I po sesji!

Witam! Udało mi się przetrwać sesję bez szwanku, więc mogę wrócić do tłumaczeń. Chcę w końcu się w sobie zebrać i skończyć napisy do Secret, więc można ich oczekiwać gdzieś do 10 marca. Odnośnie recenzji to w najbliższym czasie pojawi się kilka dram:

– tajwańska z 2011/2012 r. Office Girls,

– koreańska z 2011/2012 r. What’s Up?,

– koreańska 2011/2012 r. TEN.

Następnie będzie seria filmów : Outrage, Lost in Bejing, Fly High, Changuig Express, The Quiet Family, A Snake of June, Say Yes, Missing, Secret Sunshine, Prince of Tears, Arirang, Be with me, Maundy Thursday, M, Voice of Murderer, Duelist i jeszcze kilka innych, których tytułów nie pamiętam. Gdzieś pomiędzy filmami pojawią się dwie dramy japońskie: Hagetaka oraz Liar Game 2. To tyle jeśli chodzi o plany na jakieś dwa miesiące (choć pewnie więcej). Zaczął się nowy semestr i nie mam lekko, ale postaram się co najmniej dwa razy w tygodniu aktualizować bloga. Najbliższej recenzji można oczekiwać we czwartek.

Pozdrawiam!

Exiled

放逐

1. Dane podstawowe.

Tytuł:  Exiled (Fang zhu, 放逐)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 100 min

Reżyseria: Johnny To

Scenariusz: Kam-Yuen Szeto, Tin-Shing Yip

Obsada: Anthony WongFrancis NgSimon YamNick CheungRichie RenRoy CheungSuet Lam

Gatunek: akcja, sensacyjny, gangsterski.

2. Fabuła.

Makau, rok 1998. Zbliża się czas powrotu tej portugalskiej kolonii do Chin, w związku z tym przestępczy półświatek rozpoczyna walkę o wpływy. Wo to były gangster, który wiedzie spokojne życie z żoną i niedawno urodzonym dzieckiem. Jednak czyny, których dopełnił się w przeszłości nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jego dotychczasowy szef- Fay, uznaje go za zdrajcę i zleca jego zabójstwo. Traf chciał, że katami mają być wieloletni przyjaciele Wo. Wo udaje się wynegocjować czas potrzebny mu na ostatnie zlecenie, które zapewni dostatnie życie przyszłej wdowie i sierocie po nim.

3. Muzyka.

Soundtrack całkowicie sprostał moim wymaganiom. Za oprawę muzyczną odpowiedzialny był Guy Zerafa (który współpracował z  Johnny To przy kilku filmach). Wykorzystane kompozycje instrumentalne idealnie scalały się z obrazem i stanowiły przyjemny dla ucha dodatek. Miejscami muzyka wydaje się być wyjęta rodem z jakiegoś westernu, no ale to już taka specyfika filmu.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Praktycznie wszyscy aktorzy wiarygodnie odzwierciedlili granych przez siebie bohaterów. Jedyne ,,ale” mam do odtwórcy głównej roli, czyli Wo, a mianowicie Nick Cheung (Breaking News). Jego żywiołowość na ekranie wołała o pomstę do nieba, nie uwierzyłam w  wyrażane przez niego emocje. Niestety odstaje od pozostałych członków obsady. Z kolei co do reszty aktorów, to np. w roli Blaze możemy oglądać starego wyjadacza hongkońskich filmów akcji – Anthony Wong (Punished, trylogia Infernal Affairs). Nie będę opisywała każdej postaci z osobna, ponieważ czołowi gangsterzy pozostawili po sobie takie samo wrażenie. Suet Lam (Breaking NewsAccident) możemy oglądać w roli Fat (kolejny film, w którym dostał taką ksywkę :P). Blaze i Fat są tymi, którzy mają zlikwidować Wo, natomiast pozostała dwójka –  Tai (w tej roli Francis Ng) oraz Cat (Roy Cheung), to ci, którzy za wszelką cenę będą starali się go ocalić. Czwórka ta jest niczym kowboje znani z filmów o Dzikim Zachodzie – męscy do granic możliwości (typ ,,macho”), nieodłączne atrybuty: pistolet, długi płaszcz, torba i ciemne okulary. Najtrafniejsze określenie jakie na nich znajduję to ,,cool”, pewni siebie, profesjonaliści, honorowi, nieśmiertelni (albo po prostu unikają kul), a przy tym lojalni przyjaźni jaka ich łączy. Z pokaźnej obsady drugoplanowej nie mogłam jedynie znieść policjanta, z którym związany był beznadziejny, wymuszony humor…

