A Tale Of Two Sisters

Tytuł: A Tale Of Two Sisters (Janghwa, Hongryeon, 장화, 홍련)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 115 min

Reżyseria: Kim Jee-Woon

Scenariusz: Kim Jee-Woon

Obsada: Lim Soo-JungMoon Geun-YoungYum Jung-AhKim Kap-Soo

Gatunek: horror, dramat.

Nie obawiaj się duchów tylko ludzi…

Reżyser Kim Jee-Woon, który na swoim koncie ma świetną czarną komedię The Quiet Family z 1998r. po raz kolejny w ciekawy sposób podszedł do tematyki horroru/thrillera. O późniejszych jego sukcesach większość fanów kina azjatyckiego zapewne słyszała – wystarczy wspomnieć A Bittersweet Life, czy też I Saw the Devil.

Czytaj dalej

Last Life in the Universe

 เรื่องรัก น้อยนิด มหาศาล

Tytuł: Last Life in the Universe ( เรื่องรัก น้อยนิด มหาศาล, A Little Tremendous Love)

Kraj: Tajlandia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 109 min

Reżyseria: Pen-Ek Ratanaruang

Scenariusz: Pen-Ek Ratanaruang, Prabda Yoon

Obsada: Tadanobu AsanoChoeman BunyasakDaran Bunyasak

Gatunek: dramat, czarna komedia.

Lepiej żyć z wrogiem niż w osamotnieniu.

Last Life in the Universe to tajlandzko-japońska koprodukcja, która choć nie zachwyca oryginalnością, to dzięki świetnej grze aktorów i umiejętnej realizacji jest w stanie zachwycić niejednego widza.

Głównymi bohaterami filmu są Kenji i Noi. Kenji jest Japończykiem, pracującym w tajlandzkim Centrum Kultury Japońskiej na stanowisku bibliotekarza. Mężczyzna pragnie popełnić samobójstwo, ale zawsze w kulminacyjnym momencie ktoś bądź coś mu przeszkadza. Natomiast Noi wraz z siostrą, Nod, pracuje w nocnym klubie i marzy o wyjeździe do Japonii. Drogi tej dwójki przecinają się w tragicznych okolicznościach – oboje tracą swoje rodzeństwo. Jak się okazuje łączy ich o wiele więcej niż utrata członka rodziny.

Powolny tok akcji oraz fabuła nie porywają, ale niewątpliwie mocnym punktem Last Life in the Universe są bohaterowie. Kenji jest odludkiem w każdym calu. Fascynuje go śmierć i często rozmyśla nad możliwościami popełnienia samobójstwa. Nie zna dobrze tajskiego, ani angielskiego, więc nie nawiązał trwałych znajomości w Tajlandii. Jedynie jego przełożona wydaje się go zauważać. Na jego dziwaczne usposobienie składa się także mania czystości. Mieszkanie mężczyzny jest sterylnie czyste, ubrania, buty posegregowane według kolorów i dni tygodnia. Brat Kenji’ego również przebywa w Tajlandii, gdzie ukrywa się przed bossem yakuzy. Jak się okazuje Kenji także jest członkiem yakuzy (o czym świadczy tatuaż na plecach), ale nie wiemy czy ma to jakiś związek z jego pragnieniem śmierci. W roli Kenji’ego możemy oglądać Tadanobu Asano (Ichi the Killer), którego określa się mianem ,,japońskiego Johnneg’o Deep’a”. Wstyd mi się przyznać, ale jest o pierwsza produkcja z jego udziałem, którą miałam okazję oglądać. Mimo to wiem, że na tej jednej nie poprzestanę, gdyż Tadanobu Asano spisał się kapitalnie. Z miejsca zaczęłam sympatyzować z małomównym, uprzejmym i wypranym z emocji Kenjim. Jego całkowitym przeciwieństwem jest Noi (Daran Boonyasak) – bezpośrednia, sympatyczna i nieprzebierająca w słowach młoda kobieta. Noi chce odciąć się od dotychczasowego życia oraz osobistej tragedii, która ją spotkała. Marzy o wyjeździe do Japonii by tam zacząć od nowa. Mieszkanie Noi jest istną kalką właścicielki – zaniedbane, zagracone meblami i śmieciami. Znajomość z Kenjim na zawsze zmienia jej życie. Mężczyzna nie tylko porządkuje jej dom, ale przede wszystkim doprowadza do ładu jej ducha i wypełnia pustkę. Oboje pragną dokładnie tego samego – bliskości z drugim człowiekiem, poczucia że nie są sami we Wszechświecie.

