The Tiger: An Old Hunter’s Tale

27892

 

Tytuł: The Tiger: An Old Hunter’s Tale (The Tiger, Daeho, 대호)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Czas trwania: 139 min

Reżyseria:  Park Hoon-Jung

Scenariusz: Park Hoon-Jung

Obsada: Choi Min-SikJeong Man-SikKim Sang-HoSung Yoo-BinRen OsugiJung Suk-Won

Gatunek: dramat, akcja, historyczny.

Koreański Król Tygrysów vs Cesarstwo Japońskie – dosłownie i w przenośni

Korea lata 20. U podnóża góry Jirisan giną kolejni japońscy żołnierze. Rozpoczyna się wielkie polowanie na zabójcę – ostatniego koreańskiego tygrysa, którego śmierć ma stanowić dla japońskiego okupanta symbol złamanego ducha walki Koreańczyków. W ujęcie tygrysa ma zostać włączony legendarny łowca Chun Man-Duk.

Czytaj dalej

The Slave Hunters

1. Dane podstawowe.

Tytuł: The Slave Hunters (Chuno, 추노)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Liczba odcinków: 24

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Kwak Jung-Hwan

Scenariusz: Cheon Seong-Il

Stacja: KBS2

Obsada: Jang HyukOh Ji-HoLee Da-HaeKong Hyung-JinLee Jong-Hyeok, Kim Ji-SukSong Dong-Il

Gatunek: akcja, romans, kostiumowy, historyczny, sztuki walki.

2. Fabuła.

Korea, czasy dynastii Joseon, rok 1648. Fabuła dramy skupia się na łowcach niewolników oraz samych niewolnikach. Łowcy zajmują się ściganiem zbiegłych niewolników, a zwłaszcza tych, którzy dopuścili się złamania prawa. Jednym z łowców jest Dae-Gil, który oprócz wykonywania kolejnych zleceń, poszukuje niewolnicy Hye-Won – niegdyś ukochanej kobiety. Dae-Gil oraz dwóch jego towarzyszy – Jang-jun Choi i Wang-Son, rozpoczynają kolejne zlecenie. Tym razem mają schwytać byłego generała, pracującego dla rządu oraz zaufanego doradcę obalonego księcia – Tae-ha, będącego obecnie niewolnikiem posądzonym o zbrodnię, której de facto się nie dopuścił.

Czytaj dalej

Bridal Mask

Gaksital

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Bridal Mask (Gaksital, 각시탈)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Liczba odcinków: 28

Czas trwania odcinka: 70 min

Reżyseria: Yun Seong-Sik

Scenariusz: Huh Young-Man (manhwa), Yoo Hyun-Mi

Budżet: ok. 9mln $

Obsada: Joo WonJin Se-YeonPark Gi-WoongHan Chae-Ah

Gatunek: akcja, kostiumowy, romans, sztuki walki, historyczny.

2. Fabuła.

Lata 30. XXw. Korea znajduje się pod okupacją Cesarstwa Japonii. Lee Kang-To jest jednym z Koreańczyków, którzy postanawiają służyć Cesarstwu jako oficer na posterunku policji. Szansę awansu upatruje w aresztowaniu nieuchwytnego do tej pory Robin Hooda Korei, czyli Gaksital’a. Lee Kang-To przeżywa szok, gdy poznaje tożsamość zamaskowanego obrońcy ludności koreańskiej. W tle odbywa się walka o wpływy, wyzwolenie Korei, a także miłość…

