Prince of Tears


 泪王子

Tytuł: Prince of Tears (泪王子, Lei Wang Zi)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 120 min

Reżyseria: Yonfan

Scenariusz: Yonfan

Obsada: Wing FanTerri KwanHsiao-chuan Chang , Kenneth TsangOceane Zhu

Gatunek: dramat, historyczny.

Dorastanie w czasach białego terroru.

Prince of Tears to film nominowany do Złotego Lwa w 2009r. na Festiwalu Filmowym w Wenecji, a do tego oparty na faktach. Te dwie informacje wystarczyły, aby zainteresować mnie tą produkcją. Reżyser, Yonfan, w urzekający sposób porusza kwestię więzów rodzinnych, miłości, dorastania w czasach niepokoju. Zamiast dokumentu stworzył bardzo klimatyczny obraz o ludziach, którym przyszło żyć na Tajwanie w trakcie trwania histerii anty-komunistycznej tzw. białego terroru (1949-1987).

Film podzielony jest na dwie części. Pierwsza to historia dzieci, z których perspektywy poznajemy koleje losu rodziny Sun oraz osób z ich najbliższego otoczenia. Historia przedstawiona w filmie rozpoczyna się w roku 1954. Siostry Li i Zhou wiodą spokojne, szczęśliwe życie wraz z ojcem, pilotem wojskowym,Sun Han-Sun oraz matką – Ping, która zajmuje się domem, a także dorabiana sprzedaży pierogów. Wraz z pojawieniem przyjaciela ojca, nazywanym wujkiem Ding, życie Li i Zhou na zawsze się zmienia. Bezwzględna polityka antykomunizmu odbiera im rodzinę, dach nad głową i beztroskie dzieciństwo…

Jak z opisu wynika jednymi z głównych bohaterek filmu są dwie dziewczynki, uczennice podstawówki. Spotkało mnie miłe zaskoczenie od strony aktorskiej, gdyż postacie Li i Zhou były wiarygodne i aż biła od nich dziecięca niewinność, ufność. Z kolei w rolę matki dziewczynek wcieliła się urodziwa Oceane Zhu. Według mnie była za młoda (22 lata) do roli Ping,  w końcu matki kilkuletniej Li (Zhou była córką Sun Han-Sun z poprzedniego małżeństwa). Jednak charakteryzacja (uczesanie, makijaż, stroje) zrobiła swoje, a  Oceane Zhu jako Ping okazała się elegancką, pełną wdzięku i uroku kobietą o różnych obliczach.  Początkowo wydaje się być słabą, delikatną osobą, ale gdy zmusza ją do tego sytuacja potrafi walczyć o szczęście dla swoich córek. Nawet jeśli ceną jest jej własny los… Jest ona przede wszystkim wzorową, kochającą matką i żoną. Rola Ping była wymagająca i ku mojej uciesze aktorka podołała zadaniu. Jako Sun Han-Sun, czyli męża Ping, możemy oglądać Hsiao-chuan Chang (Eternal Summer). Scenariusz nie był zbyt przychylny postaci Han-Sun, gdyż niewiele mówi, a i jego obecność nigdy nie wnosi zwrotów akcji. Skutkiem czego Han-Sun jest jak manekin, który został zamknięty w konwencji romantycznego kochanka. Jest chodzącym ideałem, przykładnym ojcem, troskliwym mężem, odważnym żołnierzem, a do tego przystojniak i muzyk… W związku z tym jego rola ogranicza się do pełnych uczucia, tęsknych spojrzeń. Szkoda, że Hsiao-chuan Chang nie dano szansy się wykazać. Kolejną ważną postacią jest wujek Ding (Wing Fan – znany mi z Miao miao). Przez wzgląd na swój wygląd – pokaźna blizna na twarzy oraz kuśtykanie na jednej nodze, jest zamkniętym w sobie, małomównym człowiekiem. Han-Sun przyjmuje go pod swój dach, gdzie Ding otrzymuje ciepło, serdeczność. Jest on członkiem KMT (Kuomintang), czyli Chińskiej Partii Narodowej, a w praktyce donosicielem na osoby rzekomo powiązane z komunizmem. Niestety uczucie do Ping sprawia, że Ding doprowadza do tragedii… Bardzo podobała mi się rola Wing Fangdyż pomimo czynów swojego bohatera z trudem było mi pałać do niego negatywnymi odczuciami. Jego wyraz oczu wydawał się wyrażać skrywany od dłuższego czasu ból. Ważną postacią była także Ou-Yang Liu (kolejna urodziwa aktorka – Terri Kwan), dawna przyjaciółka Ping, a obecnie żona generała Liu. Przez większość filmu miałam wrażenie, że Ou-Yang i Ping poróżnił romans tej pierwszej z Han-Sun, jednakże prawdziwy powód ich niekomfortowych relacji okazał się zupełnie inny. Postaci drugoplanowych oraz epizodycznych jest całkiem sporo – są to przede wszystkim mieszkańcy miasteczka oraz wojskowi. Z tych bardziej wyróżniających się chciałabym wspomnieć o generale Liu – w tej roli  Kenneth Tsang.

