My Way

마이웨이

Tytuł: My Way (Mai Wei, 마이웨이)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 145 min

Reżyseria: Kang Je-Gyu

Scenariusz: Kang Je-Gyu, Na Hyun, Kim Byung-In

Budżet: 25 mln $

Obsada: Jang Dong-GunJoe OdagiriBingbing FanKim In-Kwon

Gatunek: dramat, wojenny.

Wojenna fikcja oparta na prawdziwych wydarzeniach

Filmy, które reklamują się jako ,,oparte na faktach” zawsze przykuwają moją uwagę. W końcu życie pisze najlepsze scenariusze, dlatego też My way wyczekiwałam z niecierpliwością i byłam przygotowana na wszystko co najlepsze może dać koreańska filmografia wraz z reżyserem wielkiego wojennego hitu Tae Guk Gi: The Brotherhood of War – Kang Je-Gyu. Równie wielkie jak moje oczekiwania było rozczarowanie, które towarzyszyło mi praktycznie od pierwszych minut seansu.

My way zaczyna się dość nietuzinkowo, ponieważ jest rok 1928, kiedy to Korea znajduje się pod okupacją Cesarstwa Japonii. Syn bogatych Japończyków – Tatsuo, przybywa z rodzicami do ich posiadłości w Korei, w której to pracuje rodzina Joon-Sik’a. Chłopcy od razu zaczynają ze sobą rywalizować, ponieważ okazuje się, że oboje są zapalonymi miłośnikami biegów. Wraz z upływem lat wspólnie startują w maratonach, a w związku z zamieszkami przy jednym z nich,  Joon-Sik zostaje siłą wcielony do armii japońskiej i wyrusza na front przeciwko Sowietom. Spotyka się tam z Tatsuo, który jest oficerem w cesarskiej armii. Tak rozpoczyna się ich wspólna podróż po polach bitew II wojny światowej.

W rolach głównych możemy oglądać azjatyckie gwiazdy filmowe, czyli Jang Dong-Gun (Tae Guk Gi: The Brotherhood of War, Friend, Typhoon, Gentleman’s Dignity) z Korei Południowej, Joe Odagiri (Dream, The Warrior And The Wolf, Shinobi )z Japonii oraz Bingbing Fan (Buddha MountainShaolinLost in Beijing) z Chin. Całą trójkę miałam okazję oglądać w różnych produkcjach i nie raz udowodniła, że są dobrymi aktorami. Niestety w My way zabrakło mi wyrazistych kreacji aktorskich. Wnioskuję, iż przyczyną jest niedopracowany scenariusz. W postać Kim Joon-Sik wciela się wspomniany Jang Dong-Gun, który wiele kwestii w filmie wypowiada po japońsku i wypadł przy tym bardzo naturalnie. Jeszcze zanim film rozkręcił się na dobre zwróciłam uwagę na fakt, iż aktor ten (z całym szacunkiem) wygląda za staro jak na swojego bohatera – w końcu młodego, energicznego człowieka. Kim Joon-Sik jest przykładem osoby, która dąży do spełnienia swoich marzeń. Ciężko pracuje na swój sukces w sporcie i nawet podczas wojny nie rezygnuje z treningów. Jego odwiecznego rywala, Tatsuo Hasegawa, gra Joe Odagiri. Tak naprawdę jest to jedyny bohater ewoluujący, zmieniający swój pogląd na życie i ludzi, na przestrzeni filmu. Widać to dobitnie w świetnej scenie, gdy Tatsuo widzi jak sowiecki oficer strzela do wycofujących się z pola bitwy pobratymców – to samo robił Tatsuo, będąc dowódcą w cesarskiej armii. Okazuje się, że wojna jest bezsensowną, okrutną rozgrywką po obu stronach barykady, a punkt widzenia zleży od miejsca siedzenia.  Zarówno Tatsuo jak i Joon-Sik są lojalni wobec swojego kraju, honorowi, odważni i w pewnym momencie ich rywalizacja staje się impulsem do bliskiej więzi pomiędzy nimi (do tego stopnia, że są gotowi poświecić za siebie życie). Z kolei Bingbing Fan przypadła rola chińskiej snajperki Shirai. Zdążyłam się już przyzwyczaić, że w koreańskich produkcjach wojennych kobiety obsadza się w rolach wyborowych snajperów (natomiast w zachodnich produkcjach jako pielęgniarki), ale jej postać była całkowicie zbędna i nic nie wnosiła do filmu. Początkowo sądziłam, że szykuje się jakiś romans, ale nic z tych rzeczy. Za pomyłkę uważam wymienianie Bingbing Fan jako reprezentantkę głównej obsady, ponieważ równie szybko jak się pojawiła, zniknęła na dobre. Osobiście nie czułam się zżyta z żadnym z bohaterów, ich losy były dla mnie całkowicie obojętne. Zabrakło mi większej dawki emocjonalnej, ukazania różnych oblicz bohaterów, a zamiast tego są jednowymiarowi. Jak to bywa przy produkcjach wojennych mamy całe tabuny bohaterów drugoplanowych, tych bardziej i tych mniej istotnych. Najbardziej wyrazisty z nich jest Kim In-Kwon (HaeundaeHauntersSecret) ,,wiecznie na drugim planie”, który wciela się w przyjaciela Kim Joon-Sik. Jedna z ciekawszych postaci, zaskakuje jego przemiana pod wpływem doświadczeń w czasie wojny.