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna jest nierówna. O ile np.  w scenach w klubie możemy usłyszeć rytmy rodem z lat 30., o tyle w trakcie walk, pojedynków raczy się widza współczesnymi beatami, które w ogóle nie pasowały mi do koncepcji dramy oraz najzwyczajniej w świecie irytowały.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Bridal Mask to drama, która cieszyła się dużym zainteresowaniem w Korei, a co za tym idzie – kolejne odcinki notowały zwyżkowe raitingi. Wielu dramomaniaków zachwycało się grą aktorską głównych aktorów, ale nie wszystko działało bez zarzutu w tej materii. Obsada była dla mnie zagadką, gdyż zdecydowano się na stosunkowo młodych aktorów bez pokaźnego dorobku dramowego czy też filmowego. W rolę Lee Kang-To wcielił się Joo Won, który zyskał sobie po emisji Bridal Mask całą rzeszę fanek… Bardzo podobała mi się jego postać z początku serii. Idealnie nadaje się do ról ,,bad guy’ów” i playboy’ów. Jako charyzmatyczny, pewny siebie i nie cofający się przed niczym bohater zaimponował mi swobodą gry. Nie widać było przesadnej mimiki w trakcie wybuchów emocji, złoszczenia się. Niestety im dalej w las tym z Lee Kang-To ,,z pazurem” staje się ciepłą kluchą bez polotu. A wszystko to z powodu…tak, tak miłości, ale wcześniej rodzinnej tragedii. Niespecjalnie przekonywały mnie także jego łzy… Nie będzie tajemnicą jeśli napiszę, że Lee Kang-To staje się w końcu Gaksitalem i rozpoczyna żmudne starania o wyzwolenie Korei. Oprócz bycia dzielnym, niezwykle sprawnym bojownikiem o wolność, działającym na dwóch frontach (oczywiście dla zmyłki) odnajduje czas na miłość do Mok Dan, z  którą (a jakże) łączy go wspólna przeszłość. Jako najlepszego przyjaciela Lee Kang-To, a później wroga możemy oglądać Park Gi-Woong. Kimura Shunji, bo o nim mowa, jest Japończykiem, ale przez wzgląd na pozycję ojca, mieszka i pracuje jako nauczyciel muzyki w Korei. Jest nieśmiałym, grzecznym, zawsze uśmiechniętym chłopcem do rany przyłóż, który skrycie podkochuje się w Mok Dan. Jednakże i on przechodzi drastyczną zmianę – wraz ze śmiercią brata ogarnia go żądza zemsty. Zatraca się całkowicie i skupia na schwytaniu Gaksital’a bez względu na wszystko. Z niewinnego i dobrodusznego nauczyciela przeistacza się w bezwzględnego oficera policji, który nie zawaha się zabić dla sprawy. Shunji  to chyba najtragiczniejsza postać w dramie. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę jak bardzo się zmienił, jak daleko się posunął dla zemsty, jednak jest już za późno by wrócić. Jego jedynym łącznikiem ze sobą z przeszłości jest Mok Dan… Dlatego też nie dziwi jego przywiązanie do niej i  niekończące się próby trzymania jej blisko siebie. Park Gi-Woong podołał roli, ale niejednokrotnie przesadzał ze złością w oczach, choć z drugiej strony muszę mu oddać, że płakać na ekranie to on potrafi. Odnośnie pań to w rolę Mok Dan wcieliła się młodziutka Jin Se-Yeon. Nie owijając w bawełnę – to najsłabsze ogniwo w obsadzie. Nie przekonała mnie zupełnie do swojej bohaterki, jej mimika twarzy często była albo przesadzona albo nieadekwatna do danej sytuacji. Sama postać Mok Dan nie jest taka zła, gdyż jej historia bez zgrzytów wtapiała się w dążenia wyzwoleńcze – poprzez chociażby jej ojca. Druga z pań, która dołączyła do czworokątu (choć na upartego to nawet pięciokątu) miłosnego to Han Chae-Ah jako Chae Hong-Joo. Jedna z dwóch moich ulubionych postaci (obok Shunji). Jej losy poznajemy pobieżnie, ale każde jej działanie jest uzasadnione. Chae Hong-Joo jest adoptowaną córką japońskiego bossa, stojącego na czele tajnej organizacji. Piękna, zmysłowa, elegancka, a przy tym przebiegła – kto by pomyślał, że i ją trafi strzała Amora… Nieoczekiwanie okazuje się, że wiele zawdzięcza Lee Kang-To. Postaci drugoplanowych nie jestem w stanie zliczyć. Wiele się dzieje, wiele wątków zostaje poruszonych, a co za tym idzie – praktycznie każdy odcinek niesie ze sobą nowych bohaterów.

