My Girl

マイガール

Tytuł: My Girl ( Maigaru, マイガール)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 60 min

Reżyseria:  Nobuyuki TakahashiManabu Aso

Scenariusz: Satomi Oshima, Shuko Arai, Maki Takahashi, Sumomo Yumeka (manga)

Obsada: Masaki AibaYukaMomoka IshiiShingo Murakami

Gatunek: obyczajowy, familijny.

Nieoczekiwane następstwa młodzieńczej miłości

Kazama Masamune to 23 latek, który żyje wspomnieniami o byłej dziewczynie . Gdy był w liceum zakochał się bez pamięci w starszej o kilka lat Yoko. Para się rozstała, ale Masamune nie zdawał sobie sprawy z owocu ich związku. Mija 6 lat, a mężczyzna wciąż wysyła listy do Yoko, choć na żaden nie uzyskał odpowiedzi. Wkrótce Masamune dowiaduje się, że jego ukochana zmarła i pozostawiła pod opieką 23-latka ich 5-letnią córkę – Koharu. Jak nie trudno się domyśleć – ta zaskakująca informacja wywróci życie Masamune do góry nogami.

My girl to drama z serii lekkich, łatwych i przyjemnych. Chyba nie może być nic bardziej przewidywalnego niż historia młodego mężczyzny, który nagle musi zaopiekować się 5 letnią córką, o której (co oczywiste) istnieniu nie miał pojęcia. Generalnie tego typu dramy (a także i filmy) omijam szerokim łukiem, jednakże po My girl sięgnęłam na fali pozytywnego odbioru anime o podobnej tematyce (a dokładniej Usagi Drop). Chociaż muszę przyznać, że seria ta ma sporo wad.

Masamune początkowo nie chce zająć się Koharu, ale gdy poznaje ją bliżej – zgadza się na opiekę nad nią. W związku z tym towarzyszymy głównemu bohaterowi w trudach pogodzenia pracy z wychowaniem dziecka, stopniowym poznawaniu się,  czy też zawstydzających sytuacjach. Co mnie zdziwiło to brak pomocy ze strony rodziców Masamune, którzy usilnie próbowali wybić synowi z głowy zajmowanie się Koharu.

Tak naprawdę to gdyby nie przeurocza Momoka Ishii jako Koharu, wątpię bym dobrnęła do ostatniego odcinka. Wraz z kolejnymi odcinkami fabuła staje się jeszcze bardziej miałka niż by to się wydawało na początku. Nasz młody tata (w roli Masamune możemy oglądać Masaki Aiba) próbuje spełniać marzenia zawodowe o zostaniu profesjonalnym fotografem (a nie jedynie asystentem fotografa), jednocześnie przedkłada wszystko nad dobro córki. Poznaje nawet młodą, atrakcyjną i samotną matkę – a jej synek szybko zaprzyjaźnia się z Koharu (dlaczego mnie to w ogóle nie zdziwiło?).

Chyba najsłabszym punktem dramy jest fatalne aktorstwo – dawno nie widziałam aż takiego dna i 3 metrów mułu. Masaki Aiba jako Masamune jest tragicznie niewiarygodny, jest bardziej dziecinny niż córka, a jego ciągle uśmiechnięta twarz działała mi na nerwy. Poza tym – ileż można maślanymi oczyma wpatrywać się w dal i wspominać jak to było cudownie, gdy spędzał czas w promieniach Słońca z Yoko? Teoretycznie na przestrzeni dramy jego postać powinna ewoluować, dorosnąć, jednak ja różnicy nie zaobserwowałam. Pozostała część obsady również bez historii (no oprócz przesłodkiej odtwórczyni roli Koharu :)). Chyba jedynie para starszych sąsiadów broni się na tym polu. Wątki poboczne w ogóle nie przykuły mojej uwagi – pan przedszkolanek równie dobrze mógł w ogóle nie pojawić się i nie wpłynęłoby to ze szkodą dla całej serii.

Wykonanie ani nie zachwyca ani nie rozczarowuje. Ot średniak pośród średniaków. Muzyka była dla mnie całkowicie anonimowa, więc nie ma co się nad nią rozwodzić.

Mimo pokaźnych  braków w warsztacie aktorskim (nawet jak na standardy dramowe) oraz przewidywalnej fabuły, powtarzania schematów, to jest to całkiem przyjemna seria familijna. Są tu i radości i smutki życia rodzinnego, odrobina humoru, więc jak ktoś jest zagorzałym fanem obsady czy też serii rodzinnych to powinien dać szansę My girl. Jakby na to nie patrzeć drama niesie ze sobą przesłanie (!). Masamune dostrzega, że musi coś zrobić ze swoim życiem, że jest odpowiedzialny za drugiego człowieka. W końcu znajduje w sobie odwagę by walczyć o marzenia. Dzięki Koharu jest w stanie pogodzić się z przeszłością, śmiercią Yoko. Wie, iż trzeba żyć dalej i nie patrzeć wstecz. Tak czy inaczej – w moich oczach dramy tej nie jest w stanie zbytnio wiele uratować, ale też nie trafiła w moje gusta gatunkowe…

Ocena: 4/10

Love Shuffle

ラブシャッフル

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Love Shuffle (ラブシャッフル)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka:

Reżyseria: Nobuhiro DoiDaisuke YamamuroToshio Tsuboi

Scenariusz: Shinji Nojima

Obsada: Hiroshi TamakiKarinaShota MatsudaDaigoYuriko YoshitakaHijiri KojimaShihori KanjiyaShosuke Tanihara

Gatunek: romans, komedia, dramat.

2. Fabuła.

Trzech mężczyzn – Kei Usami, Ojiro Sera, Masato Kikuta oraz kobieta – Airu Aizawa mieszkają na tym samym piętrze ekskluzywnego apartamentowca w Tokio. Pewnego dnia winda, którą jadą psuje się i w trakcie oczekiwania na ratunek stwierdzają, iż każde z nich ma problemy miłosne. W związku z tym uzgadniają zasady gry, polegającą na cotygodniowej wymianie partnerów. Ich dotychczasowe związki zostają wystawione na ciężką próbę, a oni sami dowiadują się wielu prawd o sobie.