5. Wykonanie techniczne.

Przede wszystkim muszę podkreślić świetne zdjęcia. Trudno mi wskazać jedną ulubioną scenę, ponieważ jest ich kilka. Kolorystka nieba w scenach w czymś na kształt kamieniołomu jest bajeczna, a do tego faceci w garniturach i czarnych okularach – majstersztyk. Nie mogłam oderwać oczu od ekranu także przy strzelaninie w nielegalnej klinice, chodzi mi tu głównie o ograniczone oświetlenie i zasłony (!). Liczba strzelanin, nawet jak na kino sensacyjne, jest ogromna. Ciągle się coś dzieje, i chociaż same sceny strzelanin opierają się przede wszystkim na spowolnieniach, to i tak zawsze znajdzie się jakiś element, którym przykuwają uwagę widza (np. wspomniane wcześniej zasłony). To co najbardziej mnie raziło, to proszek zamiast krwi oraz niekończące się magazynki (wystrzeliwali dziesiątki pocisków i nic). Wiem, że brzmi to dziwacznie, ale doprawdy – zamiast rozbryzgującej się krwi widziałam jedynie czerwony proszek…. Swoją drogą tworzyło to ciekawy efekt, no ale krew powinna pozostać w płynnej postaci. Początkowe sceny oczarowały mnie półmrokiem oraz wykorzystaniem świec. Natomiast w końcowej scenie mogli sobie darować tę reklamę RedBull’a (kto widział ten wie o co chodzi).

6. Ogólna ocena.

Exiled to film, który powinien spodobać się męskiej części widowni oraz fanom nowoczesnych nawiązań do klimatu westernów (jest nawet wątek złota!).  Fabuła jest prosta i przewidywalna do tego stopnia, że aż miejscami to boli…Ale produkcja ta broni się świetnymi zdjęciami, muzyką oraz grą większości aktorów. Niewątpliwie dostarcza rozrywki i chyba o to właśnie chodzi, prawda? Postacie są charyzmatyczne i ciężko się nie zainteresować ich losami. Wstawki komediowe nie zawsze były na miejscu, ale ja po prostu nie lubię komedii jako takiej, więc to jedynie skrajnie subiektywne odczucie. Mimo poważnej tematyki to film ogląda się lekko i z przymrużeniem oka np. finałowa scena, gdy bohaterowie po kilku głębszych robią sobie zdjęcia w automacie do zdjęć, by za chwilę uczestniczyć w masowej strzelaninie + puszka po RedBull’u. Główni bohaterowie to świetny przykład prawdziwego oddania i braterstwa w gangsterskim wydaniu. Rozumieją się bez słów, a decyzje, które podejmują pozostawiają losowi (a dokładniej rzutowi monetą). Zaciekawiło mnie ulokowanie akcji filmu w roku 1998, a dokładniej tuż przed zwróceniem Makau Chinom. Według mnie to tak jakby reżyser chciał ukazać, że kończy się pewna epoka, a zaczyna nowa (zwłaszcza w kontekście zakończenia). Można odczuć także silne nawiązanie do znaczenia karmy w życiu człowieka – bohaterowie byli pokrewnymi duszami (na swój sposób), toteż czekał ich ten sam los. Jeśli miałabym określić Exiled jednym zwrotem, to byłoby to: ,,słodko-gorzki film”. Dlatego też ciężko mi go ocenić, no ale skoro już muszę to niech będzie 6+. Polecam wszystkim osobom, które lubią filmy o gangsterach i szukają czegoś co dostarczy rozrywki.

