dziewczynę o oryginalnym imieniu Nino (w tej roli bardzo urodziwa Mirei Kiritani). Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia (no może poza strojem od w-f’u) i wygląda najnormalniej z całej zgrai dziwaków. Jednak szybko okazuje się, że Nino uważa się za Wenusjankę, która posiada nadprzyrodzone moce. Gromadzie osobliwości w niewielkiej osadzie przewodzi Szef (chociaż chyba lepiej pasuje określenie Sołtys :P), który przechadza się po swoich włościach w kostiumie Kappy (w folklorze japońskim jest to złośliwy demon wodny). Rola ta przypadła Shun Oguri (Crows ZeroHanazakari no kimitachi e). Dopiero przy tej produkcji moją uwagę przykuł jego głos, a może po prostu dobrze spisał się modulując jego brzmienie? Pozostali mieszkańcy to: zajmująca się ogrodem – Maria (Nana Katase), mężczyzna w przebraniu zakonnicy – Siostra (Yuu Shirota), urocza P-ko (Natsumi Abe), niespełniona gwiazda rock’a – Hoshi (Takayuki Yamada), bracia w metalowych hełmach – Tetsuo i Tetsuro, buntownicza sierota – Stella (Eri Tokunaga), duet – Billy i Jacqueline, a także stąpający jedynie po białych liniach – Shiro. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Jak widać całkiem sporo postaci i do tego bardzo oryginalnych.

5. Wykonanie techniczne.

Oprócz zastosowanych efektów CG, które aż ranią oczy swoim niedopracowaniem, wszystkie pozostałe elementy zostały dopięte na ostatni guzik. Mam tu na myśli głównie stroje, kostiumy, elementy budownictwa. Na największe słowa pochwały zasługują kostiumy, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że w live action twórcy unikną ich kiczowatości. W efekcie wyglądały na starannie wykonane i idealnie pasowały do każdej postaci. Dzięki płynnej, nieudziwnionej reżyserii, dramę ogląda się naprawdę sprawnie.

6. Ogólna ocena.

Arakawa Under the Bridge to drama specyficzna. Według mnie powinna spodobać się fanom wersji anime, natomiast pozostałym osobom raczej nie polecam. Bohaterowie są ciekawi i każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię, ale ich zachowanie, ekspresja, odbiega od przyjętego kanonu. Dla osoby, która nie miała okazji zapoznać się z tą serią będą oni jedynie bandą uciekinierów z zakładu zamkniętego. Być może się mylę, ale wydaje mi się to wielce prawdopodobne. O czym jest Arakawa Under the Bridge? Dla mnie jest to tytuł przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości i chęci wyzwolenia się z panującego porządku rzeczy. W świecie zdominowanym przez pieniądze, konsumpcjonizm, nie ma miejsca dla ludzi, którzy albo nie wytrzymują presji, albo po prostu nie zgadzają się z takim trybem życia. W trakcie tej krótkiej serii poznajemy troski, obawy i radości poszczególnych postaci. Pod dziwacznymi kostiumami, ekscentrycznym ubiorem i zachowaniem, kryją się zwyczajni ludzie, którzy poszukują tego co wszyscy inni, czyli drogi ku szczęściu. Dla nich osada przy Arakawie stała się domem, a jej mieszkańcy rodziną. W końcu kto z nas choć raz nie chciał rzucić wszystkiego i zamieszkać w jakimś odosobnionym miejscu? Dodatkowo cała seria została przyozdobiona humorem, który raczej ciężko będzie zrozumieć nie-Japończykom, gdyż często są to gry słowne, nawiązania do znanych w kulturze japońskiej motywów. Mimo to świetnie się bawiłam przy tej serii i w zupełności sprostała moim oczekiwaniom.

Ocena: 7/10

Woochi

The Taoist Wizard

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Woochi (전우치, Jeon Woo Chi, The Taoist Wizard, Story of Jeon Woo-chi)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Choi Dong-Hun

Scenariusz: Choi Dong-Hun

Budżet: 12 mln $

Obsada: Gang Dong-WonYu Hae-JinLim Soo-JungKim Yun-Seok.

Gatunek: przygodowy, komedia, akcja, historyczny, fantasy.

2. Fabuła.

Akcja filmu ma miejsce w 1509r w czasie trwania ery Joseon. Zdolny, młody czarodziej Jeon Woo Chi bardziej od ratowania świata przed demonami i goblinami, woli wykorzystywać swoje umiejętności do robienia zamieszania wokół swojej osoby, dobrej zabawy oraz zdobywania poklasku u płci przeciwnej. Jego towarzyszem jest zmiennokształtny Chorangyi, który gdy trzeba przybiera postać psa bądź też konia. Jeon Woo Chi ma ochraniać antyczną piszczałkę, jednak nie przykłada się do swojego zadania. Sytuację wykorzystuje zły czarodziej Hwadam, który zabija mistrza Woo Chi. On sam zostaje oskarżony o zbrodnię i za karę zapieczętowany w malowidle przez trzech taoistycznych mnichów. Po 500 latach ludzkości znów zagrażają demony i mag Hwadam, dlatego też wspomniane trio postanawia uwolnić Woo Chi.