3. Muzyka.

Już przy piosence z openingu spotkało mnie zaskoczenie. Piosenka rodem z lat 70.-80. Earth, Wind & Fire – Fantasy. jednakże wydaje mi się, że wykorzystane w drami utwory oddzielnie może i nie wzbudzają zachwytu, ale jako całość są spójne i tworzą unikalny klimat.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Bohaterowie stanowią najciekawszy element całej dramy. Oprócz głównej czwórki sąsiadów ważną rolę odgrywają ich partnerki/partnerzy. Airu Aizawa jest tłumaczką angielskiego i pomimo satysfakcjonującego życia zawodowego nie potrafi znaleźć odpowiedniego partnera. W jej postać wcieliła się Karina. Airu na zewnątrz jest niezależną i pewną siebie kobietą, ale na całe szczęście nie wstydzi się okazywać swojej dziewczęcej, słodkiej strony. Airu spotyka się z bogatym biznesmenem, który jest w niej bez pamięci zakochany, ale kobieta chce z nim zerwać. Kolejną postacią kobiecą jest nastoletnia Hayakawa Kairi (Yuriko Yoshitaka), będąca podopieczną Masato Kikuta. Dziewczyna jest zamknięta w sobie, małomówna, niestabilna psychicznie. Jako Kikuta Masato możemy oglądać weterana japońskich dram – Shosuke Tanihara. Psychiatra jest tajemniczą postacią, która jest kreatorem ,,Love Shuffle” i bynajmniej nie jest to gra bezcelowa.  Kagawa Mei (Shihori Kanjiya) to córka bogatego biznesmena i narzeczona Kei Usami. Jest nieśmiała i delikatną kobietą, ale dołącza do gry, gdyż  nie jest przekonana czy to właśnie Kei jest jest pisany. Większość dramy oscyluje wokół postaci Kei Usami (Hiroshi Tamaki). Kei to typowy salaryman, który wraz z zaręczynami z Mei z pracownika niskiego szczebla awansuje na stanowisko kierownicze. Ma wielkie ambicje, choć niekoniecznie pokrywają się one z jego umiejętnościami. Sam do końca nie wie czego chce od życia, wydaje mu się, że zna Mei na wylot, ale ta potrafi go zaskoczyć i ukazać stronę, której nigdy by się nie spodziewał. Nie ukrywam, że do obejrzenia dramy skłonił mnie Matsuda Shota (Liar Game) w obsadzie. Jako niepoprawny podrywacz i do tego fotograf wypadł świetnie. Rola uwodziciela pasuje do niego jak ulał. Jego partnerką jest żona polityka – Reiko Kamijyo (Hijiri Kojima). Wytworna kobieta, która zwraca uwagę jedynie na wygląd. Dołącza do Love Shuffle podczas gdy jej mąż wyjeżdża w podróż biznesową. Chyba nikogo nie pominęłam. Odnośnie postaci drugoplanowych to przewija się ich kilka, ale nie odgrywają większej roli.

5. Wykonanie techniczne.

Tutaj mam problem, ponieważ drama podobała mi się pod względem wizualnym, chociaż tak naprawdę nie oferuje w tej kwestii niczego nowego, oryginalnego. Ot, przyzwoicie zrealizowana drama. Nie wiem czy oglądałam taką wersję czy faktycznie w całej dramie wykorzystano jakiś ,,filtr ocieplający kolory” – nie wiem jak to fachowo się określa, więc proszę o wybaczenie 😀 Urzekły mnie niektóre detale jak np. samochód garbus Airu, pracownia Ojiro, pokój Kairi.

6. Ogólna ocena.

Przy Love Shuffle spotkało mnie miłe zaskoczenie. Jeśli chodzi o japońskie dramy to zdecydowanie bardziej odpowiadają mi dramaty niż komedie, czy też komedie romantyczne. Jednakże tutaj mamy misz-masz gatunkowy. Praktycznie każda z postaci skrywa jakiś mrok, tajemnicę, bolesną przeszłość, więc wraz z kolejnymi odcinkami poznajemy obawy i pragnienia poszczególnych bohaterów. Brzmi poważnie, prawda? I tak jest, ale gdy atmosfera robi się ciężka wkracza wesoła muzyka oraz Kei&Yukichi wraz z okrzykiem ,,Yay Panda!” oraz zwrotem ,,Powiedz, że to nie prawda Joe”. Bohaterowie tasują się pomiędzy sobą, toteż możemy zobaczyć różne motywy przystąpienia do gry oraz oczekiwania związane z jej wynikiem. Moimi zdecydowanymi faworytami są Ojiro i Kairi. Ich historie wciągnęły mnie od razu, pomimo faktu, że scenariusz skupia się na Airu i Kei. Jest to tytuł obowiązkowy dla wszystkich, którzy nie chcą oglądać kolejnej komedii romantycznej, ale szukają romansu z elementami komedii i wątkami z cięższym wydźwiękiem. Aktorsko może i nie jest to drama najwyższych lotów, ale naprawdę  nie razi przesadna mimika twarzy, czy niepotrzebna gestykulacja. Love Shuffle ma swój klimat  i albo się go polubi, albo nie. Warto dać jej szansę przez wzgląd na świeżą fabułę i ciekawe postacie, a także intensywność każdego odcinka. Ja jestem zdecydowanie na tak.

Ocena: 7+/10

The Dog of Orthros

Orthros no Inu

1. Dane podstawowe.

Tytuł: The Dog of Orthros (Orthros no Inu,  オルトロスの犬)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 9

Czas trwania odcinka: 54 min

Reżyseria: Arata Kato

Scenariusz:  Mao Aoki

Obsada: Hideaki TakizawaRyo NishikidoAsami Mizukawa

Gatunek: fantasy, dramat.

2. Fabuła.

Shinji Ryuzaki przebywa w więzieniu za zabójstwo sprzed 10 lat. Mężczyzna posiada nadprzyrodzoną moc i jednym dotknięciem dłoni jest w stanie uleczyć każdą chorobę czy też ranę. Jednak w naturze zawsze musi być równowaga, którą dla ,,Dłoni Boga” jest dobroduszny nauczyciel – Ryosuke Aoi, posiadający ,,Dłonie Diabła”. Ryosuke Aoi zaledwie dotknięciem może pozbawić życia. Tymczasem detektyw Nagisa Hasebe poznaje ich obu i nieświadomie otwiera istną puszkę Pandory.

