More Than Blue

1. Dane podstawowe.A Story Sadder Than Sadness

Tytuł: More Than Blue (A Story Sadder Than Sadness, seulpeumboda deo seulpeun iyagi, 슬픔보다 더 슬픈 이야기, Sad Sad Love, Sadder than Sadness)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 105 min

Obsada: Kwon Sang WooLee Beom SuLee Bo Young

Gatunek: melodramat.

2. Fabuła.

Producent radiowy, K, od wielu już lat mieszka z autorką tekstów piosenek – Cream. Oboje są sierotami i poznali się jeszcze za czasów szkolnych. K skrycie podkochuje się w Cream, jednak nie jest w stanie wyznać jej swoich uczuć, ponieważ choruje na raka i zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia. Jednocześnie K wie, że Cream niczego bardziej nie boi się niż samotności… Dlatego też mężczyzna postanawia znaleźć jej idealnego kandydata na męża – los pada na dentystę Ju Hwan Cha.

3. Muzyka.

Zazwyczaj w melodramatach muzyka odgrywa istotną rolę.W przypadku More Than Blue jest ona praktycznie niezauważalna, idealnie komponuje się w tło. Dopiero w scenach najbardziej wzruszających wybija się na pierwszy plan, np. podczas ślubu. Soundtrack ubogi, ale chwytający za serce.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W rolę K wcielił się Kwon Sang Woo (Into The Fire). Zaprezentował się wiarygodnie jako człowiek, który pogodził się z widmem śmierci, które nad nim ciąży. Jednocześnie desperacko pragnie zapewnić szczęście ukochanej kobiecie, która jest dla niego wszystkim. Cały tragizm postaci K polega na tym, iż nie jest w stanie wyznać Cream swoich uczuć. Przez cały film widać w jego oczach smutek…. K może imponować swoim opanowaniem i determinacją. Jest gotów pchnąć kobietę, którą kocha nad życie, w ramiona innego mężczyzny…Rola Cream przypadła Lee Bo Young (A Dirty CarnivalThe Birth of the Rich). Cream niemiłosiernie mnie denerwowała. Przez praktycznie cały film liczyłam, że ktoś powie jej kilka gorzkich słów i w końcu zobaczy, że ma przy swoim boku mężczyznę, który łaknie jej miłości. Nic takiego się nie stało. Chociaż, gdy poznajemy bieg wydarzeń z jej perspektywy, spojrzałam na nią odrobinę łaskawszym wzrokiem. Cream to chyba najbardziej rozbudowana postać w filmie. Z jednej strony zachowuje się jak rozpieszczone dziecko, które pragnie zwrócić na siebie uwagę, ale z drugiej i ona nosi w sobie wielki smutek. Jednak to właśnie Cream jest postacią, która miała najwięcej okazji by przerwać narastające pasmo tragizmu…Wystarczyło jedno zdanie, a film nie byłby ,,Sadder than Sadness”. Kolejną nieszczęsną postacią jest dentysta Ju Hwan Cha (Lee Beom Su). Po obejrzeniu ostatnich scen, stwierdzam, że jest to najtragiczniejsza postać w filmie. Zapewne wynika to z tego, że o Ju Hwan Cha dowiadujemy się najmniej, a on sam jawi się jako piąte koło u wozu, które staje na drodze miłości K i Cream. Tych kilka kadrów na koniec dobitnie ukazuje jego przemilczany dramat. Postaci drugoplanowych jest kilka, jednak najistotniejszą rolę odegrała Je Na (Jeong Ae Yeon), czyli narzeczona Ju Hwan Cha. Jej rozmowy o życiu i śmierci z K są chyba najbardziej przygnębiającymi w całym filmie. Jednocześnie Je Na próbowała uzmysłowić K, że jeszcze nie umarł, a ostatnie chwile życia może spędzić szczęśliwie z tą, którą kocha.

5. Wykonanie techniczne.

Film solidnie wykonany. Odpowiednie dla formy melodramatu prowadzenie kamery, czyli długie, statyczne ujęcia. Podobały mi się sceny zatrzymywania czasu, a dość ,,mroczna” scena ślubu zrobiła na mnie duże wrażenie.