Scenariusz i klimat filmu sprawiają, że widz bez trudu przejmuje się losami bohaterów, nie pozostają oni anonimowi (a przynajmniej tak było w moim przypadku). Jest to z pewnością film specyficzny, gdyż by czerpać przyjemność z oglądania trzeba wczuć się w nastrój. Spotkałam się z komentarzami, że film jest nudny i fatalnie ukazuje czym tak naprawdę był biały terror. Jednakże wydaje mi się, że nie to było celem reżysera. W końcu Yonfan wychowywał się na Tajwanie, gdzie przebywał w latach 1950-1954. W związku z tym nie zdziwiło mnie ukazanie pierwszej części Prince of Tears z perspektywy dzieci, gdyż reżyser również był dzieckiem w tamtym okresie. Nawet tytuł filmu – ,,Książę Łez” odnosi się do książki dla dzieci (co prawda wymyślonej, ale nie o szczegóły tu chodzi). Biorąc pod uwagę te czynniki, nie powinien dziwić klimat sielanki, dziecięcej niewinności, złagodzenia wielu faktów. Zbrodnie fali antykomunizmu są jedynie tłem dla historii o ludziach.

Fabuła, bohaterowie to jedno, ale film urzekł mnie głównie obrazem. Zdjęcia, zwłaszcza plenerów, są cudowne. Piękne sceny możemy podziwiać zwłaszcza w pierwszych minutach filmu, gdy rodzina Sun spaceruje beztrosko po lesie bambusowym, czy też bajeczny widok smaganych wiatrem traw na wzgórzu, który nauczyciel Zhou wybrał sobie jako miejsce do przeniesienia na płótno błękitu nieba i bezkresu oceanu. Zachwyciły mnie także barwy – intensywne, nasycone gdy wymagała tego chwila ukazania podniosłych emocji – chodzi mi tu przede wszystkim o los nauczyciela Zhou oraz madame Liu (ten czerwony szal na długo zapadł mi w pamięci).

W Prince of Tearsreżyser zastosował kilka ciekawych elementów. Przykładowo przed właściwym filmem oglądamy oryginalną kopię (jedyną zachowaną) z hymnem Republiki Chińskiej z 1950r. , która poprzedzała każdy seans kinowy. Pod koniec filmu nawiązano do kina z lat 50., kiedy to zgromadzeni żołnierze i cywile oglądają z przejęciem któryś z filmów na ekranie pod gołym niebem (swoją drogą Zhou – ta prawdziwa- została znaną aktorką). Poza tym widzowi w trakcie filmu towarzyszy narrator, przybliżający koleje losu bohaterów, choć nie jest on wszechwiedzący – narratorem tym jest reżyser.

Obiektywnie rzecz ujmując to Prince of Tears jest filmem średnim. Mnogość wątków pobocznych może nużyć, podobnie jak klimat nieśpieszności. Zakończenie zapewne niejednego widza wprawi w konsternację, gdyż zamiast odpowiadać na pytania to stawia kolejne. Jednak dla mnie jest to tytuł wyjątkowy, urzekła mnie historia, wspaniałe zdjęcia, wystroje wnętrz, ubiory z epoki, delikatna, subtelna oprawa muzyczna, a także ukazanie znaczenia więzów rodzinnych, czy też zderzenia beztroskiego świata dziecka z brutalnym światem dorosłych. Polecam gorąco, ale tylko tym, którym nie przeszkadzają wyciszone, spokojne filmy.

Ocena: 9/10

Trailer

2 uwagi do wpisu “Prince of Tears

  1. Jeden z filmów, do których zrobiłem polskie napisy, a jeszcze nie zostały przez mnie udostępnione. Chyba czas najwyższy to uczynić 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s