The Beauty Inside

27232

Tytuł: The Beauty Inside (Byooti Insaideu, 뷰티 인사이드)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Czas trwania: 127 min

Reżyseria: Baek Jong-Yeol

Scenariusz: Kim Sun-Jung, Park Jung-Ye

Obsada: Han Hyo-JooPark Seo-JoonKim Sang-HoKo Ah-SungLee Dong-WookYoo Yeon-SeokLee Beom-SooPark Shin-HyeLee Jin-WookLee Dong-Hwi

Gatunek: romans, fantasy.

Miłość niejedno ma oblicze

Reżyser Baek Jong-Yeol, wcześniej zajmujący się reżyserowaniem reklam, zadebiutował na wielkim ekranie romantycznym filmem fantasy The Beauty Inside. Obraz fabularnie nawiązuje do amerykańskiego filmu z gatunku ,,social film” (czyli filmów krótkometrażowych publikowanych za pomocą portali społecznościowych) z 2012r. o takim samym tytule.

Czytaj dalej

As The Gods Will

22344

As the Gods Will (2014)

Tytuł: As the Gods Will (Kamisama no Iu Toori, 神さまの言うとおり)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2014

Czas trwania: 118 min

Reżyseria: Takashi Miike

Scenariusz:  Muneyuki Kaneshiro (manga), Akeji Fujimura (manga), Hiroyuki Yatsu

Obsada: Ryunosuke KamikiMio YukiSota FukushiHirona YamazakiShota Sometani

Gatunek: horror, szkoła, czarna komedia, fantasy.

Gdy stawką w grze jest życie

Takashi Miike znany jest z filmów epatujących, często nieuzasadnioną, przemocą. Nie inaczej jest w przypadku As the Gods Will. Tym razem japoński reżyser przenosi na wielki ekran mangę o takim samym tytule. Akcja skupia się na grupie nastolatków, którzy zostają zmuszeni do wzięcia udziału w grach, których stawką jest ich życie.

Czytaj dalej

Vampire Prosecutor 2

뱀파이어 검사 2

Tytuł: Vampire Prosecutor 2 (Baempaieo Geomsa 2, 뱀파이어 검사 2)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2012

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 60 min

Reżyseria: Yoo Sun-Dong

Scenariusz: Han Jung-HoonKang Eun-Sun

Stacja: OCN

Budżet: ok. 4,4 mln $

Obsada: Yeon Jeong-HunLee Young-AhLee Won-JongLee Kyeong-YeongKim Joo-Young

Gatunek: kryminał, tajemnica, fantasy, akcja.

Wampiryzmu po koreańsku ciąg dalszy

Wampirzy prokurator – Min Tae-Yeon, powraca wraz z drugim sezonem Vampire Prosecutor. W kolejnej odsłonie doszło do kilku zmian – zarówno zza kamery w postaci nowego reżysera, jak i przed kamerą – czyli pojawienie się koronera Jo Jung-Hyun. Czy kontynuacja okazała się równie udana co poprzednik? Osobiście spotkało mnie rozczarowanie, jednakże to wciąż solidna drama kryminalna z wątkiem fantasy w tle.

Czytaj dalej

The Dog of Orthros

Orthros no Inu

1. Dane podstawowe.

Tytuł: The Dog of Orthros (Orthros no Inu,  オルトロスの犬)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2009

Liczba odcinków: 9

Czas trwania odcinka: 54 min

Reżyseria: Arata Kato

Scenariusz:  Mao Aoki

Obsada: Hideaki TakizawaRyo NishikidoAsami Mizukawa

Gatunek: fantasy, dramat.

2. Fabuła.

Shinji Ryuzaki przebywa w więzieniu za zabójstwo sprzed 10 lat. Mężczyzna posiada nadprzyrodzoną moc i jednym dotknięciem dłoni jest w stanie uleczyć każdą chorobę czy też ranę. Jednak w naturze zawsze musi być równowaga, którą dla ,,Dłoni Boga” jest dobroduszny nauczyciel – Ryosuke Aoi, posiadający ,,Dłonie Diabła”. Ryosuke Aoi zaledwie dotknięciem może pozbawić życia. Tymczasem detektyw Nagisa Hasebe poznaje ich obu i nieświadomie otwiera istną puszkę Pandory.

