No Breathing

Tytuł: No Breathing (Nobeureshing, 노브레싱)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2013

Czas trwania: 118 min

Reżyseria:  Jo Yong-Sun

Scenariusz: Jo Yong-Sun, Yoo Young-A

Obsada: Lee Jong-Suk, Seo In-Guk, Yuri, Shin Min-Chul, Kim Jae-Young, Park Chul-Min, Park Jung-Chul

Gatunek: sport, przyjaźń, młodość, dramat, romans.

No breathing to przykład filmu dla specyficznej widowni – najlepiej fanek obsady. Osobiście skusiła mnie obecność Seo In-gook, a zapowiedź filmu o pływakach to jedynie dodatkowy atut. Jak łatwo się domyślić nie miałam wygórowanych oczekiwań co do tej produkcji. Z przykrością muszę stwierdzić, iż film okazał się gorszy niż przypuszczałam.

Czytaj dalej

Fashion King

패션왕

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Fashion King (패션왕, Paeseon Wang)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Lee Myung-Woo

Scenariusz: Kim Ki-Ho, Lee Sun-Mi

Obsada: Yoo Ah-InShin Se-KyungLee Je-HoonYuri

Gatunek: moda, melodramat, biznes.

2. Fabuła.

Drama skupia się na czwórce młodych ludzi, którzy są związani z modą. Young-Gul marzy o karierze projektanta, ale z powodu braku funduszy prowadzi zaledwie niewielki zakład krawiecki w Dongdaemun. Z kolei utalentowana Ga-Young, której rodzice zginęli, gdy była mała, została wychowana przez ciotkę, a obecnie pracuje w prowadzonym przez nią butiku. Kolejna dwójka to zdeterminowana Choi An-Na, skrzętnie wykorzystująca uczucie, którym darzy ją syn potentata branży modowej – Jung Jae-Hyuk. Nieoczekiwanie losy całej czwórki krzyżują się.

