Paradise

Rakuen

Tytuł: Paradise (Rakuen, 楽園)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 106 min

Obsada: Shion Machida, Hideo Sakaki

Gatunek: dramat.

Ona, chcąca stworzyć raj, i on, pragnący go dosięgnąć

       Paradise to kolejny film z kategorii tych, które mimo ciekawego pomysłu, rażą przerostem formy nad treścią. I chociaż sama koncepcja filmu jest interesująca, to nie zmienia to faktu, iż odczuwa się brak tego ,,czegoś”, co przyciągnie widza i wbije go w fotel.

Czytaj dalej

Eye for an Eye

3105

Eye for an Eye (2008)

Tytuł: Eye for an Eye (Nuneneun Nun, Ieneun I,눈에는 눈, 이에는 이)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2008

Czas trwania: 101 min

Obsada: Cha Seung-WonHan Suk-Kyu

Gatunek: akcja, sensacyjny.

 

 

,,Eye for an Eye”, czyli amerykańszczyzna po koreańsku

Sięgając po koreańskie kino akcji oczekuję czegoś więcej niż jedynie płytkiej rozrywki. W związku z tym moje wymagania względem Eye for an Eye były wysokie, co zemściło się w postaci znużenia i irytacji. Wszelkie zarzuty skierowane pod adresem Eye for an Eye są kalką powodów, dla których nie lubię sensacyjnych filmów prosto z USA.

Już sam zarys fabularny zwiastuje nieoryginalność, chociaż, jak wiadomo, Koreańczycy potrafią zaskakiwać – ale nie tym razem. Otóż grupka złodziejaszków dokonuje zuchwałego rabunku, w biały dzień, pod bacznym okiem policji. Do tego pomysłodawca planu – Hyeon-min Ahn, podaje się za znanego detektywa Sung-chan Baek. Gdy ów dowiaduje się o zaistniałej sytuacji postanawia schwytać złodziei. Jednak wkrótce okazuje się, iż Sung-chan Baek nie został wybrany przypadkowo.

Brzmi ciekawie? – owszem, chociaż ma się wrażenie, że ,,gdzieś to już było”. Tak oto rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę pomiędzy dwoma głównymi bohaterami – policjantem i złodziejem. Niestety, właśnie w tych postaciach tkwi jeden z najważniejszych problemów Eye for an Eye. Bynajmniej nie chodzi o zły dobór aktorów, gdyż chyba jedynie dzięki ich umiejętnościom film można dotrwać do końca. Przy oklepanej fabule, pełnej schematów, która skupia się na rywalizacji głównych postaci, ważne jest, aby umiejętnie zrównoważyć ich czas na ekranie. Moim zdaniem zbyt wiele miejsca poświęcono postaci granej przez Han Suk-Kyu, czyli detektywie Baek. Na całe szczęście Han Suk-Kyu okazał się solidnym aktorem, gdyż w przeciwnym wypadku odegranie jego bohatera byłoby całkowitą porażką i parodią samego siebie. Detektyw Baek, jak na mój gust, jest zbyt cyniczny i aż bije od niego negatywna aura. W wielu scenach w jego oczach widać groźny błysk oraz obsesyjną determinację. Zazwyczaj widz darzy sympatią ,,tych dobrych”, czyli policjantów, ale w Eye for an Eye to przestępcy wyrastają do roli ,,tych dobrych”. Pomysłodawca całego planu rabunku – Hyeon-min Ahn, w którego rolę wcielił się Cha Seung-Won (Into The FireSecret), od razu zyskuje sympatię widza. Zamiast przemocą kieruje się sprytem i inteligencją. Wraz z rozwojem akcji widać jak dopracowany i przemyślany plan wdrożył w życie. Równie interesujący są członkowie ekipy Ahn’a. Barwne, choć nierozwinięte postacie, a szkoda. Mogłoby być znacznie ciekawiej gdyby skupiono więcej uwagi złodziejach i przyczynie kradzieży.