3. Muzyka.

Już sama piosenka z openingu mnie nie zachwyciła – nie jestem fanką j-pop’u. Z kolei soundtarck słuchany oddzielnie jest całkiem przyjemny dla ucha, a poza tym charakteryzuje się różnorodnością. Niestety nie słychać tego podczas oglądania dramy, choć chyba po prostu byłam zbyt niezadowolona z gry aktorów i fabuły, aby skupiać się jeszcze na oprawie muzycznej.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Dzięki The Dog of Orthros po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z  Hideaki Takizawa, wcielającym się w postać Shinji Ryuzaki. Aktorem jest fatalnym i szerokim łukiem będę omijała wszelkie produkcje z jego udziałem. Jako Shinji Ryuzaki był apatyczny, niezaangażowany w grę. Jego wzrok nie wyrażał żadnych emocji i przez całą dramę raczy widzów tą samą miną. Teoretycznie przypadła mu najciekawsza postać i gdyby tylko miał na tyle umiejętności mógł z niej wycisnąć o wiele więcej. Jego bohater jest pełen sprzeczności, toczy wewnętrzną walkę, gdyż przypięto mu łatkę złoczyńcy, pomimo jego nadprzyrodzonych mocy. Pomimo beznadziejnej gry Hideaki Takizawa, to i tak najbardziej interesowały mnie poczynania właśnie jego bohatera. Nie miał on łatwego życia, a wszyscy, których spotykał na swojej drodze patrzyli na niego przez pryzmat ,,Dłoni Boga” i korzyści, które mogą dzięki nim osiągnąć. Jednak widzowi nawet nie daje się możliwości zgłębienia w psychikę Shinji Ryuzaki i dostrzec jego wielki dramat. Druga główna rola przypadła znanemu mi z kilku innych dram Ryo Nishikido (1 Litre of TearsLast friendsJoker). Nie uważam go za wybitnego aktora, ale na tle poprzednika każdy wygląda o niebo lepiej niż w normalnych okolicznościach. Ryosuke Aoi w jego wykonaniu był wiarygodną postacią i z miejsca uwierzyłam w jego dobroć, bezinteresowność. Udało mu się także przekonać mnie do targających go wątpliwości i poczucia winy związanych z niechcianym darem, który posiada. Główną obsadę uzupełnia  Asami Mizukawa jako pani detektyw Nagisa Hasebe. Bardzo stereotypowa postać – samotnie wychowuje córkę, która oczywiście jest chora, a do tego odznacza się świetną intuicją i należycie wykonuje swoją pracę. Niejednokrotnie daje łupnia kilkorgu napastnikom i to bez większego problemu. Kwestia choroby córki pozostaje dla mnie tajemnicą, gdyż nie rozumiem dlaczego z dziecka chorego na astmę zrobiono chucherko, na którego trzeba chuchać i dmuchać. W końcu wiele osób choruje na astmę i w ogóle nie przeszkadza im to w aktywnym życiu. Postacie drugoplanowe nie odgrywają większej roli, a jest ich na tyle dużo, że nie sposób wspomnieć o wszystkich.

5. Wykonanie techniczne.

The Dog of Orthrosto drama spod znaku fantasy, toteż przed seansem drżałam o efekty specjalne. Ku mojemu zdziwieniu bardzo umiejętnie wybrnięto z pułapki kiczowatości. Nadprzyrodzone moce dwójki głównych bohaterów sprowadzają się do delikatnej poświaty wokół dłoni. Niejednokrotnie pominięto i ten element. Bardzo podobały mi się animowane wspomnienia. Świetny pomysł i realizacja. Oczami wyobraźni widziałam jak fatalnie zrealizowano by powódź przy użyciu komutera…Reżyseria nie powala na kolana, ale jest poprawna jak na dramę japońską przystało. Mam kilka uwag do scenarzysty, gdyż przesadzono z wizją odosobnionego więzienia Shinji Ryuzaki. Mały gabinet za przezroczystymi ścianami w jakichś podziemiach… Czyżby zbytnia fascynacja nad Milczeniem owiec?

6. Ogólna ocena.

The Dog of Orthrosto drama dziwaczna. Z jednej strony dobry pomysł, a z drugiej zły dobór co niektórych aktorów i pełna nieoryginalnych zwrotów akcji fabuła. Trzon akcji stanowi odwieczny podział świata według antagonizmów – dobro i zło, jasność i mrok, Bóg i Diabeł. Ciężko sklasyfikować dramę gatunkowo, ponieważ jednocześnie próbuje być kryminałem, serią z elementami paranormalnymi, psychologicznym thrillerem, romansem, a nawet udawać, że jest podszyta przesłaniem. Jak to często bywa w takich przypadkach wyszedł nieciekawy misz-masz. Mimo to jakoś dobrnęłam do przedostatniego odcinka bez większych zgrzytów. Katastrofa zaczęła się wraz z finałowym odcinkiem. Wątek z wysadzaniem kościoła oraz tajemnice, które wychodzą na jaw były szczytem schematyczności i kombinatorstwa. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. W zbyt patetycznej formie przekazano moralizatorski wydźwięk dramy. Zamiast skupić się na bohaterach ciągle podkreślano jak chciwi, samolubni i bezwzględni są ludzie. ,,Dłonie Boga” i perspektywa wyleczenia każdej choroby zaślepiła wiele osób. Zawiodłam się także na dialogach – wiele z nich jest pustych i nic nowego nie wnosi. Pomimo kilku istotnych wad nie jest to drama beznadziejna w każdym wymiarze. Wydaje mi się, że moje oczekiwania były zbyt duże, gdyż naprawdę zainteresowała mnie fabuła. Polecam ten tytuł fanom kogoś z obsady, bądź też widzom, lubiącym elementy fantasy.