Choć bohaterowie oraz fabuła nie powalają na kolana, to polecam go obejrzeć wszystkim, którzy cenią sobie widowiskowe efekty batalistyczno-pirotechniczne. Pod tym względem jest to kapitalny obraz z wieloma scenami, które potrafią odjąć mowę. My way okrzyknięto najdroższym filmem w historii koreańskiej filmografii i naprawdę widać te 25mln$, które wykorzystano na realizację. Mamy tu dosłownie wszystko, co można pokazać w filmie wojennym – czołgi, wybuchy, setki ciał poległych żołnierzy, samoloty, naloty, miny, desant morski, walki zimą, wiosną, na plaży, w mieście, w bunkrach, w okopach, na wolnym powietrzu -i czego tylko dusza zapragnie. W skrócie – szczęka opada. Byłam pod wielkim wrażeniem realizmu bitew, które zrobiono z rozmachem nie mniejszym niż w hollywoodzkich produkcjach. Mimo wszystko tego realizmu zabrakło w kliku momentach np. gdy Shirai zestrzeliwuje samolot jednym strzałem z karabinu snajperskiego…(no błagam!). Tak czy inaczej urzekły mnie detale, akcja dziejąca się na drugim planie, ukazanie działań zbrojnych z lotu ptaka. Z wielką przyjemnością obejrzałabym My way ponownie, ale tym razem w kinie. Z jednej strony właśnie takiej epickości oczekuję od najlepszych filmów wojennych, jednak z drugiej co za dużo to niezdrowo. I tak np. w scenach największych bitew praca kamery była aż zbyt dynamiczna, co powodowało istny chaos i nie wiedziałam na czym mam się skupić – czy na pierwszym planie, czy na tym co dzieje się na drugim, a może po prostu spróbować objąć wzrokiem wszystko. Nie miałam dostatecznego czasu, aby podziwiać detale. Reżyseria stoi na bardzo dobrym poziomie, choć edycja momentami mogłaby być lepsza. Trochę zawiodłam się na edycji dźwięku i wciąż moim ideałem pod tym względem pozostaje Into The Fire. Jak już wywołałam kwestię dźwięku do tablicy, to należałoby skomentować oprawę muzyczną.  Muzyka jest ładna, dobrze dopasowana, ale zbyt patetyczna (ale to standard przy wojennych filmach).

Jak na film reklamujący się jako ,,oparty na faktach” jest w nim zbyt mało realizmu. Przede wszystkim sam reżyser przyznał, iż jedyny element filmu zgodny z prawdą historyczną, to to, iż znaleziono ciało (?) koreańskiego żołnierza w niemieckim mundurze podczas D-Day. Jak się później okazało służył w trzech armiach. Natomiast cały główny wątek dwóch rywalizujących ze sobą maratończyków jest wyssany z palca. I oczywiście ten brak realizmu rzuca się w oczy, gdyż  jest zbyt wiele przypadkowych spotkań, brak tłumacza np. podczas pobytu w sowieckim obozie jenieckim (scena z deptaniem flagi przez Tatsuo),  bieganie maratonu praktycznie bez wysiłku, nasi bohaterowie powinni zginąć co najmniej kilka razy, ale oczywiście wychodzą żywi z każdej opresji, jak na ironię zawsze stają po złej stronie barykady, zbyt naciągane było dla mnie także wcielenie Azjatów do armii radzieckiej…Poza tym wydaje mi się, że jeśli ktoś w ogóle nie orientuje się w historii II wojny światowej może czuć się zdezorientowany. Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo kto walczy z kim, dlaczego i jaki jest rezultat walk. Standardowo jest tu także mnóstwo patosu, heroizmu, braterstwa. Koreańczycy zostali wykreowani na dumny, bohaterski naród, po drugiej stronie mamy bezwzględnego okupanta – Japończyków. Tok wydarzeń, chociaż zmienia się otoczenie i kraje, jest wciąż ten sam – wcielenie siłą do armii, bitwa, przegrana, ratowanie się wzajemne, cudem uniknięcie śmierci i tak w kółko.

Tak czy inaczej, nie jest to film zły, ale daleko mu do ideału. Według mnie spokojnie można by było zrobić z niego dwa oddzielne filmy, zwłaszcza, że jest bardzo długi. Jeden o dwóch maratończykach, którzy najpierw ze sobą rywalizują by zżyć się ze sobą jak bracia,  a drugi o dwóch wrogach (Koreańczyk-Japończyk), walczących ramię w ramię na różnych frontach II wojny światowej. Film przyciąga oryginalnością tematyki, ponieważ jest to pierwszy film azjatycki, który oglądałam, a który porusza tematykę II wojny światowej, a nie np. wojny koreańskiej. Wykonanie techniczne stoi na bardzo wysokim poziomie i pod tym względem powinien usatysfakcjonować nawet najbardziej wybrednego widza. Fabuła i bohaterowie nie są mocnym punktem filmu, ale dla kogoś kto chce nacieszyć oczy brawurowymi kadrami z bitew, jest to „must see”.

Ocena: 6+/10

The Front Line

고지전

Tytuł: The Front Line (Gojijeon, 고지전)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 133 min

Reżyseria: Jang Hun

Scenariusz: Park Sang-Yeon

Obsada: Ko SooShin Ha-KyunLee Je-HoonKo Chang-SeokLee Da-WitKim Ok-BinRyoo Seung-Ryong

Gatunek: wojenny.

