Come Rain Come Shine

Tytuł: Come Rain Come Shine ( Love You, I Don’t Love You, Saranghanda, Saranghaji Ahnneunda, 사랑한다, 사랑하지 않는다)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 105 min

Reżyseria: Lee Yoon-Ki

Scenariusz:  Lee Yoon-Ki

Obsada: Hyun-BinLim Soo-Jung

Gatunek: melodramat

Milczące rozstanie w strugach deszczu

Come Rain Come Shine to film zrealizowany przy minimalnych funduszach. Nawet odtwórcy głównych ról – Hyun-Bin i Lim Soo-Jung nie wzięli za udział w nim  grosza. Tytuł ten został wyselekcjonowany do udziału w 61. Międzynarodowym Festiwalu w Berlinie. Jednakże powiedzieć, iż został chłodno przyjęty to chyba najłagodniejsze określenie. Niestety brak zachwytu publiczności uważam za jak najbardziej uzasadniony.

Czytaj dalej

Can’t Live With Losing

 Can't Lose

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Can’t Live With Losing (Can’t Lose, Jikoneun Motsalah, 지고는 못살아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 18

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Lee Jae-Dong

Scenariusz: Lee Sook-Jin

Stacja: MBC

Obsada: Choi Ji-WooYoon Sang-HyunKim Jung-TaeJo Mi-LyeongSung Dong-IlJoo Jin-Mo

Gatunek: komedia, romans, prawniczy, obyczajowy.

2. Fabuła.

Lee Eun Jae i Yeon Hyeong Woo są prawnikami, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i po krótkiej znajomości wzięli ślub. Niestety różnice charakterów oraz zawiłości losu sprawiają, iż ciągle się kłócą, co doprowadza do podjęcia decyzji o rozwodzie.

3. Muzyka.

Oczywiście nie mogło zabraknąć rozdzierających serce ballad ze smyczkowym tłem. Jednakże nie przeszkadzały mi one tak bardzo, jak w przypadku innych produkcji. Nie skupiłam się na nich szczególnie, toteż oprawę muzyczną uważam za dobrze dobraną.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W roli Lee Eun-Jae możemy oglądać Choi Ji-Woo (Winter Sonata). Jej bohaterka to inteligentna i odnosząca sukcesy prawniczka. Chociaż spełniona jest zawodowo, to nie można tego samego powiedzieć o jej życiu prywatnym. Żyje w wieloletnim konflikcie z matką, a swojego ojca nie chce znać. Gdy poznaje Yeon Hyung-Woo bez wahania ulega jego urokowi osobistemu oraz dobroduszności i bezinteresownego pomagania innym. Yeon Hyung-Woo (w tej roli Yoon Sang-Hyun – znany szerszej publiczności dzięki dramie Secret Garden) podobnie jak Eun-Jae skrywa tajemnice z przeszłości oraz trudne relacje rodzinne. Hyung-Woo w przeciwieństwie do swojej wybranki pochodzi z zamożnej rodziny. W związku z tym nie trudno zrozumieć jego charytatywną działalność prawniczą, nawet gdy jego kancelaria staje na granicy bankructwa. Po krótkiej znajomości i nieoczekiwanym pocałunku na stadionie w trakcie meczu bejsbolowego pobierają się. Idylla nie trwa długo, gdyż już po roku spięcia między nimi okazują się nie do zniesienia. W trakcie rozwodu oboje starają się przeciągnąć na swoją stronę przyjaciół, będących małżeństwem. Ko Ki-Chan (Kim Jung-Tae), który po studiach prawniczych nie może zdać egzaminów aplikacyjnych opowiada się po stronie  Yeon Hyung-Woo, a jego żona prowadząca restaurację – Kim Young-Joo (Jo Mi-Lyeong), staje murem za Lee Eun-Jae. W całą sprawę mieszają się współpracownicy pary prawników – zawsze opanowany i bezstronny Kang Woo-Sik (Joo Jin-Mo) oraz racząca wszystkich bezpośrednimi uwagami Ga Deuk-Hi (Ga Deuk-Hi), a także ich były profesor Jo Jung-Koo (Sung Dong-Il – Fugitive: Plan BChildren…). Muszę przyznać, że podobał mi się dobór ról pierwszoplanowych na równi z drugoplanowymi. Choi Ji-Woo i  Yoon Sang-Hyun wykreowali wiarygodne postacie, pomiędzy którymi dostrzec można było chemię. Z kolei cała drugoplanowa obsada miała swoje kilka minut, dzięki czemu nie pozostają anonimowi. Odpowiadają oni także za większość scen o zabarwieniu komicznym. Konflikty postaci toczą się również na poziomie matek dwójki głównych bohaterów, a pod koniec serii przewija się były narzeczony Cha Suk-Hoon, więc dzieje się sporo.

