Maundy Thursday

Our Happy Time

Tytuł: Maundy Thursday (Our Happy Time, Urideului Haengbokhan Shigan, 우리들의 행복한 시간)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Song Hae-Sung

Scenariusz: Gong Ji-Young (powieść), Jang Min-Suk ,Park Eun-Young

Budżet: 4,2 mln $

Obsada: Gang Dong-WonLee Na-Young.

Gatunek: melodramat.

Tak niewiele potrzeba by pokochać życie

Poruszająca historia dwójki obcych sobie osób, które odnajdują miłość i akceptację. On – czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, ona – ma wszystko, ale kilkakrotnie próbuje odebrać sobie życie… Wyciskacz łez jakich wiele? Owszem, ale pod kopułą co rusz serwowanych szablonowych chwytów „byleby wzruszyć widza”, możemy odnaleźć coś wyjątkowego, oryginalnego.

Czytaj dalej

Re-cycle

鬼域

Tytuł: Re-cycle (Moon to, 門徒)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 108 min

Reżyseria: Oxide Pang ChunDanny Pang

Scenariusz:  Cub Chin, SirLaosson Dara, Sam Lung, Oxide Pang ChunDanny Pang, Thomas Pang

Obsada: Angelica Lee , Lawrence ChouSiu-Ming LauRain Li

Gatunek: horror, fantasy.

,,Re-cycle”, czyli podróż przez osobisty czyściec

,,Re-cycle” to kolejny horror w dorobku braci bliźniaków Pang. Chyba najbardziej znanym ich filmem jest ,,The Eye” z 2002r., który (co oczywiste) doczekał się amerykańskiego remaku. Jednak tym razem ,,Re-cycle” to nie tylko horror, ale także oryginalny dramat psychologiczny, w którym główna bohaterka musi zmierzyć się z błędami popełnionymi w przeszłości.

Czytaj dalej

I’m a Cyborg, But That’s OK

싸이보그지만 괜찮아

1. Dane podstawowe.

Tytuł: I’m a Cyborg, But That’s OK (Ssaibogeujiman Gwaenchanha, 싸이보그지만 괜찮아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 105 min

Reżyseria:  Park Chan-Wook

Scenariusz:  Jeong Seo-Kyeong, Park Chan-Wook

Budżet: 3 mln$

Obsada: Lim Soo-JungRain

Gatunek: romans, science fiction .

2. Fabuła.

Cha Young-Goon od dziecka wierzy, że jest cyborgiem. Pewnego dnia trafia do szpitala psychiatrycznego po tym jak w pracy, podczas składania radia, rozcina sobie żyły i próbuje się naładować dzięki podłączeniu do przewodów radia. W placówce poznaje wiele nietuzinkowych osób m.in. kobietę bez wspomnień oraz młodego mężczyznę – Park Il-Sun, który wierzy, że potrafi okradać innych z ich zdolności, cech charakteru. Wkrótce stan zdrowia Cha Young-Goon pogarsza się, gdyż kobieta nie przyjmuje „ludzkiego pokarmu”, który mógłby ją uszkodzić. Park Il-Sun postanawia jej pomóc.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna jest świetna, zróżnicowana, oryginalna – mnóstwo utworów multiinstrumentalnych, walc itp. Za muzykę odpowiada Jo Yeong Uk, który pracował przy m.in.: Sympathy for Lady VengeanceA Dirty Carnival, OldboyThe Quiet Family, MossThe Unjust– wydaje mi się, że tytuły te są najlepszą rekomendacją tego co możemy usłyszeć w tej produkcji. Jest to jeden z tych kompozytorów, którzy sprawiają, iż muzyka jest nie tylko dodatkiem do obrazu, ale też integralną jego częścią i uczestniczką wydarzeń. Namiastka tego co czeka widza podczas seansu: link 1, link 2. Może to nieodpowiednie porównanie, ale soundtrack kojarzy mi się z bajką dla dzieci, gdyż jest w większości pogodna, dynamiczna, sprawia, że uśmiech sam pojawia się na twarzy – zwłaszcza gdy widzimy krwawą jatkę w rytmie walca wiedeńskiego…