Postaci drugoplanowych praktycznie brak. Jedyną z istotniejszą bohaterek jest siostra Noi czyli Nid (Laila Boonyasak), którą zafascynowany był Kenji. Co ciekawe – filmowe siostry – Daran Boonyasak i Laila Boonyasak są siostrami w rzeczywistości. Nid pojawia się nieoczekiwanie w dalszej części filmu gdy zamiast Nod to ona siedzi na kanapie z Kenjim w charakterystycznym szkolnym mundurku. Nie do końca rozumiem czemu miało to służyć….

Dla wszystkich fanów kina japońskiego reżyser zgotował nie lada niespodziankę. Otóż sam Takashi Miike (japoński reżyser, gdyby ktoś nie wiedział :)), pojawia się w epizodycznej, ale bardzo wymownej roli bossa yakuzy. Pod koniec filmu w scenie na lotnisku Takashi Miike brawurowo wykorzystuje dane mu 5 min przed kamerą. Z japońskim reżyserem związane jest także nawiązanie do jego filmu Ichi the Killer, w której główną rolę grał nie kto inny jak Tadanobu Asano.

Wykonanie filmu stoi na wysokim poziomie, a Christopher Doyle (HeroInfernal AffairsChungking Express, 2046, In the Mood for Love, Happy Together) po raz kolejny udowadnia jak dobrym operatorem filmowym jest. Zastosowane kadry, ich kompozycje plastyczne budują niepowtarzalny klimat. Nawet przy nieporywającej fabule film wciąga obrazem. Kolorystyka jest ograniczona – większość kolorów to wyblakłe odcienie zieleni, bieli, brązu, szarości. Bardzo podobał mi się wystrój domu Nod (wraz z podwórzem oraz zaniedbanym basenem). Także mieszkanie Kenji’ego wpasowuje się w charakter bohatera – minimalizm, porządek, chłodna kolorystyka, całe mnóstwo książek. Niestety nie porwała mnie oprawa muzyczna, gdyż jestem zwolenniczką maksymalnego wykorzystywania muzyki w tle. W przypadku Last Life in the Universe element ten został ograniczony do minimum. Kompozytorem jest – Hualongpong Riddim i wydaje mi się, że można było w większym stopniu wykorzystać jego umiejętności, gdyż wykorzystana muzyka dobrze scala się z obrazem. W kwestiach technicznych film ogląda się przyjemnie i nawet efekty specjalne, które towarzyszą, znajdującej się pod wpływem narkotyków Nod przy samo-sprzątającym się domu z czystym sumieniem mogę zaliczyć do udanych. Zaskoczyła mnie duża ilość ścielących się trupów, gdyż po dramacie o samobójcy nie spodziewałam się takiego rozlewu krwi.

Może się wydawać, iż Last Life in the Universe to przygnębiający dramat, ale o dziwo nie odniosłam takiego wrażenia. Reżyser wykazał się zdumiewającą umiejętnością rozładowania ponurego wydźwięku filmu. A wszystko to dzięki scenom rodem z czarnych komedii. Już sam fakt nieudolności Kenji’ego w popełnieniu samobójstwa może miejscami wzbudzić uśmiech na twarzy np. gdy kładzie się pod kołami samochodu Nod, bądź ciągły hałas, który rozprasza go przed samym aktem samobójstwa. Innym przykładem jest beznamiętne sprzątanie ciał po masakrze w mieszkaniu Kenji’ego. Kolejnym – bohaterowie są dla siebie obcokrajowcami, toteż porozumiewają się łamaną angielszczyzną. Bariera językowa przekłada się na ograniczoną ilość dialogów. Pomimo wielu scen, w których dominuje cisza nie nudziłam się ani chwili podczas seansu. Zarówno Tadanobu Asano jak i Daran Boonyasak stworzyli na tyle wiarygodne postacie, że dialogi schodziły na drugi plan. Niestety zawiodłam się na chemii pomiędzy Nod i Kenji’m. Być może jest to wina scenariusza, że wątek romantyczny w ogóle mnie nie zainteresował, nad czym boleję. Pod koniec było mi obojętne czy będą razem, czy też nie. Zakończenie nie jest jednoznaczne i widz sam musi dopowiedzieć sobie co tak naprawdę miało miejsce.