5. Wykonanie techniczne.

Jak w przypadku 90% dram standardowo przeszkadzało mi nienaturalne oświetlenie oraz tony BBcream’ów na twarzach zarówno pań, jak i panów. Nie dopatrzyłam się wpadek w postaci widocznych lamp czy też odbić kamer w oknach, masek samochodów itp. Nie ma czym się zachwycać, ale jednocześnie ciężko krytykować reżyserię czy też edycję. Na plus uważam mieszkanie głównej pary bohaterów – podobał mi wystrój wnętrz.

6. Ogólna ocena.

Drama Can’t Live With Losing jest o tyle oryginalna, iż jej fabuła rozpoczyna tam gdzie większości dram kończy. Para bohaterów bierze ślub bez zastanowienia, by dopiero później sprostać trudom poznania siebie i wspólnego życia. Oczywiście od samego początku wiadomo, że kochają się i problem stanowią niedomówienia oraz wady, których albo nie dostrzegają, albo nie potrafią zmienić. W pierwszych odcinkach kłótnie małżonków są zabawne i dramę ogląda się z przyjemnością. Jednakże nie można ciągnąć tego samego schematu przez całą serię. W końcu przychodzi czas na nudniejsze partie, w końcu mamy tu prawników, więc sprawy, które prowadzą często trafiają na pierwszy plan. Dlatego też jeśli ktoś nie gustuje w dramach prawniczych to może się nudzić. Na szczęście obsada drugoplanowa spełnia swoją rolę znakomicie i także ich perypetie mogą powodować uśmiech na twarzy. Z tego co mi wiadomo seria była zaplanowana na 16 odcinków, ale dodano 2 kolejne by mieć czas na realizację dramy ją zastępującej. Nie dało się tego tak łatwo ukryć, gdyż są dłużyzny pod koniec. Już gdzieś od połowy dużego znaczenia nabiera obyczajowo-dramatyczna strona dramy. Jednakże odniosłam wrażenie, że wątki z przeszłości bohaterów nie są szczególnie wyolbrzymione i jako całość wypadają wiarygodnie. Jak już wspomniałam podobała mi się chemia miedzy bohaterami oraz dobór obsady. Polecam osobom, które chciałyby obejrzeć coś innego niż typowa komedia romantyczna.

Ocena: 7/10

Trailer

Make Up

命运化妆师

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Make Up (命运化妆师, Ming Yun Hua Zhuang Shi)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 107 min

Reżyseria: Yi-chi Lien

Scenariusz: Shang-min Yu

Obsada: Nikki Hsin-Ying HsiehSonia SuiBryant ChangChung-tien Wu.

Gatunek: dramat, GL.

2. Fabuła.

Min-hsiu pracuje w Taichung jako tanatokosmetolog, czyli zajmuje się makijażem pośmiertnym. Kobieta lubi swoją  pracę, od towarzystwa żywych woli zmarłych, z którymi niejednokrotnie rozmawia. Pewnego dnia jej klientką zostaje Chen Ting – nauczycielka muzyki z liceum, z którą Min-hsiu łączyły zażyłe relacje. Policja stwierdziła samobójstwo Chen Ting, ale detektyw Kuo Yung-Ming nie wierzy w taką wersję wydarzeń, podejrzewa męża kobiety – psychiatrę  Nie Cheng-Fu.