Ocena: 5/10

Liar Game 2 + The Final Stage

ライアーゲーム ~シーズン2~

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Liar Game 2 (ライアーゲーム ~シーズン2~)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 9 + film

Czas trwania odcinka: 54 min + 133 min

Reżyseria:  Hiroaki MatsuyamaAyako Oki,Kunihiro Nagase

Scenariusz: Tsutomu KuroiwaShinobu Kaitani (manga)

Obsada: Erika TodaShota MatsudaRinko KikuchiKosuke SuzukiMichiko Kichise

Gatunek: thriller, psychologiczny.

2. Fabuła.

Kontynuacja dramy z 2007r. Liar Game.

Kanzaki Nao i Akiyama Shinichi  po raz kolejny stają w szranki z graczami Liar Game. Tym razem ich głównym przecinkiem jest tajemnicza i niepozorna Katsuragi Ryo, która wydaje się dobrze znać z Akiyama Shinichi. Czy i tym razem para Nao i Shinichi wyjdą zwycięsko z gry, która obnaża chciwość i egoizm biorących w niej udział zawodników?

3. Muzyka.

Soundtrack drugiej części nie różni się zbytnio od swojego poprzednika. Po raz kolejny możemy usłyszeć sporo elektroniki, a’la chóralnych motywów np. ten, które świetnie pasują do charakteru dramy i kiedy trzeba budują napięcie. Część utworów się powtarza choćby ten, ale nie jest to jakaś wielka wada, ponieważ generalnie OST z tej dramy uważam za udany.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Obsada jest w większości ta sama co w pierwszej części. Jedynym istotnym wyjątkiem jest postać Katsuragi Ryo – w tej roli Rinko Kikuchi, która bardzo podobała mi się jako małomówny czarny charakter. Podobnie jak Akiyama jest inteligentna i potrafi manipulować ludźmi. Dobrze odzwierciedliła charakter swojej postaci i wydaje mi się, że wiele aktorek wyglądałoby śmiesznie w kapelusiku, sukience z koronki i laską pod ręką, ale w jej przypadku jest inaczej. Kilka słów o głównych bohaterach i znajomych z poprzedniej części. Otóż bardzo ucieszył mnie fakt, iż Kanzaki Nao (Erika Toda) w końcu zaczęła używać głowy do myślenia i zmieniła swoje nastawienie do gry. Co prawda wciąż w środku pozostała naiwną dziewczyną z sąsiedztwa, ale przynajmniej gdy trzeba było potrafiła kierować się sprytem i nie wahała się przed oszukiwaniem innych graczy. W roli Akiyama Shinichi niezmiennie Matsuda Shouta, który świetnie pasuje do tej postaci i jest trzonem całej dramy. Akiyama nadal emanuje stoickim spokojem  oraz pozostaje bacznym obserwatorem wydarzeń. Na całe szczęście znów w obsadzie pojawił się Kosuke Suzuki jako karykaturalny i podstępny Yuji Fukunaga. Jego bohatera zapamiętam na długo, gdyż wniósł do dramy sporo humoru (choć w dość dziwacznej postaci).

5. Wykonanie techniczne.

W przeciwieństwie do zdziwienia, które mnie spotkało w trakcie oglądania pierwszego sezonu, tym razem wiedziałam na co mam być przygotowana. Zapewne dlatego o wiele bardziej przypadła mi do gustu druga odsłona Liar Game. Po raz kolejny zastosowano silnie kontrastowe kolory, zbliżenia, charakterystyczne oświetlenie oraz scenografie rodem z jakiegoś anime. Również na tej płaszczyźnie drama jest jednością, co oczywiście jest atutem o ile komuś przypadła do gustu atmosfera pierwszego sezonu.

6. Ogólna ocena.

Przyznaję, iż przy Liar Game 2 bawiłam się o wiele lepiej niż w trakcie pierwszej części. Gry były ciekawe, nie zabrakło zwrotów akcji oraz ciekawych rozstrzygnięć. Jest to drama przede wszystkim dla osób, które nie obawiają się udziwnień i skrajnie przejaskrawionych, stereotypowych bohaterów. Nie ma tu też głębokich analiz ludzkich emocji, czy też drugiego dna, które zmusi widza do przemyśleń. Liar Game 2 to świetna, dostarczająca rozrywki drama, której teoretycznie ciężki klimat jest rewelacyjnie wyważony elementami humoru oraz groteski. Aktorzy dobrze odzwierciedlili granych przez siebie bohaterów, każdy z nich na swój sposób był w stanie zdobyć sympatię widza. Ciekawym rozwiązaniem okazało się ukazanie finałowej rozgrywki w odrebnym filmie. Zakończenie jest przewidywalne, ale jak najbardziej satysfakcjonujące. Dziwi mnie jedynie, że powstały dwie kolejne odsłony Liar Game właśnie w postaci filmów – według mnie bez Eriki Toda to już nie ta sama seria. Jednak zapewne sięgnę i po te dwa tytuły, gdyż świat Liar Game całkowicie mnie pochłonął. Gorąco polecam osobom, które szukają lekkiego tytułu, przy którym będą mogły po prostu świetnie się bawić.

Ocena: 9/10

Hagetaka: Road to Rebirth

ハゲタカ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Hagetaka: Road to Rebirth (Hagetaka, ハゲタカ, Vultures)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2007

Liczba odcinków: 6

Czas trwania odcinka: 58 min

Reżyseria: Keishi Ohtomo

Scenariusz: Mayama HitoshiKoji Hayashi

Obsada: Chiaki KuriyamaRyuhei MatsudaAkira NakaoNao OmoriKyohei Shibata

Gatunek: biznes.

2. Fabuła.

Na podstawie dwóch powieści Jin’a Mayamy (真山仁) – ,,Hagetaka” oraz ,,Buyout”.

Rok 1998, rejon Azji południowo-wschodniej pogrążony jest w kryzysie ekonomicznym. Wiele japońskich banków, zwłaszcza inwestycyjnych, staje na granicy bankructwa  m.in. bank z długoletnią tradycją – Mitsuba. Zaistniałą sytuację próbuje wykorzystać Masahiko Washizu, były pracownik Mitsuba Bank, a obecnie jeden z współwłaścicieli amerykańskiej firmy inwestycyjnej Horizon Investments. Jednak zanim Masahiko Washizu wykupi japońskie banki i firmy, będzie musiał stawić czoła byłemu przełożonemu, jednemu z kierowników w Mitsuba – Takeo Shibano.