Czytaj dalej

Collage of Our Lives

1. Dane podstawowe.renai shashin

Tytuł: Collage of Our Life (renai shashin, 恋愛寫眞, Love Picture,  Collage of Our Lives)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 111 min

Obsada: Matsuda RyuuheiHirosue Ryouko

Gatunek: dramat, romans, komedia

2. Fabuła.

Segawa Makoto to fotograf, który właśnie został zwolniony z pracy. Tego samego dnia otrzymuje list od swojej byłej dziewczyny – Satonaka Shizuru, która zaprasza go na swoją wystawę fotografii w Nowym Jorku. Początkowo chłopak wyrzuca list, ale gdy dowiaduje się, iż Satonaka Shizuru nie żyje, postanawia wyruszyć do USA by ją odnaleźć.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna nie przypadła mi do gustu. Według mnie przesadzono z różnorodnością i użyto udziwnione motywy np. coś na wzór flamenco, do tego jakieś mieszczańskie rytmy…

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Kolejny film w roli głównej z Matsuda Ryuuhei (4.6 Billion Year LoveAoi Haru), który przyszło mi oglądać. Muszę przyznać, iż w każdej ze swoich ról wygląda i zachowuje się tak samo. Jego wyraz twarzy jest interesujący, ale zupełnie nie potrafi wyrażać emocji. Zagrał nie najgorzej, ale nie wzbudził swoją postacią żadnych odczuć – czy to pozytywnych, czy to negatywnych. W główną rolę żeńską wcieliła się Hirosue Ryouko. Była przeurocza jako dziewczyna pełna pasji do fotografii, postrzegająca świat na swój własny, unikalny sposób. W filmie występuje kilka postaci drugoplanowych. Postać koleżanki Shizuru, Ayi (Koike Eiko) w końcowych scenach była przekomiczna…a raczej żałosna na swój sposób. Scena połykania tabletek – na to patrzeć się nie dało…Zupełnie nierealistyczną postacią był czarnoskóry wybawca Makoto – miłośnik Japonii i Japończyków. Aktor, który wcielił się w jego postać zagrał fatalnie.

5. Wykonanie techniczne.

Bardzo przeciętne, ale na pochwałę zasługują sceny wykonywania zdjęć. Widać w nich artystycznego ducha, pasję bohaterów.

6. Ogólna ocena.

Po Collage of Our Life sięgnęłam, ponieważ miał to być pierwowzór dla Tada, Kimi wo Aishiteru, który arcydziełem nie jest, ale zawiera ciekawą historię miłosną. Nie oczekiwałam wyżyn oryginalności i kunsztu filmowego, ale to co zobaczyłam wołało o pomstę do nieba. Przede wszystkim początek jest całkiem przyjemny. Wprowadzenie w historię, pasja do fotografii, poznanie głównej pary – ciekawiło mnie dlaczego się rozstali i czy Makoto odnajdzie ją w Nowym Jorku. I właśnie w momencie, gdy dociera on do USA widz otrzymuje stertę kiczu, niedociągnięć i głupot. Już pomijam fakt, że narracja jest prowadzona w języku angielskim, który jak wiadomo Japończykom niezbyt wychodzi, ale dobrze, że angielskie napisy zawierały słowa, które wypowiadał Makoto, więc spokojnie można zrozumieć co mówi. Nie podobało mi się stereotypowe ukazanie Nowego Jorku. Wychodzi na to, że na dzień dobry zaatakują cię czarnoskórzy młodzi ludzie, ale żeby to tylko raz – niestety dostaniesz łupnia kilkakrotnie w przeciągu bardzo krótkiego czasu. Jednak nie ma się co martwić, gdyż zawsze znajdzie się dobra duszyczka, która opatrzy twoje rany i da ci dach nad głową… No ludzie – ja się pytam kto tu pisał scenariusz, żeby takie głupoty wymyślać? A i jeszcze, aby stać się dobrym fotografem wystarczy wspiąć się na słup telegraficzny… Końcowe sceny wprowadziły mnie w zakłopotanie, ponieważ nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Sprawa z bronią, paralizatorem – ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Jedyną zaletą filmu są fotografie, a także postać Shizuru – reszta skutecznie psuje odczucia po seansie. Osobiście nie polecam, zwłaszcza, iż spotkałam się z wieloma pochlebnymi komentarzami na temat tego filmu, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

Ocena: 2+/10

Trailer

Love Exposure

1. Dane podstawowe.愛のむきだし

Tytuł: Love Exposure (愛のむきだし, ai no mukidashi)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 237 min

Obsada: Nishijima TakahiroMitsushima HikariWatabe AtsurouAndou Sakura

Gatunek: dramat, komedia, romans.