,,Zabić komucha!” – nie tym razem

The Front Line – był koreańskim kandydatem do Oscara, ale jak widać efekty i rewelacyjne zdjęcia to nie wszystko. Kolejne przedstawienie tej samej historii, choć z odrobinę innej perspektywy nie wystarczyło. Mimo to tytuł obowiązkowy dla każdego fana koreańskiej kinematografii.

Wojna koreańska zbliża się do końca. Punktem zapalnym wciąż pozostaje wzgórze Aerok, które ma znaczenie strategiczne. Porucznik  Kang Eun-Pyo zostaje wysłany do oddziałów walczących o wzgórze Aerok, ponieważ jego zwierzchnictwo podejrzewa, że w szeregach żołnierzy jest zdrajca. Na miejscu Kang Eun-Pyo czeka nieoczekiwane spotkanie z dawnym przyjacielem Kim Soo-Hyuk. Do tej pory sądził, że jego druh poległ w walce, ale szybko przekonuje się, że wojna odcisnęła swoje piętno nie tylko na Kim Soo-Hyuk, ale i pozostałych członkach ,,Aligatorów”, jak nazywają siebie walczący o wzgórze Aerok.

Może się wydawać, że jak na trwający 3 lata konflikt zbrojny, to Koreańczyków nie nudzą nowe odsłony tego trudnego okresu  w historii. Jednak tym razem The Front Line nie chce być filmem o wojnie, a raczej o bohaterach. Reżyser – Jang Hun, ma obecnie na swoim koncie zaledwie 3 filmy. Według mnie tylko i aż, ponieważ Rough Cut The Secret Reunion uważam za bardzo dobre tytuły. To co łączy te filmy to poziom testosteronu i marginalizacja postaci kobiecych. W The Front Line, na przykładzie północnokoreańskiej snajperki Cha Tae-Kyung, widać iż reżyser nie czuje się zbyt dobrze w przedstawianiu znaczących dla fabuły postaci kobiecych, gdyż są spłaszczone i bez wyrazu.

Jak już wspomniałam film skupia się na bohaterach i, jak to w wojennych filmach bywa, jest ich całe mnóstwo. Poznajemy uczestników konfliktu z obu obozów, ale warto zaznaczyć, że reżyser postarał się, aby nie preferować żadnej ze stron. Bohaterowie nie są oryginalni, ale są na tyle różnorodni, że każdy widz powinien znaleźć postać, z którą może sympatyzować. Poznajmy więc doświadczonych żołnierzy, którzy mają do opowiedzenia swoje ,,przygody”, są ci zawsze moralni, żółtodzioby, mające wielkie ideały, ale tak naprawdę nic nie wiedzą o wojnie, są także żołnierze, których sytuacja przerosła i utracili kontakt z rzeczywistością. Większość filmu skupia się na Kang Eun-Pyo, którego zagrał Shin Ha-Kyun (Sympathy for Mr. Vengeance). Aktor świetnie poradził sobie z ukazaniem stanowczości w postępowaniu swojego bohatera. Porucznik Kang Eun-Pyo to człowiek, który nie wyrzeka się swoich przekonań i zawsze stara się postępować zgodnie z własnym sumieniem. W związku z tym nie ma oporów przed łamaniem obowiązujących reguł w imię dobra wyższego oraz przeciwstawieniu się swoim przełożonym, dzięki czemu staje się centrum moralnym filmu. Poznajemy także jego przyjaciela Kim Soo-Hyuk, którego zagrał Ko Soo (Haunters). Szczerze powiedziawszy postać dla mnie zupełnie obojętna, nie wczułam się w jego sytuację, ani specjalnie nie interesowały mnie jego losy. Mimo to nie można stwierdzić, iż Kim Soo-Hyuk to bohater niewiarygodny, wręcz przeciwnie – to wyrazisty i charyzmatyczny człowiek, który ma dość wojny i walczy o przetrwanie. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się postać młodego kapitana Shin Il-Young. Nie dość, że postać jest bardzo dobrze rozpisana w scenariuszu, to jeszcze zagrał ją Lee Je-Hoon (Bleak Night). Według mnie aktor utalentowany, którego kolejnych produkcji będę wyczekiwała z niecierpliwością. Tak czy inaczej, kapitan Shin Il-Young to trochę ponad dwudziestoletni, uzależniony od morfiny, tajemniczy bohater. Okazuje się, że traumatyczne przeżycia z początków wojny, sprawiły, iż jego największym wrogiem stał się nie północnokoreański żołnierz, a ból, który odczuwa i z którym nie potrafi sobie poradzić. Film przybliża także losy młodego rekruta o delikatnym głosie – szeregowego  Nam Sung-Sik (Lee Da-Wit). I muszę przyznać, że obok snajperki z Północy, jest to najbardziej oklepany bohater. Choć sam aktor wypadł naturalnie. Nie mogło zabraknąć bohatera, który odpowiadałby za barwniejszą, lżejszą stronę filmu poprzez wstawki humorystyczne – w tym wypadku padło na Yang Hyo-Sam, w któregow cielił się Ko Chang-Seok (Rough Cut). Nie chcę się zbyt obszernie rozwodzić nad pozostałymi postaciami, ale muszę wspomnieć o świetnym Ryoo Seung-Ryong (Children…SecretBestseller) który zagrał północnokoreańskiego dowódcę –  Hyun Jung-Yoon. Pomimo swojego wyglądu, stonowanego sposobu mówienia oraz spojrzeń, które niejedną osobę mogłyby przyprawić o gęsią skórkę, to bardzo polubiłam jego postać. Reżyser nie starał się robić z niego ,,tego złego”, choć było ku temu wiele okazji. Jest to jeden z największych atutów filmu – milcząca więź zrozumienia pomiędzy dwiema stronami konfliktu. Wrażenie to zostało spotęgowane przez zestawienie tęsknoty Koreańczyków z Północy za rodzinami, które zostały na Południu (listy) do krwawych, bezwzględnych starć na froncie. I jedni i drudzy chcieli w końcu wrócić do domu, przetrwać za wszelką cenę, bądź po prostu zaznać upragnionego spokoju. Wojna sprawia, że wszyscy na swój sposób dorastają poprzez decyzje jakie podejmują w obliczu zagrożenia.