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Sporo osób zainteresowanych popkulturą azjatycką może kojarzyć I’m a Cyborg, But That’s OK dzięki występowi Rain’a (Full HouseFugitive: Plan B). Można nie lubić jego muzycznego dorobku, ale z pewnością jest przyzwoitym aktorem. Jako kleptoman-schizofrenik Park Il-Sun wypadł bardzo wiarygodnie, co nie było takie proste zważywszy na charakterystykę jego bohatera. Zapewne wielu innych aktorów ocierałoby się o śmieszność kicając jak królik,  wyciągając wżynające się spodnie w tylną część ciała, nosząc dziwaczne króliko-podobne maski, a na głowie mając wstążeczkę uplecioną z włosów. Natomiast Rain wywiązał się z powierzonej sobie roli świetnie, no i kto by przypuszczał,  że potrafi jodłować (swoją  drogą scena ta jest jedną z najbardziej surrealistycznych w całym filmie). W postać kobiety-cyborga wcieliła się Lim Soo-Jung (…ingSad movieWoochi, A Tale Of Two Sisters, Come Rain Come Shine, Finding Mr. Destiny), która do roli musiała schudnąć do wagi 39kg, ponieważ jej bohaterka głodziła się, obawiając popsucia części ludzkim jedzeniem. Cha Young-Goon wierzy, że jest cyborgiem i dlatego co jakiś czas musi się doładowywać (stopień zużycia energii wskazują jej kolory palców u stóp). Niestety dieta składająca się z baterii nie przynosi skutku, ale z pomocą przychodzi jej  Park Il-Sun, który obiecuje, że zbuduje dla niej specjalny adapter, zamieniający ludzkie jedzenie na potrzebną jej energię, bez szkody dla jej wewnętrznych obwodów. Lim Soo-Jung pokazała tą rolą kawał dobrego warsztatu i pomimo minimalizmu w mimice twarzy (w końcu jest cyborgiem…) to potrafiła przekazywać różnorodne emocje wzrokiem, gestami. Słowa pochwały należą się charakteryzatorom – gdyż ciężko było mi ją poznać, być może to wina utlenionych brwi i fryzury. Postaci drugoplanowe to pozostali pacjenci szpitala m.in. wspomniana już przeze mnie kobieta bez wspomnień Wang Kop-Dan – brawurowo zagrana przez Park Jun-Myeon (God’s Quiz). Skoro mamy zakład psychiatryczny, to oczywiście są tam również lekarze, pielęgniarki i pozostały personel. Jednak są oni jedynie statystami, gdyż nie należą do magicznego świata, w którym żyją ich pacjenci.

5. Wykonanie techniczne.

Gdy przy filmie widzę nazwisko takiego reżysera jak Park Chan-Wook  (trylogia zemsty: Sympathy for Mr. VengeanceOldboySympathy for Lady Vengeanceto o realizację mogę być spokojna. Co prawda ciężko porównywać I’m a Cyborg, But That’s OK z trylogią zemsty, ale nawet w tak odmiennej formie Park Chan-Wook pokazał swoją klasę. Film nosi znamiona komedii romantycznej (choć nie śmiałam podpiąć tego filmu pod ten gatunek) i stąd też dominują jaskrawe kolory, radosna muzyka, które sprawiają, iż film jest pogodny i ogląda się go bez zbędnego bagażu emocjonalnego. Wiele scen jest z elementami efektów specjalnych, stojących na dobrym poziomie. Były one niezbędne do ukazania surrealizmu świata chorych psychicznie ludzi. Stąd też jesteśmy świadkami lewitacji dzięki pocieraniu magicznych skarpetek, biedronkę gigant, nagłą zmianę lokacji z pokoju na Alpy, ale przede wszystkim rewelacyjną scenę , gdy Cha Young-Goon wystrzeliwuje pociski z palców, a z twarzy wypadają łuski naboi (podobno reżyserowi śniła się taka scena :)), czy też scenę, w której widzimy wnętrze mechanizmów cyborga (coś cudownego!).