Ocena: 6+/10

Innocent Love

イノセント・ラヴ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Innocent Love (イノセント・ラヴ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 54 min

Reżyseria: Hiromasa KatoHiroaki MatsuyamaMitsutaka Endo

Obsada: Maki HorikitaYujin KitagawaYu KashiiSeiji FukushiHiroki NarimiyaYuki Uchida

Gatunek: melodramat.

2. Fabuła.

Drama przedstawia losy Kanon Akiyama, która jako dziecko straciła rodziców w pożarze. Jej starszy brat został oskarżony o podpalenie i odsiaduje wyrok w więzieniu dla nieletnich. W związku z tym wydarzeniem Kanon jest szykanowana przez okoliczną społeczność, gdyż powszechnie uważa się ją za siostrę mordercy. W końcu dziewczyna przeprowadza się do Tokio, gdzie chce zacząć nowe życie. Zatrudnia się jako sprzątaczka i nawet zakochuje się, jednak przeszłość nie pozwoli tak łatwo o sobie zapomnieć.

3. Muzyka.

Niestety, ale soundtrack jest bardzo ubogi. Oprócz utworu Utada Hikaru – Eternallyktóry możemy usłyszeć w endingu każdego odcinka (niestety jak to bywa w japońskich dramach przez ending rozumie się końcówkę odcinka z jakaś rozdzierająca serce sceną, a w tle aksamitny głos Utady Hikaru) występuje także kilka powtarzalnych utworów fortepianowych (bo główny bohater jest kompozytorem) i to by było na tyle…

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Pod względem gry aktorów jest bardzo nierówno. Generalnie przyzwyczaiłam się do poziomu gry w dramach (zwłaszcza japońskich czyt. ekspresja), ale na Yujin Kitagawaę nawet moją cierpliwość nie wystarczyła. Źródło problemu leży zapewne także w samej postaci Junyi Nagasaki, ponieważ to mężczyzna z wielkim sercem, który kocha muzykę, dzieci, ludzi itp., a do tego opiekuje się obłożnie chorą narzeczoną, która w wyniku próby samobójczej znajduje się w wegetatywnym stanie. Junya jest dosłownie bez wad, a jego wieczny, dobrotliwy uśmiech na twarzy z każdym kolejnym odcinkiem co raz bardziej działał mi na nerwy, bo był sztuczny i wymuszony do granic możliwości….Co gorsze – jego postać w ogóle się nie rozwija na przestrzeni dramy. W rolę Kanon Akiyamy wcieliła się urodziwa Maki HorikitaKanon to żeński odpowiednik Junyi, czyli także chodząca niewinna istotka z krystalicznie czystym sercem, której los rzuca pod nogi kolejne kłody. Widz nie ma wyjścia i musi jej współczuć…Nie rozumiałam dlaczego spadło na nią brzemię ,,siostry zabójcy”, przecież straciła rodziców, więc dlaczego to ona ma odpowiadać za czyny brata? (ale rozumiem, że tak jest dramatyczniej). Jej wiara i ufność w ludzi nie zna granic, co pozostali bezlitośnie wykorzystują (jak np. kobieta, z którą pracowała przy sprzątaniu mieszkań). Mimo wszystko uważam, że Maki Horikita pokazała się z dobrej strony, ponieważ jej emocje były wiarygodne bez przesadnej ekspresji. Oprócz głównej pary w dramie występują cztery istotne postacie drugoplanowe, czyli – była narzeczona Junyi, Kiyoka Segawa, w tej roli Yuki Uchida. Postać dla mnie całkowicie obojętna, choć dobrze poradziła sobie z odegraniem scen, w których powoli nawiązywała kontakt ze światem zewnętrznym. Kolejna bohaterka to przyjaciółka Junyi –  Mizuki Sakurai (Yu Kashii), której uczucia oczywiście nie ograniczają się jedynie do przyjaźni. Mizuki to zaborcza i ślepo zakochana kobieta, która zrobi wiele, aby zwrócić na siebie uwagę Junyi. Chyba najciekawszą postacią okazał się być Subaru Segawa, którego zagrał Hiroki Narimiya (Bloody MondayBloody Monday 2). Otóż Subaru, podobnie jak Mizuki, kocha Junyę, ale z wiadomych względów ukrywa swoje uczucia i pozostaje jedynie cichym podparciem dla długoletniego przyjaciela. Na tle tragizmów, które działy się w dramie, to właśnie jego postać najbardziej mnie poruszyła, ponieważ wydawała mi się w największym stopniu rozsądna i wiarygodna. Jeśli chodzi o samą grę, to moim zdaniem najlepiej (z całej tej gromady) zaprezentował się Seiji Fukushi jako brat Kanon- Yoji Akiyama. Pierwszy raz miałam z nim styczność, ale pozostawił po sobie dobre wrażenie i dziwię się, że dostaje jedynie role drugoplanowe. Świetnie wypadł w scenach, które wymagały ukazania złości (a łatwo w nich o przesadę).