3. Muzyka.

Nie zwróciłam szczególnej uwagi na soundtrack. Zważywszy na poziom dramy szkoda, że nie przyłożono się do różnorodnej, przykuwającej uwagę oprawy muzycznej.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Pod względem gry aktorskiej spotkało mnie miłe zaskoczenie. Cała obsada zaprezentowała się z dobrej strony. Moja uwaga skupiła się przede wszystkim na dwóch głównych bohaterach, czyli Masahiko Washizu (Nao Omori) oraz Takeo Shibano (Kyohei Shibata). Obaj wykreowali wiarygodne postacie, które nie są wyłącznie jednopłaszczyznowe. Pikanterii ich rywalizacji dodaje fakt, iż w przeszłości łączyły ich relacje niemal przyjacielskie. Odtwórca roli Washizu zaskoczył mnie swoim dobrym angielskim, ponieważ chyba wszyscy wiemy jak trudno Japończykom przychodzi nauka tego języka. Zarówno washizu, jak  i Shibano to zdeterminowani, uzdolnieni finansiści, choć rożni ich styl i filozofia pracy. Washizu jest przedstawicielem nowoczesnego kapitalizmu z silnymi wpływami Zachodu. Natomiast Shibano to reprezentant konwencjonalnego, tradycyjnego postrzegania biznesu. Bardzo ważne są dla niego bezpośrednie, silne więzi z klientami i to one, a nie pieniądze, są priorytetem. Obok wspomnianej dwójki poznajemy bliżej dziennikarkę i jedyną istotniejszą przedstawicielkę płci pięknej w zdominowanym przez mężczyzn świecie Hagetaki – Yuka Mishima (Chiaki Kuriyama znana mi z dramy Ashita no Kita Yoshio) oraz młodego przedsiębiorcę Osamu Nishino (Ryuhei Matsuda, który zagrał m.in. w Ashita no Kita Yoshio4.6 Billion Year Love9 SoulsAoi Haru). Nie mogę powiedzieć, że wywarli na mnie takie samo wrażenie jak poprzednicy, ale ich występ z czystym sumieniem mogę nazwać przyzwoitym.

5. Wykonanie techniczne.

Do większości japońskich dram nie mam większych zażaleń do strony technicznej. Nie inaczej jest i w tym razem, a drama sprostała moim oczekiwaniom. Jak na serię biznesową przystało większość scen ma miejsce w oszklonych, nowoczesnych, schludnych wnętrzach, biurowcach. Z drugiej strony umiejętnie skontrastowano zimny, szary świat wieżowców z typowo japońskimi, tradycyjnymi wnętrzami np. posiadłość rodzinna Nishino. Podobała mi się praca kamery, gdyż sporo ujęć jest niestandardowych i nie nudzą swoją schematycznością.

6. Ogólna ocena.

Hagetaka to kolejna (po Gaiji Keisatsu) krótka, bo sześcioodcinkowa drama, którą oglądałam jednym tchem. Odczuwam dziwną tendencję, że im mniej odcinków, tym lepszy produkt końcowy. Mimo wszelkich zalet ostrzegam, że jest to typowa drama biznesowa, a co za tym idzie – zawiera sporo fachowej terminologii oraz procesów. Zaliczam się do osób, które bardzo lubią tematykę ekonomiczną, więc i tę dramę oglądałam z wielką przyjemnością. Dla zrozumienia fenomenu Hagetaki  w postaci rekordów oglądalności w Japonii, wypadałoby pobieżnie zapoznać się z sytuacją gospodarczą tego kraju w czasie akcji serii. Otóż pod koniec XXw Japonię dotknął kryzys ekonomiczny. W jego wyniku banki upadały, przedsiębiorstwa zwalniały pracowników, a inwestorzy z zagranicy ostrzyli sobie zęby na wykup japońskich banków inwestycyjnych. Fuzja i przejęcia (a ang. M&A, czyli Mergers and acquisitions) stały się koniecznością. I tak na przykład jeden z japońskich banków został przejęty przez Ripplewood i przemianował się na Sinsei Bank. Poza tym już sama postać shibano powstała na bazie autentycznej osoby – Junichiro Koshi, jednego z dyrektorów Industrial Bank of Japan (obecnie Mizuho). Jako ciekawostkę chciałabym jeszcze przytoczyć powiązania leksykalne. Choć Hagetaka oznacza ,,vulture” (czyli ,,sęp”; ,,żarłok”) to angielski tytuł dramy brzmi: ,,Road to Rebirth” (,,droga ku odrodzeniu”), a zapis w kanji Shinsei to 新生, czyli ,,re-birth” (,,odrodzenie”). Hagetaka przedstawia ścieranie się bezwzględnego dążenia do zysku ze zwykłymi, przyziemnymi problemami ludzi, pracowników, którzy nie mają żadnego wpływu na decyzje zarządów. Ciężko wyważyć sferę biznesową i sferę społeczną, ludzką. Swoją drogą spodobało mi się, że nie robiono na siłę wroga japońskiego narodu i gospodarki z Amerykanów. Wręcz przeciwne – podkreślono błędy i brak etyki w biznesie na własnym podwórku. Tak czy inaczej, dramę polecam miłośnikom serii biznesowych, ponieważ pozostali mogą się wynudzić. Aktorzy wypadli bardzo dobrze, wykreowali realistyczne profile postaci, scenariusz jest rozbudowany i spójny, a reżyseria płynna. Osobiście czekam na więcej tego typu dram.

Ocena: 8+/10

Innocent Love

イノセント・ラヴ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Innocent Love (イノセント・ラヴ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 54 min

Reżyseria: Hiromasa KatoHiroaki MatsuyamaMitsutaka Endo

Obsada: Maki HorikitaYujin KitagawaYu KashiiSeiji FukushiHiroki NarimiyaYuki Uchida

Gatunek: melodramat.

