M


Tytuł: M

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2007

Czas trwania: 110 min

Reżyseria: Lee Myung-Se

Scenariusz: Lee Myung-Se

Budżet: 4 mln $

Obsada: Gang Dong-WonLee Yeon-HeeKong Hyo-Jin

Gatunek: tajemnica, romans, surrealizm.

Pomiędzy jawą a fikcją

Aktor Gang Dong-Won, reżyser Lee Myung-Se i intrygujące plakaty promocyjne – to aż nadto, aby przykuć moją uwagę (i nawet drewniana Lee Yeon-Hee nie była w stanie mnie zniechęcić). Może i nie jest to film, o którym rozmyśla się latami, bądź odkrywa prawdy dotąd utajnione, ale w końcu nie każdy film musi na długo zapadać w pamięci, prawda?  À propos pamięci…

Młody pisarz – Min-Woo, zmaga się z niemocą twórczą, halucynacjami, koszmarami sennymi. Nie jest w stanie pracować nad nową powieścią, a wkrótce zatraca możliwość odróżnienia jawy od snu. Sytuacja ta destrukcyjnie wpływa nie tylko na jego życie zawodowe, ale i prywatne.  Min-Woo ma u boku kochającą i wspierająca go narzeczoną, ale bardziej zajmuje go, śledząca każdy jego ruch, młoda kobieta – Mimi. Min-Woo domyśla się, iż zna Mimi z przeszłości, jednak jego wspomnienia zatarły się. W zakamarkach pamięci mężczyzna rozpoczyna poszukiwania tożsamości Mimi.

Choć nakreśliłam fabułę filmu, to należy podkreślić, iż dużo czasu mija nim, mniej więcej, wiadomo co się dzieje na ekranie. M urzeka przede wszystkim wykonaniem, a znacznie mniej imponuje bohaterami, czy też rozwojem fabuły. Zazwyczaj przeszkadza mi przerost formy nad treścią, ale w przypadku M wszelkie zastosowane triki techniczne idealnie oddawały charakter filmu.

W główną rolę pisarza Min-Woo wcielił się Gang Dong-Won (HauntersWoochiThe Secret ReunionVoice of a MurdererMaundy ThursdayDuelist), który zapewne jest magnesem na niejednego widza płci pięknej. Zapoznałam się z praktycznie całą jego filmografią, więc M musiało znaleźć się na mojej liście ,,must see”. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, iż nie uważam Gang Dong-Won za aktora rewelacyjnego. Jednak z każdej granej roli wyciska maksimum potencjału. Niewiele dowiadujemy się o Min-Woo. Jest początkującym pisarzem, ma narzeczoną (żonę? nie pamiętam dokładnie…) oraz cierpi na brak weny twórczej. Gang Dong-Won idealnie nadaje się do ról psychopatów, wariatów, toteż bardzo dobrze wypadł w wszelkich scenach ukazujących obłąkańcze zachowania jego bohatera. Mężczyzna poszukuje swojej muzy z przeszłości, pierwszej miłości, o której wspomnienia z biegiem lat zatarły się. W roli prześladującej Min-Woo kobiety – Mimi, możemy oglądać Lee Yeon-Hee (A Millionaire’s First Love, East of Eden). Nie przepadam za tą aktorką, gdyż jej wyraz twarzy zawsze wydaje mi się taki sam, czyli ,,nierozgarnięty”. Jednakże jej nierozgarnięty wyraz twarzy fantastycznie pasował do niewinnej Mimi. Dziewczyna niewiele wie o sobie i innych, a jedyne czego jest pewna to to, iż kocha Min-Woo, choć tak naprawdę nie wie dlaczego. Mimi uwielbia słowa na ,,m” – memory, Mozart, magic, misty, moon, muse, Modigliani, a nade wszystko Min-Woo. Nie wiadomo czy Mimi to duch, prawdziwa osoba, czy jedynie projekcja chorego umysłu, ale wiadomo, iż ściga ją tajemnicza postać, wyłaniająca się z mroku. Z kolei Kong Hyo-Jin wciela się w rolę partnerki życiowej Min-Woo – Eun-Hye. Trochę szkoda, iż poświęcono jej postaci tak mało miejsca. Kobieta kocha Min-Woo, znosi jego paranoidalne zachowania i cały czas wspiera go w jego pracy, ale o niej samej nie ma mowy w filmie.

M powstało dwa lata po Duelista że oba filmy wyreżyserował Lee Myung-Se, to spodziewałam się tego co najlepsze od strony technicznej filmu. Nie myliłam się – M powinno się oglądać nie dla fabuły, bohaterów, akcji, tylko dla obrazu. Reżyser co rusz prezentuje wymyślniejsze efekty – spowolnienia, klatkowanie, zatrzymania kadrów, zabawa z oświetleniem, wykorzystana kolorystyka, nasycenie barw, manipulowanie dźwiękiem (głośniej, ciszej, zniekształcenia dźwięku w dialogach). Po prostu istny tour de force od strony technicznej. Lee Myung-Se tworzy poezję na ekranie – i tak jak wspomniałam – konwencja ta komponuje się z chaotyczną, surrealistyczną fabułą. W wielu scenach wykorzystano dym, mgłę, lustra, ciemne korytarze, ciasne uliczki, lampy neonowe – co nadaje odrobinę mrocznego i niepokojącego klimatu, a’la noir. Podobał mi się również różnorodny soundtrack, który niejednokrotnie tchnął życie w daną scenę. Wykorzystano głównie motywy instrumentalne z przewagą partii na skrzypce.

M nie jest filmem, który ogląda się z przyjemnością. Wymaga on od widza skupienia oraz skłania do indywidualnych interpretacji. Dialogi nie są tutaj istotne, więcej można wywnioskować z obrazu. To trochę jak interpretowanie dzieła malarskiego, bądź poetyckiego – niby każdy widzi/czyta to samo, ale każda osoba znajduje coś innego dla siebie. Ja osobiście traktuję jako film o poszukiwaniu tego co kiedyś było dla nas ważne, a z czasem zupełnie o tym zapomnieliśmy. Mogą to być uczucia, miejsca, osoby… Min-Woo poszukuje natchnienia, a jego muzą staje się jego pierwsza miłość. Chaotyczne obrazy, zamglone urywki wspomnień w końcu składają się w całość. Jednak by to nastąpiło musi odnaleźć także siebie sprzed lat.

Z czystym sumieniem mogę polecić M fanom Gang Dong-Won oraz filmów oryginalnych, niejednoznacznych, surrealistycznych, w których nie wszystko wyłożone jest na tacy, a które zachwycają obrazem, wykonaniem.

Ocena: 7/10

Trailer

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s