Can’t Live With Losing

 Can't Lose

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Can’t Live With Losing (Can’t Lose, Jikoneun Motsalah, 지고는 못살아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 18

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Lee Jae-Dong

Scenariusz: Lee Sook-Jin

Stacja: MBC

Obsada: Choi Ji-WooYoon Sang-HyunKim Jung-TaeJo Mi-LyeongSung Dong-IlJoo Jin-Mo

Gatunek: komedia, romans, prawniczy, obyczajowy.

2. Fabuła.

Lee Eun Jae i Yeon Hyeong Woo są prawnikami, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i po krótkiej znajomości wzięli ślub. Niestety różnice charakterów oraz zawiłości losu sprawiają, iż ciągle się kłócą, co doprowadza do podjęcia decyzji o rozwodzie.

3. Muzyka.

Oczywiście nie mogło zabraknąć rozdzierających serce ballad ze smyczkowym tłem. Jednakże nie przeszkadzały mi one tak bardzo, jak w przypadku innych produkcji. Nie skupiłam się na nich szczególnie, toteż oprawę muzyczną uważam za dobrze dobraną.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W roli Lee Eun-Jae możemy oglądać Choi Ji-Woo (Winter Sonata). Jej bohaterka to inteligentna i odnosząca sukcesy prawniczka. Chociaż spełniona jest zawodowo, to nie można tego samego powiedzieć o jej życiu prywatnym. Żyje w wieloletnim konflikcie z matką, a swojego ojca nie chce znać. Gdy poznaje Yeon Hyung-Woo bez wahania ulega jego urokowi osobistemu oraz dobroduszności i bezinteresownego pomagania innym. Yeon Hyung-Woo (w tej roli Yoon Sang-Hyun – znany szerszej publiczności dzięki dramie Secret Garden) podobnie jak Eun-Jae skrywa tajemnice z przeszłości oraz trudne relacje rodzinne. Hyung-Woo w przeciwieństwie do swojej wybranki pochodzi z zamożnej rodziny. W związku z tym nie trudno zrozumieć jego charytatywną działalność prawniczą, nawet gdy jego kancelaria staje na granicy bankructwa. Po krótkiej znajomości i nieoczekiwanym pocałunku na stadionie w trakcie meczu bejsbolowego pobierają się. Idylla nie trwa długo, gdyż już po roku spięcia między nimi okazują się nie do zniesienia. W trakcie rozwodu oboje starają się przeciągnąć na swoją stronę przyjaciół, będących małżeństwem. Ko Ki-Chan (Kim Jung-Tae), który po studiach prawniczych nie może zdać egzaminów aplikacyjnych opowiada się po stronie  Yeon Hyung-Woo, a jego żona prowadząca restaurację – Kim Young-Joo (Jo Mi-Lyeong), staje murem za Lee Eun-Jae. W całą sprawę mieszają się współpracownicy pary prawników – zawsze opanowany i bezstronny Kang Woo-Sik (Joo Jin-Mo) oraz racząca wszystkich bezpośrednimi uwagami Ga Deuk-Hi (Ga Deuk-Hi), a także ich były profesor Jo Jung-Koo (Sung Dong-Il – Fugitive: Plan BChildren…). Muszę przyznać, że podobał mi się dobór ról pierwszoplanowych na równi z drugoplanowymi. Choi Ji-Woo i  Yoon Sang-Hyun wykreowali wiarygodne postacie, pomiędzy którymi dostrzec można było chemię. Z kolei cała drugoplanowa obsada miała swoje kilka minut, dzięki czemu nie pozostają anonimowi. Odpowiadają oni także za większość scen o zabarwieniu komicznym. Konflikty postaci toczą się również na poziomie matek dwójki głównych bohaterów, a pod koniec serii przewija się były narzeczony Cha Suk-Hoon, więc dzieje się sporo.