3. Muzyka.

Już sama piosenka z openingu mnie nie zachwyciła – nie jestem fanką j-pop’u. Z kolei soundtarck słuchany oddzielnie jest całkiem przyjemny dla ucha, a poza tym charakteryzuje się różnorodnością. Niestety nie słychać tego podczas oglądania dramy, choć chyba po prostu byłam zbyt niezadowolona z gry aktorów i fabuły, aby skupiać się jeszcze na oprawie muzycznej.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Dzięki The Dog of Orthros po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z  Hideaki Takizawa, wcielającym się w postać Shinji Ryuzaki. Aktorem jest fatalnym i szerokim łukiem będę omijała wszelkie produkcje z jego udziałem. Jako Shinji Ryuzaki był apatyczny, niezaangażowany w grę. Jego wzrok nie wyrażał żadnych emocji i przez całą dramę raczy widzów tą samą miną. Teoretycznie przypadła mu najciekawsza postać i gdyby tylko miał na tyle umiejętności mógł z niej wycisnąć o wiele więcej. Jego bohater jest pełen sprzeczności, toczy wewnętrzną walkę, gdyż przypięto mu łatkę złoczyńcy, pomimo jego nadprzyrodzonych mocy. Pomimo beznadziejnej gry Hideaki Takizawa, to i tak najbardziej interesowały mnie poczynania właśnie jego bohatera. Nie miał on łatwego życia, a wszyscy, których spotykał na swojej drodze patrzyli na niego przez pryzmat ,,Dłoni Boga” i korzyści, które mogą dzięki nim osiągnąć. Jednak widzowi nawet nie daje się możliwości zgłębienia w psychikę Shinji Ryuzaki i dostrzec jego wielki dramat. Druga główna rola przypadła znanemu mi z kilku innych dram Ryo Nishikido (1 Litre of TearsLast friendsJoker). Nie uważam go za wybitnego aktora, ale na tle poprzednika każdy wygląda o niebo lepiej niż w normalnych okolicznościach. Ryosuke Aoi w jego wykonaniu był wiarygodną postacią i z miejsca uwierzyłam w jego dobroć, bezinteresowność. Udało mu się także przekonać mnie do targających go wątpliwości i poczucia winy związanych z niechcianym darem, który posiada. Główną obsadę uzupełnia  Asami Mizukawa jako pani detektyw Nagisa Hasebe. Bardzo stereotypowa postać – samotnie wychowuje córkę, która oczywiście jest chora, a do tego odznacza się świetną intuicją i należycie wykonuje swoją pracę. Niejednokrotnie daje łupnia kilkorgu napastnikom i to bez większego problemu. Kwestia choroby córki pozostaje dla mnie tajemnicą, gdyż nie rozumiem dlaczego z dziecka chorego na astmę zrobiono chucherko, na którego trzeba chuchać i dmuchać. W końcu wiele osób choruje na astmę i w ogóle nie przeszkadza im to w aktywnym życiu. Postacie drugoplanowe nie odgrywają większej roli, a jest ich na tyle dużo, że nie sposób wspomnieć o wszystkich.

5. Wykonanie techniczne.

The Dog of Orthrosto drama spod znaku fantasy, toteż przed seansem drżałam o efekty specjalne. Ku mojemu zdziwieniu bardzo umiejętnie wybrnięto z pułapki kiczowatości. Nadprzyrodzone moce dwójki głównych bohaterów sprowadzają się do delikatnej poświaty wokół dłoni. Niejednokrotnie pominięto i ten element. Bardzo podobały mi się animowane wspomnienia. Świetny pomysł i realizacja. Oczami wyobraźni widziałam jak fatalnie zrealizowano by powódź przy użyciu komutera…Reżyseria nie powala na kolana, ale jest poprawna jak na dramę japońską przystało. Mam kilka uwag do scenarzysty, gdyż przesadzono z wizją odosobnionego więzienia Shinji Ryuzaki. Mały gabinet za przezroczystymi ścianami w jakichś podziemiach… Czyżby zbytnia fascynacja nad Milczeniem owiec?