Zaletą filmu jest to, iż nie wygląda na tani. Zawiera kilka scen akcji, które przykuwają oko. Widowiskowe są zwłaszcza pościgi. Zastosowano także kilka zabiegów, które zapewne miały budować napięcie i ożywić obraz. Chodzi mi tu przede wszystkim o migawki z przeszłości oraz łączenie dwóch kadrów na raz (nie wiem jakie słowa lepiej pasują do tego efektu). Tak czy inaczej, na nic te starania się zdały, gdyż scenariusz nie chwyta za serce, a i nawet nie za wątrobę. Niepotrzebnie komplikowano niektóre elementy fabuły, co jedynie utwierdza widza w przekonaniu, że przedstawiona historia jest nierealna i należy ją traktować z przymrużeniem oka. Odnośnie przymykania oka – nie mogę nie wspomnieć o humorze, który jest bardzo charakterystyczny dla tego typu filmów (nie tylko koreańskich). Już przy innych recenzjach wspominałam, że nie jestem miłośniczką azjatyckiego humoru, a co za tym idzie – wszelkie wstawki komediowe w Eye for an Eye zupełnie nie pasowały mi do reszty filmu. Mimo to np. oprawę muzyczną dobrano bardzo dobrze i nie kontrastowała z tematyką filmu.

Chociaż z mojego krótkiego tekstu wynika, że Eye for an Eye to kiepski film, po który nie warto sięgnąć, to nie jest to do końca prawdą. Tytuł ten powinien być idealny dla osób szukających niezobowiązującej rozrywki w postaci kina akcji z komediowym, lekkim zabarwieniem. Pod koniec filmu następuje interesujący zwrot akcji, ale odniosłam wrażenie, że sami twórcy nie wiedzieli co tak naprawdę chcą przedstawić. Mamy tu zarówno elementy thrillera, filmu detektywistycznego, sensacyjnego oraz motyw zemsty. Gdzieś w tym misz-maszu zgubiła się oryginalność i spójność. Postacie nie zostały w dostatecznym stopniu rozwinięte, co uwypukla wrażenie, iż czegoś tu brakuje. W każdym razie polecam, choćby dla występu głównych aktorów, gdyż dali z siebie co mogli, a także przez wzgląd na kilka dobrych scen akcji i wymuskany plan Ahn’a.

Ocena: 4+/10

Il Ji-Mae: The Phantom Thief

1. Dane podstawowe.Iljimae

Tytuł: Il Ji-Mae: The Phantom Thief ( Iljimae, 일지매)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 20

Czas trwania: 70 min

Obsada: Lee Jun-KiPark Si-HooHan Hyo-JooLee Young-AhLee Mun-Shik

Gatunek: akcja, dramat, historyczny, romans.

2. Fabuła.

Młody Geom staje się świadkiem zabójstwa ojca. Od tego feralnego dnia jego życie całkowicie się odmienia. Zostaje przygarnięty przez złodziejaszka Soe-Dol. Wraz z dorastaniem Geom zaczyna sobie przypominać wydarzenia z przeszłości. Żądny zemsty postanawia nocą przywdziewać maskę i stawać w obronie najuboższych.

3. Muzyka.

W trakcie oglądania dramy nieszczególnie zwróciłam uwagę na soundtrack, gdyż zbyt często irytowały mnie luki w fabule i błazeńskie zachowanie bohaterów. W związku z tym postanowiłam przesłuchać soundtrack oddzielnie  i muszę przyznać, iż wypada dobrze. Kilka pięknych, poruszających ballad oraz motywów wzorowanych na czasy epoki. Miłe zaskoczenie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W Iljimae nie podobało mi się wiele, jednak jedno udało się twórcom dobrze, a mianowicie dobór obsady. W rolę tytułowego Iljimae wcielił się Lee Jun-Ki (Time Between Dog and Wolf). Przyszło mu odegrać tak naprawdę dwie całkowicie odmienne postaci. Z jednej strony, za dnia, był cwanym złodziejaszkiem, który co i rusz dostawał niezłe lanie, a potem jak gdyby nigdy nic dalej robił z siebie pajaca. Natomiast nocą, gdy przywdziewał maskę, można zobaczyć jego skupione i bystre oblicze. Jak zwykle nie można narzekać na Lee Jun-Ki w scenach czarnej rozpaczy i wielkich życiowych dramatów, po prostu daje w nich z siebie wszystko co najlepsze. Istotną rolę odegrał także Park Si-Hoo (Prosecutor Princess) jako nadworny gwardzista Si-Hoo. Szczerze to zawiodłam się, gdyż Park Si-Hoo ciągle oferował ten sam skwaszony wyraz twarzy i mimo kilku dobrych okazji do wykazania się – polegał na całej linii. Wolę go w rolach playboy’ów w komediach romantycznych. Wśród głównych postaci przewijają się także dwie kobiety, czyli Han Hyo-Joo jako Eun Chae oraz Lee Young-Ah jako Bong-Soon. Nie będę się nad nimi rozpisywać, gdyż nie pokazały niczego nadzwyczajnego, a poza tym ich postacie wydawały mi się zbędne (ot tylko po to, aby jakiś romans wcisnąć w dramę). Poza pierwszoplanowymi postaciami Iljimae zawiera całą plejadę dobrych postaci drugoplanowych. Chociaż generalnie scenariusz jest słaby i bohaterowie nie mają rozbudowanych charakterów, to i tak najmilej wspominam właśnie drugoplanowe kreacje. Między innymi podobał mi się Lee Mun-Shik jako przyszywany ojciec Yong-Yi (Iljimae). Pogodna, emocjonalna postać, który wniosła do dramy sporo serdeczności i ciepła. Do gustu przypadła mi także rola Jo Min-Gi (East of Eden) jako król.