Obok dobrej gry aktorów nie zabrakło rozmachu od strony technicznej. Widowiskowe sceny masowych starć robią piorunujące wrażenie. Zdjęcia, efekty pirotechniczne stoją na bardzo wysokim poziomie, a wszystko to świetnie zmontowane (nie tylko obraz, ale przede wszystkim dźwięk). Podobał mi się także dobór oświetlenia i wykorzystanie zmieniającej się pogody (śnieg, mgła, mrok itp.). Widz może poczuć atmosferę panującą w szeregach. Niestety za spory mankament tego tytułu uważam przeciętną oprawę muzyczną, zabrakło mi utworów, które poruszyłyby mnie i skłoniły do więzi emocjonalnej z wydarzeniami na ekranie.

Na przestrzeni filmu nie obyło się bez odczuwalnych dłużyzn. Moim zdaniem można było pokusić się o kilkunastominutowe skrócenie historii. Kilka scen jest przedramatyzowanych, a wiele dialogów aż razi  moralizatorskim i podniosłym tonem. Jest to błąd kardynalny większości filmów wojennych, ale uważam, że i tak zawsze mogło być gorzej. Szczytem schematyczności jest wplecenie wątku dzieci okaleczonych przez wojnę – bez szwanku dla reszty filmu można było z tego zrezygnować. Dopiero po tej produkcji zdałam sobie sprawę, że zbyt przychylnym okiem patrzyłam dotychczas na Tae Guk Gi: The Brotherhood of War. Z drugiej strony ciężko te dwa filmy porównywać, ponieważ skupiają się one na innych obliczach wojny…. Wracając do sedna – The Front Line, to film, który bez większego ryzyka można nazwać manifestem antywojennym. Konflikt zbrojny ukazany oczami przeciętnego żołnierza odbiega od wyobrażeń dowództwa. Wzgórze Aerok stało się symbolem bezcelowego, daremnego poświęcenia życia przez setki młodych ludzi. Zwykli żołnierze wykonują jedynie rozkazy z góry, które niekoniecznie są rozsądne. Samo wzgórze przez 18 miesięcy przechodzi z rąk do rąk 30 razy. Nie widać końca tej pozbawionej sensu krwawej jatki.

O czym jeszcze jest The Front Line ? Przede wszystkim o zatraceniu człowieczeństwa. Jedni bohaterowie stają się maszynami do zabijania, inni chcą się znieczulić od wszelkich ludzkich odczuć, jeszcze inni popadają w obłęd… Ale wszystkich łączy chęć przetrwania. To co oryginalne w The Front Line to ukazanie tego co dzieje się, gdy następuje ogłoszenie zakończenia działań zbrojnych. Żołnierze w okopach byli przed chwilą śmiertelnymi wrogami, a teraz nagle przestają walczyć. Powstaje pytanie po co to wszystko? Jaki sens ma walka skoro wystarczy jeden podpis by zażegnać spór? Pomimo niewątpliwych zalet, dla mnie The Front Line  jest historią ze zmarnowanym potencjałem. Zbyt długi, zbyt prosty, za bardzo przekombinowany… Nawet świetna końcówka nie zrekompensowała mi w zupełności rozczarowania jakie mnie spotkało w trakcie seansu, zwłaszcza, że wyczekiwałam tego filmu miesiącami.

Ocena: 7+/10

Trailer

Road No. 1

로드넘버원

Tytuł: Road No. 1 (로드넘버원, Rodeu Neombeowon, Road Number One)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Obsada: So Ji-SubKim Ha-NeulYoon Kye-Sang.

Gatunek: romans, wojenny.

 

 

Gdy miłość przyćmiewa wszystko inne…

Road No. 1, czyli droga pomiędzy Seulem, a Pyongyang, staje się świadkiem okrutnej wojny oraz wielkiej miłości, która zostaje wystawiona na ciężką próbę.

Czytaj dalej

The Coast Guard

1. Dane podstawowe.해안선

Tytuł: The Coast Guard (hae anseon, 해안선, The Coastline)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2002

Czas trwania: 94 min

Obsada: Jang Dong KunPark Ji AYu Hae JinKim Jeong Hak

Gatunek: dramat, wojenny, akcja.