5. Wykonanie techniczne.

Bridal Mask to pierwsza drama historyczna, którą oglądałam, a której akcja ma miejsce w latach 30. W związku z tym ciekawiły mnie wszelkie wystroje wnętrz, kostiumy i klimat tamtych lat. Spotkało mnie drobne rozczarowanie, ale chyba po prostu zbyt wiele wymagałam. Na plus z pewnością są ubiory zarówno pań, jak i panów oraz wystroje wnętrz, meble, dodatki. Niezliczone garnitury, garsonki,  kapelusze, biżuteria – jak na oko takiego laika to wyszło całkiem nieźle. Jednakże od miasta aż biło sztucznością.  Co prawda starano się, aby ulice żyły swoim życiem, mieszkańcy przechadzali na drugim/trzecim planie, ale…zabrakło wykończenia, szlifu – może to wina dramowej reżyserii? Sama reżyseria jest przyzwoita, ot nie dopatrzyłam się wpadek, ale też kadry czy też lokacje nie powaliły na kolana. Zastrzeżenia mam także do układów walk  w stylu ,,jestem mistrzem sztuk walk i tak nic mi nie zrobicie” – na dłuższą metę walki były powtarzalne i za bardzo reżyserowane…. Zdziwił mnie poziom brutalności dramy – mamy mnóstwo śmierci, samobójstwa, rany kłute  postrzały  tortury – ale oczywiście uważam to za atut.

6. Ogólna ocena.

Pod wieloma względami Bridal Mask jest dramą wyjątkową i z pewnością godną polecenia poszukiwaczom czegoś innego niż komedia romantyczna. Pomimo całej mojej sympatii do większości bohaterów, a także rozbudowanej, przemyślanej fabuły – w wielu momentach się nudziłam. Wątek konspiracyjny, owszem, był ciekawy, ale gdy się pojawił. Później nastąpiło niefortunne powtarzanie schematów. Nie interesowało mnie kto, jak, dlaczego… Szybko pogubiłam się w nazwiskach i celach kolejnych akcji partyzanckich, nie przywiązywałam do nich większego znaczenia. Chociaż watek romantyczny zszedł na drugi plan, to także i on nie wzbudził mojego zainteresowania. Ciekawiło mnie jedno – czy na końcu Shunji zabije Kang-To? A może na odwrót? Albo obaj zginą? Inny scenariusz po prostu nie wchodził w grę, gdy jasne stało się, że żaden z nich nie może już wrócić do punktu,  w którym to wszystko się zaczęło. Postacie są rozbudowane, wielopłaszczyznowe, przechodzą przemiany o 180 stopni. Dzięki temu drama jest nieprzewidywalna, a przystojni panowie w obsadzie są kolejnym głosem ,,za”.  Poruszono mnóstwo wątków,  ale na całe szczęście większość z nich (wszystkie?) doczekały się zwieńczenia. Bardzo podobało mi się zakończenie – tragiczne, ale jednocześnie podkreślające główny zamysł dramy – czyli ukazanie niezłomnego ducha narodu koreańskiego. Każdy z ciemiężonych może powstać i stawić czoła okupantowi, wszyscy mogą stać się Gaksitalem. Polecam.

Ocena: 7+/10

Harakiri

Seppuku

Tytuł: Harakiri (seppuku, 切腹)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 1962

Czas trwania: 133 min

Reżyseria: Kobayashi Masaki

Scenariusz: Hashimoto Shinobu

Obsada: Nakadai TatsuyaTanba TetsurouIwashita ShimaIshihama AkiraSatou KeiMatsumoto TatsuoMikuni RentarouIgawa Hisashi

Gatunek: dramat historyczny, kostiumowy, samuraje.