2. Fabuła.

Umierająca matka Honda Yuu prosi syna by ten pokochał kobietę podobną do Matki Boskiej. Po śmierci żony ojciec Yuu zostaje księdzem. Z czasem zmusza syna, aby ten codziennie spowiadał się ze swoich grzechów. Chłopak by mieć z czego się spowiadać zaczyna grzeszyć umyślnie oraz dołącza do grupy nieudaczników, którzy ćwiczą się w wykonywaniu zdjęć bielizny kobiet. Yuu zostaje ich guru, a pewnego dnia poznaje swoją Marię – Okishima Youko i z miejsca zakochuje się w niej.

3. Muzyka.

Całkiem udany soundtrack. Większość zastosowanych utworów, motywów odpowiadała mi, a także pasowały do sytuacji.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Gra aktorów naprawdę godna podziwu. Zwłaszcza w przypadku głównych postaci – Hondy Yuu oraz Okishimy Youko.  W tych rolach odpowiednio Nishijima Takahiro i Mitsushima Hikari. Przedstawiane przez nich emocje były bardzo wiarygodne, a absurdalność ich postaci szokowała mnie ich realistycznym odzwierciedleniem. Mimo to nie mogę powiedzieć, że są to postacie, które polubiłam i tak naprawdę w całym filmie z żadnym z bohaterów nie mogłam się utożsamić, czy też zżyć. Są oni zbyt dziwaczni i daleko im od szeroko pojętych norm społecznych. Film trwa 4 godziny i przewija się na ekranie wiele postaci, które w mniejszym, bądź w większym stopniu oddziałują na poczynania wspomnianej dwójki. Gra wszystkich aktorów na bardzo dobrym poziomie, jednak tak jak wspomniałam – tego typu postaci nie byłam w stanie polubić.

5. Wykonanie techniczne.

Jako, że film utrzymany jest w konwencji komedii z wieloma elementami absurdu to nie raziło mnie ani kadrowanie, ani oświetlenie, czy też wyolbrzymione fontanny krwi pod koniec filmu. Byłam w stanie przetrwać dosłownie wszystko.

6. Ogólna ocena.

Jest to jeden z najdłuższych  filmów jaki w życiu oglądałam (z tego co pamiętam to rozszerzona wersja Władcy Pierścieni: Powrót Króla trwa dłużej :)). Po seansie mogę stwierdzić, że tylko pod tym względem zapadnie mi w pamięci. Fabuła podobno bazuje na prawdziwych wydarzeniach, które przytrafiły się przyjacielowi reżysera Sono Shion‚a – ile w tym prawdy? Nie wiem i wolę nie wiedzieć. Lubię filmy, które są inne, dziwaczne, oryginalne, ale jednocześnie mają coś do przekazania, a w przypadku Love Exposure zabrakło mi przesłania. Akcja toczy się dość płynnie, praktycznie cały czas się coś dzieje, ale co z tego skoro fabuła w ogóle mnie nie wciągnęła? Jedną z niewielu zalet tego tytułu jest niewątpliwie nieprzewidywalność, gdyż widz nie wie czego jeszcze może się spodziewać. Love Exposure odebrałam jako smutny dowód na to, że dobra gra aktorów może być łatwo popsuta zagmatwanym scenariuszem. Wielu zachowań bohaterów nie byłam w stanie zrozumieć, chociażby długie czekanie Yuu przed powiedzeniem ukochanej o tożsamości Pani Skorpion. Absurd, groteska wylewa się hektolitrami z ekranu. Wydaje mi się, iż osoby, będące przywiązane do swojej wiary katolickiej mogą poczuć się urażone wieloma odniesieniami do tej religii. Ja sama katoliczką jestem, ale scen tych nie odebrałam osobiście tylko szukałam ich znaczenia np. wspólne noszenie krzyża, cytowanie Hymnu o Miłości, zmuszanie Yuu do codziennej spowiedzi i.in. Komu polecić? Trudno mi powiedzieć, gdyż ciężko film rozgryźć. Na pewno film polecam koneserom kina, gdyż za jednym razem wytrwać 4 godziny nie będzie łatwo (ja nie podołałam i film oglądałam po połowie),a także lubującym się w absurdzie i w szokujących połączeniach np. religii z seksualnością. Do tego dochodzi poruszanie dość kontrowersyjnych tematów jak np. radzenie sobie z popędem seksualnym, homoseksualizm. Jak widać film nie należy do lekkich i przyjemnych. Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia, ponieważ spotkałam się z wieloma pochlebnymi opiniami na temat tego filmu, a jak wiadomo ile osób tyle też spostrzeżeń (dlatego też moja ocena dla wielu może być krzywdząco niska).

Ocena: 3/10

Trailer