2. Fabuła.

Drama przedstawia losy Kanon Akiyama, która jako dziecko straciła rodziców w pożarze. Jej starszy brat został oskarżony o podpalenie i odsiaduje wyrok w więzieniu dla nieletnich. W związku z tym wydarzeniem Kanon jest szykanowana przez okoliczną społeczność, gdyż powszechnie uważa się ją za siostrę mordercy. W końcu dziewczyna przeprowadza się do Tokio, gdzie chce zacząć nowe życie. Zatrudnia się jako sprzątaczka i nawet zakochuje się, jednak przeszłość nie pozwoli tak łatwo o sobie zapomnieć.

3. Muzyka.

Niestety, ale soundtrack jest bardzo ubogi. Oprócz utworu Utada Hikaru – Eternallyktóry możemy usłyszeć w endingu każdego odcinka (niestety jak to bywa w japońskich dramach przez ending rozumie się końcówkę odcinka z jakaś rozdzierająca serce sceną, a w tle aksamitny głos Utady Hikaru) występuje także kilka powtarzalnych utworów fortepianowych (bo główny bohater jest kompozytorem) i to by było na tyle…

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Pod względem gry aktorów jest bardzo nierówno. Generalnie przyzwyczaiłam się do poziomu gry w dramach (zwłaszcza japońskich czyt. ekspresja), ale na Yujin Kitagawaę nawet moją cierpliwość nie wystarczyła. Źródło problemu leży zapewne także w samej postaci Junyi Nagasaki, ponieważ to mężczyzna z wielkim sercem, który kocha muzykę, dzieci, ludzi itp., a do tego opiekuje się obłożnie chorą narzeczoną, która w wyniku próby samobójczej znajduje się w wegetatywnym stanie. Junya jest dosłownie bez wad, a jego wieczny, dobrotliwy uśmiech na twarzy z każdym kolejnym odcinkiem co raz bardziej działał mi na nerwy, bo był sztuczny i wymuszony do granic możliwości….Co gorsze – jego postać w ogóle się nie rozwija na przestrzeni dramy. W rolę Kanon Akiyamy wcieliła się urodziwa Maki HorikitaKanon to żeński odpowiednik Junyi, czyli także chodząca niewinna istotka z krystalicznie czystym sercem, której los rzuca pod nogi kolejne kłody. Widz nie ma wyjścia i musi jej współczuć…Nie rozumiałam dlaczego spadło na nią brzemię ,,siostry zabójcy”, przecież straciła rodziców, więc dlaczego to ona ma odpowiadać za czyny brata? (ale rozumiem, że tak jest dramatyczniej). Jej wiara i ufność w ludzi nie zna granic, co pozostali bezlitośnie wykorzystują (jak np. kobieta, z którą pracowała przy sprzątaniu mieszkań). Mimo wszystko uważam, że Maki Horikita pokazała się z dobrej strony, ponieważ jej emocje były wiarygodne bez przesadnej ekspresji. Oprócz głównej pary w dramie występują cztery istotne postacie drugoplanowe, czyli – była narzeczona Junyi, Kiyoka Segawa, w tej roli Yuki Uchida. Postać dla mnie całkowicie obojętna, choć dobrze poradziła sobie z odegraniem scen, w których powoli nawiązywała kontakt ze światem zewnętrznym. Kolejna bohaterka to przyjaciółka Junyi –  Mizuki Sakurai (Yu Kashii), której uczucia oczywiście nie ograniczają się jedynie do przyjaźni. Mizuki to zaborcza i ślepo zakochana kobieta, która zrobi wiele, aby zwrócić na siebie uwagę Junyi. Chyba najciekawszą postacią okazał się być Subaru Segawa, którego zagrał Hiroki Narimiya (Bloody MondayBloody Monday 2). Otóż Subaru, podobnie jak Mizuki, kocha Junyę, ale z wiadomych względów ukrywa swoje uczucia i pozostaje jedynie cichym podparciem dla długoletniego przyjaciela. Na tle tragizmów, które działy się w dramie, to właśnie jego postać najbardziej mnie poruszyła, ponieważ wydawała mi się w największym stopniu rozsądna i wiarygodna. Jeśli chodzi o samą grę, to moim zdaniem najlepiej (z całej tej gromady) zaprezentował się Seiji Fukushi jako brat Kanon- Yoji Akiyama. Pierwszy raz miałam z nim styczność, ale pozostawił po sobie dobre wrażenie i dziwię się, że dostaje jedynie role drugoplanowe. Świetnie wypadł w scenach, które wymagały ukazania złości (a łatwo w nich o przesadę).

5. Wykonanie techniczne.

Jak przy większości japońskich dram nie mam większych zastrzeżeń. To co mi się nawet podobało to wnętrze mieszkania Junyi (a może to po prostu wpływ fortepianu? :)).

6. Ogólna ocena.

Innocent Love to typowa japońska drama melodramatyczna. Są przyjaźnie, wielka miłość, która rodzi się w bólach, przeciwności losu, nieodwzajemnione uczucia i  cienie przeszłości. Każdy kogoś kocha, ale oczywiście nie tę osobę co trzeba, przez co mamy jeszcze więcej tragizmu i rozterek. Mimo wszystko do 9 odcinka drama mnie nie nudziła i może nie obejrzałam jej jednym tchem, ale dobrnęłam do końca bez większych zgrzytów. Jednak po 9 odcinku nastąpiła katastrofa w postaci odcinka ostatniego, 10 – tego. Jest tam pewna tragiczna scena, której głupota i brak logiki przyprawiły mnie o salwy śmiechu. Nie wiem jak można tak popsuć całkiem udaną dramę… Tak czy inaczej tytuł ten polecam miłośnikom japońskich produkcji o młodych ludziach, których los nie oszczędza. Postacie nie są rozbudowane, ale jak ktoś lubi takie klimaty to na pewno będzie z nimi sympatyzował. Aktorzy w większości zaprezentowali się przyzwoicie. Fabuła nie jest odkrywcza, ale porusza trudne tematy – homoseksualizm, traumy z dzieciństwa (nie chcę  zdradzać szczegółów, więc niech pozostanie taka ogólnikowa forma), problemy z zaczęciem nowego życia po kilku latach odsiadki (brat Kanon), poszukiwanie sensacji przez mediów. Nie zabrakło banałów jak np. chwile szczęścia Junyi i Kanon. Niestety muzyka jest słaba, ale realizacja stoi na przyzwoitym (dramowym) poziomie. Fani japońskich dram melodramatycznych powinni tu znaleźć coś dla siebie.