Bushidō vs moralność

Rytuał harakiri* jest nieodłącznym elementem wszelkiej maści filmów o samurajach. Wielu ten rytuał śmierci fascynuje, gdyż stanowił wyraz wyjątkowego poczucia honoru oraz chęci odkupienia win. I właśnie ten ceremoniał jest tytułem i głównym tematem filmu w reżyserii uznanego japońskiego reżysera Kobayashi Masaki.

Czytaj dalej

Prince of Tears

 泪王子

Tytuł: Prince of Tears (泪王子, Lei Wang Zi)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Yonfan

Scenariusz: Yonfan

Obsada: Wing FanTerri KwanHsiao-chuan Chang , Kenneth TsangOceane Zhu

Gatunek: dramat, historyczny.

Dorastanie w czasach białego terroru.

Prince of Tears to film nominowany do Złotego Lwa w 2009r. na Festiwalu Filmowym w Wenecji, a do tego oparty na faktach. Te dwie informacje wystarczyły, aby zainteresować mnie tą produkcją. Reżyser, Yonfan, w urzekający sposób porusza kwestię więzów rodzinnych, miłości, dorastania w czasach niepokoju. Zamiast dokumentu stworzył bardzo klimatyczny obraz o ludziach, którym przyszło żyć na Tajwanie w trakcie trwania histerii anty-komunistycznej tzw. białego terroru (1949-1987).

Czytaj dalej

Woochi

The Taoist Wizard

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Woochi (전우치, Jeon Woo Chi, The Taoist Wizard, Story of Jeon Woo-chi)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Choi Dong-Hun

Scenariusz: Choi Dong-Hun

Budżet: 12 mln $

Obsada: Gang Dong-WonYu Hae-JinLim Soo-JungKim Yun-Seok.

Gatunek: przygodowy, komedia, akcja, historyczny, fantasy.

2. Fabuła.

Akcja filmu ma miejsce w 1509r w czasie trwania ery Joseon. Zdolny, młody czarodziej Jeon Woo Chi bardziej od ratowania świata przed demonami i goblinami, woli wykorzystywać swoje umiejętności do robienia zamieszania wokół swojej osoby, dobrej zabawy oraz zdobywania poklasku u płci przeciwnej. Jego towarzyszem jest zmiennokształtny Chorangyi, który gdy trzeba przybiera postać psa bądź też konia. Jeon Woo Chi ma ochraniać antyczną piszczałkę, jednak nie przykłada się do swojego zadania. Sytuację wykorzystuje zły czarodziej Hwadam, który zabija mistrza Woo Chi. On sam zostaje oskarżony o zbrodnię i za karę zapieczętowany w malowidle przez trzech taoistycznych mnichów. Po 500 latach ludzkości znów zagrażają demony i mag Hwadam, dlatego też wspomniane trio postanawia uwolnić Woo Chi.

Czytaj dalej

Il Ji-Mae: The Phantom Thief

1. Dane podstawowe.Iljimae

Tytuł: Il Ji-Mae: The Phantom Thief ( Iljimae, 일지매)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 20

Czas trwania: 70 min

Obsada: Lee Jun-KiPark Si-HooHan Hyo-JooLee Young-AhLee Mun-Shik

Gatunek: akcja, dramat, historyczny, romans.

2. Fabuła.

Młody Geom staje się świadkiem zabójstwa ojca. Od tego feralnego dnia jego życie całkowicie się odmienia. Zostaje przygarnięty przez złodziejaszka Soe-Dol. Wraz z dorastaniem Geom zaczyna sobie przypominać wydarzenia z przeszłości. Żądny zemsty postanawia nocą przywdziewać maskę i stawać w obronie najuboższych.