3. Muzyka.

Wykorzystane motywy instrumentalne to przede wszystkim Schuman, czyli partie na pianino, a także smyczki. Muzyka jest silnie zaakcentowana, ale określiłabym jej dobór jako bezpieczny. Jest ona przyjemna dla ucha, subtelna, ale nie zapada w pamięci.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Główna bohaterka filmu to Min-hsiu, w której rolę wcieliła się Nikki Hsin-Ying Hsieh (Honey PupuOne Day). Min-hsiu stroni od ludzi, jest spokojną, cichą osobą. Ją i matkę zostawił ojciec, a na kobietę spadł obowiązek opieki nad schorowaną rodzicielką. Dobra rola, bardzo wyciszona, melancholijna. Cieszę się, że w scenach z przeszłości okazała się bardziej żywiołowa, radosna – jak na nastolatkę przystało. Jako nauczycielkę muzyki Chen Ting możemy oglądać modelkę Sonia Sui. W jej przypadku jeszcze bardziej bije aura kruchości, przelotności, wewnętrznego przygnębienia. To właśnie postać nauczycielki przykuła moją największą uwagę. Tajemnicza postać, której motywy postępowania ciężko zrozumieć. Jak na nie-aktorkę Sonia Sui podołała zadaniu w 100%. W przypadku panów jest znacznie gorzej. Detektyw  Kuo Yung-Ming jest jak wolny strzelec działający na granicy prawa. Nie wierzy w samobójstwo Chen Ting i robi wszystko by powiązać męża nauczycielki z jej śmiercią. Rolę detektywa odegrał Bryant Chang (Eternal Summer). Spodziewałam się po nim więcej, ale trzeba przyznać, że i jego bohater jest płytki jak lód na rzece w trakcie roztopów, więc i wielkiego pola do popisu nie miał. Zdecydowanie moim ant-bohaterem filmu od strony aktorskiej jest psychiatra Nie Cheng-Fu, czyli mąż  zmarłej Chen Ting. Nachodzi Min-Hsiu, gdyż pragnie bliżej poznać przeszłość żony i to co łączyło kobiety przed laty. Jedynym plusem postaci Nie Cheng-Fu jest ukazanie, że psychiatra to też człowiek i może się załamać, nie dać rady stawić czoła rzeczywistości. Niestety, ale Chung-tien Wu zagrał kiepsko i nie poradził sobie z wiarygodnym przedstawieniem dramatu, desperacji, szaleństwa swojego bohatera w końcówce filmu.

5. Wykonanie techniczne.

Make up jest debiutem reżyserskim Yi-chi Lien, która wcześniej zaledwie raz była asystentką reżysera. Niestety widać braki w wykonaniu. W wielu momentach miałam wrażenie, że występuje tu przerost formy nad treścią. Sceny z przeszłości między Min-Hsiu i Chen Ting są sielankowe, skąpane w promieniach słonecznych, przy fortepianie, na łące…Rozumiem, że miało to podkreślić szczęście obu kobiet, ale przez tę idyllę relacja kobieta wydała mi się nierealistyczna. Mnóstwo ujęć jest statycznych, powolnych. Brawa należą się przede wszystkim operatorowi kamery – Randy Che za piękną grę światłem. Kolorystyka oświetlenia zmienia się w zależności od nastroju – od jasnych, ciepłych barw, po zimne, a kończąc na szarościach i mroku.