3. Muzyka.

Standardowe smętne balladki o wielkim bólu i  czarnej rozpaczy. Co prawda całkiem dobrze się ich słucha, jednak wydaje mi się, że można było pokusić się o większą różnorodność zastosowanych motywów muzycznych.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Niestety, ale pod względem doboru obsady bywa różnie. Za Yoo Ah-In (Antique BakerySeonggyungwan Scandal ), wcielającym się w postać Kang Young-Gul, nie przepadam i wątpię by się to szybko zmieniło. Choć pasuje do ról niegrzecznych chłopców, to w przypadku Fashion King przesadzał wielokrotnie z ekspresją. Nie mogłam znieść jego grymasów twarzy i dziwacznego sposobu mówienia z miną jakby przed chwilą zjadł cytrynę. Nie dość, że aktor, którego nie lubię, to na domiar złego wciela się w skrajnie niesympatycznego bohatera. Kang Young-Gul jest grubiański, zachowuje się jak pępek świata, na bogaczy patrzy z góry, a wobec kobiet jest zaborczy i traktuje Lee Ga-Young jak swoją własność. Przykłady? Proszę bardzo – robi wielką aferę tylko dlatego, że Jung Jae-Hyuk nie chce mu dać pieniędzy (bo niby każdy bogacz powinien rozdawać pieniądze na prawo i lewo wszystkim przypadkowo poznanym osobom), wydaje dyspozycje Lee Ga-Young i nie przyjmuje sprzeciwu -,, zwolnij się z pracy, pracuj ze mną, wprowadź się do mieszkania, które ci kupiłem, studiuj w Nowym Jorku, nie kontaktuj się z Jung Jae-Hyuk”. Według mnie nie ma w tym krzty romantyzmu oraz troski o ukochaną kobietę. Inna sprawa, że Lee Ga-Young nie ma nic przeciwko byciu popychadłem. Shin Se-Kyung, której przypadła ta rola jest bezpłciowa, bez charakteru i własnego zdania. Jej bohaterka przez całą dramę prezentuje ten sam wyraz twarzy – kobiety uległej, czekającej aż ktoś jej powie, w którą stronę ma pójść. Myślałam, że zmieni się to, gdy w końcu zacznie pracować w dużej firmie, ale nic takiego nie miało miejsca. Z trudem zniosłam wszelkie sceny, w których płakała, bo odniosłam wrażenie, że stara się jak może by płakać ładnie…(delikatne ocieranie łez, zagryzanie warg i patrzenie w dal…). W tym miejscu ktoś mógłby zapytać – skoro nie podoba  mi się obsada, to po co oglądam? Odpowiedź jest dość prozaiczna, czyli Lee Je-Hoon (Bleak NightArchitecture 101The Front Line, Just Friends?) w roli ,,tego drugiego” – Jung Jae-Hyuk. Jest to aktor, którego bardzo lubię, ponieważ udowodnił, że grać potrafi. Początkowo byłam zawiedziona jego postawą, gdyż wydawał mi się sztuczny, sztywny i schematyczny… Miałam serdecznie dość jego ostentacyjnego wychodzenia z pomieszczeń wszelakich. Na szczęście wraz z kolejnymi odcinkami było lepiej. Widocznie musiał się rozkręcić, albo po prostu z czasem polubiłam jego bohatera, zwłaszcza że główny męski bohater tak mnie rozczarował. Jung Jae-Hyuk to rozpieszczony syn potentata branży mody. Nie jest on utalentowany, nie ma wyjątkowych predyspozycji, a swoją pozycję zawdzięcza tylko i wyłącznie nazwisku. Widzimy jak stara się kreować otoczkę pewnego siebie wobec znajomych, pracowników. Szybko okazuje się, że  ojciec nie jest z niego zadowolony i traktuje go szorstko, oczekując od niego jedynie tego, by nie wtrącał się w sprawy firmy. Było mi go żal, ponieważ nawet Choi An-Na, którą kochał, była z nim tylko dla jego nazwiska, pieniędzy i pozycji ( i nikt mnie nie przekona, że było inaczej :)). Wspominana Choi An-Na (Yuri, członkini girlsbandu Girls’ Generation) to przeciwieństwo Lee Ga-Young. Projektantka, która nie ma talentu w tym obszarze, ale wie czego chce i bez skrupułów dąży do wyznaczonego celu. Skrupulatnie analizuje sytuację i wybiera najbardziej korzystną dla siebie opcję. Chociaż projektanta z niej marna, to świetnie spisuje się jako manager. Od początku dramy stwierdziłam, iż źle dobrano paringi, ponieważ Choi An-Na i Kang Young-Gul lepiej do siebie pasowali. W Fashion King występuje dużo postaci drugoplanowych, są więc czarne charaktery (wredna ciotka Jo Soon-Hee (w tej roli Jang Mi-Hie), surowy ojciec -Jung Man-Ho (Kim Il-Woo)), gangsterzy, krawcowe (bardzo stereotypowe trio…), projektanci mody (również z zagranicy) itp. Na słowa pochwały zasługuje zwłaszcza Yun Ki-Won jako sekretarz Kim, któremu bardziej zależało na dobru Jung Jae-Hyuk niż jego własnemu ojcu.

5. Wykonanie techniczne.

Widać, że drama miała przyzwoity budżet. Dużo scen (zwłaszcza w pierwszych odcinkach) ma swoje miejsce w USA. Skoro jest to drama o modzie, to oczywiste, że wszyscy główni bohaterowie, prezentują niezliczone kreacje – jedne bardziej, inne mniej udane. Podobała mi się zwłaszcza garderoba Lee Ga-Young – elegancja pomieszana z wygodą. W przypadku Jung Jae-Hyuk niejednokrotnie przesadzano z finezją jego garniturów, ale sam bohater stwierdza, że jako dyrektor w firmie, zajmującej się modą, musi się wyróżniać. Do gustu przypadł mi także apartament Jung Jae-Hyuk, choć nie wyróżniał się niczym szczególnym od mieszkań w setkach innych dram. Odnośnie reżyserii to było lepiej niż się spodziewałam. Chociaż jest to typowo ,,dramowa drama”, czyli schematyczne ujęcia, zbliżenia, to serii udało się uniknąć wpadek realizacji. Szkoda tylko, że z uporem maniaka twórcy koreańskich dram nagrywają większość scen w studio. Fototapety za oknami gabinetów doprowadzają mnie do białej gorączki. Jak już trzeba z nich korzystać, to przynajmniej bardziej umiejętnie…