6. Ogólna ocena.

The Dog of Orthrosto drama dziwaczna. Z jednej strony dobry pomysł, a z drugiej zły dobór co niektórych aktorów i pełna nieoryginalnych zwrotów akcji fabuła. Trzon akcji stanowi odwieczny podział świata według antagonizmów – dobro i zło, jasność i mrok, Bóg i Diabeł. Ciężko sklasyfikować dramę gatunkowo, ponieważ jednocześnie próbuje być kryminałem, serią z elementami paranormalnymi, psychologicznym thrillerem, romansem, a nawet udawać, że jest podszyta przesłaniem. Jak to często bywa w takich przypadkach wyszedł nieciekawy misz-masz. Mimo to jakoś dobrnęłam do przedostatniego odcinka bez większych zgrzytów. Katastrofa zaczęła się wraz z finałowym odcinkiem. Wątek z wysadzaniem kościoła oraz tajemnice, które wychodzą na jaw były szczytem schematyczności i kombinatorstwa. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. W zbyt patetycznej formie przekazano moralizatorski wydźwięk dramy. Zamiast skupić się na bohaterach ciągle podkreślano jak chciwi, samolubni i bezwzględni są ludzie. ,,Dłonie Boga” i perspektywa wyleczenia każdej choroby zaślepiła wiele osób. Zawiodłam się także na dialogach – wiele z nich jest pustych i nic nowego nie wnosi. Pomimo kilku istotnych wad nie jest to drama beznadziejna w każdym wymiarze. Wydaje mi się, że moje oczekiwania były zbyt duże, gdyż naprawdę zainteresowała mnie fabuła. Polecam ten tytuł fanom kogoś z obsady, bądź też widzom, lubiącym elementy fantasy.

Ocena: 5/10

Re-cycle

鬼域

Tytuł: Re-cycle (Moon to, 門徒)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 108 min

Reżyseria: Oxide Pang ChunDanny Pang

Scenariusz:  Cub Chin, SirLaosson Dara, Sam Lung, Oxide Pang ChunDanny Pang, Thomas Pang

Obsada: Angelica Lee , Lawrence ChouSiu-Ming LauRain Li

Gatunek: horror, fantasy.

,,Re-cycle”, czyli podróż przez osobisty czyściec

,,Re-cycle” to kolejny horror w dorobku braci bliźniaków Pang. Chyba najbardziej znanym ich filmem jest ,,The Eye” z 2002r., który (co oczywiste) doczekał się amerykańskiego remaku. Jednak tym razem ,,Re-cycle” to nie tylko horror, ale także oryginalny dramat psychologiczny, w którym główna bohaterka musi zmierzyć się z błędami popełnionymi w przeszłości.

Czytaj dalej

Honey Pupu

消失打看

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Honey Pupu (xiao shi da kan, 消失打看, siu sat da hon)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 102 min

Reżyseria: Hung-I Chen

Scenariusz: Hung-I Chen, Fu-jin Lam

Obsada: Peggy TsengLin Chen XiWang Zi, Nikki Shie, Daqi Li

Gatunek: fantasy, dramat, romans, młodość.

2. Fabuła.

Film przedstawia losy kilkorga młodych ludzi w kontekście rzeczy/osób zaginionych, wyczekiwaniem końca świata, zatroskaniem o losy pszczół oraz poszukiwaniem własnej tożsamości i sensu życia. Prezenterka radiowa – Vicky, poprzez stronę internetową missing.com, którą założył jej chłopak -Dog, próbuje go odnaleźć, gdyż słuch po nim zaginął. Kobieta zaczyna podejrzewać, że to pewna siebie Playing stoi za zniknięciem jej chłopaka.  By ją odnaleźć Vicky nawiązuje kontakt z członkami społeczności missing.com – Cola, Assassin oraz Money.