6. Ogólna ocena.

Doceniam fakt, że reżyserka chciała zrobić coś oryginalnego, świeżego. Połączyła wiele gatunków, ale przez to żaden z nich nie został dostatecznie rozwinięty i wykorzystany. Mamy tu zarówno thriller, ghost story, romans, film detektywistyczny, więc ostatecznie zdecydowałam się na określenie dramat, gdyż do żadnego z powyższych (według moich kryteriów) się nie kwalifikuje. Dobór aktorów również nie powala na kolana, scenariusz nie dał im nawet szansy by zgłębić swoich bohaterów. Dialogi podobnie jak postacie rozczarowały mnie. Zamaist trzymającego w napięciu thrillera z elementami fantasy (moim zdaniem można było wykorzystać ,,umiejętność” Min-Hsiu w komunikacji ze zmarłymi) wyszedł ospały dramat (melodramat?) z lesbijską miłością w tle. Wątki poboczne często w ogóle nie wiązały się z głównym trzonem fabuły (np. stan w jakim znajduje się matka Min-Hsiu). Nie mamy możliwości poznać szczegółów z życia bohaterów. Niestety ładna muzyka i kolorystyka to za mało. Nie polecam, gdyż można o wiele bardziej efektywniej zagospodarować te ponad 1,5h.

Ocena: 4/10

Trailer

Silenced

Crucible

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Silenced (Crucible, Dokani, 도가니)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 125 min

Reżyseria: Hwang Dong-Hyuk

Scenariusz: Hwang Dong-Hyuk,  Kong Ji-Young (powieść)

Obsada: Gong YooJung Yu-Mi Kim Hyun-SooJung In-SeoBaek Seung-HwanKim Ji-Young Jang Gwang

Gatunek: dramat.

2. Fabuła.

Na podstawie powieści z 2009r.  „Dokani” autorstwa Kong Ji-Young, która z kolei bazuje na prawdziwych wydarzeniach, mających miejsce w szkole dla głuchoniemych w Gwangju.

Kang In-Ho rozpoczyna pracę jako nauczyciel sztuki w szkole dla głuchoniemych dzieci w Mujin. Od samego początku przeczuwa, iż jego podpieczni dziwnie się zachowują, a dyrektor i pracownicy szkoły coś przed nim ukrywają. Wkrótce przerażająca prawda wychodzi na jaw i Kang In-Ho staje w obronie molestowanych seksualnie dzieci.

Czytaj dalej

Honey Pupu

消失打看

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Honey Pupu (xiao shi da kan, 消失打看, siu sat da hon)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 102 min

Reżyseria: Hung-I Chen

Scenariusz: Hung-I Chen, Fu-jin Lam

Obsada: Peggy TsengLin Chen XiWang Zi, Nikki Shie, Daqi Li

Gatunek: fantasy, dramat, romans, młodość.

2. Fabuła.

Film przedstawia losy kilkorga młodych ludzi w kontekście rzeczy/osób zaginionych, wyczekiwaniem końca świata, zatroskaniem o losy pszczół oraz poszukiwaniem własnej tożsamości i sensu życia. Prezenterka radiowa – Vicky, poprzez stronę internetową missing.com, którą założył jej chłopak -Dog, próbuje go odnaleźć, gdyż słuch po nim zaginął. Kobieta zaczyna podejrzewać, że to pewna siebie Playing stoi za zniknięciem jej chłopaka.  By ją odnaleźć Vicky nawiązuje kontakt z członkami społeczności missing.com – Cola, Assassin oraz Money.