Ocena: 6+/10

Arakawa Under the Bridge

荒川アンダー ザ ブリッジ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Arakawa Under the Bridge (荒川アンダー ザ ブリッジ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 30 min

Obsada: Kento HayashiMirei KiritaniShun OguriTakayuki Yamada

Gatunek: komedia, romans, przyjaźń, obyczajowy.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi autorstwa Nakamura Hikaru (中村光).

Kou Ichinomiya pochodzi z zamożnej rodziny. Ojciec od dziecka wpaja mu zasadę, że nie powinien nikomu niczego zawdzięczać, dlatego też zawsze musi liczyć tylko na siebie. Pewnego dnia wpada do rzeki Arakawa, a życie ratuje mu bezdomna dziewczyna – Nino, która uważa się za Wenusjankę. Okazuje się, że pod mostem nad Arakawą nielegalnie zamieszkuje grupa osobliwości.

3. Muzyka.

Poza piosenką z endingu nie mogę sobie przypomnieć konkretnych motywów zastosowanych w dramie. Odcinki trwały 20 – kilka minut, więc mało czasu było na fabułę, a co dopiero na różnorodny soundtrack. W związku z tym uboga oprawa muzyczna nie przeszkadzała mi w seansie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Dla osób, które nie miały styczności z tym tytułem wcześniej, może być szokiem ujrzenie bohaterów w całej swojej okazałości. O ile w anime kostiumy postaci, rodem z balu przebierańców, nie jest czymś dziwacznym, o tyle w wersji live action już tak. Przyznaję, że anime przypadło mi do gustu i gdyby nie to, zapewne nie zainteresowałabym się tą produkcją. Chciałabym podkreślić, że wszyscy aktorzy idealnie odzwierciedlili charaktery i zachowanie odgrywanych przez siebie postaci. Głównym bohaterem Arakawa Under the Bridge  jest Kou Ichinomiya aka Riku, syn wpływowego biznesmena. Od dziecka wpajano mu rodzinne motto życiowe, aby liczył wyłącznie na siebie i nikomu nic nie był dłużny. Aktor, wcielający się w tę rolę, to nieznany mi wcześniej Kento Hayashi. Moim zdaniem dobrze uporał się z odegraniem swojego bohatera. Na przestrzeni kolejnych odcinków możemy zaobserwować jak zmienia swoje podejście do mieszkańców przy rzece Arakawa,  a także jak wpływają oni na postrzeganie przez niego świata. Oczywiście na miejscu nasz protagonista poznaje dziewczynę o oryginalnym imieniu Nino (w tej roli bardzo urodziwa Mirei Kiritani). Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia (no może poza strojem od w-f’u) i wygląda najnormalniej z całej zgrai dziwaków. Jednak szybko okazuje się, że Nino uważa się za Wenusjankę, która posiada nadprzyrodzone moce. Gromadzie osobliwości w niewielkiej osadzie przewodzi Szef (chociaż chyba lepiej pasuje określenie Sołtys :P), który przechadza się po swoich włościach w kostiumie Kappy (w folklorze japońskim jest to złośliwy demon wodny). Rola ta przypadła Shun Oguri (Crows ZeroHanazakari no kimitachi e). Dopiero przy tej produkcji moją uwagę przykuł jego głos, a może po prostu dobrze spisał się modulując jego brzmienie? Pozostali mieszkańcy to: zajmująca się ogrodem – Maria (Nana Katase), mężczyzna w przebraniu zakonnicy – Siostra (Yuu Shirota), urocza P-ko (Natsumi Abe), niespełniona gwiazda rock’a – Hoshi (Takayuki Yamada), bracia w metalowych hełmach – Tetsuo i Tetsuro, buntownicza sierota – Stella (Eri Tokunaga), duet – Billy i Jacqueline, a także stąpający jedynie po białych liniach – Shiro. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Jak widać całkiem sporo postaci i do tego bardzo oryginalnych.

5. Wykonanie techniczne.

Oprócz zastosowanych efektów CG, które aż ranią oczy swoim niedopracowaniem, wszystkie pozostałe elementy zostały dopięte na ostatni guzik. Mam tu na myśli głównie stroje, kostiumy, elementy budownictwa. Na największe słowa pochwały zasługują kostiumy, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że w live action twórcy unikną ich kiczowatości. W efekcie wyglądały na starannie wykonane i idealnie pasowały do każdej postaci. Dzięki płynnej, nieudziwnionej reżyserii, dramę ogląda się naprawdę sprawnie.

6. Ogólna ocena.

Arakawa Under the Bridge to drama specyficzna. Według mnie powinna spodobać się fanom wersji anime, natomiast pozostałym osobom raczej nie polecam. Bohaterowie są ciekawi i każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię, ale ich zachowanie, ekspresja, odbiega od przyjętego kanonu. Dla osoby, która nie miała okazji zapoznać się z tą serią będą oni jedynie bandą uciekinierów z zakładu zamkniętego. Być może się mylę, ale wydaje mi się to wielce prawdopodobne. O czym jest Arakawa Under the Bridge? Dla mnie jest to tytuł przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości i chęci wyzwolenia się z panującego porządku rzeczy. W świecie zdominowanym przez pieniądze, konsumpcjonizm, nie ma miejsca dla ludzi, którzy albo nie wytrzymują presji, albo po prostu nie zgadzają się z takim trybem życia. W trakcie tej krótkiej serii poznajemy troski, obawy i radości poszczególnych postaci. Pod dziwacznymi kostiumami, ekscentrycznym ubiorem i zachowaniem, kryją się zwyczajni ludzie, którzy poszukują tego co wszyscy inni, czyli drogi ku szczęściu. Dla nich osada przy Arakawie stała się domem, a jej mieszkańcy rodziną. W końcu kto z nas choć raz nie chciał rzucić wszystkiego i zamieszkać w jakimś odosobnionym miejscu? Dodatkowo cała seria została przyozdobiona humorem, który raczej ciężko będzie zrozumieć nie-Japończykom, gdyż często są to gry słowne, nawiązania do znanych w kulturze japońskiej motywów. Mimo to świetnie się bawiłam przy tej serii i w zupełności sprostała moim oczekiwaniom.