2. Fabuła.

Szeregowy Kang należy do koreańskiej jednostki wojskowej, która ulokowana jest na wybrzeżu. Mężczyzna za wszelką cenę pragnie stać się bohaterem i zabić szpiega z Północy. Niestety pewnej nocy dochodzi do tragedii i szeregowy Kang zabija cywila. Nie mogąc sobie poradzić z przeżytą traumą, żołnierz opuszcza jednostkę, jednak na tym jego problemy się nie kończą.

3. Muzyka.

Jak to bywa w filmach Kim Ki-Duk’a soundtrack nie jest specjalnie różnorodny i obszerny. Rzadko kiedy możemy usłyszeć jakiś utwór w tle. Wyjątkiem jest zakończenie – pieśń śpiewana przez szeregowego Kang’a i piękny utwór z męskim wokalem (piękny o tyle, że wokal jest bardzo poruszający…przepełniony smutkiem).

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Powiem tak – Coast Guard warto obejrzeć dla rewelacyjnych występów Jang Dong Kun (Tae Guk Gi: The Brotherhood of War) jako szeregowca Kang oraz Park Ji A (The Breathjako Mi Young. Nie od dziś wiem, że Jang Dong Kun jest dobrym aktorem, jednak to jak poradził sobie z szaleństwem swojego bohatera przeszło wszelkie moje oczekiwania. W jego oczach naprawdę widać zagrożenie, obłęd. Uwierzyłam w każdy jego wyraz twarzy, gest, zmianę tonu głosu…Idealna postać dla niego i nie wyobrażam sobie kogoś innego w tej roli. Park Ji A również przypadła rola obłąkanej. Mimo to jej szaleństwo i zachowanie można wytłumaczyć, gdyż nie jest taka od samego początku (natomiast paranoja Kang’a w trakcie filmu się nasilała). Podobnie jak Kang’a było mi jej żal. Nie udzielono im pomocy po takiej traumie, co doprowadziło do pogorszenia ich stanu i całkowitego odcięcia się od świata rzeczywistego. Z postacią Mi Young wiąże się kilka scen, które wywarły na mnie ogromne wrażenie np. wejście do akwarium, zanurzenie w wodzie, dziwaczny uśmiech za każdym razem, gdy widziała szeregowego Kang’a. Postaci drugoplanowe są zauważalne, jednak jedynie jako uzupełnienie fabuły. Nikt specjalnie, poza wspomnianą dwójką, nie zapadł mi w pamięci.

5. Wykonanie techniczne.

Wiele elementów charakterystycznych dla Kim Ki-Duk’a : surowy styl, film wykonany prostymi środkami, uboga oraz posępna kolorystyka. Zdziwiła mnie dosadność i brutalność wielu scen – zwłaszcza ilość krwi przy zastrzeleniu cywila. Jedyne co mnie raziło to dziwaczny montaż pod koniec filmu.

6. Ogólna ocena.

The Coast Guard jest bardzo dobrym materiałem na świetny dramat. Główni aktorzy wypadli rewelacyjnie, przedstawiona historia ma ciekawy, intrygujący zarys, a do tego idealna lokalizacja. Mimo tych atutów gdzieś w połowie film zaczyna nużyć powolnym tempem i niewiarygodnością poczynań bohaterów. Zachowanie szeregowego Kang’a od samego początku było dla mnie niezrozumiałe. Jego chęć zabicia szpiega z Północy za wszelką cenę, pasja jaką wkładał w wykonywanie ćwiczeń, komiczny kamuflaż na twarzy…Od pierwszych chwil widać, że jest z nim coś nie tak, odstaje od pozostałych rekrutów. Wraz z tragicznymi wydarzeniami jego szaleństwo coraz bardziej się uwidacznia i eskaluje. Druga część filmu zawiera sporo absurdalnych scen np. wszystko to co działo się z obłąkaną Mi Young, ciągłe powroty Kang’a do jednostki, jego przeobrażenie w nad-żołnierza, to, że rekruci w pewnym momencie słuchają rozkazów Kang’a (!), jedna z ostatnich scen, gdy Kang śpiewa na ulicy pośród tłumu i to co robi później. Jedno tragiczne wydarzenie pociąga za sobą nieodwracalne skutki i niszczy spokój jednostki i miasteczka. Z drugiej strony akcja film mogłaby się dziać gdziekolwiek na świecie, gdyż The Coast Guard to dla mnie manifest  przeciwko wojnie. Według mnie jak na Kim Ki-Duk’a film jest zbyt prosty w odbiorze. Cenię sobie jego filmy za symbolikę, specyficzną estetykę wykonania. The Coast Guard odbiega od tego co mogłabym nazwać standardem dla filmów tego reżysera. Sporo dialogów, chwilami szokujący poziom brutalności i dosadności. Chociaż chyba tylko w taki sposób można zwrócić uwagę  na trudną kwestię konfliktów wojennych. Być może sam Kim Ki-Duk nie do końca wiedział co dokładnie chciał przekazać poprzez ten tytuł (np. losy Mi Young). W filmie ukazano także codzienny tryb życia rekrutów, ich szkolenie, ćwiczenia fizyczne, ale także beztroskie chwile odpoczynku. Zabrakło mi oryginalności i większej liczby scen, które poruszyłyby mną. Najmocniejszym punktem filmu jest rola Jang Dong Kun i choćby dla niego warto sięgnąć po ten tytuł. Trochę przykre, że jedna scena z końcówki mówi więcej niż cały film. Chodzi mi tu o scenę, gdy rozluźnieni żołnierze grają w piłkę, a na boisku wyraźnie widać kontur Półwyspu Koreańskiego przedzielonego siatką, która po chwili znika…

Ocena: 6/10

Polskie napisy

Trailer

Comrades

1. Dane podstawowe.Legend of the Patriots

Tytuł: Comrades (Legend of the Patriots, 전우, jeonu)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 50 min

Obsada: Choi Su JongKim Roe HaLim Won HieNam Sung JinHong Kyoung InRyu Sang WookLee Seung HyoPark Sang UkAhn Yong JoonLee Tae RanJeong Tae WooKim Myeong SuLee In Hye

Gatunek: wojenny, historyczny, dramat.