Przez cały film przewija się motyw jaszczurki – bohaterki bajki dla dzieci. Pointę stanowi tytuł niniejszej recenzji. Dla mnie Last Life in the Universe to film o samotnej dwójce ludzi, którzy mają już spory bagaż doświadczeń (ale tego można się jedynie domyślać, gdyż nie poznajemy ich przeszłości). Los chciał, że spotykają się w odpowiednim miejscu i czasie. Pomimo różnic językowych znajdują nić porozumienia i szansę na swoiste katharsis. Polecam, gdyż według mnie jest to tytuł obowiązkowy dla każdego fana azjatyckiej kinematografii.

Ocena: 8/10

Trailer

A Snake Of June

六月の蛇

Tytuł: A Snake Of June (Rokugatsu no hebi, 六月の蛇)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 77 min

Reżyseria: Shinya Tsukamoto

Scenariusz: Shinya Tsukamoto

Obsada: Asuka KurosawaYuji KohtariShinya Tsukamoto

Gatunek: dramat, romans, science-fiction, erotyczny.

Świat w strugach deszczu

Film o seksualności bez scen łóżkowych – czy to w ogóle możliwe? Japoński reżyser Shinya Tsukamoto udowadnia, że tak. Jednak nawet najbardziej oryginalna wizja może spalić na panewce, gdy przesadza się z formą.

Czytaj dalej

Spring, Summer, Fall, Winter… And Spring

1. Dane podstawowe.봄 여름 가을 겨울 그리고 봄

Tytuł: Spring, Summer, Fall, Winter… And Spring (bom yeoreum gaeul gyeoul geurigo bom, 봄여름가을겨울 그리고 봄, Spring, Summer, Autumn, Winter… and Spring)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 106 min

Obsada: Oh Yeong SuKi Duk KimKim Young MinSeo Jae KyungHa Yeo Jin.

Gatunek: dramat.

2. Fabuła.

W malowniczej dolinie, w świątyni na jeziorze, mieszka Chłopiec wraz ze swoim opiekunem, buddyjskim Starym Mnichem. Kolejne pory roku oznaczają etapy życia Chłopca – okres jego dzieciństwa, dojrzewania, siły wieku i starości.

Czytaj dalej

Memories of Murder

1. Dane podstawowe.살인의 추억

Tytuł: Memories of Murder (sarinui chueok, 살인의 추억)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 127 min

Obsada: Song Gang HoKim Sang GyeongSong Jae HoPark Hae Il

Gatunek: kryminał, dramat

2. Fabuła.

Film oparty na prawdziwych wydarzeniach.

Rok 1986, w małym miasteczku dochodzi do brutalnego morderstwa młodej kobiety. Z czasem liczba ofiar rośnie, a lokalna policja nie może schwytać mordercy.W związku z tym na pomoc policjantom przybywa młody, ambitny detektyw z Seulu. Mimo to sprawca wciąż pozostaje nieuchwytny, a komendant policji i społeczeństwo oczekują jak najszybszych rezultatów.

3. Muzyka.

Przyznam, iż spotkało mnie miłe zaskoczenie pod względem oprawy muzycznej. Mimo, że zastosowane w filmie utwory nie odgrywają wiodącej roli, to jednak tworzą przyjemną dla ucha otoczkę. Wzorowany na rytmicznych odgłosach bębnów (?) motyw muzyczny świetnie wpasował się w sceny akcji.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Wiedziałam, że po Song Gang Ho (Sympathy for Mr. VengeanceThe Secret Reunion) mogę spodziewać się świetnego wczucia w postać, ale nie przypuszczałam, że aż tak zawładnie ekranem. Aktor ten idealnie wpasowuje się w role prowincjonalnych detektywów, którzy cieszą się poważaniem wśród swoich ludzi i zawsze mają coś do powiedzenia (niekoniecznie błyskotliwego). Z ogromną przyjemnością oglądało mi się wszelkie szczegóły zachowania jego bohatera, Park Du Man, – sposób chodzenia, mimika twarzy, wybuchy złości, westchnięcia i.in. Uwierzyłam w realizm jego postaci. Podobnie sprawa ma się z pozostałymi bohaterami. Zwłaszcza przypadł mi do gustu Kim Sang Gyeong jako detektyw z „innego świata”, czyli Seulu. Dobrze ukazano profesjonalizm jego pracy, który kontrastował z dość, wydawałoby się, absurdalnymi podejrzeniami Park Du Man. Moją uwagę przykuł także dobry występ Park Hae Il jako jednego z podejrzanych oraz Song Jae Ho jako komendanta.