5. Wykonanie techniczne.

Nie była to moja pierwsza koreańska drama osadzona w erze Joseon, dlatego też nie miałam wielkich oczekiwań. Stroje jak zwykle przyzwoite, peruki również, wystrój wnętrz i sceny na powietrzu także ujdą. Generalnie reżyseria nie wypadła najgorzej (jak na dramę), a kilka scen naprawdę cieszy oko. Przyznaję, iż sceny na lodzie (gdzieś w początkowych odcinkach) były oryginalne, ale później było już tylko przeciętnie (i to bardzo). To co mnie raziło, to przede wszystkim walki. Przy oglądaniu Iljimae trzymała mnie jedynie myśl, że jest to drama akcji, więc jeżeli fabuła się nie rozkręci, to pozostaną mi przynajmniej sceny pojedynków. Wszelkie elementy wuxia raziły mnie po oczach…swoją schematycznością, sztucznością i brakiem płynności ruchu. Z żalem patrzyłam jak aktorzy bezskutecznie starają się, aby ich ruchy wyglądały na profesjonalne i naturalne.

6. Ogólna ocena.

Iljimae należy do popularnego trendu “fusion sageuk” (czyli dramy osadzone w historii, ale ze współczesnym językiem i muzyką). I żeby było jasne – nie jestem jego fanką. Największą bolączką Iljimae jest właśnie nieprawidłowy balans pomiędzy elementami komicznymi a poważnymi. W tym przypadku mówienie o „komedii” jest nie na miejscu, gdyż zachowanie bohaterów i ich działania często są po prostu błazenadą. Nie mogłam patrzeć jak Lee Jun-Ki ciągle robi z siebie pajaca na ekranie, jak przesadza z mimiką twarzy i ciągle dostaje łupnia…Czułam totalny niesmak i nie wiem jakim cudem zdzierżyłam te wszystkie „komediowe” wstawki. Być może wynika to z faktu, iż Iljimae męczyłam przez około 1,5 roku (tak, tak…jest to drama, która przez najdłuższy okres czasu mnie dobijała). Tak czy inaczej sam trzon fabuły, czyli morderstwo, spisek, żądza zemsty, rodzinne tajemnice – nie jest niczym nowym. Romans…chwila moment – jaki romans? Chyba bardziej pasuje określenie: miłostki bohaterów. Niby jakieś zauroczenia są, gdzieś przewinie się pocałunek, kilka tandetnych romantycznych scen…i to by było na tyle. Może i lepiej, że nie rozwijano tych wątków, gdyż zapewne wtedy nie dokończyłabym dramy. Żeby nie było tak totalnie ironicznie, to wspomnę o tym co mi się podobało w fabule. Otóż jeżeli wyłuskać jedynie historię zemsty i wszelkie wątki poważne, to drama jest przyzwoita. Pojawia się sporo wątków pobocznych, które mogłyby być ciekawe, ale nie pokuszono się  o ich rozwinięcie. Aktorzy spisali się dobrze i nie mam większych uchybień. Podobnie muzyka jak i reżyseria są udane. O zakończeniu nie będę wspominała, bo chyba można się domyślać jak się potoczyły losy Iljimae. W samej końcówce zdziwił mnie szybki rozwój wypadków i ich skutki. Gdyby ktoś zapytał się mnie: o czym tak w ogóle jest Iljimae? To minęłaby długa chwila zanim bym cokolwiek powiedziała, gdyż po seansie pamiętam jedynie początek i koniec.Czy polecam? Biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie moje wrażenia, to nie. Jednak będąc obiektywną, to warto dać szansę Iljimae, zwłaszcza jeśli lubi się obsadę i potrafi się przymknąć oko na humor.