2. Fabuła.

Drama przedstawia losy 9 żołnierzy w czasie wojny koreańskiej.

3. Muzyka.

Soundtrack idealnie wpasowujący się w klimat dramy. Jak to bywa przy wojennych produkcjach – możemy usłyszeć wiele patetycznych, choć pięknych, motywów instrumentalnych. Moim zdaniem nie zawsze były odpowiednio wykorzystane. Zbyt często w jednym odcinku można usłyszeć patetyczne utwory. Wiem, że dzięki temu można lepiej przedstawić poświęcenie, odwagę, emocje żołnierzy, ale mimo to podniosłość co drugiej sceny jest męcząca i zupełnie zbędna.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W większości aktorzy spisali się rewelacyjnie z dwoma niechlubnymi wyjątkami. Zacznę od tych, którzy sprawili, że drama ta całkowicie mnie pochłonęła. Ciężko opisać każdą z głównych postaci, ponieważ jest ich całe mnóstwo, dlatego też wspomnę o zaledwie kilku, którzy wywarli na mnie największe wrażenie.Choi Su Jong wcielił się w postać dowódcy szwadronu, Lee Hyun Joong. Szczerze, to brak mi słów, aby wyrazić za jak dobry uważam jego występ. Z ogromną przyjemnością sięgnę po więcej produkcji z jego udziałem. Do tego nie powiedziałabym, że ma 47 lat (!). Jego bohater to wzór dowódcy – jest dla swoich kompanów nie tylko przełożonym, ale także ojcem, przyjacielem i jednocześnie nie zawahałby poświęcić życia za nich. Jednak za poważnym obliczem skrywa dramat rozłąki z ukochaną kobietą, ale w czasie wojny nie ma miejsca na sentymenty i dlatego z profesjonalizmem wypełnia swoje obowiązki względem ojczyzny. Kim Myeong Su, który zagrał rolę Cheon Yong Taek – żołnierza z Północy. Ciekawa postać, której możemy zobaczyć różne oblicza – od człowieka bez skrupułów po troskliwego przyjaciela. Całkiem dobrze spisała się także Lee Tae Ran jako Lee Soo Kyung, oficer z Północnej Korei. Trochę zdziwiło mnie, że kobieta piastuje tak wysokie stanowisko w armii Północy, ale widocznie nie zostało to wyssane z palca i kobiety faktycznie miały taką możliwość. To co najbardziej podobało mi się w profilu granej prze z nią bohaterki, to to, że w czasie wojny jest przede wszystkim żołnierzem. Kobieta z twardym charakterem, która nie lęka się żadnego zadania, potrafi przyznać się do porażki i ponieść konsekwencje swoich czynów. Oddana służbie swojemu narodowi, chociaż (podobnie jak Lee Hyun Joong) gdzieś w środku wciąż pamięta o ukochanym mężczyźnie, z którym nie jednokrotnie przyjdzie jej zmierzyć się na polu bitwy. Czas na tych, których powierzona rola przerosła, czyli Jeong Tae Woo oraz odtwórca postaci syna wieśniaków, którzy zaopiekowali się szwadronem głównych bohaterów (niestety nie mogę znaleźć nazwiska tego aktora). Obaj byli dla mnie karykaturalni i zupełnie niewiarygodni. Co gorsza Jeong Tae Woo otrzymał bardzo dobrą postać do zagrania (Chun Sung Il). Jego bohater spokojnie mógł pretendować do jednego z ciekawszych charakterów dramy. Otóż Chun Sung Il jest początkowo żołnierzem z Południa, ale dezerteruje i dołącza do armii Północy. Aktor ten otrzymał mnóstwo scen, które wymagały ukazywania skrajnych emocji – paniki, strachu, nienawiści, bólu itp. i poległ w nich na całej linii. W ogóle nie przekonała mnie jego mimika twarzy wyrażająca cierpienie czy dezorientację. Szkoda, że w taki sposób zaprzepaszczono wiarygodne ukazanie tragedii tych młodych ludzi, którzy nie rozumieli o co i dlaczego walczą, którzy pragnęli jedynie przeżyć i wrócić żywymi do domów. Denerwowała mnie także Jung Hwa (Lee In Hye). Odniosłam wrażenie, iż jej postać wpleciono do scenariusza tylko po to, by była kolejna żeńska postać. Według mnie zupełnie zbędna bohaterka, bez której drama w ogóle by nie ucierpiała.