5. Wykonanie techniczne.

Jak przystało na solidny koreański kryminał nie zawiodła praca kamery i scenografie. Widz odnosi wrażenie, iż kamera jedynie relacjonuje wydarzenia, które miały miejsce. Podkreślone jest to przez statyczne ujęcia, „pourywane” kadry, a w scenach bardziej dynamicznych – równie aktywna praca kamery.

6. Ogólna ocena.

Memories of Murder to film, który idealnie wpasowuje się w konwencję koreańskiego kryminału. Zawiera wszelkie elementy, które są obowiązkowe dla tego typu produkcji. Mamy więc: koreańską prowincję, seryjnego mordercę, brutalne morderstwa, zespół lokalnych policjantów, których pracy daleko do wielkomiejskiego wyobrażenia profesjonalizmu, a z odsieczą przybywa detektyw z owianego legendą Seulu (;)), charakterystyczny humor oraz marginalną rolę kobiet, która sprowadza się praktycznie do bycia ofiarami zabójcy. I niby, na dłuższą metę, można już mieć dość tej powtarzalności, to jednak wciąż koreańskie kryminały wciągają jak żadne inne. Duża w tym zasługa kapitalnego klimatu tajemnicy, niepewności, a przede wszystkim nieprzewidywalność zakończenia. Gra aktorów stoi na bardzo wysokim poziomie, realizacja filmu również utrzymana w charakterystycznym surowym i mrocznym tonie, a do tego fabuła oparta na prawdziwych wydarzeniach. To co podobało mi się najbardziej to zakończenie, w którym twórcy nie próbowali jednoznacznie wskazywać kto jest mordercą, ta niejasność jest intrygująca i nie pozostawia widza obojętnym. Scena porównania znikającego w ciemności tunelu podejrzanego z betonowym elementem melioracji (rowu) – po prostu genialna. Film jest brutalny, dosadny, zawiera wiele scen przemocy, chociaż nie ma potoków krwi (i dobrze). Linia fabularna jest dobrze skonstruowana, a sama akcja rozwija się płynnie i nie dopatrzyłam się nielogicznych postępowań bohaterów. Film jak najbardziej polecam. Fani kryminałów na pewno nie będą zawiedzeni, gdyż Memories of Murder (zważywszy na rok powstania) to zapewne jeden z klasyków koreańskiego kina o seryjnych mordercach.

Ocena: 9/10

Trailer

Collage of Our Lives

1. Dane podstawowe.renai shashin

Tytuł: Collage of Our Life (renai shashin, 恋愛寫眞, Love Picture,  Collage of Our Lives)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 111 min

Obsada: Matsuda RyuuheiHirosue Ryouko

Gatunek: dramat, romans, komedia

2. Fabuła.

Segawa Makoto to fotograf, który właśnie został zwolniony z pracy. Tego samego dnia otrzymuje list od swojej byłej dziewczyny – Satonaka Shizuru, która zaprasza go na swoją wystawę fotografii w Nowym Jorku. Początkowo chłopak wyrzuca list, ale gdy dowiaduje się, iż Satonaka Shizuru nie żyje, postanawia wyruszyć do USA by ją odnaleźć.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna nie przypadła mi do gustu. Według mnie przesadzono z różnorodnością i użyto udziwnione motywy np. coś na wzór flamenco, do tego jakieś mieszczańskie rytmy…

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Kolejny film w roli głównej z Matsuda Ryuuhei (4.6 Billion Year LoveAoi Haru), który przyszło mi oglądać. Muszę przyznać, iż w każdej ze swoich ról wygląda i zachowuje się tak samo. Jego wyraz twarzy jest interesujący, ale zupełnie nie potrafi wyrażać emocji. Zagrał nie najgorzej, ale nie wzbudził swoją postacią żadnych odczuć – czy to pozytywnych, czy to negatywnych. W główną rolę żeńską wcieliła się Hirosue Ryouko. Była przeurocza jako dziewczyna pełna pasji do fotografii, postrzegająca świat na swój własny, unikalny sposób. W filmie występuje kilka postaci drugoplanowych. Postać koleżanki Shizuru, Ayi (Koike Eiko) w końcowych scenach była przekomiczna…a raczej żałosna na swój sposób. Scena połykania tabletek – na to patrzeć się nie dało…Zupełnie nierealistyczną postacią był czarnoskóry wybawca Makoto – miłośnik Japonii i Japończyków. Aktor, który wcielił się w jego postać zagrał fatalnie.