Ocena: 4/10

Punished

1. Dane podstawowe.報應

Tytuł: Punished (Bou ying, 報應, Retribution, 报应)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 100 min

Obsada: Anthony Wong Chau-SangRichie RenJanice ManMaggie Cheung Ho-Yee

Gatunek: kryminał, thriller, dramat.

2. Fabuła.

Wong Ho-Chiu jest potentatem na rynku nieruchomości. Zarówno w firmie jak i w domu rządzi twardą ręką. Pewnego dnia zostaje uprowadzona jego córka. W efekcie dziewczyna ginie, a Wong Ho-Chiu wysyła swojego ochroniarza, aby w jego imieniu wytropił i zabił sprawców.

3. Muzyka.

Przyznaję, iż oprawa muzyczna przypadła mi do gustu. Zwłaszcza pod koniec filmu można usłyszeć wiele ładnych instrumentalnych utworów, które dobrze wpasowują się w obraz.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Po film sięgnęłam przez wzgląd na Anthony Wong Chau-Sang (Infernal Affairs) w obsadzie. Jak się można było spodziewać, nie zawiodłam się. Anthony Wong Chau-Sang wykreował tyrana z krwi i kości. Jego bohater, Ho-Chiu, rozstawia wszystkich po kątach i nikt nie jest w stanie mu się przeciwstawić. Jedynym wyjątkiem jest niepokorna córka – Daisy (w tej roli Janice Man), która zostaje uprowadzona. Ho-Chiu nagle zdaje sobie sprawę z tego, że może stracić ukochaną osobę. Dopiero wtedy zauważa, że błędy  w przypadku wychowania córki powiela również względem syna. Postać pełna dumy, stanowczości i do tego hipokryta. Teoretycznie takich bohaterów nie darzy się sympatią, jednak pod koniec filmu, wraz z dopełnianiem się zemsty, współczułam mu. Tak to już jest, że szanowny pan Wong z przeciętnych filmów potrafi zrobić dobre, a z dobrych bardzo dobre. Niestety w Punished nawet dobra gra aktorów na nic się zdała. Równie dobrze jak Anthony Wong Chau-Sang wypadł Richie Ren, który wcielił się w postać ochroniarza, będącego narzędziem zemsty swojego szefa. Postać Chor bardziej przypadła mi do gustu niż Ho-Chiu. Przede wszystkim za lepsze ukazanie kontrastu pomiędzy jego pracą, a życiem prywatnym. Otóż widać, że nie pierwszy raz pozbywa się ludzi na zlecenie szefa. Można się domyślać, że jest kimś w rodzaju płatnego zabójcy. Mimo to zupełnie nie potrafi poradzić sobie z nastoletnim synem, który pogardza nim. Odniosłam wrażenie, że to najbardziej tragiczna postać w filmie. Generalnie w filmach azjatyckich rzadko kiedy kobiety odgrywają istotne role (zwłaszcza w filmach spod znaku kryminał, thriller), tak samo jest w Punished. Tak czy inaczej podobała mi się rola zarówno Daisy (Janice Man) jako rozkapryszonej bogaczki, która próbuje zwrócić na siebie uwagę ojca, a także postać jej macochy, którą zagrała Maggie Cheung Ho-Yee.