5. Wykonanie techniczne.

Przyznaję się, że miałam dość wygórowane oczekiwania co do strony technicznej dramy. Wynika to z głownie z faktu, iż wiem, że Koreańczycy potrafią robić dobre filmy wojenne, więc tego samego oczekiwałam po dramie. Mimo sporych funduszy (jak na dramę) bywa różnie. Rewelacyjne sceny bitew przeplatają się z tymi gorszej jakości np. niewielkie bitwy (a raczej potyczki przeciwnych stron) trzymają wysoki poziom, są dynamiczne, jednak przy większych bitwach reżyseria daje plamę. Do tego oświetlenie nocą jest nienaturalne, ale to zmora wszystkich dram, które widziałam. Niestety nie wierzę, że przez cały czas było bezchmurne niebo i trwała pełnia Księżyca. Chociaż nawet w takich warunkach nie jest aż tak jasno. Kilka razy odniosłam wrażenie, że widzę rozstawione reflektory. Sztuczne oświetlenie razi także w jaskiniach. Scenarzyści zaliczyli także kilka wpadek np. w 5 odcinku żołnierze biegają w błocie i po kałużach przy dużym mrozie. A i co do ostrej zimy – podkreślano nieprzychylność natury, to że bohaterowie umierają z zimna, ale gdy mówią nie widać pary z ust. Zdziwiło mnie także zamazywanie co gorszych ran..- mogli dać wyższy rating. Również zastanawiały mnie ciągle zabrudzone twarze bohaterów. Wiem, iż w warunkach polowych nie ma zbyt wielu okazji do kąpieli, ale na litość boską, nawet w obozach, gdy zmieniali mundury, to twarze ciągle były zabrudzone. To co zasługuje na pochwałę to mundury, broń, wystroje wnętrz. Uwielbiam filmy wojenne, więc z przyjemnością patrzyłam na te szczegóły.

6. Ogólna ocena.

Mimo wspomnianych wad drama jest świetna. Aktorzy, w większości, są po prostu rewelacyjni, świetnie odzwierciedlają charaktery swoich postaci. Fabuła jest nieprzewidywalna i wciąga od pierwszych chwil. Pomimo, że w połowie, gdy bohaterowie trafiają do obozu jenieckiego tempo odrobinę spada, to i tak ciągle się coś dzieje. Widać, że scenariusz nie był napisany na kolanie. Bohaterowie są różnorodni, każdy z nich ma swoje unikalne cechy. Efekty batalistyczno-pirotechniczne na dobrym poziomie, chociaż nierówne, świetne bitwy przeplatają się z mniej udanymi. Zapewne niektórzy widzowie mogą mieć dość tego, że kilkuosobowa grupka żołnierzy ciągle wychodzi cało, nawet w starciach z wieloma przeciwnikami, ale taki już urok wojennych serii. Reżyseria mogłaby być lepsza. Zabrakło mi pomysłowości w niestandardowych ujęciach, a także nie zawsze dynamika kamery była w pełni zadowalająca. Natomiast szczegóły czasów wojennych są dopracowane – zwłaszcza mundury i bronie. I chociaż jak na dramę przyłożono się do strony technicznej, to i tak zawsze jest na co ponarzekać. Polecam wszystkim osobom, które lubią tematykę wojenną. Nie ma co nastawiać się na romans, gdyż otrzymujemy jedynie jego zarys, a w związku z tym nie ma mowy o scenach rozpaczy kochanków, co uważam za ogromny atut Comrades. Drama o wojnie i jej uczestnikach. Jak to bywa, przy takiej tematyce nie ma możliwości, aby uniknąć patosu. Mimo to, jest to całkowicie normalne w filmach/serialach o wojnie i dlatego aż tak nie razi. Zresztą wspomnianego patosu nie ma tak wiele. Zakończenie idealne, czyli bez zbędnego, wymuszonego happy endu. Żałuję, że tak dobra seria liczy zaledwie 20 odcinków. Comrades to świetna odskocznia od dram typowo koreańskich, czyli komedii romantycznych. Piękna historia o odwadze, honorze, przyjaźni, poświęceniu, ale także o okrucieństwie i bezsensie wojny. O tym, że dotychczasowi przyjaciele, kochankowie, rodziny zostają rozdzieleni wraz z podziałem kraju i wplątani w bratobójczą walkę. Jak najbardziej polecam.

Ocena: 9/10

Trailer

The Warlords

1. Dane podstawowe.投名狀

Tytuł: The Warlords (tou ming zhuang, 投名狀, tau ming jong)

Kraj: Chiny

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 126 min

Obsada: Jet LiLau Dak WaKaneshiro TakeshiXu Jing Lei

Gatunek: dramat wojenny, historyczny.

2. Fabuła.

Trzech mężczyzn, których losy związał przypadek, stają się braćmi krwi. W XIX wieku, gdy Chiny pogrążone są w wojnie domowej, trzech przywódców prowadzi swoich ludzi przeciwko skorumpowanej władzy dynastii Quing.

Czytaj dalej

Into The Fire

1. Dane podstawowe.pohwa sokeuro

Tytuł: Into The Fire (pohwa sokeuro, 포화 속으로, 71: Into The Gunfire, “Mom, I might die today…”)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 120 min

Obsada: T.O.P., Kwon Sang UCha Seung WonKim Seung U

Gatunek: wojenny, dramat.

2. Fabuła.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach.

Wojna koreańska, lata 50. XX wieku. 71 uczniów zostaje zaciągniętych do wojska. Po krótkim szkoleniu dostają zadanie by bronić za wszelką cenę pewnego gimnazjum. Ich przywódcą zostaje O Jang Beom. Musi on nie tylko  zmierzyć się z żołnierzami Korei Północnej, ale i utrzymać rygor w swoich szeregach.