3. Muzyka.

W związku z tym, iż  Hung-I Chen zajmuje się  także reżyserią teledysków i reklam, a także pamiętając soundtrack z jego debiutu pełnometrażowego filmu- Candy Rain, wiedziałam, że mogę liczyć na wiele dobrego od oprawy muzycznej. Przede wszystkim muzyka jest nie tylko tłem wydarzeń, ale i ich uczestnikiem. Możemy usłyszeć różnorodne utwory od klasyki (o ile mnie słuch nie myli pamiętam Chopin’a oraz Mozart’a) poprzez rockowe brzmienia, a kończąc na elektronicznych beatach. Przez sporą część filmu miałam wrażenie, że oglądam dobry teledysk muzyczny, niż film.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Honey Pupu to film „indie” i dlatego próżno szukać tutaj znanych nazwisk. Ciężko wskazać mi głównych bohaterów, ponieważ każda z postaci ma swoje 5 minut. Niemniej jednak to Vicky (Peggy Tseng) przybliża widzowi fabułę filmu. Co prawda druga część to w większości trójkąt romantyczny pomiędzy Money (Lin Chen Xi), Assassin oraz Cola (Wang Zi z tajwańskiego boysband’u Bang Bang Tong aka Lollipop). Na pierwszy rzut oka bohaterów nic poza stroną internetową nie łączy, ale szybko okazuje się, że każdy z nich jest na swój sposób zafascynowany tematyką znikania. Jednocześnie widzimy jak starają się utrwalać rzeczy ulotne. I tak Vicky jest zafascynowana fotografią, Assassin zajmuje się sprzedażą staroci, a Cola uwiecznia przedmioty, budynki w swoich rysunkach. Aktorsko film prezentuje się dobrze, a najbardziej podobała mi się Peggy Tseng jako melancholijna Vicky. Z kolei najgorzej poradził sobie Wang Zi, ale na całe szczęście jego bohater nie jest przesadnie wyeksponowany. Aktorzy zostali dobrani dobrze i byłam skłonna uwierzyć w wyrażane przez ich emocje – zwłaszcza intensywny związek Assassin z Money oraz Playing, która jest tu istną femme fatale.

5. Wykonanie techniczne.

Podobnie jak w przypadku Candy Rain, Honey Pupu urzeka przede wszystkim obrazem. Jako że nasi bohaterowie porozumiewają się dzięki stronie internetowej, to sporo dialogów przedstawiono w formie chatu (kwestie w kształcie pojedynczej komory w plastrze miodu). W wielu momentach film jest surrealistyczny, ,,ożywają” rysunki wykonane przez Cola, postacie wkraczają do wyimaginowanego świata (sen, zaświaty), a także w miejsce obecnych budynków pojawiają się ich starsze odpowiedniki. Do tego celu wykorzystano oryginalne i dobrze wykonane efekty specjalne. Wspomnienia (głównie Assassin’a) wyróżniają się czarno-białą kolorystyką. Dzięki dobrej pracy kamery, reżyser sprawia, iż widz odnosi wrażenie  ulotności obrazu, oniryzmu.