5. Wykonanie techniczne.

Spodziewałam się filmu akcji, ale niestety czystej akcji jest niewiele. Jedynie pod koniec filmu jest kilka scen mordobicia, tortur, ale nie zapadają one w pamięci. Miejscami film wydał mi się niedbały, chociaż wrażenie to wynika raczej ze słabego scenariusza. Większość scen utrzymanych w mrocznym, posępnym klimacie i scenografii. Niepotrzebne były przeskoki w czasie. Chyba lepiej by było dla filmu, gdyby chronologia nie została zachwiana. Za plus uważam piękne (wręcz bajkowe) i surrealistyczne ukazanie jeziora w Boliwii. Można nacieszyć oczy urokami natury.

6. Ogólna ocena.

Pomimo moralizatorskiego tytułu (chiński tytuł oznacza karmę, bądź karę boską), to zabrakło mi sprawiedliwej zapłaty dla Ho-Chiu, który jest ucieleśnieniem aroganckiej dumy. Dobrze ukazano jego charakter, a także hipokryzję, jednak próżno szukać scen, które przekonałyby widza o pokucie głównego bohatera. Odnośnie hipokryzji, to chodzi mi tu głównie o fakt, że zamiast sam się mścić to wysyła swojego ochroniarza, a akt egzekucji ogląda przez telefon, jakby miało to oczyszczać go z wszelkich zarzutów. Niestety wszelkie próby ukazania „wewnętrznej pokuty” ograniczyły się do pseudo-duchowych przeżyć na łodzi z mnichami buddystycznymi i zalatującego kiczem zakończenia. Scenariusz mógłby być lepszy, gdyż chwilami film straszliwie się dłuży. Chyba niepotrzebnie starano się dołożyć do filmu filozofię – o wiele lepiej byłoby skupić się na akcji. Żeby nie było tak, że wszystko w Punished jest na „nie”, to należy oddać twórcom bardzo dobrą grę aktorów i ładny soundtrack. Podobał mi się realizm w postaci zlecenia zabójstwa komuś innemu. W filmach o tematyce zemsty zawsze mnie razi to, że główni bohaterowie okazują się nagle agentami specjalnymi, byłymi policjantami, czy znawcami sztuk walk. Punished to film ze zmarnowanym potencjałem. Niestety nie wnosi nic nowego do poruszanego zagadnienia. Zemsta ukazana jest jako bezcelowe i destrukcyjne działanie, które nie przynosi ukojenia. Czy polecam? Mimo wspomnianych wad – tak. Jeżeli podejść do Punished bez większych oczekiwań, to może skutecznie zająć te 1,5h z życia.

Ocena: 4+/10

Napisy PL

White Christmas

1. Dane podstawowe.화이트 크리스마스

Tytuł: White Christmas (화이트 크리스마스, Monster, hwaiteu keuriseumaseu)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 8

Czas trwania odcinka: 70 min

Obsada: Kim Sang KyungBaek Sung HyunKim Yeong KwangLee Soo HyukKwak Jung WookHong Jong HyeonEsomKim Hyun JoongSung JoonJung Suk Won.

Gatunek: dramat, tajemnica, kryminał.

2. Fabuła.

W górach Gangwando znajduje się prestiżowa szkoła średnia dla najbardziej utalentowanych uczniów. Szkoła jest odizolowana od reszty świata, a uczniowie zamieszkują w specjalnych dormitoriach. W czasie kilku dni przerwy świątecznej – ósemka uczniów pozostaje w szkole wraz z nauczycielem. Okazuje się, iż uczniowie ci nie są przypadkowi i łączy ich tragiczne wydarzenie.

Czytaj dalej

One Step More To The Sea

1. Dane podstawowe.바다 쪽으로, 한 뼘 더

Tytuł: One Step More To The Sea (bada jogeuro, han pyeom deo,  바다 쪽으로, 한 뼘 더)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 90 min

Obsada: Hong Jong HyeonPark Ji Yeong, Han Ye RiKim Yeong Jae

Gatunek: dramat, obyczajowy.

2. Fabuła.

Won U cierpi na narkolepsję, która objawia się sennością w ciągu dnia i nagłym obezwładnieniem mięśni, wyglądającym jak omdlenie. W związku ze swoją chorobą ma problemy w szkole, nie potrafi nawiązać trwałych przyjaźni. Do tego przeszkadza jej nadopiekuńczość matki. Pewnego dnia zostaje przydzielona do jednego z projektów na zajęcia i zaprzyjaźnia się z Jun Seo, który pomaga jej zaznać odrobinę normalności.