3. Muzyka.

Piękny, wzruszający soundtrack. Muzyka jest idealnie dopasowana do obrazu, możemy ją usłyszeć w dobrze wybranych momentach, a pod koniec potęguje niezwykły dramatyzm losów postaci.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Miałam spore obawy co do filmu, gdyż w główną rolę wcielił się T.O.P (IRIS). Do tej pory nie miał okazji pokazać się w wymagającej roli – w końcu w IRIS mało co się odzywał i jedynie chodził i z pistoletem. W Into The Fire sprawy mają się inaczej. Uważam, że jego postać jest ciekawa i do tego bardzo dobrze, wiarygodnie odegrana. Po prostu zaimponował mi, ale w dużej mierze jest to zasługa świetnej konstrukcji postaci. Otóż obok przejęcia odpowiedzialności za życie 70 kolegów i stawienie oporu wrogiej armii, przede wszystkim pragnie przeżyć i wrócić do domu, ujrzeć znów twarz matki. Podobał mi się także „ten zbuntowany”, czyli Gu Gap Jo –  w tej roli Kwon Sang U. Możemy zaobserwować jak jego bohater, pod wpływem doświadczeń wojny, zmienia się i pokazuje co znaczy honor i odwaga. W filmie możemy także zobaczyć Kim Seung U (IRISATHENA) w roli Gang Seok Dae. Kolejna jego kapitalna rola, bardzo wiarygodny. Jak zwykle musi być też ten „zły”, czyli Cha Seung Won (ATHENA). Ze swoim męskim wyglądem i hipnotyzującym głosem świetnie nadaje się na czarnych bohaterów. Czekam na jego rolę w komedii – jestem ciekawa jak sobie poradzi w swojej najnowszej produkcji (właśnie komedii romantycznej) Best Love. To tyle, jeżeli chodzi o głównych bohaterów. Jest to film wojenny, więc przez ekran przewija się mnóstwo żołnierzy, wszyscy wypadli przyzwoicie.

5. Wykonanie techniczne.

Mistrzostwo. Pierwsze minuty filmu oszołomiły mnie. Dosłownie. Pomyślałam sobie – kto im robił te efekty batalistyczne? Nie wiem, ale ktokolwiek to był to należą mu się pokłony. Bardzo realistyczne i widowiskowe kino wojenne, które na długo zapada w pamieć swoją szczegółowością i realizmem. To trzeba zobaczyć!

6. Ogólna ocena.

Widziałam bardzo wiele amerykańskich filmów wojennych. Into The Fire nie odstaje ani na krok (a nawet bym powiedziała, że przewyższa mnóstwo znanych produkcji) w efektach batalistycznych. Na szczęście jest mniej patosu i co ważne – brak pokrzepiających monologów umierających. Zawsze mnie to drażni w filmach prosto z Hollywood. Bohater pada pod wpływem kilkunastu kul, ale zamiast umrzeć, krztusi się krwią przez 10 min i prawi morały (najlepiej swojemu przyjacielowi lub komuś z kim się nie dogadywał wcześniej). W Into The Fire jak mają umierać to umierają. Oczywiście jest, zwłaszcza pod koniec, sporo heroizmu, jednak nie raziło mnie to, ponieważ miał to być także hołd poległym naprawdę w tej wojnie. Film podzieliłabym na trzy części: pierwsza jest pełna widowiskowych wybuchów, batalistyki; druga: znacznie spokojniejsza, gdzie możemy bliżej poznać główne postacie; trzecia: powtórka z rozgrywki, czyli bomby, strzały, czołgi, krew itp. Dobra fabuła pozwala na lepsze poznanie i zrozumienie bohaterów, głównie O Jang Beom. Przebłyski jego wspomnień związanych z matką są wzruszające, zwłaszcza porównanie ciężarówki jak wyjeżdżał z rodzinnego miasta z ciężarówką na froncie, pełną rannych żołnierzy. Podobało mi się, że nie wpleciono żadnego wątku romantycznego, co często zdarza się w filmach wojennych (chociaż przez moment myślałam, że coś będzie między O Jang Beom i panią pielęgniarką, ale na szczęście nie było :)). Into The Fire to dobry, widowiskowy, film wojenny z dobrą grą aktorską. Kilka scen na długo zapadnie mi w pamięć, wrażenia po seansie jak najbardziej pozytywne. Dawno nie widziałam tak dobrego filmu (nie tylko filmu wojennego), gorąco polecam – nie tylko dla fanów filmów wojennych, gdyż film jest także o młodych ludziach, którym przyszło stanąć do walki, o honorze, odwadze i przyjaźni.

Ocena: 9/10

Trailer

Tae Guk Gi: The Brotherhood of War

1. Dane podstawowe.Taegukgi

Tytuł: Tae Guk Gi: The Brotherhood of War (Taegukgi, taegukgi hwinallimyeo, 태극기 휘날리며)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2004

Czas trwania: 148 min

Główni aktorzy: Won Bin Jang Dong Gun

Gatunek: dramat, wojenny.

2. Fabuła.

Film przedstawia historię dwójki braci z Korei Południowej – Lee Jin Seok i Lee Jin Tae, którzy w obliczu wojny koreańskiej z roku 1950 zostają wysłani na front. W ogniu walki ich braterska miłość zostaje wystawiona na ciężką próbę.

Czytaj dalej