5. Wykonanie techniczne.

Jak przy większości japońskich dram nie mam większych zastrzeżeń. To co mi się nawet podobało to wnętrze mieszkania Junyi (a może to po prostu wpływ fortepianu? :)).

6. Ogólna ocena.

Innocent Love to typowa japońska drama melodramatyczna. Są przyjaźnie, wielka miłość, która rodzi się w bólach, przeciwności losu, nieodwzajemnione uczucia i  cienie przeszłości. Każdy kogoś kocha, ale oczywiście nie tę osobę co trzeba, przez co mamy jeszcze więcej tragizmu i rozterek. Mimo wszystko do 9 odcinka drama mnie nie nudziła i może nie obejrzałam jej jednym tchem, ale dobrnęłam do końca bez większych zgrzytów. Jednak po 9 odcinku nastąpiła katastrofa w postaci odcinka ostatniego, 10 – tego. Jest tam pewna tragiczna scena, której głupota i brak logiki przyprawiły mnie o salwy śmiechu. Nie wiem jak można tak popsuć całkiem udaną dramę… Tak czy inaczej tytuł ten polecam miłośnikom japońskich produkcji o młodych ludziach, których los nie oszczędza. Postacie nie są rozbudowane, ale jak ktoś lubi takie klimaty to na pewno będzie z nimi sympatyzował. Aktorzy w większości zaprezentowali się przyzwoicie. Fabuła nie jest odkrywcza, ale porusza trudne tematy – homoseksualizm, traumy z dzieciństwa (nie chcę  zdradzać szczegółów, więc niech pozostanie taka ogólnikowa forma), problemy z zaczęciem nowego życia po kilku latach odsiadki (brat Kanon), poszukiwanie sensacji przez mediów. Nie zabrakło banałów jak np. chwile szczęścia Junyi i Kanon. Niestety muzyka jest słaba, ale realizacja stoi na przyzwoitym (dramowym) poziomie. Fani japońskich dram melodramatycznych powinni tu znaleźć coś dla siebie.

Ocena: 6+/10

Haunters

Psychic

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Haunters (Choneung Ryukja, 초능력자, Psychic)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 114 min

Reżyseria: Kim Min-Suk

Scenariusz: Kim Min-Suk

Obsada: Gang Dong-WonKo Soo

Gatunek: thriller, akcja, fantasy.

