Late Autumn


Manchu

Tytuł: Late Autumn (Manchu, 만추)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 115 min

Reżyseria:  Kim Tae-Yong

Scenariusz: Kim Tae-Yong

Obsada: Wei TangHyun-Bin

Gatunek: romans, dramat.

Dwójka zagubionych ludzi odnajduje miłość w spowitym mgłą mieście

Late Autumn to remake koreańskiego filmu pod tym samym tytułem z 1966r. Co oczywiste – różnice są, więc nie jest to bezmyślna kalka. Dwójka głównych bohaterów to Azjaci, którzy emigrują do Stanów Zjednoczonych. Ona skazana za morderstwo, a on żigolo, uciekający przed mężem jednej ze swoich klientek. Ich przypadkowe spotkanie niesie ze sobą wyważony romans.

Anna Chen jest Chinką, która wraz z rodziną zamieszkała w USA. Jednak zostaje skazana za morderstwo męża, gdyż w trakcie ich awantury mężczyzna ginie. Mija 7 lat, a Anna otrzymuje 3-dniową przepustkę do Seattle by móc uczestniczyć w pogrzebie matki. W autobusie poznaje emigranta z Korei Południowej – Hoon’a, który pożycza od niej pieniądze na bilet. Ponownie ich drogi krzyżują się w Seattle, gdzie razem zwiedzają miasto.

W rolę Anny wcieliła się chińska aktorka Wei Tang (Lust, Caution; Wu Xia), która odegrała swoją postać rewelacyjnie (zaskoczyła mnie swoim świetnym angielskim!). Już w pierwszej scenie filmu robi wrażenie, gdy budzi się w swoim mieszkaniu, a obok niej leży martwy mężczyzna (jak się później dowiadujemy – jej mąż). Anna w szoku wybiega na ulicę, by po chwili wrócić do domu i bezradnie czekać na policję, zjadając przy tym rozsypane na podłodze zdjęcia… Piorunujące wrażenie zrobiła na mnie nieuczesana, bez makijażu, z błędnym wzrokiem  Wei TangW wyniku tego zdarzenia kobieta staje się (domyślam się, iż przed zabójstwem męża taka nie była) milcząca, apatyczna i nie potrafi cieszyć się z życia. Po 7 latach odsiadki wygląda na wyobcowaną ze świata zewnętrznego. Nawet jej rodzina nie potrafi już z nią rozmawiać. Tę odrębność pomysłowo ukazano w scenie, w której Anna kupuje sukienkę w jaskrawym kolorze oraz maluje usta krwistoczerwoną szminką. Jej wygląd kontrastuje z bezbarwną masą ludzi na ulicy Seattle. Wydaje się, że tylko przypadkowo spotkany Hoon nie potępia jej , ani nie ocenia. Jako Hoon’a możemy oglądać koreańskiego aktora Hyun-Bin (Worlds Within, Come Rain Come ShineA Millionaire’s First Love) znanego fanom dram z Secret Garden. Muszę przyznać, że obsadzenie go w roli żigolo było strzałem w 10. Włosy zaczesane do góry, przesadnie wystylizowany, no i te mięśnie brzucha… – żigolo jak się patrzy. Do tego jego angielski z dziwacznym akcentem. Hoon zdaje sobie sprawę z tego, że jest atrakcyjnym mężczyzną i dlatego nie brak mu klientek. Jednak z powodu swojej profesji naraził się mężowi jednej z nich. Teraz musi się ukrywać w Seattle. Mimo to Hoon to gentlemen, nie rzuca słów na wiatr i potrafi rozbawić nawet kobietę po takich przejściach jak Anna. Postacie drugoplanowe to głównie rodzina Anny oraz mieszkańcy Seattle. Nie wiem tylko dlaczego tak beznadziejnie dobrano aktorów do odtwórców ról tych drugich. Fatalnie wypada zwłaszcza para kochanków, którzy kłócą się na oczach Anny i Hoon’a (i ten beznadziejny dialog…). Z tą dwójką związana jest dziwaczna scena, gdy oboje nagle znajdują się na niby scenie teatralnej, a później tańczą w zupełnie odrealnionej scenerii. Twórcy powinni pozostać już tylko przy fragmencie, gdy Anna i Hoon podkładają głosy kłócącej się parze.