6. Ogólna ocena.

I’m a Cyborg, But That’s OK nie jest filmem ciężkim, ale także do najlżejszych nie należy. Z pewnością nie jest to tytuł dla każdego widza, ponieważ wiele osób może być zdezorientowanym surrealizmem i absurdem poczynań bohaterów. Ale z drugiej strony – nie można wymagać od psychicznie chorych ludzi logicznego postępowania. Fabuła jest prosta jak drut, ale udało się jej zachować świeżość. W końcu w ilu filmach możemy zobaczyć rodzącą się miłość dwójki ludzi przebywających w szpitalu psychiatrycznym? Widać, ze reżyser nie obawia się trudnej tematyki i próbował stworzyć coś niepowtarzalnego, coś co zapada w pamięci widza. Wiele scen jest urojeniami chorych umysłów, które idealnie stapiają się z rzeczywistością do tego stopnia, że wydają się całkiem normalne. Z olbrzymią ulgą przyjęłam fakt, iż nikt nie próbuje nam udowadniać, że bohaterowie tak naprawdę są w pełni władz umysłowych i do zakładu trafili przez przypadek. Wręcz przeciwnie mamy wiele dowodów na słuszność ich diagnozy. Co ciekawe – nikt nie neguje wprost deklaracji Cha Young-Goon o byciu cyborgiem. Nawet jej matka wydawała się być pogodzona z tą myślą. W tym kontekście tytuł filmu jest jak najbardziej trafiony. Choć film utrzymany jest w lekkim tonie, to pod komiczną przykrywką możemy doszukać się wielu poważnych tematów np. zaburzenia żywienia (wynik traumy), celową izolację od społeczeństwa, aby chronić się przed złem tego świata, czy też to, że miłość nie ma granic i każdy człowiek (czy to chory, czy zdrowy) ma do niej prawo. Cha Young-Goon musi uporać się ze swoimi ludzkimi uczuciami, aby móc w pełni funkcjonować jako cyborg. Uczucie, które zrodziło się pomiędzy dwójką chorych ludzi, okazało się być dla nich zbawienne. On w końcu odnalazł cel w życiu, czyli pomoc Cha Young-Goon za wszelką cenę, dzięki czemu uzyskał nadzieję na nadanie swojemu istnieniu sensu. Z kolei Cha Young-Goon dzięki byciu cyborgiem mogła odnaleźć wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa. Podsumowując – surrealistyczny, oryginalny i wciągający film o miłości w szpitalu psychiatrycznym. Polecam.

Ocena: 7+/10

Trailer

Exiled

放逐

1. Dane podstawowe.

Tytuł:  Exiled (Fang zhu, 放逐)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 100 min

Reżyseria: Johnny To

Scenariusz: Kam-Yuen Szeto, Tin-Shing Yip

Obsada: Anthony WongFrancis NgSimon YamNick CheungRichie RenRoy CheungSuet Lam

Gatunek: akcja, sensacyjny, gangsterski.

2. Fabuła.

Makau, rok 1998. Zbliża się czas powrotu tej portugalskiej kolonii do Chin, w związku z tym przestępczy półświatek rozpoczyna walkę o wpływy. Wo to były gangster, który wiedzie spokojne życie z żoną i niedawno urodzonym dzieckiem. Jednak czyny, których dopełnił się w przeszłości nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jego dotychczasowy szef- Fay, uznaje go za zdrajcę i zleca jego zabójstwo. Traf chciał, że katami mają być wieloletni przyjaciele Wo. Wo udaje się wynegocjować czas potrzebny mu na ostatnie zlecenie, które zapewni dostatnie życie przyszłej wdowie i sierocie po nim.

