The Beauty Inside

27232

Tytuł: The Beauty Inside (Byooti Insaideu, 뷰티 인사이드)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Czas trwania: 127 min

Reżyseria: Baek Jong-Yeol

Scenariusz: Kim Sun-Jung, Park Jung-Ye

Obsada: Han Hyo-JooPark Seo-JoonKim Sang-HoKo Ah-SungLee Dong-WookYoo Yeon-SeokLee Beom-SooPark Shin-HyeLee Jin-WookLee Dong-Hwi

Gatunek: romans, fantasy.

Miłość niejedno ma oblicze

Reżyser Baek Jong-Yeol, wcześniej zajmujący się reżyserowaniem reklam, zadebiutował na wielkim ekranie romantycznym filmem fantasy The Beauty Inside. Obraz fabularnie nawiązuje do amerykańskiego filmu z gatunku ,,social film” (czyli filmów krótkometrażowych publikowanych za pomocą portali społecznościowych) z 2012r. o takim samym tytule.

Czytaj dalej

Il Ji-Mae: The Phantom Thief

1. Dane podstawowe.Iljimae

Tytuł: Il Ji-Mae: The Phantom Thief ( Iljimae, 일지매)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 20

Czas trwania: 70 min

Obsada: Lee Jun-KiPark Si-HooHan Hyo-JooLee Young-AhLee Mun-Shik

Gatunek: akcja, dramat, historyczny, romans.

2. Fabuła.

Młody Geom staje się świadkiem zabójstwa ojca. Od tego feralnego dnia jego życie całkowicie się odmienia. Zostaje przygarnięty przez złodziejaszka Soe-Dol. Wraz z dorastaniem Geom zaczyna sobie przypominać wydarzenia z przeszłości. Żądny zemsty postanawia nocą przywdziewać maskę i stawać w obronie najuboższych.

3. Muzyka.

W trakcie oglądania dramy nieszczególnie zwróciłam uwagę na soundtrack, gdyż zbyt często irytowały mnie luki w fabule i błazeńskie zachowanie bohaterów. W związku z tym postanowiłam przesłuchać soundtrack oddzielnie  i muszę przyznać, iż wypada dobrze. Kilka pięknych, poruszających ballad oraz motywów wzorowanych na czasy epoki. Miłe zaskoczenie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W Iljimae nie podobało mi się wiele, jednak jedno udało się twórcom dobrze, a mianowicie dobór obsady. W rolę tytułowego Iljimae wcielił się Lee Jun-Ki (Time Between Dog and Wolf). Przyszło mu odegrać tak naprawdę dwie całkowicie odmienne postaci. Z jednej strony, za dnia, był cwanym złodziejaszkiem, który co i rusz dostawał niezłe lanie, a potem jak gdyby nigdy nic dalej robił z siebie pajaca. Natomiast nocą, gdy przywdziewał maskę, można zobaczyć jego skupione i bystre oblicze. Jak zwykle nie można narzekać na Lee Jun-Ki w scenach czarnej rozpaczy i wielkich życiowych dramatów, po prostu daje w nich z siebie wszystko co najlepsze. Istotną rolę odegrał także Park Si-Hoo (Prosecutor Princess) jako nadworny gwardzista Si-Hoo. Szczerze to zawiodłam się, gdyż Park Si-Hoo ciągle oferował ten sam skwaszony wyraz twarzy i mimo kilku dobrych okazji do wykazania się – polegał na całej linii. Wolę go w rolach playboy’ów w komediach romantycznych. Wśród głównych postaci przewijają się także dwie kobiety, czyli Han Hyo-Joo jako Eun Chae oraz Lee Young-Ah jako Bong-Soon. Nie będę się nad nimi rozpisywać, gdyż nie pokazały niczego nadzwyczajnego, a poza tym ich postacie wydawały mi się zbędne (ot tylko po to, aby jakiś romans wcisnąć w dramę). Poza pierwszoplanowymi postaciami Iljimae zawiera całą plejadę dobrych postaci drugoplanowych. Chociaż generalnie scenariusz jest słaby i bohaterowie nie mają rozbudowanych charakterów, to i tak najmilej wspominam właśnie drugoplanowe kreacje. Między innymi podobał mi się Lee Mun-Shik jako przyszywany ojciec Yong-Yi (Iljimae). Pogodna, emocjonalna postać, który wniosła do dramy sporo serdeczności i ciepła. Do gustu przypadła mi także rola Jo Min-Gi (East of Eden) jako król.