6. Ogólna ocena.

Cenię sobie niezależne kino i to bardzo. Zwłaszcza produkcje z Tajwanu zawsze zwracają moją uwagę i stąd też trafiłam na Honey Pupu . Spotkałam się ze skrajnymi opiniami na jego temat – jedni uważają go za ambitny, inni za pseudointelektualny bełkot. Ja osobiście jestem gdzieś pomiędzy, gdyż pomimo świetnej formy, muzyki, dobrej gry aktorów, to brakuje mi przesłania. Honey Pupu to istny zlepek różnorodnych epizodów, których wspólnym elementem jest tematyka zanikania. Przykładowo dowiadujemy się, że Money obawia się  o zmniejszającą się populację pszczół w wyniku fal radiowych emitowanych przez telefony komórkowe, a także zbiera śrubki, ponieważ nigdy nie wiadomo czy nie przydadzą się do naprawienia czegoś. Również w dialogach pomiędzy postaciami zawarto wiele różnorodnych tematów – muzyka, kompozytorzy, sens życia, światy równoległe, poszukiwanie znaczenia miłości, co znaczy dla nas współczesny świat, jak wpływają na nas zmiany w nim zachodzące itp. Moja ulubiona scena to ta, w której bohaterowie przynoszą czarne balony nad morze – bardzo oryginalne. Jak widać jest to totalny misz-masz i przez to brak tutaj konkretnego przesłania. Zachwiana chronologia oraz zagmatwana fabuła nie ułatwiają nam poszukiwań pointy. Oczywiście łatwo dostrzec, że reżyser próbuje uwypuklić problem technologii, która coraz bardziej ingeruje w nasze życie – telefony komórkowe, ipody, laptopy, Internet. Młodzi ludzie przenikają do tego nierealnego świata i gdzieś po drodze zatracają się w nim, a część z nich nie będzie już wstanie z niego wrócić….(tak jak jeden z bohaterów). Jak dla mnie za mało konkretów, za dużo domysłów i braku logiki. Mimo wszystko jest to ciekawy tytuł i warto dać mu szansę. Poza tym zakończenie jest zaskakujące. Komu polecić? Głównie osobom, które lubią filmy o młodości w niekomercyjnym wydaniu.

Ocena: 5+/10

Humming

A Lovers Concerto

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Humming ( A Lovers Concerto, 허밍, Huming)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2008

Czas trwania: 96 min

Reżyseria: Dae-yeong Park

Scenariusz: Dae-yeong Park

Budżet: 736,842 $

Obsada: Lee Chun-HeeHan Ji-Hye

Gatunek: melodramat, fantasy.

2. Fabuła.

Jun-seo i Mi-yeon niedługo będą obchodzić 6 rocznicę bycia ze sobą. Jednak Jun-seo czuje się znużony takim stażem związku i planuje zerwać z długoletnią partnerką. Z kolei Mi-yeon, nic nie podejrzewając, w swoim zwyczaju jak zwykle tryska młodzieńczą energią oraz sprawia ukochanemu kolejne niespodzianki. Zdeterminowany mężczyzna postanawia złożyć aplikację na wyprawę badawczą na Biegun Południowy. Gdy Mi-yeon się o tym dowiaduje z miejsca stwierdza, iż zaczeka na niego rok a nawet więcej. Jeszcze przed wyjazdem Jun-seo, kobieta ulega wypadkowi i zapada w śpiączkę. Jej partner jest osłupiały, ponieważ w dzień po wypadku rozmawiał z Mi-yeon w swoim mieszkaniu.