3. Muzyka.

W trakcie oglądania dramy nieszczególnie zwróciłam uwagę na soundtrack, gdyż zbyt często irytowały mnie luki w fabule i błazeńskie zachowanie bohaterów. W związku z tym postanowiłam przesłuchać soundtrack oddzielnie  i muszę przyznać, iż wypada dobrze. Kilka pięknych, poruszających ballad oraz motywów wzorowanych na czasy epoki. Miłe zaskoczenie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W Iljimae nie podobało mi się wiele, jednak jedno udało się twórcom dobrze, a mianowicie dobór obsady. W rolę tytułowego Iljimae wcielił się Lee Jun-Ki (Time Between Dog and Wolf). Przyszło mu odegrać tak naprawdę dwie całkowicie odmienne postaci. Z jednej strony, za dnia, był cwanym złodziejaszkiem, który co i rusz dostawał niezłe lanie, a potem jak gdyby nigdy nic dalej robił z siebie pajaca. Natomiast nocą, gdy przywdziewał maskę, można zobaczyć jego skupione i bystre oblicze. Jak zwykle nie można narzekać na Lee Jun-Ki w scenach czarnej rozpaczy i wielkich życiowych dramatów, po prostu daje w nich z siebie wszystko co najlepsze. Istotną rolę odegrał także Park Si-Hoo (Prosecutor Princess) jako nadworny gwardzista Si-Hoo. Szczerze to zawiodłam się, gdyż Park Si-Hoo ciągle oferował ten sam skwaszony wyraz twarzy i mimo kilku dobrych okazji do wykazania się – polegał na całej linii. Wolę go w rolach playboy’ów w komediach romantycznych. Wśród głównych postaci przewijają się także dwie kobiety, czyli Han Hyo-Joo jako Eun Chae oraz Lee Young-Ah jako Bong-Soon. Nie będę się nad nimi rozpisywać, gdyż nie pokazały niczego nadzwyczajnego, a poza tym ich postacie wydawały mi się zbędne (ot tylko po to, aby jakiś romans wcisnąć w dramę). Poza pierwszoplanowymi postaciami Iljimae zawiera całą plejadę dobrych postaci drugoplanowych. Chociaż generalnie scenariusz jest słaby i bohaterowie nie mają rozbudowanych charakterów, to i tak najmilej wspominam właśnie drugoplanowe kreacje. Między innymi podobał mi się Lee Mun-Shik jako przyszywany ojciec Yong-Yi (Iljimae). Pogodna, emocjonalna postać, który wniosła do dramy sporo serdeczności i ciepła. Do gustu przypadła mi także rola Jo Min-Gi (East of Eden) jako król.

5. Wykonanie techniczne.

Nie była to moja pierwsza koreańska drama osadzona w erze Joseon, dlatego też nie miałam wielkich oczekiwań. Stroje jak zwykle przyzwoite, peruki również, wystrój wnętrz i sceny na powietrzu także ujdą. Generalnie reżyseria nie wypadła najgorzej (jak na dramę), a kilka scen naprawdę cieszy oko. Przyznaję, iż sceny na lodzie (gdzieś w początkowych odcinkach) były oryginalne, ale później było już tylko przeciętnie (i to bardzo). To co mnie raziło, to przede wszystkim walki. Przy oglądaniu Iljimae trzymała mnie jedynie myśl, że jest to drama akcji, więc jeżeli fabuła się nie rozkręci, to pozostaną mi przynajmniej sceny pojedynków. Wszelkie elementy wuxia raziły mnie po oczach…swoją schematycznością, sztucznością i brakiem płynności ruchu. Z żalem patrzyłam jak aktorzy bezskutecznie starają się, aby ich ruchy wyglądały na profesjonalne i naturalne.