3. Muzyka.

Soundtrack całkowicie sprostał moim wymaganiom. Za oprawę muzyczną odpowiedzialny był Guy Zerafa (który współpracował z  Johnny To przy kilku filmach). Wykorzystane kompozycje instrumentalne idealnie scalały się z obrazem i stanowiły przyjemny dla ucha dodatek. Miejscami muzyka wydaje się być wyjęta rodem z jakiegoś westernu, no ale to już taka specyfika filmu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Praktycznie wszyscy aktorzy wiarygodnie odzwierciedlili granych przez siebie bohaterów. Jedyne ,,ale” mam do odtwórcy głównej roli, czyli Wo, a mianowicie Nick Cheung (Breaking News). Jego żywiołowość na ekranie wołała o pomstę do nieba, nie uwierzyłam w  wyrażane przez niego emocje. Niestety odstaje od pozostałych członków obsady. Z kolei co do reszty aktorów, to np. w roli Blaze możemy oglądać starego wyjadacza hongkońskich filmów akcji – Anthony Wong (Punished, trylogia Infernal Affairs). Nie będę opisywała każdej postaci z osobna, ponieważ czołowi gangsterzy pozostawili po sobie takie samo wrażenie. Suet Lam (Breaking NewsAccident) możemy oglądać w roli Fat (kolejny film, w którym dostał taką ksywkę :P). Blaze i Fat są tymi, którzy mają zlikwidować Wo, natomiast pozostała dwójka –  Tai (w tej roli Francis Ng) oraz Cat (Roy Cheung), to ci, którzy za wszelką cenę będą starali się go ocalić. Czwórka ta jest niczym kowboje znani z filmów o Dzikim Zachodzie – męscy do granic możliwości (typ ,,macho”), nieodłączne atrybuty: pistolet, długi płaszcz, torba i ciemne okulary. Najtrafniejsze określenie jakie na nich znajduję to ,,cool”, pewni siebie, profesjonaliści, honorowi, nieśmiertelni (albo po prostu unikają kul), a przy tym lojalni przyjaźni jaka ich łączy. Z pokaźnej obsady drugoplanowej nie mogłam jedynie znieść policjanta, z którym związany był beznadziejny, wymuszony humor…

5. Wykonanie techniczne.

Przede wszystkim muszę podkreślić świetne zdjęcia. Trudno mi wskazać jedną ulubioną scenę, ponieważ jest ich kilka. Kolorystka nieba w scenach w czymś na kształt kamieniołomu jest bajeczna, a do tego faceci w garniturach i czarnych okularach – majstersztyk. Nie mogłam oderwać oczu od ekranu także przy strzelaninie w nielegalnej klinice, chodzi mi tu głównie o ograniczone oświetlenie i zasłony (!). Liczba strzelanin, nawet jak na kino sensacyjne, jest ogromna. Ciągle się coś dzieje, i chociaż same sceny strzelanin opierają się przede wszystkim na spowolnieniach, to i tak zawsze znajdzie się jakiś element, którym przykuwają uwagę widza (np. wspomniane wcześniej zasłony). To co najbardziej mnie raziło, to proszek zamiast krwi oraz niekończące się magazynki (wystrzeliwali dziesiątki pocisków i nic). Wiem, że brzmi to dziwacznie, ale doprawdy – zamiast rozbryzgującej się krwi widziałam jedynie czerwony proszek…. Swoją drogą tworzyło to ciekawy efekt, no ale krew powinna pozostać w płynnej postaci. Początkowe sceny oczarowały mnie półmrokiem oraz wykorzystaniem świec. Natomiast w końcowej scenie mogli sobie darować tę reklamę RedBull’a (kto widział ten wie o co chodzi).

6. Ogólna ocena.

Exiled to film, który powinien spodobać się męskiej części widowni oraz fanom nowoczesnych nawiązań do klimatu westernów (jest nawet wątek złota!).  Fabuła jest prosta i przewidywalna do tego stopnia, że aż miejscami to boli…Ale produkcja ta broni się świetnymi zdjęciami, muzyką oraz grą większości aktorów. Niewątpliwie dostarcza rozrywki i chyba o to właśnie chodzi, prawda? Postacie są charyzmatyczne i ciężko się nie zainteresować ich losami. Wstawki komediowe nie zawsze były na miejscu, ale ja po prostu nie lubię komedii jako takiej, więc to jedynie skrajnie subiektywne odczucie. Mimo poważnej tematyki to film ogląda się lekko i z przymrużeniem oka np. finałowa scena, gdy bohaterowie po kilku głębszych robią sobie zdjęcia w automacie do zdjęć, by za chwilę uczestniczyć w masowej strzelaninie + puszka po RedBull’u. Główni bohaterowie to świetny przykład prawdziwego oddania i braterstwa w gangsterskim wydaniu. Rozumieją się bez słów, a decyzje, które podejmują pozostawiają losowi (a dokładniej rzutowi monetą). Zaciekawiło mnie ulokowanie akcji filmu w roku 1998, a dokładniej tuż przed zwróceniem Makau Chinom. Według mnie to tak jakby reżyser chciał ukazać, że kończy się pewna epoka, a zaczyna nowa (zwłaszcza w kontekście zakończenia). Można odczuć także silne nawiązanie do znaczenia karmy w życiu człowieka – bohaterowie byli pokrewnymi duszami (na swój sposób), toteż czekał ich ten sam los. Jeśli miałabym określić Exiled jednym zwrotem, to byłoby to: ,,słodko-gorzki film”. Dlatego też ciężko mi go ocenić, no ale skoro już muszę to niech będzie 6+. Polecam wszystkim osobom, które lubią filmy o gangsterach i szukają czegoś co dostarczy rozrywki.