5. Wykonanie techniczne.

Jak w przypadku 90% dram standardowo przeszkadzało mi nienaturalne oświetlenie oraz tony BBcream’ów na twarzach zarówno pań, jak i panów. Nie dopatrzyłam się wpadek w postaci widocznych lamp czy też odbić kamer w oknach, masek samochodów itp. Nie ma czym się zachwycać, ale jednocześnie ciężko krytykować reżyserię czy też edycję. Na plus uważam mieszkanie głównej pary bohaterów – podobał mi wystrój wnętrz.

6. Ogólna ocena.

Drama Can’t Live With Losing jest o tyle oryginalna, iż jej fabuła rozpoczyna tam gdzie większości dram kończy. Para bohaterów bierze ślub bez zastanowienia, by dopiero później sprostać trudom poznania siebie i wspólnego życia. Oczywiście od samego początku wiadomo, że kochają się i problem stanowią niedomówienia oraz wady, których albo nie dostrzegają, albo nie potrafią zmienić. W pierwszych odcinkach kłótnie małżonków są zabawne i dramę ogląda się z przyjemnością. Jednakże nie można ciągnąć tego samego schematu przez całą serię. W końcu przychodzi czas na nudniejsze partie, w końcu mamy tu prawników, więc sprawy, które prowadzą często trafiają na pierwszy plan. Dlatego też jeśli ktoś nie gustuje w dramach prawniczych to może się nudzić. Na szczęście obsada drugoplanowa spełnia swoją rolę znakomicie i także ich perypetie mogą powodować uśmiech na twarzy. Z tego co mi wiadomo seria była zaplanowana na 16 odcinków, ale dodano 2 kolejne by mieć czas na realizację dramy ją zastępującej. Nie dało się tego tak łatwo ukryć, gdyż są dłużyzny pod koniec. Już gdzieś od połowy dużego znaczenia nabiera obyczajowo-dramatyczna strona dramy. Jednakże odniosłam wrażenie, że wątki z przeszłości bohaterów nie są szczególnie wyolbrzymione i jako całość wypadają wiarygodnie. Jak już wspomniałam podobała mi się chemia miedzy bohaterami oraz dobór obsady. Polecam osobom, które chciałyby obejrzeć coś innego niż typowa komedia romantyczna.

Ocena: 7/10

Trailer

Love

사랑

Tytuł: Love (Sarang,  사랑)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 104 min

Obsada: Joo Jin-MoSi-hyeon ParkJu Hyeon

Gatunek: melodramat.

,,Love”, czyli miłość, jaka się nie zdarza

Wielką miłośniczką romansów, melodramatów nie jestem, ale od czasu do czasu chcę się pokatować jakąś łzawą historią. Wtedy nie ma znaczenia, czy film jest oryginalny, czy nie, byleby mnie wzruszył, zmusił do jakichś przeżyć wewnętrznych. Niestety ,,Love” okazał się emocjonalny jedynie z tytułu.

Głównym bohaterem filmu jest In-ho, który pragnie normalnego życia, jak inni jego rówieśnicy. Dlatego też mimo problemów finansowych matki robi wszystko, by nie sprawiać jej przykrości oraz dostać się na studia. Szansy upatruje w sporcie, gdyż jest dobrym zawodnikiem taekwondo. Sytuacja komplikuje się gdy zadziera z pewnym gangsterem. Stając w obronie ukochanej dziewczyny – Mi-ju, którą poznał w dzieciństwie, dźga wspomnianego bandytę nożem i trafia do więzienia. Po wyjściu na wolność, chcąc rozpocząć nowy etap w życiu, zatrudnia się u bossa Yoo. Niestety okazuje się, że jego kochanką jest nie kto inny jak Mi-ju.