6. Ogólna ocena.

Drama od samego początku mnie nie zachwycała. Odcinki w Nowym Jorku i wcześniejsza ucieczka Kang Young-Gul z kraju są jednymi z najgłupszych odcinków jakie pamiętam w koreańskich dramach. Niestety scenarzyści się nie spisali, pomimo ciekawego zamysłu i dobrze dobranej obsady. Postacie są (w większości) jednowymiarowe i jedynie Jung Jae-Hyuk można podejrzewać o ukazywanie swoich różnych oblicz. Dziwny jest dla mnie fakt, iż teoretycznie jest to drama o modzie… Teoretycznie, ponieważ wraz z rozwojem akcji moda bynajmniej nie jest w centrum i schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca kombinatorstwu, zemście oraz rozterkom sercowym. Spotkałam się ze skrajnie odmiennymi opiniami na temat Fashion King – jedni ją uwielbiają, inni nienawidzą. Ja sama zaliczam się do anty-fanów, gdyż tylko Lee Je-Hoon skłaniał mnie do dalszego oglądania. Nie mogę nie wspomnieć o zakończeniu, które jest zaskakujące i mnie osobiście zszokowało. Cała drama jest nijaka, a tu ,,wielkie boom” na koniec. Komu polecić? Osobom wytrwałym, dla których logika w postępowaniu bohaterów nie jest koniecznością oraz nie przeszkadza im miałka, bez wyrazu główna bohaterka. Nie jest to komedia romantyczna, toteż odradzam jej oglądanie wszystkim, którzy chcą się pośmiać. Wydaje mi się, że miłośnicy trójkątów romantycznych (czworokątów też) powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. Osobiście ubolewam, że w Fashion King tak mało jest mody w modzie…

Ocena: 3+/10

Love

사랑

Tytuł: Love (Sarang,  사랑)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 104 min

Obsada: Joo Jin-MoSi-hyeon ParkJu Hyeon

Gatunek: melodramat.

,,Love”, czyli miłość, jaka się nie zdarza

Wielką miłośniczką romansów, melodramatów nie jestem, ale od czasu do czasu chcę się pokatować jakąś łzawą historią. Wtedy nie ma znaczenia, czy film jest oryginalny, czy nie, byleby mnie wzruszył, zmusił do jakichś przeżyć wewnętrznych. Niestety ,,Love” okazał się emocjonalny jedynie z tytułu.

Głównym bohaterem filmu jest In-ho, który pragnie normalnego życia, jak inni jego rówieśnicy. Dlatego też mimo problemów finansowych matki robi wszystko, by nie sprawiać jej przykrości oraz dostać się na studia. Szansy upatruje w sporcie, gdyż jest dobrym zawodnikiem taekwondo. Sytuacja komplikuje się gdy zadziera z pewnym gangsterem. Stając w obronie ukochanej dziewczyny – Mi-ju, którą poznał w dzieciństwie, dźga wspomnianego bandytę nożem i trafia do więzienia. Po wyjściu na wolność, chcąc rozpocząć nowy etap w życiu, zatrudnia się u bossa Yoo. Niestety okazuje się, że jego kochanką jest nie kto inny jak Mi-ju.

Fabuła jest tak oklepana, że gdybym przeczytała ją przed obejrzeniem filmu, to raczej nie sięgnęłabym po ten tytuł. ,,Love” momentami podpada pod koreańskie ,,Romeo i Julia”. Mimo wielkiej, pięknej, czystej, niewinnej etc. miłości, kochankowie nie mogą być razem, ponieważ los rzuca im pod nogi kolejne kłody. Kiedy fabuła nie jest oryginalna zawsze film może uratować konstrukcja postaci, bądź też gra aktorów. Jednak i tutaj spotkał mnie zawód. Otóż In-ho już chyba bardziej męski nie mógł być, istny ideał każdej kobiety. Nie dość, że ochroni ukochaną przed każdym, ale to każdym niebezpieczeństwem, to jeszcze jest wrażliwy, zaradny, potrafi kochać platoniczną miłością przez lata, jest wierny jak nikt, a do tego to wysportowany przystojniak! Zapewne niewiele kobiet nie zapałałoby do niego miłością. W postać In-ho wcielił się Joo Jin-Mo (DreamA Frozen FlowerA Better Tomorrow). Szczerze to moja sympatia ku niemu zaczyna odchodzić w niepamięć…Jako In-ho wypadł przeciętnie i to bardzo, chociaż sceny płaczu wyszły mu dobrze. Może mój sceptycyzm względem In-ho bierze się stąd, iż wiem ile Joo Jin-Mo miał lat grając, przez połowę filmu, licealistę. Myślałam, że 30latkowie (a dokładniej 33) grający 18latków to takie rzeczy to tylko w dramach – jak widać myliłam się. Nijak nie wyglądał mi na nastolatka, więc od razu jego zachowani i ekspresja wydawały mi się sztuczne i niewiarygodne. Główną rolę żeńską otrzymała Si-hyeon Park ( A Man’s Story). Chociaż to jej bohaterka determinowała wszelkie wybory życiowe In -ho, to poświęcono jej niewiele uwagi. Ot była, bo musiała być. Postać równie tragiczna, co i In-ho, a przy tym delikatna i wrażliwa dziewczyna. Tak czy inaczej,  główni aktorzy nie wywarli na mnie wrażenia. Natomiast obsada drugoplanowa jest dobrze dobrana i tworzy barwne tło dla wspomnianej dwójki.