Odnośnie wykonania, to nie mam większych zastrzeżeń. Przypadł mi do gustu nieśpieszny klimat filmu oraz szare, zamglone Seattle. W mieście przejaśnia się jedynie w czasie, gdy główna para bohaterów je zwiedza, co (jak wspomina przewodnik) nie jest częste w obecnej porze roku. Muzyka to głównie delikatne utwory smyczkowe, które dobrze komponują się z całością.

Co ciekawe tak naprawdę nie wiemy w jakich okolicznościach Anna zamordowała męża. Nie wiemy czy był to wypadek, czy też samoobrona, działanie w afekcie, a może celowe działanie. Bardzo podobała mi się scena, w której Anna opowiada swoją historię Hoon’owi w ojczystym języku. Chociaż Hoon nie zna chińskiego uważnie słucha i odpowiada jedynymi znanymi słowami po mandaryńsku – ,,dobrze”; ,,źle”. Tematyka filmu może wydawać się ciężka, ale bynajmniej nie jest to tytuł przygnębiający. Kilka scen rozładowuje atmosferę i przyprawia widza o uśmiech np. bójka na stypie. Na pochwałę zasługuje intrygujące zakończenie, które powinno usatysfakcjonować każdego. Gdyż żadne zwieńczenie losów bohaterów nie byłoby nieproblematyczne. Polecam film osobom poszukującym romansu/melodramatu (przez wzgląd na chemię między głównymi bohaterami), ale nie w typowym koreańskim stylu. Nie wiem czy to przez lokalizację, czy też inne czynniki, ale Late Autumn jest chyba najbardziej niekoreańskim filmem jaki widziałam. Podsumowując – jestem na tak, ponieważ Late Autumn to dobry film, z solidnymi głównymi rolami, o zagubionych duszach i nieoczekiwanym uczuciu.

Ocena: 7/10

Trailer

2 uwagi do wpisu “Late Autumn

  1. Filmik „odhaczony” już jakiś czas temu, z pewnością można polecić zwolennikom melodramatów/romansów. Bardzo wyraziste główne postacie, damską część publiczności z pewnością przykuje do ekranu opisywany „żigolak”:-) Główni aktorzy stanęli na wysokości zadania i spisali się moim zdaniem bez zarzutu(również byłem pod wrażeniem perfekcyjnego angielskiego u „Anny”). Film prowadzony w dość spokojnym i niespiesznym tempie. Z biegiem czasu dowiadujemy się trochę na temat życiorysu Anny, jej skomplikowanych relacjach oraz możemy obserwować powolne otwarcie się jej na intensywne próby przełamania lodów przez Hoona. Większość filmu ogląda się ciekawie mimo że fabuła rozwija się dosyć spokojnie. Znużyła mnie jedynie scena podczas pobytu w „wesołym miasteczku”. W tle mamy kilka pięknych ujęć Seatle, będącego chwilową ostoją dla bohaterów, miejscem które pozwala im się poznać i poczuć chociaż przez chwilę „szczęście”, uciec od skomplikowanej rzeczywistości. Moim zdaniem montaż i zdjęcia w filmie bez zarzutu. Polecam mimo nieśpiesznej fabuły nikt nie powinien być zawiedziony po zakończeniu seansu 🙂 Moja ocena filmu 8//10.

    • Film dobry, ale 8 dać nie mogłam, bo bardzo denerwowała mnie obsada ,,nieazjatycka”. Świetnie uchwycono relacje pomiędzy Anną i Hoon’em – jest między nimi zauważalna chemia.

      [UWAGA SPOILER!!!]
      Mam nadzieję, że mimo wszystko Hoon przyszedł na umówione spotkanie 🙂
      [KONIEC SPOILER’a]

      P.S. Edytowałam Twój komentarz i poprawiłam błąd 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s