6. Ogólna ocena.

Iljimae należy do popularnego trendu “fusion sageuk” (czyli dramy osadzone w historii, ale ze współczesnym językiem i muzyką). I żeby było jasne – nie jestem jego fanką. Największą bolączką Iljimae jest właśnie nieprawidłowy balans pomiędzy elementami komicznymi a poważnymi. W tym przypadku mówienie o „komedii” jest nie na miejscu, gdyż zachowanie bohaterów i ich działania często są po prostu błazenadą. Nie mogłam patrzeć jak Lee Jun-Ki ciągle robi z siebie pajaca na ekranie, jak przesadza z mimiką twarzy i ciągle dostaje łupnia…Czułam totalny niesmak i nie wiem jakim cudem zdzierżyłam te wszystkie „komediowe” wstawki. Być może wynika to z faktu, iż Iljimae męczyłam przez około 1,5 roku (tak, tak…jest to drama, która przez najdłuższy okres czasu mnie dobijała). Tak czy inaczej sam trzon fabuły, czyli morderstwo, spisek, żądza zemsty, rodzinne tajemnice – nie jest niczym nowym. Romans…chwila moment – jaki romans? Chyba bardziej pasuje określenie: miłostki bohaterów. Niby jakieś zauroczenia są, gdzieś przewinie się pocałunek, kilka tandetnych romantycznych scen…i to by było na tyle. Może i lepiej, że nie rozwijano tych wątków, gdyż zapewne wtedy nie dokończyłabym dramy. Żeby nie było tak totalnie ironicznie, to wspomnę o tym co mi się podobało w fabule. Otóż jeżeli wyłuskać jedynie historię zemsty i wszelkie wątki poważne, to drama jest przyzwoita. Pojawia się sporo wątków pobocznych, które mogłyby być ciekawe, ale nie pokuszono się  o ich rozwinięcie. Aktorzy spisali się dobrze i nie mam większych uchybień. Podobnie muzyka jak i reżyseria są udane. O zakończeniu nie będę wspominała, bo chyba można się domyślać jak się potoczyły losy Iljimae. W samej końcówce zdziwił mnie szybki rozwój wypadków i ich skutki. Gdyby ktoś zapytał się mnie: o czym tak w ogóle jest Iljimae? To minęłaby długa chwila zanim bym cokolwiek powiedziała, gdyż po seansie pamiętam jedynie początek i koniec.Czy polecam? Biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie moje wrażenia, to nie. Jednak będąc obiektywną, to warto dać szansę Iljimae, zwłaszcza jeśli lubi się obsadę i potrafi się przymknąć oko na humor.

Ocena: 4/10

Comrades

1. Dane podstawowe.Legend of the Patriots

Tytuł: Comrades (Legend of the Patriots, 전우, jeonu)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 50 min

Obsada: Choi Su JongKim Roe HaLim Won HieNam Sung JinHong Kyoung InRyu Sang WookLee Seung HyoPark Sang UkAhn Yong JoonLee Tae RanJeong Tae WooKim Myeong SuLee In Hye

Gatunek: wojenny, historyczny, dramat.

2. Fabuła.

Drama przedstawia losy 9 żołnierzy w czasie wojny koreańskiej.

3. Muzyka.

Soundtrack idealnie wpasowujący się w klimat dramy. Jak to bywa przy wojennych produkcjach – możemy usłyszeć wiele patetycznych, choć pięknych, motywów instrumentalnych. Moim zdaniem nie zawsze były odpowiednio wykorzystane. Zbyt często w jednym odcinku można usłyszeć patetyczne utwory. Wiem, że dzięki temu można lepiej przedstawić poświęcenie, odwagę, emocje żołnierzy, ale mimo to podniosłość co drugiej sceny jest męcząca i zupełnie zbędna.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