Trzon fabularny ciągnie się niemiłosiernie, a powolny tok akcji uwydatnia wszelkie niedostatki filmu m.in. wspomnianą przeciętną grę aktorską. Przez większą część film dłuży się, a pod koniec akcja nagle przyspiesza, aż odniosłam wrażenie, że zbyt wiele zaczęło się dziać. Za to podobała mi się muzyka. W trakcie wielu scen możemy usłyszeć bardzo ładne instrumentalne, smyczkowe utwory.

Reżyserem i scenarzystą filmu jest Kyung-Taek Kwak (reżyser Eye for an Eye). Generalnie nie mam wiele do zarzucenia, gdyż samo wykonanie techniczne jest przyzwoite. Wielki plus za końcowe sceny nad morzem. Kolorystyka nieba nie do opisania, przyznaję, iż nie mogłam oderwać wzroku od tej sceny i oglądałam ją wielokrotnie. ,,Love” rozpatruje także o gangsterach, więc nie ma się co dziwić, że jest także trochę scen akcji, bijatyk. Nie stoją one na jakimś wybitnie wysokim poziomie, ale ogląda się je przyjemnie.

,,Love” to melodramat, czyli teoretycznie powinien wzruszyć widza. Pomimo tragicznego zakończenia (rodem z Romea i Julii), to ani razu nie byłam choćby bliska uronienia łzy. Przede wszystkim film jest do bólu przewidywalny i oparty na wyświechtanych schematach. Niczym nie zadziwia, nie niesie ze sobą żadnego przesłania. Chociaż to miłość staje się niejako przekleństwem In-ho, to i tak stanowi ona dla niego jedyny powód do życia. W imię miłości zrobiłby wszystko – ja nie widzę w tym nic z romantyzmu, a zakończenie jest szczytem melodramatyzmu. Komu polecić? Tylko i wyłącznie zatwardziałym miłośnikom gatunku, którym nie przeszkadza przedramatyzowanie fabuły i wręcz fatalistyczne losy bohaterów.

Ocena: 3+/10

IS

1. Dane podstawowe.アイエス

Tytuł: IS (Intersexual, アイエス, IS ~Otoko Demo Onna Demo Nai Sei~, IS ~男でも女でもない性~, Not A Boy And Not A Girl)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 54 min

Obsada: Saki FukudaAyame GourikiMasahiro InoueNaomi NishidaGeorge TakahashiKaho Minami

Gatunek: dramat, przyjaźń, familijny, romans, obyczajowy.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi ,,IS”, autorstwa Rokuhana Chiyo (六花チヨ).

Hoshino Haru jest hermafrodytą (obojnakiem),  który całe swe życie czuje się chłopcem, jednak do szkoły musi uczęszczać jako dziewczyna. Niestety sprawy gmatwają się jeszcze bardziej, gdy ciało Haru zaczyna coraz bardziej przypominać kobiece.

3. Muzyka.

Oprócz działającej mi na nerwy piosenki z openingu, nie pamiętam ani jednego utworu…To aż do mnie nie podobne, ale nawet nie chcę się fatygować, aby odszukać OST’a i go przesłuchać, więc proszę o wybaczenie 😉