Ocena: 6+/10

Host & Guest

방문자Tytuł: Host & Guest (Bangmunja, 방문자, Visitor)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 91 min

Reżyseria: Shin Dong-Il

Scenariusz: Shin Dong-Il

Obsada: Kang Ji-HwanKim Jae-Rok

Gatunek: dramat.

Osobliwa historia o przyjaźni dwójki wyalienowanych ze społeczeństwa mężczyzn

Surowy w wykonaniu, bogaty w treść film, który porusza wiele wątków i problemów zarówno tych dotyczących Korei Południowej, jak i o charakterze globalnym. Pretekstem do ich ukazania są relacje dwóch mężczyzn, na pozór nic ich nie łączy, jednak okazują się być dla siebie nawzajem ostoją i ratunkiem.

Głównym bohaterem filmu jest wykładowca na Akademii Filmowej- Ho-jun. Jakiś czas temu rozwiódł się z żoną, nie widuje syna, pracuje jedynie dorywczo. Sytuacja go przerosła i popada w depresję. Pewnego dnia zatrzaskuje się w łazience, sądząc, że czeka go już jedynie śmierć, nieoczekiwanie zostaje uratowany przez Świadka Jehowy – Gye-sang.

Na film natrafiłam przypadkiem poprzez Kang Ji-Hwan (Lie to MeRough Cut), który zagrał  Gye-sang. Nie uważam go za jakiegoś wybitnego aktora, ale pasował do tej postaci. Dobrze odzwierciedlił młodego, spokojnego człowieka, kierującego się w życiu zasadami, które uważa za słuszne. W jego przypadku są to wytyczne wiary, tak więc w filmie podkreślono kilka charakterystycznych cech Świadków Jehowy – chodzenie po domach i głoszenie Słów Prawdziwej Prawdy, unikanie alkoholu, filmów nacechowanych przemocą i erotyzmem, nieświętowanie urodzin itp. Jak na mój gust Gye-sang wydał się nazbyt religijny. Wiara jest obecna w każdym aspekcie jego życia, a on sam nie rozumie dlaczego osoby spoza kręgu Świadków Jehowy uważają go za heretyka i spychają na margines społeczny. To właśnie przez wyznanie Gye-sang jest odizolowany od społeczeństwa, ludzie zamykają przed nim drzwi, gdy się dowiadują o jego wierze zrywają z nim kontakty, nawet matka nie do końca akceptuje jego wiarę – co widać, gdy na urodziny podaje mu zupę z wodorostów (Świadkowie Jehowy nie świętują urodzin). Osobiście polubiłam Gye-sang, ponieważ okazał się osobą, która do końca trzyma się wyznawanych zasad i nie robi od tego żadnych odstępstw. Jego mowa pod koniec filmu zrobiła na mnie spore wrażenie, czułam szczerość intencji i emocje (tutaj oczywiście zasługa samego aktora). Mimo istotnej roli Gye-sang, to Ho-jun jest głównym protagonistą w filmie. Poznajemy go jako samotnego, pozbawionego radości i nadziei  mężczyznę na krawędzi. Wiedzie przeciętne życie szarego człowieka. Nie wie dokąd zmierza, co go czeka i nawet go to zbytnio nie interesuje. Dnie spędza siedząc w domu lub tułając się po mieście. Nie utrzymuje kontaktów ze znajomymi, ponieważ gdy już się z nimi spotyka, to nie mają o czym rozmawiać. W rolę Ho-jun wcielił się znany mi jedynie z epizodycznych ról Kim Jae-Rok. Był naprawdę świetny, jego gesty, pusty wzork – całym ciałem ukazywał stan psychiczny i fizyczny swojego bohatera. Trochę zabawne mogą wydawać się jego troski, gdy nagi zatrzaskuje się w toalecie – najbardziej przejmuje się tym, że umrze nie obejrzawszy tureckiego filmu Uzak oraz  nie zrobiwszy żadnego filmu. Ho-jun trudno nazwać sympatycznym bohaterem, ponieważ bije od niego cynizm, jest wybuchowy i bezpośredni. Jednocześnie łatwo utożsamiać się z jego cechami, gdyż nie są przejaskrawione.