Ocena: 7/10

Liar Game

ライアーゲーム

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Liar Game (ライアーゲーム)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2007

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 45 min (ostatni 182 min)

Obsada: Erika TodaShota Matsuda

Gatunek: psychologiczny, thriller, tajemnica.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi autorstwa Kaitani Shinobu (甲斐谷忍).

Nao Kanzaki to łatwowierna uczennica, która pewnego dnia zastaje przed drzwiami swojego domu pudło ze 100.000.000 yen’ów. Dowiaduje się także, iż została wybrana do wzięcia udziału w grze ,, Liar Game”. Ze względu na swoje usposobienie nie jest w stanie okłamywać innych, dlatego też dziewczyna zwraca się o pomoc do znanego oszusty Akiyamy Shinichi.

3. Muzyka.

Głównie elektroniczne beat’y, które skutecznie wypełniały przestoje i momenty, gdy toczyły się kolejne rundy gry. Spodobał mi się utwór z openingu. Nie zabrakło także dźwięków podkreślających np. czyiś wzrok, przez co drama stała się  jeszcze bardziej karykaturalna. Pozytywnie zaskoczył mnie ostatni odcinek, który zawierał znany utwór z Requiem for a dream, a także utwory chóralne i operowe.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W rolę Nao Kanzaki wcieliła się urodziwa Erika Toda. Z informacji które znalazłam wynika, iż drama dobrze odzwierciedla mangę i jej bohaterów. W związku z tym nie będę krytykowała aktorki za taką a nie inną rolę, gdyż wygląda na to, że świetnie odwzorowała swoją bohaterkę. Jednak nie zmienia to faktu, że Nao Kanzaki to bardzo płytka postać, której daleko do realizmu. Jej zachowanie a’la Sierotka Marysia spotęgowano zarówno gestami (ciągłe składanie dłoni z przodu), ale także ubiorem (koronki, falbanki, róż, biel itp.). Dziewczę o krystalicznie czystym sercu, które ślepo ufa ludziom i w każdym widzi dobro. Nie mieści się jej w głowie, że ktoś może działać na jej niekorzyść. Dla jednych może wydawać się wymierającym gatunkiem, a dla innych zwykłą głupiutką dziewczyną, która nic nie wie o życiu i ludziach. Zaliczam się do tej drugiej grupy, gdyż jej naiwność momentami wołała o pomstę do nieba. Chociaż to na Nao Kanzaki  skupia się fabuła, to show skrada jej Shota Matsuda jako Akiyama Shinichi.  Z całego grono pajaców-graczy, to Akiyama przykuwa uwagę widza i zachęca do sięgania po kolejne odcinki. Akiyama Shinichi to znany oszust, który zaraz po opuszczeniu więzienia postanawia pomóc Nao w Liar Game. Wytrawny strateg, błyskotliwy, zawsze opanowany, potrafi zwodzić swoich rywali jak nikt inny, a do tego aura tajemniczości nad jego osobą oraz przeszłością. A to wszystko okraszone dobrą grą Shot’y Matsud’y, do którego postać Akiyamy pasowała jak szyta na miarę. Poza tą dwójką przez dramę przewija się całe mnóstwo postaci drugoplanowych, które określiłabym mianem ,,surrealistycznego cyrku”. O ile w przypadku głównych bohaterów uniknięto grzechu kardynalnego japońskich dram, czyli przesadnej ekspresji, o tyle pozostałe postacie rażą swoją karykaturalnością. Na czoło tego ekscentrycznego zbiegowiska wybija się Yu Tsukahara (Kosuke Suzuki) z ,,grzybem” na głowie wraz ze swoim dzikim śmiechem. Pozostałych graczy nie będę przybliżać, gdyż jest ich zbyt wielu.

5. Wykonanie techniczne.

Wykonanie techniczne jest słabe, ale muszę przyznać, iż pasowało do tej serii. Wystroje wnętrz są ubogie, ale bardzo kolorowe. Podobnie jak różnobarwne odcienie nieba i naturalnego oświetlenia- czerwone, zielone, fioletowe. Reżyseria odpowiednia do klimatu serii, występują zbliżenia na elementy charakterystyczne dla danych postaci (np. złoty ząb), czy też spojrzenia.

6. Ogólna ocena.

Przy niewątpliwych wadach, o dziwo, ,,Liar Game” oglądałam z zainteresowaniem. Gdy już przywyknie się do charakterystycznego wykonania, ekspresji aktorów i przebrnie przez nudnawy początek, to serię można dosłownie pochłonąć. Z przyjemnością sięgałam po każdy kolejny odcinek, a rundy gry były ciekawe i nieprzewidywalne. Nigdy nie było wiadomo kto kogo zdradzi, ponieważ nawet zawierane sojusze nie stanowiły gwarancji zwycięstwa. Przy każdej rundzie widz poznaje przyjętą  strategię, a także jej wdrażanie w życie, co ma nas przekonać o geniuszu strategicznym Akiyamy. Niektóre rozwiązania były dość oczywiste, inne zaskakujące. Drama nosi znamiona psychologicznej, a momentami także thriller’a. Całkiem przyjemna seria o ludzkiej chciwości, bezwzględności, zaślepieniu pieniędzmi, egoizmie. Totalnym przeciwieństwem tych cech jest Nao, która stopniowo pokazuje pozostałym graczom co oznacza zaufanie i wiara w ludzi. Główną zaletą Liar Game jest wciągająca fabuła oraz postać Akiyamy. Odrobinę razi moralizatorski wydźwięk dramy, ale wadę tę skutecznie przyćmiewają inne. Ja przy Liar Game świetnie się bawiłam (no może poza 2-3 pierwszymi odcinkami oraz ostatnim, który ciągnął się w nieskończoność), dlatego też polecam, zwłaszcza jeśli jest ktoś przyzwyczajony do ekspresji Japończyków.

Ocena: 8/10