3. Muzyka.

W trakcie seansu nie zwróciłam szczególnej uwagi na ścieżkę dźwiękową, toteż żaden z utworów nie wzbudził we mnie zainteresowania. Na przestrzeni filmu możemy usłyszeć kilka powtarzalnych motywów instrumentalnych, na tyle subtelnych, iż są ledwo zauważalne.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Humming to typowy melodramat, który skupia się na dwójce głównych bohaterów. Postacie drugoplanowe praktycznie nie istnieją, a można do nich zaliczyć zaledwie matkę i siostrę Mi-yeon oraz przyjaciela z pracy Jun-seo. Odnośnie głównej pary, to słowa pochwały na pewno należą się Han Ji-Hye (East of Eden), która wcieliła się w postać przesympatycznej Mi-yeon. Dla niektórych z pewnością może to być przerysowana, do bólu wtórna bohaterka, jednak urzekła mnie swoją swobodą bycia, łaknieniem adrenaliny,a przede wszystkim nieustanną troską o związek z Jun-seo. Mi-yeon ma w sobie coś z dziecka i tak też zachowuje się w miłości. Widać, że bez ukochanego nie wyobraża sobie życia, chce spędzać z nim każdą wolną chwilę, zostawia mu nawet kartki z zadaniami,  które ukrywa w różnych przedmiotach w jego mieszkaniu. Być może przez swoją radosną naturę nie dostrzega zmian w zachowaniu Jun-seo. Chociaż podobała mi się rola Han Ji-Hyeto niestety nie mogę powiedzieć tego samego o Lee Chun-Hee, wcielającym się w postać Jun-seo. Jego bohater to od pierwszych chwil nie wzbudza sympatii. Traktuje Mi-yeon jak upierdliwą nastolatkę, która nie chce mu dać spokoju. Nie znamy bliżej historii ich związku, jak wyglądały razem spędzone lata, ale skoro chciał się jej pozbyć to mógł powiedzieć o tym wprost, a nie uciekać się do dziwacznych historii o wyjeździe na drugi koniec świata. Do wypadku Mi-yeon jest on nieczułym bufonem i nagle przeistacza się w najnieszczęśliwszego człowieka na ziemi, który nie rozumie jak mogło coś tak strasznego spotkać jego ukochaną kobietę. Przyznaję, iż aktor nie przekonał mnie do swojej skruchy, ja bynajmniej nie widziałam w jego oczach, mimice twarzy, ruchach, wielkiej miłości i troski. Na nic zdały się jego rozpacz, łzy, w ogóle nie przekonał mnie do swojego bohatera. Moim zdaniem taka konstrukcja postaci nijak ma się do bohatera romantycznego.

5. Wykonanie techniczne.

Produkcji tej nie mam nic do zarzucenia w kwestii wykonania. Brak udziwnień, a sceny ,,nadprzyrodzone” prezentują się dobrze. Duża w tym zasługa oświetlenia na wzór baśni. Montaż jest płynny, nie odczuwa się dłużyzn, choć niektóre ujęcia są sztucznie przedłużane. To co mnie zdziwiło to reklama strony internetowej oraz piosenki nagranej przez odtwórców głównych ról, którą możemy zobaczyć tuż po zakończeniu filmu. Dziwny zabieg i dla mnie niezrozumiały.

6. Ogólna ocena.

Humming rozczarował mnie, ponieważ spodziewałam się bardziej porywającego filmu. Sięgając po melodramat oczekuję wyrazistych postaci, chemii pomiędzy bohaterami oraz wzruszających scen. W przypadku tej produkcji nic takiego nie miało miejsca. Mimo wszystko doceniam chęć stworzenia czegoś innego. Otóż w Humming nie obserwujemy jak bohaterowie się poznają, zakochują w sobie, a następnie jak radzą w obliczu nieoczekiwanych problemów. Tutaj główna para jest ze sobą od kilku lat i ich związek znajduje się na zakręcie. Rutyna dnia codziennego jest nieuniknionym elementem każdego związku z długim stażem. Jednak twórcom nie udało się przekuć tego w atut filmu, gdyż przynajmniej w moim przypadku – największe zainteresowanie wzbudziły sceny z przeszłości, wspomnienia z czasów, gdy się poznali. Są one ciekawe, ponieważ ukazują zupełnie inne oblicze Jun-seo. Okazuje się, że  to on pierwszy zwrócił uwagę na śliczną Mi-yeon oraz  robił co mógł, by zdobyć jej serce. Nagrał nawet na kasecie zdanie ,,Kocham cię” – tylko dlatego, że Mi-yeon lubiła to słyszeć. Niestety nie dowiadujemy się co takiego wydarzyło się na przestrzeni tych 6 lat ich związku, że Jun-seo przeszedł taką metamorfozę. Nie uwierzyłam także w wielką miłość Jun-seo. Przy łóżku szpitalnym Mi-yeon nie widziałam zakochanego w niej mężczyznę, a człowieka, który ma wyrzuty sumienia i stara się w jakimś stopniu zrekompensować jej swoje zachowanie ( i to ciągłe ,,nie zdążyłem nawet jej przeprosić” – czy to ma być wyraz miłości?). Zakończenie przewidywalne i jest przykrą prawdą płynącą z filmu, czyli że doceniamy to co mamy w momencie, gdy to tracimy. Nie do końca zrozumiałam także elementy fantasy. W filmie pojawiają się insynuacje o światach równoległych, duchach. Moim zdaniem wątek ten był zbędny. Mimo wszystko Humming przyzwoicie spisuje się jako jednorazowy, wtórny melodramat z przesadnym dramatyzmem i miejscami zalatujący kiczem. Zapewne znajdą się i tacy, co wzruszą się w bardziej lub mniej podniosłych momentach. Film całkowicie do zapomnienia, niezapadający głęboko ani w pamięci ani w sercu. Jednak tak jak wspomniałam – zawiera kilka ciekawych elementów, toteż co niektórzy fani melodramatów z pewnością będą usatysfakcjonowani.