2. Fabuła.

Im Kyu-Nam zostaje potrącony przez ciężarówkę i traci pracę. Jednak szczęście uśmiecha się do niego – zostaje zatrudniony w niewielkim lombardzie o sielskiej nazwie ,,Utopia”. Mężczyzna od razu zaprzyjaźnia się z szefem i jego córką, ale wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia do lombardu wchodzi Cho-In, który posiada nadprzyrodzoną moc kontrolowania ludzkich umysłów. Ku zdziwieniu Cho-In okazuje się, iż Im Kyu-Nam jako jedyny jest odporny na działanie jego mocy. Cho-In  zabija właściciela lombardu, a Im Kyu-Nam nie pozostaje nic innego jak tylko zemsta.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna jest genialna, a przede wszystkim różnorodna. Wszelkie wykorzystane motywy instrumentalne świetnie wpasowują się w obraz i, kiedy trzeba, budują, albo też rozładowują napięcie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do gustu przypadła mi cała obsada, a zwłaszcza główna para bohaterów oraz dwójka przyjaciół Im Kyu-Nam. W rolę obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami Cho-In, wcielił się jak zwykle niezawodny Gang Dong-Won (WoochiThe Secret Reunion, M, Voice of a Murderer, Maundy Thursday, Duelist). Widziałam większość filmów, w których wystąpił, a z każdym kolejnym przekonuję się, że nie został aktorem z przypadku. Oprócz przykuwającego uwagę wyglądu ma do zaoferowania niesamowitą charyzmę i z każdej odgrywanej postaci potrafi wydobyć oryginalność. Nie inaczej jest w przypadku Cho-In. Pierwsze minuty filmu przybliżają widzowi jego trudne dzieciństwo oraz niebezpieczną moc jaką dysponuje. Potrafi manipulować ludźmi w zasięgu swojego wzroku, wchodzą oni w stan tak jakby hipnozy i bezwiednie wykonują każdy jego rozkaz. Jego charakter jest spójny z mocami, które posiada, gdyż bez skrupułów wykorzystuje ludzi wokół siebie, a sam wiedzie życie aspołecznego samotnika. W kilku scenach Gang Dong-Won był naprawdę przerażający, a jego wzrok wyrażał budzącą grozę furię i pewność siebie. Nieoczekiwanie na jego drodze pojawia się Im Kyu-Nam, który jest odporny na wpływ Cho-In. W tej roli możemy oglądać Ko Soo (The Front Line). Chociaż Im Kyu-Nam wydaje się być dobrotliwym, młody mężczyzną, który nie ma za wiele szczęścia w życiu, to po zderzeniu z ciężarówką staje się oczywistością, że albo nagle fortuna się do niego uśmiechnęła, albo po prostu jest obdarzony nadludzką wytrzymałością ciała (w kontekście zakończenia skłaniam się ku tej drugiej teorii…). Tak czy inaczej, traci jedną pracę, ale zyskuje drugą, która ma być dla niego początkiem nowego życia. Wszystko kończy się wraz ze śmiercią właściciela lombardu i spotkaniem z Cho-In. Jego pomocnikami w zemście zostaje dwójka najlepszych przyjaciół – Ali (Enes Kaya) i Boba (Abu Dodd). Oboje przybyli do Korei z odległych krajów – Turcji i Ghany, ale świetnie mówią po koreańsku i razem stanowią zgrane trio. Ali i Boba wnieśli do filmu sporą dozę humoru, który skutecznie rozładowywał posępną atmosferę filmu, sprawiając, że przy seansie widz dobrze się bawi.

5. Wykonanie techniczne.

Jak na reżyserki debiut Kim Min-Suk (nie wliczam tu asystowania przy The Good, The Bad, The Weird), to wyszedł całkiem udany film. Chwilami denerwowało mnie drżenie kamery, ale można się do tego przyzwyczaić. Widać, że film nie dysponuje ogromnymi funduszami, ale udało się to skrzętnie zatuszować. Wydaje mi się, że co wrażliwsze osoby mogą być zdegustowane ilością trupów na ekranie, ale było to nieuniknione, aby pokazać jak niebezpieczny i nieprzewidywalny jest Cho-In. Jakieś pierwsze 15 min (czyli historia z dzieciństwa Cho-In) o bardzo klimatyczny horror z posępna muzyką, kolorystyką i scenografią. Później z klimatem jest znacznie gorzej, choć są przebłyski (scena w metrze, podwieszenie bohaterów do sufitu, pościg samochodowy).