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Nie wiem od czego zacząć, bo generalnie trudno w IS mówić o aktorstwie, a raczej o odegraniu danej postaci. W zalewie wielu drugoplanowych postaci, które mniej lub bardziej mnie irytowały, aktorka wcielająca się w główną postać Haru – Saki Fukuda, wypadła najlepiej. Przy jej bohaterze łatwo było o niepotrzebną przesadę i karykaturalne zachowanie (w końcu większość dramy jest chłopakiem), jednak udało jej się tego uniknąć. Wykreowała sympatyczną postać, która starała się odnaleźć swoje prawdziwe ,,ja”(co chyba dotyka każdego młodego człowieka). W jej przypadku okazało się to skomplikowane przez wzgląd na swoją przypadłość (ciężko tu mówić o obojnactwie jako chorobie…). Obok Haru na pierwszy plan wysnuwa się historia Aihary Miwako (Ayame Gouriki), która staje się przyjaciółką głównego bohatera i dzięki niemu jest w stanie uporać się ze swoimi problemami. Ayame Gouriki pasowała do postaci Miwako – ładna, radosna, a jednocześnie przyzwoicie odnalazła się w bardziej dramatycznych scenach. Podobała mi się Naomi Nishida jako matka Miwako. Natomiast w ogóle nie przekonali mnie do siebie rodzice Haru (w tych rolach: Kaho MinamiGeorge Takahashi), jednak wynika to przede wszystkim z takiego, a nie innego rozpisania tych postaci w scenariuszu. Ich ciągła radość, spontaniczność, była wyolbrzymiona, a przez to rażąco sztuczna. Nie podobał mi się także Masahiro Inoue jako Kenji Ibuki, czyli sympatia Haru. Jego zachowanie, gesty były nienaturalne.

5. Wykonanie techniczne.

Standardowa japońska drama, można by rzec. Dodam jeszcze standardowa japońska drama dla młodzieży. Wszystkie kwestie techniczne są przeciętne, ot nic oryginalnego.

6. Ogólna ocena.

Po IS sięgnęłam, gdyż dawno temu zapoznałam się z mangą (której i tak już praktycznie nie pamiętam). Tytuł wydał mi się znajomy, więc uznałam, że dam IS szansę. Tematyka jest bardzo odważna jak na dramę, jednak na tym się kończy. Dość sporo mówi się o samym obojnactwie, jego rodzajach, przez serię przewija się kilkoro dotkniętych tą przypadłością. Mimo to, ciekawy pomysł zmarnowano tandetnymi elementami fabuły np. silnie skontrastowano rodziny Haru i Miwako, ich podejście do obojnactwa i tego jakim wsparciem są dla swoich dzieci, czy je rozumieją, czy po prostu traktują jak ,,innych”. Do tego gra aktorów pozostawia wiele do życzenia, dialogi mogłyby być lepsze, no i nie ma tego co powinno być trzonem tej dramy, czyli czegoś coby poruszyło widzem. Losy Haru i Miwako w ogóle mnie nie chwyciły za serce, czy choćby wątrobę. To, że dramę dokończyłam, to zasługa tego, iż jest krótka. IS pozostawiło u mnie negatywne odczucia, gdyż okazała się w większości bardzo naiwną i pełną kiczowatych chwytów historią. Niestety tak to już jest, że jak raz coś mnie do siebie zrazi, to ciężko jest mi zmienić zdanie. Osobiście IS nie polecam. Być może rówieśnicy głównych bohaterów uznają IS za bardzo dobrą dramę o poszukiwaniu swojego ,,ja”, jednak dla mnie te poszukiwania były zbyt płytkie i przerysowane.

Ocena: 3+/10

L-O-V-E

1. Dane podstawowe.

Tytuł: L-O-V-E (爱到底, Ai Dao Di)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 92 min

Obsada: Berlin ChenTammy ChenYue Lin KoVan FanCheng Lung LanChie TanakaAlice TzengKen ZhuAnnie Liu.

Gatunek: komedia romantyczna, dramat, romans.

2. Fabuła.

Film przedstawia cztery, niepowiązane ze sobą historie miłosne.

1) Van Fan musi poddać się niebezpiecznej operacji. Dla dobra ukochanej kobiety postanawia odnaleźć osobę, która ma dokładnie taki sam głos jak on.

2) Reżyser teledysków, Blue Lan, przy swoim kolejnym projekcie spotyka ukochaną Annie Liu, która jednak go nie pamięta…

3) Kaskader Ethan Ruan próbuje naprawić swój związek ze stewardesą – Alice Tzeng.

4) Roztrzepana Tracy Chou zaciąga rady u jasnowidza, który oznajmia jej, iż szósty mężczyzna z grzywką, którego spotka jest jej przeznaczonym Panem Właściwym.

3. Muzyka.

W każdej z historii przewija się kilka motywów muzycznych, czy też piosenek. Repertuar typowy dla komedii romantycznych, nic oryginalnego. Zdziwił mnie utwór, który towarzyszy napisom – śpiewany po japońsku (kojarzę co to za zespół śpiewa, ale nie mogę sobie przypomnieć nazwy…gdyby ktoś wiedział, to proszę o kontakt!).