3. Muzyka.

W związku z tym, iż  Hung-I Chen zajmuje się  także reżyserią teledysków i reklam, a także pamiętając soundtrack z jego debiutu pełnometrażowego filmu- Candy Rain, wiedziałam, że mogę liczyć na wiele dobrego od oprawy muzycznej. Przede wszystkim muzyka jest nie tylko tłem wydarzeń, ale i ich uczestnikiem. Możemy usłyszeć różnorodne utwory od klasyki (o ile mnie słuch nie myli pamiętam Chopin’a oraz Mozart’a) poprzez rockowe brzmienia, a kończąc na elektronicznych beatach. Przez sporą część filmu miałam wrażenie, że oglądam dobry teledysk muzyczny, niż film.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Honey Pupu to film „indie” i dlatego próżno szukać tutaj znanych nazwisk. Ciężko wskazać mi głównych bohaterów, ponieważ każda z postaci ma swoje 5 minut. Niemniej jednak to Vicky (Peggy Tseng) przybliża widzowi fabułę filmu. Co prawda druga część to w większości trójkąt romantyczny pomiędzy Money (Lin Chen Xi), Assassin oraz Cola (Wang Zi z tajwańskiego boysband’u Bang Bang Tong aka Lollipop). Na pierwszy rzut oka bohaterów nic poza stroną internetową nie łączy, ale szybko okazuje się, że każdy z nich jest na swój sposób zafascynowany tematyką znikania. Jednocześnie widzimy jak starają się utrwalać rzeczy ulotne. I tak Vicky jest zafascynowana fotografią, Assassin zajmuje się sprzedażą staroci, a Cola uwiecznia przedmioty, budynki w swoich rysunkach. Aktorsko film prezentuje się dobrze, a najbardziej podobała mi się Peggy Tseng jako melancholijna Vicky. Z kolei najgorzej poradził sobie Wang Zi, ale na całe szczęście jego bohater nie jest przesadnie wyeksponowany. Aktorzy zostali dobrani dobrze i byłam skłonna uwierzyć w wyrażane przez ich emocje – zwłaszcza intensywny związek Assassin z Money oraz Playing, która jest tu istną femme fatale.

5. Wykonanie techniczne.

Podobnie jak w przypadku Candy Rain, Honey Pupu urzeka przede wszystkim obrazem. Jako że nasi bohaterowie porozumiewają się dzięki stronie internetowej, to sporo dialogów przedstawiono w formie chatu (kwestie w kształcie pojedynczej komory w plastrze miodu). W wielu momentach film jest surrealistyczny, ,,ożywają” rysunki wykonane przez Cola, postacie wkraczają do wyimaginowanego świata (sen, zaświaty), a także w miejsce obecnych budynków pojawiają się ich starsze odpowiedniki. Do tego celu wykorzystano oryginalne i dobrze wykonane efekty specjalne. Wspomnienia (głównie Assassin’a) wyróżniają się czarno-białą kolorystyką. Dzięki dobrej pracy kamery, reżyser sprawia, iż widz odnosi wrażenie  ulotności obrazu, oniryzmu.

6. Ogólna ocena.

Cenię sobie niezależne kino i to bardzo. Zwłaszcza produkcje z Tajwanu zawsze zwracają moją uwagę i stąd też trafiłam na Honey Pupu . Spotkałam się ze skrajnymi opiniami na jego temat – jedni uważają go za ambitny, inni za pseudointelektualny bełkot. Ja osobiście jestem gdzieś pomiędzy, gdyż pomimo świetnej formy, muzyki, dobrej gry aktorów, to brakuje mi przesłania. Honey Pupu to istny zlepek różnorodnych epizodów, których wspólnym elementem jest tematyka zanikania. Przykładowo dowiadujemy się, że Money obawia się  o zmniejszającą się populację pszczół w wyniku fal radiowych emitowanych przez telefony komórkowe, a także zbiera śrubki, ponieważ nigdy nie wiadomo czy nie przydadzą się do naprawienia czegoś. Również w dialogach pomiędzy postaciami zawarto wiele różnorodnych tematów – muzyka, kompozytorzy, sens życia, światy równoległe, poszukiwanie znaczenia miłości, co znaczy dla nas współczesny świat, jak wpływają na nas zmiany w nim zachodzące itp. Moja ulubiona scena to ta, w której bohaterowie przynoszą czarne balony nad morze – bardzo oryginalne. Jak widać jest to totalny misz-masz i przez to brak tutaj konkretnego przesłania. Zachwiana chronologia oraz zagmatwana fabuła nie ułatwiają nam poszukiwań pointy. Oczywiście łatwo dostrzec, że reżyser próbuje uwypuklić problem technologii, która coraz bardziej ingeruje w nasze życie – telefony komórkowe, ipody, laptopy, Internet. Młodzi ludzie przenikają do tego nierealnego świata i gdzieś po drodze zatracają się w nim, a część z nich nie będzie już wstanie z niego wrócić….(tak jak jeden z bohaterów). Jak dla mnie za mało konkretów, za dużo domysłów i braku logiki. Mimo wszystko jest to ciekawy tytuł i warto dać mu szansę. Poza tym zakończenie jest zaskakujące. Komu polecić? Głównie osobom, które lubią filmy o młodości w niekomercyjnym wydaniu.