6. Ogólna ocena.

More Than Blue podobnie jak wiele innych koreańskich melodramatów rozpoczyna się jak pogodny romans, ewentualnie film obyczajowy, a z czasem nabiera coraz to bardziej tragicznego wyrazu, by na końcu osiągnąć apogeum i wycisnąć z widza jak najwięcej łez. Tak jest też np. z A Moment to RememberMore Than Blue to melodramat oparty na utartych schematach, czyli jest śmiertelna choroba, wielka miłość, skrywane uczucia, rozdarte serca i czarna rozpacz. Pierwsza część, ta pogodniejsza, niestety jest słaba, ale na szczęście druga nadrabia i to z nawiązką. Skorzystano z narracji pierwszoosobowej K i Cream, chociaż nie było to konieczne. Natomiast uważam, że niepotrzebnie zrobiono z głównego wątku fabularnego retrospekcję jednego ze znajomych K. Początek filmu jest zbędny, a opowieść przy ognisku jest co najmniej nie na miejscu (tylko skautów było brak i gitary :P). Co do bohaterów – poznajemy cztery osoby (chociaż dentystę i jego narzeczoną bardzo pobieżnie, ale zawsze ;)), którym przyszło zmierzyć się z różnymi obliczami miłości, gdyż ile osób tyle też sposobów na jej wyrażenie. Relacje K i Cream balansują na granicy przyjaźń-miłość. Pomiędzy nimi jest niezwykła więź. Mimo, iż widz towarzyszy im przede wszystkim w sprawach codziennych np. jedzenie śniadania, rozmowy przed snem, parzenie kawy itp. – to jednak czuć w tym nutkę metafizyki i uczuciowości. Jak to bywa z melodramatami, w ich przypadku, trudno mówić o głębi treści i przekazywaniu ponadczasowych myśli, ale More Than Blue ogląda się z przyjemnością – ot film w sam raz na wolny wieczór. Osobiście urzekły mnie dwa, przeplatające się przez cały film motywy, czyli miłość jako szczoteczka do zębów oraz miłość jako dym papierosa (bardzo dużą wagę przywiązywano do Je Na i wszelkich kwestii związanych z paleniem, a jej postacią). Uwielbiam doszukiwać się takich ,,smaczków”. Zdjęcie K, z końca filmu, spowitego mgłą dymu tytoniowego na długo zapadnie mi w pamięci. Za wielki plus muszę uznać fakt, iż nie popadano w skrajności, czyli brak w More Than Blue scen tandetnych, np. scen umierania, podniosłych dialogów/monologów o miłości (zamiast tego K mówi, że miłość jest dla niego jak szczoteczka do zębów i jej właściciel), konwulsyjnego miotania się po ekranie w rozpaczy itp. Zamiast tego More Than Blue to solidny, subtelny  melodramat, który zapewne nie jednego widza zaskoczy pod koniec (chodzi mi tu o inne ukazanie postaci Cream oraz dentysty). Zakończenie przewidywalne, ale i tak wzruszające. Chociaż nie popłakałam się, to było blisko 🙂 Film skierowany raczej do tej piękniejszej części widowni. Miłośnicy (a raczej miłośniczki:)) melodramatów nie będą zawiedzeni(e). Polecam.

Ocena: 7+/10

Napisy PL

Trailer

Into The Fire

1. Dane podstawowe.pohwa sokeuro

Tytuł: Into The Fire (pohwa sokeuro, 포화 속으로, 71: Into The Gunfire, “Mom, I might die today…”)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 120 min

Obsada: T.O.P., Kwon Sang UCha Seung WonKim Seung U

Gatunek: wojenny, dramat.

2. Fabuła.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach.

Wojna koreańska, lata 50. XX wieku. 71 uczniów zostaje zaciągniętych do wojska. Po krótkim szkoleniu dostają zadanie by bronić za wszelką cenę pewnego gimnazjum. Ich przywódcą zostaje O Jang Beom. Musi on nie tylko  zmierzyć się z żołnierzami Korei Północnej, ale i utrzymać rygor w swoich szeregach.