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W związku z tym, iż film zawiera cztery odrębne historie, toteż w  L-O-V-E przewija się wielu nieznanych mi bliżej aktorów. Kojarzyłam jedynie Berlin’a Chen (Buddha Mountain), któremu jednak przypadła epizodyczna rola barmana. Znany mi był także Cheng Lung Lan (Easy Fortune Happy Life) jako główny bohater drugiej historii. Niestety moje spostrzeżenia co do niego się potwierdziły, czyli aktorem to on jest kiepskim (niestety ładna twarz to nie wszystko…). Ogólnie w filmie nie ma mowy o wielkim aktorstwie, poza tym i tak się tego nie wymaga od komedii romantycznych. To co zobaczyłam na ekranie w zupełności mi wystarczyło. Wydaje mi się, że najlepiej spisała się para aktorów z trzeciego segmentu (zwłaszcza odtwórczyni roli stewardesy).

5. Wykonanie techniczne.

Najsłabiej z realizacją było przy drugim segmencie. Scenografia przy scenach w czymś na wzór ogródka były bardzo sztuczne – plastikowe rośliny raziły po oczach. Najładniejsze dla oka wydały mi się segment pierwszy i trzeci.

6. Ogólna ocena.

Konstrukcja filmu, który zawiera cztery niepowiązane ze sobą historie miłosne, a także komizm, absurd ostatniego segmentu, na myśl przyniosły mi wspomnienia o tajwańskim filmie Candy Rain. Niestety  L-O-V-E jest znacznie gorszym filmem, gdyż nie ma nawet elementów wspólnych dla poszczególnych historii, które mogłyby być klamrą spinającą wszystkie segmenty. Najlepiej od strony technicznej i aktorsko prezentuje się segment trzeci, natomiast drugi wypada pod każdym względem najgorzej. Wadą wszystkich historii miłosnych jest ich infantylizm i dziwaczne, niezrozumiałe działania bohaterów. Pierwszy segment przedstawia ciekawą historię, jednak działania głównego bohatera, który poszukuje osoby o takim samym głosie, aby móc pocieszyć dziewczynę po jego śmierci, są niezrozumiałe. W końcu co to da, przecież i tak będzie musiała się oswoić z jego ewentualną śmiercią… Fabuła drugiej historii jest szczytem tandety w romansach, jednak nie będę spoilerować, więc radzę samemu zapoznać się z bólem kochanków. Trzecia para najbardziej mi przypadła do gustu, chociaż ich powód do kłótni wydaje mi się co najmniej nie adekwatny do skutków jakie wywołał. Czwarta historia jest najciekawsza pod względem treści, a także (o dziwo!) niesie ze sobą przesłanie. W karykaturalny sposób ukazano poszukiwania swojego wymarzonego partnera. Wielki plus za zakończenie, bo jest zabawnym akcentem na koniec bardzo przeciętnego filmu. Podsumowując, nie polecam, no chyba, że ktoś ma wolny czas i zupełny brak pomysłów na to jak go zagospodarować.

Ocena: 3/10

Oishii Man

1. Dane podstawowe.오이시맨

Tytuł: Oishii Man (오이시맨, oisi maen, Delicious Man)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 98 min

Obsada: Lee Min KiChizuru Ikewaki

Gatunek: obyczajowy, romans, muzyczny.

2. Fabuła.

Gdy piosenkarz Hyeon Seok dowiaduje się, iż ma problemy ze słuchem, postanawia wyruszyć w podróż do Japonii, a dokładniej na Hokkaido. Na miejscu targają nim wspomnienia oraz poznaje radosną Japonkę – Megumi.

Czytaj dalej

Norwegian Wood

1. Dane podstawowe. ノルウェイの森

Tytuł: Norwegian Wood (noruwei no mori, ノルウェイの森)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 133 min

Obsada: Matsuyama KenichiKikuchi RinkoMizuhara KikoKirishima ReikaTamayama Tetsuji

Gatunek: melodramat, młodość.

2. Fabuła.

Na podstawie powieści o tym samym tytule, autorstwa Murakami Haruki (村上春樹).

Rok 1969 najlepszy przyajciel Watanabe Tooru, Kizuki, popełnia samobójstwo.  By zapomnieć o tragedii chłopak wyjeżdża na studia do Tokio, na miejscu spotyka dziewczynę Kizuki’ego – Naoko. Pomiędzy nimi rodzi się uczucie, jednak straty, której wspólnie doświadczyli nie da się tak łatwo zapomnieć.