Ocena: 5+/10

My Way

마이웨이

Tytuł: My Way (Mai Wei, 마이웨이)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 145 min

Reżyseria: Kang Je-Gyu

Scenariusz: Kang Je-Gyu, Na Hyun, Kim Byung-In

Budżet: 25 mln $

Obsada: Jang Dong-GunJoe OdagiriBingbing FanKim In-Kwon

Gatunek: dramat, wojenny.

Wojenna fikcja oparta na prawdziwych wydarzeniach

Filmy, które reklamują się jako ,,oparte na faktach” zawsze przykuwają moją uwagę. W końcu życie pisze najlepsze scenariusze, dlatego też My way wyczekiwałam z niecierpliwością i byłam przygotowana na wszystko co najlepsze może dać koreańska filmografia wraz z reżyserem wielkiego wojennego hitu Tae Guk Gi: The Brotherhood of War – Kang Je-Gyu. Równie wielkie jak moje oczekiwania było rozczarowanie, które towarzyszyło mi praktycznie od pierwszych minut seansu.

My way zaczyna się dość nietuzinkowo, ponieważ jest rok 1928, kiedy to Korea znajduje się pod okupacją Cesarstwa Japonii. Syn bogatych Japończyków – Tatsuo, przybywa z rodzicami do ich posiadłości w Korei, w której to pracuje rodzina Joon-Sik’a. Chłopcy od razu zaczynają ze sobą rywalizować, ponieważ okazuje się, że oboje są zapalonymi miłośnikami biegów. Wraz z upływem lat wspólnie startują w maratonach, a w związku z zamieszkami przy jednym z nich,  Joon-Sik zostaje siłą wcielony do armii japońskiej i wyrusza na front przeciwko Sowietom. Spotyka się tam z Tatsuo, który jest oficerem w cesarskiej armii. Tak rozpoczyna się ich wspólna podróż po polach bitew II wojny światowej.

W rolach głównych możemy oglądać azjatyckie gwiazdy filmowe, czyli Jang Dong-Gun (Tae Guk Gi: The Brotherhood of War, Friend, Typhoon, Gentleman’s Dignity) z Korei Południowej, Joe Odagiri (Dream, The Warrior And The Wolf, Shinobi )z Japonii oraz Bingbing Fan (Buddha MountainShaolinLost in Beijing) z Chin. Całą trójkę miałam okazję oglądać w różnych produkcjach i nie raz udowodniła, że są dobrymi aktorami. Niestety w My way zabrakło mi wyrazistych kreacji aktorskich. Wnioskuję, iż przyczyną jest niedopracowany scenariusz. W postać Kim Joon-Sik wciela się wspomniany Jang Dong-Gun, który wiele kwestii w filmie wypowiada po japońsku i wypadł przy tym bardzo naturalnie. Jeszcze zanim film rozkręcił się na dobre zwróciłam uwagę na fakt, iż aktor ten (z całym szacunkiem) wygląda za staro jak na swojego bohatera – w końcu młodego, energicznego człowieka. Kim Joon-Sik jest przykładem osoby, która dąży do spełnienia swoich marzeń. Ciężko pracuje na swój sukces w sporcie i nawet podczas wojny nie rezygnuje z treningów. Jego odwiecznego rywala, Tatsuo Hasegawa, gra Joe Odagiri. Tak naprawdę jest to jedyny bohater ewoluujący, zmieniający swój pogląd na życie i ludzi, na przestrzeni filmu. Widać to dobitnie w świetnej scenie, gdy Tatsuo widzi jak sowiecki oficer strzela do wycofujących się z pola bitwy pobratymców – to samo robił Tatsuo, będąc dowódcą w cesarskiej armii. Okazuje się, że wojna jest bezsensowną, okrutną rozgrywką po obu stronach barykady, a punkt widzenia zleży od miejsca siedzenia.  Zarówno Tatsuo jak i Joon-Sik są lojalni wobec swojego kraju, honorowi, odważni i w pewnym momencie ich rywalizacja staje się impulsem do bliskiej więzi pomiędzy nimi (do tego stopnia, że są gotowi poświecić za siebie życie). Z kolei Bingbing Fan przypadła rola chińskiej snajperki Shirai. Zdążyłam się już przyzwyczaić, że w koreańskich produkcjach wojennych kobiety obsadza się w rolach wyborowych snajperów (natomiast w zachodnich produkcjach jako pielęgniarki), ale jej postać była całkowicie zbędna i nic nie wnosiła do filmu. Początkowo sądziłam, że szykuje się jakiś romans, ale nic z tych rzeczy. Za pomyłkę uważam wymienianie Bingbing Fan jako reprezentantkę głównej obsady, ponieważ równie szybko jak się pojawiła, zniknęła na dobre. Osobiście nie czułam się zżyta z żadnym z bohaterów, ich losy były dla mnie całkowicie obojętne. Zabrakło mi większej dawki emocjonalnej, ukazania różnych oblicz bohaterów, a zamiast tego są jednowymiarowi. Jak to bywa przy produkcjach wojennych mamy całe tabuny bohaterów drugoplanowych, tych bardziej i tych mniej istotnych. Najbardziej wyrazisty z nich jest Kim In-Kwon (HaeundaeHauntersSecret) ,,wiecznie na drugim planie”, który wciela się w przyjaciela Kim Joon-Sik. Jedna z ciekawszych postaci, zaskakuje jego przemiana pod wpływem doświadczeń w czasie wojny.