Ocena: 5+/10

Trailer

Haunters

Psychic

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Haunters (Choneung Ryukja, 초능력자, Psychic)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 114 min

Reżyseria: Kim Min-Suk

Scenariusz: Kim Min-Suk

Obsada: Gang Dong-WonKo Soo

Gatunek: thriller, akcja, fantasy.

2. Fabuła.

Im Kyu-Nam zostaje potrącony przez ciężarówkę i traci pracę. Jednak szczęście uśmiecha się do niego – zostaje zatrudniony w niewielkim lombardzie o sielskiej nazwie ,,Utopia”. Mężczyzna od razu zaprzyjaźnia się z szefem i jego córką, ale wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia do lombardu wchodzi Cho-In, który posiada nadprzyrodzoną moc kontrolowania ludzkich umysłów. Ku zdziwieniu Cho-In okazuje się, iż Im Kyu-Nam jako jedyny jest odporny na działanie jego mocy. Cho-In  zabija właściciela lombardu, a Im Kyu-Nam nie pozostaje nic innego jak tylko zemsta.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna jest genialna, a przede wszystkim różnorodna. Wszelkie wykorzystane motywy instrumentalne świetnie wpasowują się w obraz i, kiedy trzeba, budują, albo też rozładowują napięcie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do gustu przypadła mi cała obsada, a zwłaszcza główna para bohaterów oraz dwójka przyjaciół Im Kyu-Nam. W rolę obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami Cho-In, wcielił się jak zwykle niezawodny Gang Dong-Won (WoochiThe Secret Reunion, M, Voice of a Murderer, Maundy Thursday, Duelist). Widziałam większość filmów, w których wystąpił, a z każdym kolejnym przekonuję się, że nie został aktorem z przypadku. Oprócz przykuwającego uwagę wyglądu ma do zaoferowania niesamowitą charyzmę i z każdej odgrywanej postaci potrafi wydobyć oryginalność. Nie inaczej jest w przypadku Cho-In. Pierwsze minuty filmu przybliżają widzowi jego trudne dzieciństwo oraz niebezpieczną moc jaką dysponuje. Potrafi manipulować ludźmi w zasięgu swojego wzroku, wchodzą oni w stan tak jakby hipnozy i bezwiednie wykonują każdy jego rozkaz. Jego charakter jest spójny z mocami, które posiada, gdyż bez skrupułów wykorzystuje ludzi wokół siebie, a sam wiedzie życie aspołecznego samotnika. W kilku scenach Gang Dong-Won był naprawdę przerażający, a jego wzrok wyrażał budzącą grozę furię i pewność siebie. Nieoczekiwanie na jego drodze pojawia się Im Kyu-Nam, który jest odporny na wpływ Cho-In. W tej roli możemy oglądać Ko Soo (The Front Line). Chociaż Im Kyu-Nam wydaje się być dobrotliwym, młody mężczyzną, który nie ma za wiele szczęścia w życiu, to po zderzeniu z ciężarówką staje się oczywistością, że albo nagle fortuna się do niego uśmiechnęła, albo po prostu jest obdarzony nadludzką wytrzymałością ciała (w kontekście zakończenia skłaniam się ku tej drugiej teorii…). Tak czy inaczej, traci jedną pracę, ale zyskuje drugą, która ma być dla niego początkiem nowego życia. Wszystko kończy się wraz ze śmiercią właściciela lombardu i spotkaniem z Cho-In. Jego pomocnikami w zemście zostaje dwójka najlepszych przyjaciół – Ali (Enes Kaya) i Boba (Abu Dodd). Oboje przybyli do Korei z odległych krajów – Turcji i Ghany, ale świetnie mówią po koreańsku i razem stanowią zgrane trio. Ali i Boba wnieśli do filmu sporą dozę humoru, który skutecznie rozładowywał posępną atmosferę filmu, sprawiając, że przy seansie widz dobrze się bawi.