3. Muzyka.

Jako całość wypada przyzwoicie, jednak momentami, według mnie, była zbyt pompatyczna i niepotrzebnie tworzyła podniosły nastrój. Możemy usłyszeć zarówno klasyczne motywy, jak i te współczesne bohaterom.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W główną rolę męską wcielił się Matsuyama Kenichi (Zeni Geba). Spisał się dobrze i nie mam mu nic do zarzucenia. Watanabe Tooru to przeciętny nastolatek, który wkracza w dorosłe życie. Doświadcza pierwszej miłości oraz doznań seksualnych. Wikła się w miłosny trójkąt, który okazuje się tragiczny w skutkach. Postać Naoko zagrała Kikuchi Rinko. Była przekonywująca, chociaż jak na dziewczynę z problemami emocjonalnymi niczym szczególnym się nie wyróżniała. Poznajemy bliżej także Kobayashi Midori (Mizuhara Kiko) – dziewczynę, dla której nie ma tematów tabu i nie wstrzymuje się przed głośnym wyrażaniem swoich opinii na temat seksualności swojej i innych. Z bohaterów drugoplanowych najbardziej utkwił mi w pamięci Nagasawa (Tamayama Tetsuji, którego pamiętam z Sunao ni Narenakute). Charakteryzuje się hedonistycznym podejściem do życia, żyje chwilą i nie dba o to jak postrzegają go inni. Pozytywnie zaprezentowała się także Kirishima Reika jako Reiko, która mieszkała z Naoko w sanatorium. Postać po przejściach, która na pierwszy rzut oka wydaje się optymistyczną osobą, a tak naprawdę skrywa wiele bólu.

5. Wykonanie techniczne.

Większość ujęć w plenerze bardzo mi się spodobała. Zwłaszcza ujęcia lasu spowitego mgłą oraz w wysokich trawach. Pozostałe elementy na dobrym poziomie, jednak bez szczególnie wymyślnych efektów i technik.

6. Ogólna ocena.

Na wstępie podkreślę, iż książki nie czytałam, a film do lektury mnie nie zachęcił. Chociaż spotkałam się z opiniami osób, które książkę czytały, że film nie dorasta książce do pięt. Początkowo fabuła wciąga, gdyż ciekawiło mnie dlaczego Kizuki popełnił samobójstwo i jak potoczą się dalsze losy Naoko i Tooru. Zawiodłam się, gdyż śmierć Kazukiego pozostaje tajemnicą do końca filmu, a relacje wspomnianej dwójki były dla mnie niezrozumiałe. Samobójstwo, sanatorium, otwarte rozmowy o seksie, miłość, a gdzieś w tle las…Mieszanka dziwaczna, która mnie nie zachwyciła, a wręcz znużyła. Film trwa ponad 2h i pod koniec zerkałam ile jeszcze do końca. Wciąż po cichu liczyłam, że zakończenie wbije mnie w fotel i zmusi do przemyśleń, ale nic takiego się nie stało. Tak nic niewnoszącego zakończenia już dawno nie widziałam. Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe w głowie siedziała mi tylko jedna myśl – to tyle? Koniec? Film miał pretendować do miana ambitnego (na co wskazują niektóre „głębokie” dialogi oraz rozterki i tragedie bohaterów), a wyszła niezjadliwa papka, która prędzej uśpi widza niż zmusi go do refleksji. Ostatnio nie mam szczęścia do japońskich produkcji…Mam nadzieję, że w końcu natknę się na coś naprawdę wartego uwagi. A tymczasem Norwegian Wood nie polecam, no chyba, że ktoś jest ciekaw jak Japończykom wyszedł film otwarcie mówiący o seksualności.

Ocena: 3/10

Trailer

Love Exposure

1. Dane podstawowe.愛のむきだし

Tytuł: Love Exposure (愛のむきだし, ai no mukidashi)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 237 min

Obsada: Nishijima TakahiroMitsushima HikariWatabe AtsurouAndou Sakura

Gatunek: dramat, komedia, romans.