Fabuła jest tak oklepana, że gdybym przeczytała ją przed obejrzeniem filmu, to raczej nie sięgnęłabym po ten tytuł. ,,Love” momentami podpada pod koreańskie ,,Romeo i Julia”. Mimo wielkiej, pięknej, czystej, niewinnej etc. miłości, kochankowie nie mogą być razem, ponieważ los rzuca im pod nogi kolejne kłody. Kiedy fabuła nie jest oryginalna zawsze film może uratować konstrukcja postaci, bądź też gra aktorów. Jednak i tutaj spotkał mnie zawód. Otóż In-ho już chyba bardziej męski nie mógł być, istny ideał każdej kobiety. Nie dość, że ochroni ukochaną przed każdym, ale to każdym niebezpieczeństwem, to jeszcze jest wrażliwy, zaradny, potrafi kochać platoniczną miłością przez lata, jest wierny jak nikt, a do tego to wysportowany przystojniak! Zapewne niewiele kobiet nie zapałałoby do niego miłością. W postać In-ho wcielił się Joo Jin-Mo (DreamA Frozen FlowerA Better Tomorrow). Szczerze to moja sympatia ku niemu zaczyna odchodzić w niepamięć…Jako In-ho wypadł przeciętnie i to bardzo, chociaż sceny płaczu wyszły mu dobrze. Może mój sceptycyzm względem In-ho bierze się stąd, iż wiem ile Joo Jin-Mo miał lat grając, przez połowę filmu, licealistę. Myślałam, że 30latkowie (a dokładniej 33) grający 18latków to takie rzeczy to tylko w dramach – jak widać myliłam się. Nijak nie wyglądał mi na nastolatka, więc od razu jego zachowani i ekspresja wydawały mi się sztuczne i niewiarygodne. Główną rolę żeńską otrzymała Si-hyeon Park ( A Man’s Story). Chociaż to jej bohaterka determinowała wszelkie wybory życiowe In -ho, to poświęcono jej niewiele uwagi. Ot była, bo musiała być. Postać równie tragiczna, co i In-ho, a przy tym delikatna i wrażliwa dziewczyna. Tak czy inaczej,  główni aktorzy nie wywarli na mnie wrażenia. Natomiast obsada drugoplanowa jest dobrze dobrana i tworzy barwne tło dla wspomnianej dwójki.

Trzon fabularny ciągnie się niemiłosiernie, a powolny tok akcji uwydatnia wszelkie niedostatki filmu m.in. wspomnianą przeciętną grę aktorską. Przez większą część film dłuży się, a pod koniec akcja nagle przyspiesza, aż odniosłam wrażenie, że zbyt wiele zaczęło się dziać. Za to podobała mi się muzyka. W trakcie wielu scen możemy usłyszeć bardzo ładne instrumentalne, smyczkowe utwory.

Reżyserem i scenarzystą filmu jest Kyung-Taek Kwak (reżyser Eye for an Eye). Generalnie nie mam wiele do zarzucenia, gdyż samo wykonanie techniczne jest przyzwoite. Wielki plus za końcowe sceny nad morzem. Kolorystyka nieba nie do opisania, przyznaję, iż nie mogłam oderwać wzroku od tej sceny i oglądałam ją wielokrotnie. ,,Love” rozpatruje także o gangsterach, więc nie ma się co dziwić, że jest także trochę scen akcji, bijatyk. Nie stoją one na jakimś wybitnie wysokim poziomie, ale ogląda się je przyjemnie.

,,Love” to melodramat, czyli teoretycznie powinien wzruszyć widza. Pomimo tragicznego zakończenia (rodem z Romea i Julii), to ani razu nie byłam choćby bliska uronienia łzy. Przede wszystkim film jest do bólu przewidywalny i oparty na wyświechtanych schematach. Niczym nie zadziwia, nie niesie ze sobą żadnego przesłania. Chociaż to miłość staje się niejako przekleństwem In-ho, to i tak stanowi ona dla niego jedyny powód do życia. W imię miłości zrobiłby wszystko – ja nie widzę w tym nic z romantyzmu, a zakończenie jest szczytem melodramatyzmu. Komu polecić? Tylko i wyłącznie zatwardziałym miłośnikom gatunku, którym nie przeszkadza przedramatyzowanie fabuły i wręcz fatalistyczne losy bohaterów.

Ocena: 3+/10