Czytaj dalej

The Bow

1. Dane podstawowe.hwal

Tytuł: The Bow (hwal, 활)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2005

Czas trwania: 90 min

Obsada: Han Yeo ReumJeon Seong HwanSeo Ji Seok

Gatunek: dramat, romans.

2. Fabuła.

Historia starca, który mieszka na łodzi wraz z nastoletnią Dziewczyną. Mężczyzna wyczekuje dnia 16-tych urodzin podopiecznej by móc się z nią ożenić. Jednak Dziewczyna, dla której łódź to cały świat, poznaje namiastkę życia poza łodzią dzięki Studentowi.

3. Muzyka.

Moim zdaniem najmocniejszy punkt filmu. Oprawa muzyczna jest piękna, subtelna, możemy usłyszeć wiele motywów wzorowanych na tradycyjne (te grane przez Starca). Soundtrack w miarę jednorodny, przyjemny dla ucha. Muzyka dobrze wyraża charakter filmu oraz wpasowuje się w obraz.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do minimalizmu dialogów w filmach Kim Gi Deok już przywykłam, więc nie była zdziwiona, gdy aktorzy praktycznie się nie odzywali. Postacie nie są skomplikowane, a ich konstrukcje rozbudowane. Cała obsada wypadła dobrze, chociaż nikt mnie nie zachwycił, ale także żadna postać mnie nie irytowała. Zazwyczaj w filmach, w których mało jest dialogów ogromną rolę przykłada się do gestów, mimiki twarzy – w The Bow zabrakło mi tego. Moim zdaniem można było ,,wycisnąć” z aktorów znacznie więcej.

5. Wykonanie techniczne.

Nie mam nic do zarzucenia odpowiedzialnym za montaż, reżyserię itp. Scenografia jest bardzo uboga, gdyż akcja całego filmu rozgrywa się na niewielkiej przestrzeni – łodzi.

6. Ogólna ocena.

The Bow znudził mnie niemiłosiernie. Cały czas oczekiwałam aż w końcu coś zacznie się dziać, coś co skupi moją uwagę, a może nawet zmusi do refleksji…Niestety zawiodłam się na filmie i to bardzo. Długo zbierałam się by go skomentować, gdyż najpierw wolałam zapoznać się z opiniami innych osób. Jednak po przeczytaniu kilkunastu opinii uważam, że wszelkie próby szukania głębi w The Bow to strata czasu i niepotrzebna nadinterpretacja. Film to prosta historia, opowiedziana w jeszcze prostszy sposób. Mamy Staruszka, który przygarnął Dziewczynę. Stała się ona dla niego całym światem, bronił ją przed innymi ludźmi w bardzo dosadny sposób – strzelając z łuku. Z kolei Dziewczyna, gdy tylko zaznała odrobiny świata spoza łodzi pragnęła go zgłębić i zaczęła się buntować. W związku z tym Starzec zaczął przerzucać kartki kalendarza by jak najszybciej nastąpił dzień, w którym będzie mógł ją pojąć za żonę. Później mamy zakończenie i szokującą scenę ,,nocy poślubnej” (reszty nie napiszę, bo i tak 90% filmu streściłam :P). Ot cały film o kontrowersyjnym uczuciu Starca do młodej Dziewczyny oraz jej buncie. Największą zaletą filmu jest muzyka i dlatego tak wysoka ocena (tak, tak – gdyby nie muzyka dałabym pewnie 2). Film dla fanów tytułów, w których wiele się nie dzieje, a także tych, którzy lubią proste historie opowiedziane bez zbędnych ozdobników.

Ocena: 4/10

Trailer

Haeundae

1. Dane podstawowe.haeundae

Tytuł: Haeundae (Tidal Wave, 해운대)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 120 min

Obsada: Ha Ji WonEom Jeong HwaSeol Gyeong GuLee Min Gi

Gatunek: katastroficzny, akcja, dramat.

2. Fabuła.

Poznajemy grupę ludzi, którzy stają w obliczu nadchodzącej katastrofy naturalnej – tsunami.

