Maundy Thursday


Our Happy Time

Tytuł: Maundy Thursday (Our Happy Time, Urideului Haengbokhan Shigan, 우리들의 행복한 시간)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Song Hae-Sung

Scenariusz: Gong Ji-Young (powieść), Jang Min-Suk ,Park Eun-Young

Budżet: 4,2 mln $

Obsada: Gang Dong-WonLee Na-Young.

Gatunek: melodramat.

Tak niewiele potrzeba by pokochać życie

Poruszająca historia dwójki obcych sobie osób, które odnajdują miłość i akceptację. On – czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, ona – ma wszystko, ale kilkakrotnie próbuje odebrać sobie życie… Wyciskacz łez jakich wiele? Owszem, ale pod kopułą co rusz serwowanych szablonowych chwytów „byleby wzruszyć widza”, możemy odnaleźć coś wyjątkowego, oryginalnego.

Moon Yoo-Jung jest kobietą sukcesu – wykłada na uczelni, pochodzi z zamożnej i wpływowej rodziny, wydaje się, że niczego jej do szczęścia nie brakuje. Jednak wydarzenie z czasów gdy była nastolatką odcisnęły piętno na całe jej dorosłe życie. Stroni od ludzi, nie widzi sensu w życiu, żywi urazę do matki, trzykrotnie próbuje odebrać sobie życie. Zaniepokojona ciotka – zakonnica, zabiera Yu-Jung do miejsca swojej pracy – więzienia, gdzie niedoszła samobójczyni poznaje Jung Yoon-Soo, młodego skazańca, który przebywa w celi śmierci za zabójstwo. Początkowo Moon Yoo-Jung unika spotkań, ale z czasem dostrzega, że oboje doświadczyli bolesnych wydarzeń w przeszłości, oboje mają ten sam mrok w sercu…

Oprócz interesującej fabuły do filmu przyciągnęła mnie obsada. Lee Na-Young (DreamFugitive: Plan B) jako Moon Yoo-Jung wypadła kapitalnie. Jest to aktorka, która od pierwszej produkcji w jakiej ją widziałam zwróciła moja uwagę. Świetnie scala się z graną postacią, a emocje wyrażane przez nią zwłaszcza w scenach płaczu są w stanie poruszyć niejednego widza.  Nie spodziewałam się tego, ale bez wątpienia Lee Na-Young przyćmiła Gang Dong-Won (M, Duelist, Voice of a Murderer, The Secret Reunion, HauntersWoochi) jako Jung Yoon-Soo. Nie oznacza to, że Gang Dong-Won zagrał źle. Według mnie jego występ mogę określić jako poprawny, ale nie był tak intensywny, bogaty w przeżycie wewnętrzne co Lee Na-YoungMimo to jego bezsilność i stopniowe odzyskiwanie chęci życia wycisnęły ze mnie łzy…

Maundy Thursday urzekło mnie pod wieloma względami. W pierwszej chwili głównym atutem wydawał mi się brak przesadnego dramatyzmu. Otóż bez zbędnych ceregieli, zapychaczy, wzniosłych dialogów, główni bohaterowie mówią o bolesnej przeszłości i dzięki temu zaczynają sobie ufać oraz mogą zrzucić ciężar z piersi. Później nastąpił kataklizm w postaci przybliżenia losów Gang Dong-WonJuż dawno nie widziałam bohatera, który miał aż tak beznadziejne, smutne, przerażające i automatycznie wywołujące współczucie życie. Wszystko szło nie tak – gdy był dzieckiem matka zostawiła go i młodszego brata, nie mieli gdzie się podziać i zamieszkali na ulicy, później musiał zająć się chorą dziewczyną, aż w końcu wplątał się w morderstwo. Za dużo tych tragedii jak na jeden życiorys.

Co jeszcze mi się podobało? Muzyka. Piękne instrumentalne utwory – głównie możemy usłyszeć fortepian i skrzypce (z tego co pamiętam to także Chopin się zawieruszył :)). Najlepszy opis  oddający moje wrażenia na temat oprawy muzycznej to „przyjemna dla ucha”. Zdjęcia i reżyseria nie zwróciły mojej uwagi. Kilka scen ciekawie zmontowanych (np. odbicie twarzy  Yoo-Jung na widzeniu z Yoon-Soo).

Mimo iż film podpięłam pod melodramat, to nie jest on klasycznym jego przedstawicielem. Oczywiście jest tu istotny wątek romantyczny, ale bardziej skupiono się na miłości do życia niż do siebie nawzajem. Chyba bardziej odpowiednie od miłości jest tu użycie słowa akceptacja – w odniesieniu do siebie i innych. Druga osoba staje się impulsem do pokochania każdej chwili, każdego oddechu. Odnajdują chęć życia. Istotną kwestią jest tu również rola przebaczania i kary. Bardzo się cieszę, że nie wybielono Yoon-Soo, gdyż ostatecznie miał krew na rękach. Silne akcenty twórcy położyli na chrześcijaństwie (np. postać zakonnicy) i nic w tym dziwnego, w końcu fundamentem tej religii jest kara i przebaczanie.

Trudno nie wspomnieć o stosunku do kary śmierci. Widzowi nie narzuca się niczego w tej kwestii, jednak zwrócenie uwagi na szczery żal za popełnione czyny, okoliczności ich dokonania oraz dramaty strażników, którzy uczestniczą przy egzekucjach są aż nazbyt wymowne.

Maundy Thursday jest bez wątpienia smutnym obrazem oraz solidnym wyciskaczem łez. Jako taki spełnił swoje zadanie i wraz z ostatnimi minutami filmu (a nawet wcześniej…) popłynęły  z moich oczu łzy. Nie jest możliwością nie współczuć bohaterom. Ich relacja była realistyczna, pełna drobnych radości, a wyczekiwanie na cotygodniowe czwartkowe spotkania stało się ekscytującym rytuałem. Mimo nieuniknionego zakończenia to od samego początku widz kibicuje parze, chce dla nich jak najlepiej. Choć film należy do tych z gatunku przygnębiających to jest w nim sporo nadziei na odkupienie, na uczucie, będące pretekstem do życia. Polecam i radzę zaopatrzyć się w jakieś chusteczki przed seansem.

Ocena: 8/10

3 uwagi do wpisu “Maundy Thursday

  1. Jeśli film potrafi mnie wzruszyć do łez, automatycznie kwalifikuję go jako dobry, ponieważ zostaje wtedy bardziej w pamięci. Na „Maundy Thursday” wręcz poryczałam się, oglądając go ze znajomymi, mimo że zawsze mi się wydawało, że mam blokadę przed płakaniem będąc w towarzystwie… I tak ciebie urzekła mnie Lee Na Young. W ogóle bardzo lubię tę aktorkę, choć irytuje mnie, że tak rzadko gra.

    • Oglądałam go w samotności, ale zapewne w większym gronie także polałyby się łzy. Swoją drogą planuję go puścić kilku koleżankom w ramach przybliżania azjatyckiego kina, więc zobaczę jak będę się trzymać xD Co do Lee Na Young – aż dziw bierze, że ma tak mało ról na swoim koncie, chociaż mam nadzieję, że się to zmieni.

      • Dla mnie po prostu nie jest osobą mającą parcie na szkło. Swoją drogą wybiera bardzo dziwne projekty, ale jednocześnie nie mogę tak jakoś zakwalifikować jej do określonego typu ról.

Odpowiedz na aigneis Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s