Host & Guest to debiut reżyserski Shin Dong-Il, który także jest autorem scenariusza. Jak na debiut i niskobudżetowy film, muszę przyznać, że produkcja ta stoi na dobrym poziomie. Reżyseria i scenografie są bardzo ubogie, co potęguje realizm. Wiele długich, statycznych ujęć, toteż film może nużyć osoby, które przyzwyczajone są do wartkiej akcji. Do gustu przypadły mi ujęcia pod koniec filmu – ładna kolorystyka i oświetlenie.

Pomimo niewątpliwych zalet Host & Guest ma jedną poważną wadę – poruszono zbyt wiele wątków. Dialogi nie są puste i pozwalają poznać bliżej bohaterów, jednak jak na 90 min jest tego za dużo. Reżyser zwraca uwagę m.in. na: walkę pracowników dorywczych o równouprawnienie, ignorancję młodego pokolenia względem ambitnego kina (patrz: scena w kinie z popcornem i ciągłym zakłócaniem filmu), kwestię wojny w Iraku i rolę USA w osobie Bush’a (patrz: scena w taksówce i kłótnia z przypadkowym pasażerem), spychanie na margines ludzi o innych poglądach (w tym wypadku Świadków Jehowy), pogoń za pieniądzem (patrz: scena w restauracji i posiłek ze znajomymi), niszczący wpływ na psychikę wojny (w osobie ojca Gye-sang), podział Półwyspu Koreańskiego (tablica w parku o Północnokoreańskich szpiegach). Sporo tego i co gorsza, gdy znamy zakończenie, to tak naprawdę nie wiadomo o czym miał być ten film. Czy zwracanie uwagi na tyle kwestii było celowym zabiegiem, by zaskoczyć widza zakończeniem? Przyjmuję, że tak, ponieważ   finałowe minuty zrobiły na mnie duże wrażenie. Przekombinowany wydaje się być wątek uratowania Ho-jun przez Gye-sang. Mało wiarygodne, aby coś mu podpowiedziało, że obcy mężczyzna potrzebuje pomocy…Zwróciłam również uwagę na powtarzający się motyw znanej dziecięcej przyśpiewki ,,Trzy misie”. Otóż na początku filmu Ho-jun słucha jej beznamiętnie w restauracji, później z rozpaczą w głosie śpiewa ją w klubie karaoke, by pod koniec filmu słuchał radosnego wykonania jej przez swojego syna. Jest to element spinający film oraz różne oblicza, zarówno wykonania tej piosenki, jak i stanu psychicznego głównego bohatera.

Nie chcę odbierać przyjemności z oglądania filmu, toteż nie rozpiszę się na temat zakończenia – powiem jedynie, że warto zapoznać się z tym tytułem. Film okraszony jest dawką nienachalnego humoru, momentami z zabarwieniem ironii. Dzięki temu produkcję tę ogląda się bez zbędnego bagażu emocjonalnego. Poprzez przyjaźń dwójki całkowicie różniących się mężczyzn udało się wykreować film ,,o czymś”. Gye-sang na zawsze zmienia życie Ho-jun, który odzyskuje radość życia i wiarę w ludzi. Gye-sang niejako wyzwala  Ho-jun, przez co ten drugi pragnie zrewanżować się tym samym…Host & Guest to dobry film, na który warto zwrócić uwagę. Polecam.

Ocena: 7+/10

Paradise

Rakuen

Tytuł: Paradise (Rakuen, 楽園)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 106 min

Obsada: Shion Machida, Hideo Sakaki

Gatunek: dramat.

Ona, chcąca stworzyć raj, i on, pragnący go dosięgnąć

       Paradise to kolejny film z kategorii tych, które mimo ciekawego pomysłu, rażą przerostem formy nad treścią. I chociaż sama koncepcja filmu jest interesująca, to nie zmienia to faktu, iż odczuwa się brak tego ,,czegoś”, co przyciągnie widza i wbije go w fotel.