5. Wykonanie techniczne.

Jak na reżyserki debiut Kim Min-Suk (nie wliczam tu asystowania przy The Good, The Bad, The Weird), to wyszedł całkiem udany film. Chwilami denerwowało mnie drżenie kamery, ale można się do tego przyzwyczaić. Widać, że film nie dysponuje ogromnymi funduszami, ale udało się to skrzętnie zatuszować. Wydaje mi się, że co wrażliwsze osoby mogą być zdegustowane ilością trupów na ekranie, ale było to nieuniknione, aby pokazać jak niebezpieczny i nieprzewidywalny jest Cho-In. Jakieś pierwsze 15 min (czyli historia z dzieciństwa Cho-In) o bardzo klimatyczny horror z posępna muzyką, kolorystyką i scenografią. Później z klimatem jest znacznie gorzej, choć są przebłyski (scena w metrze, podwieszenie bohaterów do sufitu, pościg samochodowy).

6. Ogólna ocena.

W pierwszej chwili po seansie miałam mieszane uczucia. Film po prostu mi się nie podobał, brak realizmu, scenariusz wydawał mi się napisany na kolanie z ogromnymi brakami w logice…Nawet biorąc pod uwagę całą moją sympatię dla Gang Dong-Won’a nie byłam w stanie stwierdzić, że Haunters mi się podobał. Jednak z czasem doszłam do wniosku, iż niby kto powiedział, że film ten miał być realistyczny? Przecież już kwestia nadprzyrodzonych mocy jest nieprawdopodobna, to dlaczego nie dodać do tego absurdalnych sytuacji (np. samochód w turbo doładowaniem), nieśmiertelności Im Kyu-Nam, czy niewyjaśnienia pochodzenia mocy Cho-In? Przynajmniej w ten sposób film łamie schematy wszelkich filmów o superbohaterach. Widz wie tyle samo o mocach  Cho-In co  Im Kyu-Nam i jest tak samo zagubiony, bo nie wie skąd ta moc się wzięła, jakie ma ograniczenia i czy oddziałuje w sposób negatywny na samego oprawcę? To samo tyczy się niezwykłej wytrzymałości Im Kyu-Nam – dla jednych może to być głupota, a dla innych absurd, który dostarcza widzowi ogromnej frajdy. Zakończenie to kwintesencja niepoważnego tonu filmu, a sama odebrałam je jako taki pstryczek w nos dla wszystkich filmów o superbohaterach prosto z Hollywood. Fabuła nie jest oryginalna, ale udało się zachować jej nieprzewidywalność. Profile bohaterów mogłyby być bardziej rozwinięte, no ale wszystkiego mieć nie można…Z drugiej strony dzięki temu reżyser nie zanudza widza wątkami pobocznymi i niepotrzebnymi, chwytającymi za serce historiami życia protagonistów. Podsumowując – świetny soundtrack, solidne wykonanie, dobrze dobrani aktorzy i humor – czego chcieć więcej? Jeśli ktoś nastawia się na rozrywkę w stylu Woochi (choć mimo wszystko z bardziej intensywnym poczuciem posępnego klimatu niepokoju), to nie powinien uważać czasu poświęconego na obejrzenie Haunters za zmarnowany. Osobiście – oczekiwałam thrillera, a otrzymał dziwny twór, który mimo wszystko dostarcza rozrywki, stąd też tylko 6.

Ocena: 6/10