Choć bohaterowie oraz fabuła nie powalają na kolana, to polecam go obejrzeć wszystkim, którzy cenią sobie widowiskowe efekty batalistyczno-pirotechniczne. Pod tym względem jest to kapitalny obraz z wieloma scenami, które potrafią odjąć mowę. My way okrzyknięto najdroższym filmem w historii koreańskiej filmografii i naprawdę widać te 25mln$, które wykorzystano na realizację. Mamy tu dosłownie wszystko, co można pokazać w filmie wojennym – czołgi, wybuchy, setki ciał poległych żołnierzy, samoloty, naloty, miny, desant morski, walki zimą, wiosną, na plaży, w mieście, w bunkrach, w okopach, na wolnym powietrzu -i czego tylko dusza zapragnie. W skrócie – szczęka opada. Byłam pod wielkim wrażeniem realizmu bitew, które zrobiono z rozmachem nie mniejszym niż w hollywoodzkich produkcjach. Mimo wszystko tego realizmu zabrakło w kliku momentach np. gdy Shirai zestrzeliwuje samolot jednym strzałem z karabinu snajperskiego…(no błagam!). Tak czy inaczej urzekły mnie detale, akcja dziejąca się na drugim planie, ukazanie działań zbrojnych z lotu ptaka. Z wielką przyjemnością obejrzałabym My way ponownie, ale tym razem w kinie. Z jednej strony właśnie takiej epickości oczekuję od najlepszych filmów wojennych, jednak z drugiej co za dużo to niezdrowo. I tak np. w scenach największych bitew praca kamery była aż zbyt dynamiczna, co powodowało istny chaos i nie wiedziałam na czym mam się skupić – czy na pierwszym planie, czy na tym co dzieje się na drugim, a może po prostu spróbować objąć wzrokiem wszystko. Nie miałam dostatecznego czasu, aby podziwiać detale. Reżyseria stoi na bardzo dobrym poziomie, choć edycja momentami mogłaby być lepsza. Trochę zawiodłam się na edycji dźwięku i wciąż moim ideałem pod tym względem pozostaje Into The Fire. Jak już wywołałam kwestię dźwięku do tablicy, to należałoby skomentować oprawę muzyczną.  Muzyka jest ładna, dobrze dopasowana, ale zbyt patetyczna (ale to standard przy wojennych filmach).