5. Wykonanie techniczne.

Bardzo przeciętne, ale na pochwałę zasługują sceny wykonywania zdjęć. Widać w nich artystycznego ducha, pasję bohaterów.

6. Ogólna ocena.

Po Collage of Our Life sięgnęłam, ponieważ miał to być pierwowzór dla Tada, Kimi wo Aishiteru, który arcydziełem nie jest, ale zawiera ciekawą historię miłosną. Nie oczekiwałam wyżyn oryginalności i kunsztu filmowego, ale to co zobaczyłam wołało o pomstę do nieba. Przede wszystkim początek jest całkiem przyjemny. Wprowadzenie w historię, pasja do fotografii, poznanie głównej pary – ciekawiło mnie dlaczego się rozstali i czy Makoto odnajdzie ją w Nowym Jorku. I właśnie w momencie, gdy dociera on do USA widz otrzymuje stertę kiczu, niedociągnięć i głupot. Już pomijam fakt, że narracja jest prowadzona w języku angielskim, który jak wiadomo Japończykom niezbyt wychodzi, ale dobrze, że angielskie napisy zawierały słowa, które wypowiadał Makoto, więc spokojnie można zrozumieć co mówi. Nie podobało mi się stereotypowe ukazanie Nowego Jorku. Wychodzi na to, że na dzień dobry zaatakują cię czarnoskórzy młodzi ludzie, ale żeby to tylko raz – niestety dostaniesz łupnia kilkakrotnie w przeciągu bardzo krótkiego czasu. Jednak nie ma się co martwić, gdyż zawsze znajdzie się dobra duszyczka, która opatrzy twoje rany i da ci dach nad głową… No ludzie – ja się pytam kto tu pisał scenariusz, żeby takie głupoty wymyślać? A i jeszcze, aby stać się dobrym fotografem wystarczy wspiąć się na słup telegraficzny… Końcowe sceny wprowadziły mnie w zakłopotanie, ponieważ nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Sprawa z bronią, paralizatorem – ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Jedyną zaletą filmu są fotografie, a także postać Shizuru – reszta skutecznie psuje odczucia po seansie. Osobiście nie polecam, zwłaszcza, iż spotkałam się z wieloma pochlebnymi komentarzami na temat tego filmu, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

Ocena: 2+/10

Trailer

9 Souls

1. Dane podstawowe. ナインソウルズ

Tytuł: 9 Souls (ナインソウルズ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 120 min

Obsada: Matsuda RyuuheiInoue JunKunimura Jun

Gatunek: dramat, więzienny.

2. Fabuła.

Dziewięciu więźniów z wysokimi wyrokami zbiega z więzienia. Kradzionym samochodem kierują się na poszukiwania tajemniczego skarbu, o którym wspominał jeden z ich współwięźniów. Jak się okazuje oprócz skarbu pragną także uzyskać akceptację, przebaczenie społeczeństwa i swoich bliskich.

3. Muzyka.

Sporo dynamicznych, rockowych motywów. Soundtrack bardzo dobrze komponuje się z obrazem, umiejętnie wykorzystywano muzykę zarówno jako tło, ale także jako ,,uczestnika” wydarzeń.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Głównych postaci jest sporo, bo aż dziewięć. Wszyscy stanęli na wysokości zadania. 9 souls to kolejny film z udziałem Matsuda Ryuuhei (4.6 Billion Year LoveAoi Haru), który widziałam. I chociaż każda jego rola wydaje mi się taka sama, a jego bohaterowie wyprani z emocji – ma on w sobie coś takiego, co sprawia, iż bardzo dobrze mi się ogląda go na ekranie. 9 souls nie jest wyjątkiem. Kaneko Michiru (w którego rolę wcielił się Matsuda) przez większość filmu jest gdzieś z boku, poza głównym nurtem fabularnym, jednak w końcowej scenie jest przerażający i niezwykle sugestywny w swoich poczynaniach. Kontrast pomiędzy bezwzględnym zachowaniem więźniów a ich stosunkiem do najbliższych osób dotyczy wszystkich głównych postaci. Mimo swoich czynów próbują odnaleźć przebaczenie i akceptację u tych, na których im najbardziej zależy.