3. Muzyka.

Niewiele możemy usłyszeć utworów w trakcie filmu. Pod koniec, gdy jest bardziej dramatycznie, wykorzystano kilka utrzymanych w konwencji klasycznej motywów, ale według mnie jest tego zbyt mało i do tego w średnim wydaniu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Gra aktorów – wszystkich, to jedna z nielicznych zalet tego filmu. Liczba postaci wiodących jest spora (gdzieś ok. 10). Jednych poznajemy bliżej, drugich trochę mniej. Widzimy ich zmagania, problemy np. pieniężne, ból po stracie najbliższych, czy też konsekwencje rozwodu. Większość filmu utrzymana jest w komediowym, obyczajowym klimacie, ale są także dramatyczne momenty – aktorzy spisali się dobrze w obu.

5. Wykonanie techniczne.

Jest to film katastroficzny, więc ciekawiło mnie co też Koreańczycy wymyślili. Jeżeli ktoś spodziewa się takiej roli efektów specjalnych jak w znanych produkcjach amerykańskich tego rodzaju, będzie zawiedziony i to bardzo. Scen,  w których widzimy niszczycielską siłę żywiołu jest niewiele, a tych spektakularnych jeszcze mniej. Mimo to zastosowane efekty specjalne uważam za takie sobie – nie były rewelacyjne, ale też widziałam już w wielu filmach znacznie gorsze. Zdjęcia, kadrowanie, oświetlenie na poziomie, nie mam się czego przyczepić. Chociaż ujęcia, gdy miasto zalewane jest wodą, mogłyby być bardziej dynamiczne, a także przydałoby się trochę ładnych ujęć w plenerze (w końcu śledzimy życie miasta nadmorskiego!).

6. Ogólna ocena.

Ciężko mi jednoznacznie ocenić Haeundae. Przede wszystkim nie jestem fanką filmów katastroficznych, gdyż większość z nich nic nie wnosi i bazuje jedynie na efektach specjalnych, kiczowatych scenach pożegnań i wielkich mowach o końcu świata (jedynym filmem katastroficznym, który spełnił moje wymagania to australijsko-amerykański Ostatni brzeg). Jednak Haeundae nijak pasuje do wspomnianego schematu. Przede wszystkim więcej w nim dramatu, obyczajowości niż filmu katastroficznego. Jeżeli ktoś lubi azjatycki humor (czyli dość nietypową dla Europejczyków ekspresję, humor sytuacyjny) to z pewnością uśmieje się nie raz podczas seansu (ja kilka razu się uśmiechnęłam :P). Wydaje się, że sam fakt tsunami nie jest tu najważniejszy, gdyż najistotniejsze są problemy bohaterów, których poznajemy i to czy przeżyją żywioł, czy też nie. A właśnie…odnośnie przeżycia. Śmiałam się niemiłosiernie na scenie na moście, kiedy to spadały kontenery (kto widział film wie o czym mówię) – istna komedia, do tego bohaterowie to niespotykani szczęściarze, bo co rusz unikają śmierci z sytuacji bez wyjścia (dobrze, że w końcu co niektórzy umierają). Tak więc jeśli ktoś nastawi się na obejrzenie filmu katastroficznego może się rozczarować. Akcja w Haeundae bardzo długo się rozkręca – przez jakąś godzinę zbyt wiele się nie dzieje. Schematycznie wygląda sama sprawa z tsunami, otóż jest jeden naukowiec, który ostrzega, że coś takiego nastąpi, ale nikt go nie słucha, a później nie ma już czasu na skoordynowaną ewakuację ludzi z zagrożonych terenów. Haeundae to taki misz masz gatunków filmowych – jest i romans, dramat, komedia, a w końcu film katastroficzny. Obejrzeć można przez wzgląd na ciekawe podejście do filmu katastroficznego i sympatyczne postacie. Nie ma tutaj prawienia morałów, podniosłych słów itp., ale także nie jest to arcydzieło pod względem wizualnym. Kilka scen może wzruszyć co wrażliwszego widza. Tak jak wspomniałam obejrzeć można, ale bez większych oczekiwań (ja miałam bardzo wysokie…stąd tak niska ocena, w innym wypadku oceniłabym tak na 6+) – wtedy film może być uznany za dobry.

Ocena: 4+/10

Trailer