3. Muzyka.

Piękny, wzruszający soundtrack. Muzyka jest idealnie dopasowana do obrazu, możemy ją usłyszeć w dobrze wybranych momentach, a pod koniec potęguje niezwykły dramatyzm losów postaci.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Miałam spore obawy co do filmu, gdyż w główną rolę wcielił się T.O.P (IRIS). Do tej pory nie miał okazji pokazać się w wymagającej roli – w końcu w IRIS mało co się odzywał i jedynie chodził i z pistoletem. W Into The Fire sprawy mają się inaczej. Uważam, że jego postać jest ciekawa i do tego bardzo dobrze, wiarygodnie odegrana. Po prostu zaimponował mi, ale w dużej mierze jest to zasługa świetnej konstrukcji postaci. Otóż obok przejęcia odpowiedzialności za życie 70 kolegów i stawienie oporu wrogiej armii, przede wszystkim pragnie przeżyć i wrócić do domu, ujrzeć znów twarz matki. Podobał mi się także „ten zbuntowany”, czyli Gu Gap Jo –  w tej roli Kwon Sang U. Możemy zaobserwować jak jego bohater, pod wpływem doświadczeń wojny, zmienia się i pokazuje co znaczy honor i odwaga. W filmie możemy także zobaczyć Kim Seung U (IRISATHENA) w roli Gang Seok Dae. Kolejna jego kapitalna rola, bardzo wiarygodny. Jak zwykle musi być też ten „zły”, czyli Cha Seung Won (ATHENA). Ze swoim męskim wyglądem i hipnotyzującym głosem świetnie nadaje się na czarnych bohaterów. Czekam na jego rolę w komedii – jestem ciekawa jak sobie poradzi w swojej najnowszej produkcji (właśnie komedii romantycznej) Best Love. To tyle, jeżeli chodzi o głównych bohaterów. Jest to film wojenny, więc przez ekran przewija się mnóstwo żołnierzy, wszyscy wypadli przyzwoicie.

5. Wykonanie techniczne.

Mistrzostwo. Pierwsze minuty filmu oszołomiły mnie. Dosłownie. Pomyślałam sobie – kto im robił te efekty batalistyczne? Nie wiem, ale ktokolwiek to był to należą mu się pokłony. Bardzo realistyczne i widowiskowe kino wojenne, które na długo zapada w pamieć swoją szczegółowością i realizmem. To trzeba zobaczyć!

6. Ogólna ocena.

Widziałam bardzo wiele amerykańskich filmów wojennych. Into The Fire nie odstaje ani na krok (a nawet bym powiedziała, że przewyższa mnóstwo znanych produkcji) w efektach batalistycznych. Na szczęście jest mniej patosu i co ważne – brak pokrzepiających monologów umierających. Zawsze mnie to drażni w filmach prosto z Hollywood. Bohater pada pod wpływem kilkunastu kul, ale zamiast umrzeć, krztusi się krwią przez 10 min i prawi morały (najlepiej swojemu przyjacielowi lub komuś z kim się nie dogadywał wcześniej). W Into The Fire jak mają umierać to umierają. Oczywiście jest, zwłaszcza pod koniec, sporo heroizmu, jednak nie raziło mnie to, ponieważ miał to być także hołd poległym naprawdę w tej wojnie. Film podzieliłabym na trzy części: pierwsza jest pełna widowiskowych wybuchów, batalistyki; druga: znacznie spokojniejsza, gdzie możemy bliżej poznać główne postacie; trzecia: powtórka z rozgrywki, czyli bomby, strzały, czołgi, krew itp. Dobra fabuła pozwala na lepsze poznanie i zrozumienie bohaterów, głównie O Jang Beom. Przebłyski jego wspomnień związanych z matką są wzruszające, zwłaszcza porównanie ciężarówki jak wyjeżdżał z rodzinnego miasta z ciężarówką na froncie, pełną rannych żołnierzy. Podobało mi się, że nie wpleciono żadnego wątku romantycznego, co często zdarza się w filmach wojennych (chociaż przez moment myślałam, że coś będzie między O Jang Beom i panią pielęgniarką, ale na szczęście nie było :)). Into The Fire to dobry, widowiskowy, film wojenny z dobrą grą aktorską. Kilka scen na długo zapadnie mi w pamięć, wrażenia po seansie jak najbardziej pozytywne. Dawno nie widziałam tak dobrego filmu (nie tylko filmu wojennego), gorąco polecam – nie tylko dla fanów filmów wojennych, gdyż film jest także o młodych ludziach, którym przyszło stanąć do walki, o honorze, odwadze i przyjaźni.

Ocena: 9/10

Trailer