Czytaj dalej

No Regret

1. Dane podstawowe.후회하지 않아

Tytuł: No Regret (Huhwihaji anha, 후회하지 않아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 113 min

Obsada: Lee Young HoonKim Nam Gil

Gatunek: melodramat, Boys Love (BL)

2. Fabuła.

Sierota, Lee Su-min, wyrusza z prowincji do Seulu, aby podjąć studia na Akademii Sztuk Pięknych. Jednak, aby utrzymać się musi za dnia pracować w fabryce, a nocą dorabia jako kierowca. Niestety zostaje zmuszony do zrezygnowania z pracy w fabryce. Zatrudnia się w ekskluzywnym barze karaoke, gdzie prostytuuje się. W życiu Su-min pojawia się bogaty Song Jae-min, który zaczyna śledzić każdy ruch Su-min.

Czytaj dalej

Do Over

1. Dane podstawowe.一年之初

Tytuł: Do Over (yi nian zhi chu, 一年之初, yat nin ji choh)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 113 min

Obsada: Anan XuYung Yung ChangChien Wei Huang

Gatunek: dramat, fantasy.

2. Fabuła.

Losy piątki bohaterów – pomocnika na planie filmowym, młodego reżysera, brata owego reżysera, nielegalnego imigranta, młodego chłopaka, którzy podczas ostatniego dnia roku borykają się z rożnymi problemami.

3. Muzyka.

Praktycznie niezauważalna, jednak pod koniec pojawia się kilka czysto instrumentalnych utworów. Pod tym względem film bardzo oszczędny.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W filmie zaangażowano aktorów, których mniej lub więcej kojarzę z innych tajwańskich produkcji. Niestety nikt nie utkwił mi specjalnie w pamięci, no może poza odtwórcą roli imigranta, który zrobiłby wszystko dla uzyskania obywatelstwa. Aktorzy spisali się przyzwoicie, nie przypominam sobie by ktokolwiek mnie irytował. Postacie są różnorodne, przebywają w różnych środowiskach. Nie dowiadujemy się szczegółów z życia poszczególnych bohaterów, jedynie skrawki z ich życia prywatnego i relacji z innymi ludźmi.

5. Wykonanie techniczne.

Wykonanie techniczne bardzo surowe, scenografie nie są przekombinowane. Dominują statyczne ujęcia. Sceny odrealnione, surrealistyczne prezentują się dobrze, chociaż również są minimalistyczne. W ogromnym skrócie to jest to film typowy dla tego rodzaju tajwańskich produkcji.

6. Ogólna ocena.

Ze względu na fakt, iż film przedstawia historie aż piątki bohaterów, to nie dziwi, iż należy być skupionym podczas seansu. W przeciwnym wypadku łatwo przeoczyć elementy spinające fabułę oraz łączące bohaterów w bardziej lub w mniej luźny sposób. Do tego zachwiana chronologia nie ułatwia oglądania – raz obserwujemy retrospekcje, a innym razem wydarzenia z przyszłości. Niektóre sceny mają miejsce poza czasem i przestrzenią. Trochę dziwi mnie fakt, iż wszędzie film widnieje jako „fantasy”, gdyż np. wyobrażenia o byciu na Księżycu, to dla mnie jedynie projekcja umysłu pod wpływem narkotyków. O czym jest Do Over? – nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Poruszanych tematów jest naprawdę wiele m.in.związki międzyludzkie (relacje rodzinne, miłosne, braterskie), przemoc Chińczyków, poszukiwanie własnej tożsamości, kwestia braku celu w życiu. Każdy z bohaterów boryka się z innym problemem, jednak łączy ich walka o życie tu i teraz. Żyją chwilą oraz obawiają się tego, że popełnione błędy w przeszłości w końcu ich dopadną. Jednak najlepszą częścią filmu jest zakończenie. Ja osobiście film odebrałam jako pytanie reżysera do widza: gdybyś mógł ponownie przeżyć życie, to jakby ono wyglądało? Co byś zostawił, a co zmienił? Zupełnie jak podczas kręcenia filmu, kiedy to można wyciąć dane sceny, dowolnie je zmieniać, czy też od nowa napisać scenariusz. Film na pewno nie dla każdego, gdyż tematyka jest specyficzna, podobnie jak wykonanie, jednak opowiedziana historia na tyle mnie wciągnęła, iż nie uważam czasu poświęconego na seans za zmarnowany.

Ocena: 7/10

Trailer