W większości aktorzy spisali się rewelacyjnie z dwoma niechlubnymi wyjątkami. Zacznę od tych, którzy sprawili, że drama ta całkowicie mnie pochłonęła. Ciężko opisać każdą z głównych postaci, ponieważ jest ich całe mnóstwo, dlatego też wspomnę o zaledwie kilku, którzy wywarli na mnie największe wrażenie.Choi Su Jong wcielił się w postać dowódcy szwadronu, Lee Hyun Joong. Szczerze, to brak mi słów, aby wyrazić za jak dobry uważam jego występ. Z ogromną przyjemnością sięgnę po więcej produkcji z jego udziałem. Do tego nie powiedziałabym, że ma 47 lat (!). Jego bohater to wzór dowódcy – jest dla swoich kompanów nie tylko przełożonym, ale także ojcem, przyjacielem i jednocześnie nie zawahałby poświęcić życia za nich. Jednak za poważnym obliczem skrywa dramat rozłąki z ukochaną kobietą, ale w czasie wojny nie ma miejsca na sentymenty i dlatego z profesjonalizmem wypełnia swoje obowiązki względem ojczyzny. Kim Myeong Su, który zagrał rolę Cheon Yong Taek – żołnierza z Północy. Ciekawa postać, której możemy zobaczyć różne oblicza – od człowieka bez skrupułów po troskliwego przyjaciela. Całkiem dobrze spisała się także Lee Tae Ran jako Lee Soo Kyung, oficer z Północnej Korei. Trochę zdziwiło mnie, że kobieta piastuje tak wysokie stanowisko w armii Północy, ale widocznie nie zostało to wyssane z palca i kobiety faktycznie miały taką możliwość. To co najbardziej podobało mi się w profilu granej prze z nią bohaterki, to to, że w czasie wojny jest przede wszystkim żołnierzem. Kobieta z twardym charakterem, która nie lęka się żadnego zadania, potrafi przyznać się do porażki i ponieść konsekwencje swoich czynów. Oddana służbie swojemu narodowi, chociaż (podobnie jak Lee Hyun Joong) gdzieś w środku wciąż pamięta o ukochanym mężczyźnie, z którym nie jednokrotnie przyjdzie jej zmierzyć się na polu bitwy. Czas na tych, których powierzona rola przerosła, czyli Jeong Tae Woo oraz odtwórca postaci syna wieśniaków, którzy zaopiekowali się szwadronem głównych bohaterów (niestety nie mogę znaleźć nazwiska tego aktora). Obaj byli dla mnie karykaturalni i zupełnie niewiarygodni. Co gorsza Jeong Tae Woo otrzymał bardzo dobrą postać do zagrania (Chun Sung Il). Jego bohater spokojnie mógł pretendować do jednego z ciekawszych charakterów dramy. Otóż Chun Sung Il jest początkowo żołnierzem z Południa, ale dezerteruje i dołącza do armii Północy. Aktor ten otrzymał mnóstwo scen, które wymagały ukazywania skrajnych emocji – paniki, strachu, nienawiści, bólu itp. i poległ w nich na całej linii. W ogóle nie przekonała mnie jego mimika twarzy wyrażająca cierpienie czy dezorientację. Szkoda, że w taki sposób zaprzepaszczono wiarygodne ukazanie tragedii tych młodych ludzi, którzy nie rozumieli o co i dlaczego walczą, którzy pragnęli jedynie przeżyć i wrócić żywymi do domów. Denerwowała mnie także Jung Hwa (Lee In Hye). Odniosłam wrażenie, iż jej postać wpleciono do scenariusza tylko po to, by była kolejna żeńska postać. Według mnie zupełnie zbędna bohaterka, bez której drama w ogóle by nie ucierpiała.