6. Ogólna ocena.

W pierwszej chwili po seansie miałam mieszane uczucia. Film po prostu mi się nie podobał, brak realizmu, scenariusz wydawał mi się napisany na kolanie z ogromnymi brakami w logice…Nawet biorąc pod uwagę całą moją sympatię dla Gang Dong-Won’a nie byłam w stanie stwierdzić, że Haunters mi się podobał. Jednak z czasem doszłam do wniosku, iż niby kto powiedział, że film ten miał być realistyczny? Przecież już kwestia nadprzyrodzonych mocy jest nieprawdopodobna, to dlaczego nie dodać do tego absurdalnych sytuacji (np. samochód w turbo doładowaniem), nieśmiertelności Im Kyu-Nam, czy niewyjaśnienia pochodzenia mocy Cho-In? Przynajmniej w ten sposób film łamie schematy wszelkich filmów o superbohaterach. Widz wie tyle samo o mocach  Cho-In co  Im Kyu-Nam i jest tak samo zagubiony, bo nie wie skąd ta moc się wzięła, jakie ma ograniczenia i czy oddziałuje w sposób negatywny na samego oprawcę? To samo tyczy się niezwykłej wytrzymałości Im Kyu-Nam – dla jednych może to być głupota, a dla innych absurd, który dostarcza widzowi ogromnej frajdy. Zakończenie to kwintesencja niepoważnego tonu filmu, a sama odebrałam je jako taki pstryczek w nos dla wszystkich filmów o superbohaterach prosto z Hollywood. Fabuła nie jest oryginalna, ale udało się zachować jej nieprzewidywalność. Profile bohaterów mogłyby być bardziej rozwinięte, no ale wszystkiego mieć nie można…Z drugiej strony dzięki temu reżyser nie zanudza widza wątkami pobocznymi i niepotrzebnymi, chwytającymi za serce historiami życia protagonistów. Podsumowując – świetny soundtrack, solidne wykonanie, dobrze dobrani aktorzy i humor – czego chcieć więcej? Jeśli ktoś nastawia się na rozrywkę w stylu Woochi (choć mimo wszystko z bardziej intensywnym poczuciem posępnego klimatu niepokoju), to nie powinien uważać czasu poświęconego na obejrzenie Haunters za zmarnowany. Osobiście – oczekiwałam thrillera, a otrzymał dziwny twór, który mimo wszystko dostarcza rozrywki, stąd też tylko 6.

Ocena: 6/10

Padam Padam… The Sound of His and Her Heartbeats

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Padam Padam… The Sound of His and Her Heartbeats (Padam Padam … Keuwa Keunyeoui Shimjangbakdongsori,  빠담빠담…. 그와 그녀의 심장박동소리)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011/2012

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Obsada: Jung Woo-SungHan Ji-MinKim BeomKim Min-KyungChoi Tae-JoonLee Jae-Woo

Gatunek: romans, fantasy, dramat, melodramat.

2. Fabuła.

Drama przedstawia historię Kang-Cheol -skazanego na 16 lat za morderstwo kolegi z liceum. Wraz z nim więzienie opuszcza Gook-Soo, utrzymujący, że jest Aniołem Stróżem Kang-Cheol i pomoże mu udowodnić, iż został wrobiony w morderstwo. Niestety powrót do normalnego życia jest bardzo trudny, a w rodzinnym miasteczku Kang-Cheol musi uporać się nie tylko z nieprzychylnie nastawionymi mieszkańcami, ale na nowo zaufać matce, której ma za złe, że go zostawiła samego, gdy najbardziej jej potrzebował. Wkrótce Kang-Cheol poznaje piękną panią weterynarz – Ji-Na oraz dowiaduje się, iż ma 16 letniego syna, o którego istnieniu nie miał pojęcia…

Czytaj dalej

Green Chair

녹색의자

Tytuł: Green Chair (Noksaek uija, 녹색의자)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2005

Czas trwania: 98 min

Reżyseria: Cheol-su Park

Budżet: 2 mln $

Obsada: Seo JungShim Ji-HoOh Yun-Hong

Gatunek: dramat, romans, erotyczny.

Wielka, zakazana miłość czy zwykła fascynacja?

Już od jakiegoś czasu tkwię w przekonaniu, że Koreańczycy jak nikt inny potrafią robić dramaty erotyczne (przynajmniej w Azji). Green Chair to kolejny dowód na to, że z banalnej historii można stworzyć oryginalny i niezwykły obraz.