Jak na film reklamujący się jako ,,oparty na faktach” jest w nim zbyt mało realizmu. Przede wszystkim sam reżyser przyznał, iż jedyny element filmu zgodny z prawdą historyczną, to to, iż znaleziono ciało (?) koreańskiego żołnierza w niemieckim mundurze podczas D-Day. Jak się później okazało służył w trzech armiach. Natomiast cały główny wątek dwóch rywalizujących ze sobą maratończyków jest wyssany z palca. I oczywiście ten brak realizmu rzuca się w oczy, gdyż  jest zbyt wiele przypadkowych spotkań, brak tłumacza np. podczas pobytu w sowieckim obozie jenieckim (scena z deptaniem flagi przez Tatsuo),  bieganie maratonu praktycznie bez wysiłku, nasi bohaterowie powinni zginąć co najmniej kilka razy, ale oczywiście wychodzą żywi z każdej opresji, jak na ironię zawsze stają po złej stronie barykady, zbyt naciągane było dla mnie także wcielenie Azjatów do armii radzieckiej…Poza tym wydaje mi się, że jeśli ktoś w ogóle nie orientuje się w historii II wojny światowej może czuć się zdezorientowany. Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo kto walczy z kim, dlaczego i jaki jest rezultat walk. Standardowo jest tu także mnóstwo patosu, heroizmu, braterstwa. Koreańczycy zostali wykreowani na dumny, bohaterski naród, po drugiej stronie mamy bezwzględnego okupanta – Japończyków. Tok wydarzeń, chociaż zmienia się otoczenie i kraje, jest wciąż ten sam – wcielenie siłą do armii, bitwa, przegrana, ratowanie się wzajemne, cudem uniknięcie śmierci i tak w kółko.

Tak czy inaczej, nie jest to film zły, ale daleko mu do ideału. Według mnie spokojnie można by było zrobić z niego dwa oddzielne filmy, zwłaszcza, że jest bardzo długi. Jeden o dwóch maratończykach, którzy najpierw ze sobą rywalizują by zżyć się ze sobą jak bracia,  a drugi o dwóch wrogach (Koreańczyk-Japończyk), walczących ramię w ramię na różnych frontach II wojny światowej. Film przyciąga oryginalnością tematyki, ponieważ jest to pierwszy film azjatycki, który oglądałam, a który porusza tematykę II wojny światowej, a nie np. wojny koreańskiej. Wykonanie techniczne stoi na bardzo wysokim poziomie i pod tym względem powinien usatysfakcjonować nawet najbardziej wybrednego widza. Fabuła i bohaterowie nie są mocnym punktem filmu, ale dla kogoś kto chce nacieszyć oczy brawurowymi kadrami z bitew, jest to „must see”.

Ocena: 6+/10

Yeosu

Ryeosu

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Yeosu (Ryeosu, 려수)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 98 min

Reżyseria: Jin Kwang-Kyo

Obsada: Jung Eui-ChulKoh Joon-Hee

Gatunek: dramat.

2. Fabuła.

25-letni Chul-Soo dorabia w firmie kurierskiej, aby móc opłacić czesne na uczelni. Z kolei młodsza od niego o 2 lata Mi-Jin, także by zdobyć pieniądze potrzebne jej do nauki, zostaje matką zastępczą (surogatką). Oboje przypadkowo poznają się w drodze do Yeosu.

Czytaj dalej

Special Affairs Team TEN

특수사건전담반 TEN

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Special Affairs Team TEN (Teugsusageonjeondamban TEN, 특수사건전담반 TEN)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011/2012

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 60 min

Reżyseria: Lee Seung-Young

Obsada: Joo Sang-WookJo AnKim Sang-HoChoi Woo-Sik

Gatunek: kryminał.

2. Fabuła.

Special Affairs Team TEN to specjalna jednostka śledcza, zajmująca się najbardziej brutalnymi i zagadkowymi morderstwami. Na pierwszy rzut oka sprawy te wydają się być zbrodniami idealnymi, jednak dzięki utalentowanym detektywom żaden ze sprawców nie może spać spokojnie.

Czytaj dalej