5. Wykonanie techniczne.

Przyznaję się, że miałam dość wygórowane oczekiwania co do strony technicznej dramy. Wynika to z głownie z faktu, iż wiem, że Koreańczycy potrafią robić dobre filmy wojenne, więc tego samego oczekiwałam po dramie. Mimo sporych funduszy (jak na dramę) bywa różnie. Rewelacyjne sceny bitew przeplatają się z tymi gorszej jakości np. niewielkie bitwy (a raczej potyczki przeciwnych stron) trzymają wysoki poziom, są dynamiczne, jednak przy większych bitwach reżyseria daje plamę. Do tego oświetlenie nocą jest nienaturalne, ale to zmora wszystkich dram, które widziałam. Niestety nie wierzę, że przez cały czas było bezchmurne niebo i trwała pełnia Księżyca. Chociaż nawet w takich warunkach nie jest aż tak jasno. Kilka razy odniosłam wrażenie, że widzę rozstawione reflektory. Sztuczne oświetlenie razi także w jaskiniach. Scenarzyści zaliczyli także kilka wpadek np. w 5 odcinku żołnierze biegają w błocie i po kałużach przy dużym mrozie. A i co do ostrej zimy – podkreślano nieprzychylność natury, to że bohaterowie umierają z zimna, ale gdy mówią nie widać pary z ust. Zdziwiło mnie także zamazywanie co gorszych ran..- mogli dać wyższy rating. Również zastanawiały mnie ciągle zabrudzone twarze bohaterów. Wiem, iż w warunkach polowych nie ma zbyt wielu okazji do kąpieli, ale na litość boską, nawet w obozach, gdy zmieniali mundury, to twarze ciągle były zabrudzone. To co zasługuje na pochwałę to mundury, broń, wystroje wnętrz. Uwielbiam filmy wojenne, więc z przyjemnością patrzyłam na te szczegóły.

6. Ogólna ocena.

Mimo wspomnianych wad drama jest świetna. Aktorzy, w większości, są po prostu rewelacyjni, świetnie odzwierciedlają charaktery swoich postaci. Fabuła jest nieprzewidywalna i wciąga od pierwszych chwil. Pomimo, że w połowie, gdy bohaterowie trafiają do obozu jenieckiego tempo odrobinę spada, to i tak ciągle się coś dzieje. Widać, że scenariusz nie był napisany na kolanie. Bohaterowie są różnorodni, każdy z nich ma swoje unikalne cechy. Efekty batalistyczno-pirotechniczne na dobrym poziomie, chociaż nierówne, świetne bitwy przeplatają się z mniej udanymi. Zapewne niektórzy widzowie mogą mieć dość tego, że kilkuosobowa grupka żołnierzy ciągle wychodzi cało, nawet w starciach z wieloma przeciwnikami, ale taki już urok wojennych serii. Reżyseria mogłaby być lepsza. Zabrakło mi pomysłowości w niestandardowych ujęciach, a także nie zawsze dynamika kamery była w pełni zadowalająca. Natomiast szczegóły czasów wojennych są dopracowane – zwłaszcza mundury i bronie. I chociaż jak na dramę przyłożono się do strony technicznej, to i tak zawsze jest na co ponarzekać. Polecam wszystkim osobom, które lubią tematykę wojenną. Nie ma co nastawiać się na romans, gdyż otrzymujemy jedynie jego zarys, a w związku z tym nie ma mowy o scenach rozpaczy kochanków, co uważam za ogromny atut Comrades. Drama o wojnie i jej uczestnikach. Jak to bywa, przy takiej tematyce nie ma możliwości, aby uniknąć patosu. Mimo to, jest to całkowicie normalne w filmach/serialach o wojnie i dlatego aż tak nie razi. Zresztą wspomnianego patosu nie ma tak wiele. Zakończenie idealne, czyli bez zbędnego, wymuszonego happy endu. Żałuję, że tak dobra seria liczy zaledwie 20 odcinków. Comrades to świetna odskocznia od dram typowo koreańskich, czyli komedii romantycznych. Piękna historia o odwadze, honorze, przyjaźni, poświęceniu, ale także o okrucieństwie i bezsensie wojny. O tym, że dotychczasowi przyjaciele, kochankowie, rodziny zostają rozdzieleni wraz z podziałem kraju i wplątani w bratobójczą walkę. Jak najbardziej polecam.

Ocena: 9/10

Trailer