5. Wykonanie techniczne.

Reżyserem 9 souls jest nie kto inny jak Toyoda Toshiaki – reżyser Aoi Haru. Widać podobieństwa w realizacji pomiędzy tymi dwoma tytułami. Między innymi świetna oprawa muzyczna, kadrowanie, wielopłaszczyznowość obrazu i symbolika przekazu. Film utrzymany w dość oszczędnej scenografii, ale ten minimalizm środków kapitalnie współgra z elementami absurdu, które widzimy na ekranie.

6. Ogólna ocena.

9 souls to film, który bardzo dobrze wpasowuje się w moje upodobania. Cenię sobie wielopłaszczyznowych bohaterów, symbolikę, dobrą oprawę muzyczną i przewagę treści nad wykorzystanymi środkami. Wszystkie te elementy są obecne w opisywanym tytule. Może kilka słów o symbolice. Mimo wciąż skąpej znajomości kultury wschodu z tego co wiem, to liczba 9 postrzegana jest jako przynosząca szczęście i długie życie (jeżeli mylę się to proszę o sprostowanie). W związku z taką interpretacja nasuwa mi się następujące odniesienie do tematyki filmu – otóż tytułowe 9 dusz, czyli więźniowie, póki razem uciekają, podróżują rozsypującym się samochodem, póty czują się spokojnie, bezpiecznie, a sam nastrój filmu jest w dużej mierze komediowy. Niestety sytuacja zmienia się diametralnie, gdy poszczególni bohaterowie odłączają się od grupy i ruszają swoją własną drogą, próbując w pojedynkę odnaleźć szczęście. Klimat filmu staje się bardziej przygnębiający, ciężki, widzimy jak bohaterowie kolejno dążą do autodestrukcji. Okazuje się, że z więzienia, tego w dosłownym znaczeniu, można uciec bez problemu, jednak prawdziwe więzienie to świat, w którym żyjemy. Świat pełen konwenansów, stereotypów, niezrozumienia a nade wszystko samotności. Dla mnie 9 souls to dosadny, przygnębiający film właśnie o samotności, o jej znaczeniu i wpływie na jednostkę. Widać to najlepiej przy ostatniej scenie zbrodni, gdy Kaneko Michiru spogląda przez okno i widzi pustkowie. Człowiek w obliczu świata, który go wyklucza, jest całkiem sam. Jest sporo absurdu i scen, które wydają się być odrealnione – np. ekskluzywny dom publiczny (?) na środku pustkowia, albo scena w restauracji, gdy nasi bohaterowie noszą dziwaczne maski. Nie obyło się bez brutalnych, dosadnych scen np. zbrodnia Michiru, albo ,,obcowanie” z owcą…Tak czy inaczej, gorąco polecam zapoznać się z tym tytułem zwłaszcza dojrzalszym widzom. Filmy takie jak ten są wartościowe przez wzgląd na to, iż każdy widz może z nich wydobyć coś dla siebie, indywidualne przesłanie. 9 souls klimatem, a także fabułą przypomina koreański Holiday, i chociaż sporo je różni to osoby, którym podbał się Holiday9 souls nie uznają za stratę czasu.

Ocena: 8+/10

Ong Bak

1. Dane podstawowe.Ong Bak: The Thai Warrior

Tytuł: Ong Bak (องค์บาก, muay thai warrior, Ong Bak: The Thai Warrior)

Kraj: Tajlandia

Rok produkcji: 2003

Czas trwania: 108 min

Obsada: Thatchakon Yiram

Gatunek: akcja, sztuki walki, przygodowy.

2. Fabuła.

Spokój niewielkiej tajlandzkiej wioski burzy kradzież głowy statuy lokalnego bóstwa. Młodzieniec Ting zostaje wyznaczony do odnalezienia i sprowadzenia z powrotem do wioski zaginionej głowy posągu. Nie wie jeszcze, że przyjdzie mu się zmierzyć z wielkim bossem mafijnym i jego szajką.

Czytaj dalej