5. Wykonanie techniczne.

Nie była to moja pierwsza koreańska drama osadzona w erze Joseon, dlatego też nie miałam wielkich oczekiwań. Stroje jak zwykle przyzwoite, peruki również, wystrój wnętrz i sceny na powietrzu także ujdą. Generalnie reżyseria nie wypadła najgorzej (jak na dramę), a kilka scen naprawdę cieszy oko. Przyznaję, iż sceny na lodzie (gdzieś w początkowych odcinkach) były oryginalne, ale później było już tylko przeciętnie (i to bardzo). To co mnie raziło, to przede wszystkim walki. Przy oglądaniu Iljimae trzymała mnie jedynie myśl, że jest to drama akcji, więc jeżeli fabuła się nie rozkręci, to pozostaną mi przynajmniej sceny pojedynków. Wszelkie elementy wuxia raziły mnie po oczach…swoją schematycznością, sztucznością i brakiem płynności ruchu. Z żalem patrzyłam jak aktorzy bezskutecznie starają się, aby ich ruchy wyglądały na profesjonalne i naturalne.

6. Ogólna ocena.

Iljimae należy do popularnego trendu “fusion sageuk” (czyli dramy osadzone w historii, ale ze współczesnym językiem i muzyką). I żeby było jasne – nie jestem jego fanką. Największą bolączką Iljimae jest właśnie nieprawidłowy balans pomiędzy elementami komicznymi a poważnymi. W tym przypadku mówienie o „komedii” jest nie na miejscu, gdyż zachowanie bohaterów i ich działania często są po prostu błazenadą. Nie mogłam patrzeć jak Lee Jun-Ki ciągle robi z siebie pajaca na ekranie, jak przesadza z mimiką twarzy i ciągle dostaje łupnia…Czułam totalny niesmak i nie wiem jakim cudem zdzierżyłam te wszystkie „komediowe” wstawki. Być może wynika to z faktu, iż Iljimae męczyłam przez około 1,5 roku (tak, tak…jest to drama, która przez najdłuższy okres czasu mnie dobijała). Tak czy inaczej sam trzon fabuły, czyli morderstwo, spisek, żądza zemsty, rodzinne tajemnice – nie jest niczym nowym. Romans…chwila moment – jaki romans? Chyba bardziej pasuje określenie: miłostki bohaterów. Niby jakieś zauroczenia są, gdzieś przewinie się pocałunek, kilka tandetnych romantycznych scen…i to by było na tyle. Może i lepiej, że nie rozwijano tych wątków, gdyż zapewne wtedy nie dokończyłabym dramy. Żeby nie było tak totalnie ironicznie, to wspomnę o tym co mi się podobało w fabule. Otóż jeżeli wyłuskać jedynie historię zemsty i wszelkie wątki poważne, to drama jest przyzwoita. Pojawia się sporo wątków pobocznych, które mogłyby być ciekawe, ale nie pokuszono się  o ich rozwinięcie. Aktorzy spisali się dobrze i nie mam większych uchybień. Podobnie muzyka jak i reżyseria są udane. O zakończeniu nie będę wspominała, bo chyba można się domyślać jak się potoczyły losy Iljimae. W samej końcówce zdziwił mnie szybki rozwój wypadków i ich skutki. Gdyby ktoś zapytał się mnie: o czym tak w ogóle jest Iljimae? To minęłaby długa chwila zanim bym cokolwiek powiedziała, gdyż po seansie pamiętam jedynie początek i koniec.Czy polecam? Biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie moje wrażenia, to nie. Jednak będąc obiektywną, to warto dać szansę Iljimae, zwłaszcza jeśli lubi się obsadę i potrafi się przymknąć oko na humor.

Ocena: 4/10