2. Fabuła.

Umierająca matka Honda Yuu prosi syna by ten pokochał kobietę podobną do Matki Boskiej. Po śmierci żony ojciec Yuu zostaje księdzem. Z czasem zmusza syna, aby ten codziennie spowiadał się ze swoich grzechów. Chłopak by mieć z czego się spowiadać zaczyna grzeszyć umyślnie oraz dołącza do grupy nieudaczników, którzy ćwiczą się w wykonywaniu zdjęć bielizny kobiet. Yuu zostaje ich guru, a pewnego dnia poznaje swoją Marię – Okishima Youko i z miejsca zakochuje się w niej.

3. Muzyka.

Całkiem udany soundtrack. Większość zastosowanych utworów, motywów odpowiadała mi, a także pasowały do sytuacji.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Gra aktorów naprawdę godna podziwu. Zwłaszcza w przypadku głównych postaci – Hondy Yuu oraz Okishimy Youko.  W tych rolach odpowiednio Nishijima Takahiro i Mitsushima Hikari. Przedstawiane przez nich emocje były bardzo wiarygodne, a absurdalność ich postaci szokowała mnie ich realistycznym odzwierciedleniem. Mimo to nie mogę powiedzieć, że są to postacie, które polubiłam i tak naprawdę w całym filmie z żadnym z bohaterów nie mogłam się utożsamić, czy też zżyć. Są oni zbyt dziwaczni i daleko im od szeroko pojętych norm społecznych. Film trwa 4 godziny i przewija się na ekranie wiele postaci, które w mniejszym, bądź w większym stopniu oddziałują na poczynania wspomnianej dwójki. Gra wszystkich aktorów na bardzo dobrym poziomie, jednak tak jak wspomniałam – tego typu postaci nie byłam w stanie polubić.

5. Wykonanie techniczne.

Jako, że film utrzymany jest w konwencji komedii z wieloma elementami absurdu to nie raziło mnie ani kadrowanie, ani oświetlenie, czy też wyolbrzymione fontanny krwi pod koniec filmu. Byłam w stanie przetrwać dosłownie wszystko.

6. Ogólna ocena.

Jest to jeden z najdłuższych  filmów jaki w życiu oglądałam (z tego co pamiętam to rozszerzona wersja Władcy Pierścieni: Powrót Króla trwa dłużej :)). Po seansie mogę stwierdzić, że tylko pod tym względem zapadnie mi w pamięci. Fabuła podobno bazuje na prawdziwych wydarzeniach, które przytrafiły się przyjacielowi reżysera Sono Shion‚a – ile w tym prawdy? Nie wiem i wolę nie wiedzieć. Lubię filmy, które są inne, dziwaczne, oryginalne, ale jednocześnie mają coś do przekazania, a w przypadku Love Exposure zabrakło mi przesłania. Akcja toczy się dość płynnie, praktycznie cały czas się coś dzieje, ale co z tego skoro fabuła w ogóle mnie nie wciągnęła? Jedną z niewielu zalet tego tytułu jest niewątpliwie nieprzewidywalność, gdyż widz nie wie czego jeszcze może się spodziewać. Love Exposure odebrałam jako smutny dowód na to, że dobra gra aktorów może być łatwo popsuta zagmatwanym scenariuszem. Wielu zachowań bohaterów nie byłam w stanie zrozumieć, chociażby długie czekanie Yuu przed powiedzeniem ukochanej o tożsamości Pani Skorpion. Absurd, groteska wylewa się hektolitrami z ekranu. Wydaje mi się, iż osoby, będące przywiązane do swojej wiary katolickiej mogą poczuć się urażone wieloma odniesieniami do tej religii. Ja sama katoliczką jestem, ale scen tych nie odebrałam osobiście tylko szukałam ich znaczenia np. wspólne noszenie krzyża, cytowanie Hymnu o Miłości, zmuszanie Yuu do codziennej spowiedzi i.in. Komu polecić? Trudno mi powiedzieć, gdyż ciężko film rozgryźć. Na pewno film polecam koneserom kina, gdyż za jednym razem wytrwać 4 godziny nie będzie łatwo (ja nie podołałam i film oglądałam po połowie),a także lubującym się w absurdzie i w szokujących połączeniach np. religii z seksualnością. Do tego dochodzi poruszanie dość kontrowersyjnych tematów jak np. radzenie sobie z popędem seksualnym, homoseksualizm. Jak widać film nie należy do lekkich i przyjemnych. Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia, ponieważ spotkałam się z wieloma pochlebnymi opiniami na temat tego filmu, a jak wiadomo ile osób tyle też spostrzeżeń (dlatego też moja ocena dla wielu może być krzywdząco niska).

Ocena: 3/10

Trailer