Atrakcyjna Kim Mun-hee jest 32-letnią rozwódką, która wdaje się w romans z 19-letnim Seo-hyun. Jednak, zgodnie z koreańskim prawem, uprawiając seks z chłopakiem złamała prawo (dopiero od 20 roku życia jest się pełnoletnim) za co zostaje skazana na 100 godzin pracy społecznej. Po wyjściu z więzienia czeka na nią chmara dziennikarzy, którzy zwietrzyli szansę na szokującą historię. Tymczasem Kim Mun-hee dostrzega w tłumie Seo-hyun. Kochankowie udają się do hotelu, gdzie kilka kolejnych dni i nocy spędzają w łóżku. Gdy emocje opadają  Mun-hee zdaje sobie sprawę z powierzchowności ich uczucia i postanawia zerwać z Seo-hyun, ale chłopak oznajmia jej, że nie pozwoli odejść ukochanej kobiecie.

Opis zapewne dla większości osób brzmi banalnie, jednak nic bardziej mylnego. W Green Chair  próżno szukać płytkich postaci, wyświechtanych schematów i braku wyczucia w scenach erotycznych. Duża w tym zasługa reżysera, ale jeszcze większa w głównej parze aktorów. W rolę Mun-hee wcieliła się Seo Jung. Moje wrażenia – nie tylko piękna, ale i utalentowana aktorka. Jej bohaterka to krucha, doświadczona kobieta, patrząca realistycznie na związek z 13lat młodszym mężczyzną. Mimo to sama różnica wieku i fakt, że Seo-hyun jest nieletni nie jest decydująca. Martwi ją, że młodszy kochanek szybko się nią znudzi i znajdzie sobie dziewczynę w swoim wieku. Z jednej strony chce uniknąć zranienia, ale z drugiej łączy ją z Seo-hyun silna więź – zarówno natury fizycznej, jak i emocjonalnej. Dlatego też postanawia dać chłopakowi szansę. Rola Seo-hyun przypadła Shim Ji-Ho, który świetnie poradził sobie z ukazaniem przeciwności swojego bohatera. Momentami może wydawać się seks-maszyną, że jedynie eksperymentuje z bardziej doświadczoną seksualnie kobietą, ale szybko okazuje się, iż jest bardzo dojrzałym młodym mężczyzną. Mun-hee to jego pierwsza miłość i chce spędzić z nią  resztę życia. Na całe szczęście nie zapomniano o ukazaniu jego bardziej dziecinnej, niepoważnej, naiwnej strony np. gdy w barze udaje, że się upił, albo gdy szuka kamer w żyrandolu w pokoju motelowym, bądź też gdy spontanicznie zdejmuje spodnie przed Mun-hee i jej koleżanką. Tutaj chciałabym zaznaczyć, że film ten przepełniony jest bardzo strawnym humorem, który  zastosowano w odpowiednich momentach – także w trakcie scen erotycznych. Przez film przewija się kilka drugoplanowych postaci, ale najistotniejszą rolę odegrała przyjaciółka Mun-hee – Su-jin (Oh Yun-Hong). Z postaci anonimowej wykreowała bohaterkę, która wniosła do filmu nutę artystycznego nieładu, dziwactwa (w dobrym tego słowa znaczeniu). Swoje pięć minut miał także Jeon-han Kim jako dziennikarz, który śledził główną parę bohaterów. Jego nieodłącznym atrybutem stały się sznur i taśma co łączy się z pewnym komicznym elementem powtarzającym się przez większość filmu.

Wykonanie techniczne zaliczam do tych z serii surowych. Proste scenografie, które wydają się być szare, nieprzyjazne, ale np.  bardzo umiejętnie wykorzystano oświetlenie.  Stonowana oprawa muzyczna sprawia, że film miejscami się dłuży, niektóre ujęcia mogłyby być krótsze. Jakieś pierwsze 30 min Green Chair to namiętny erotyk, który skupia się na procesie przygotowania i trwania upojnych dni bohaterów. Tutaj chciałabym podkreślić, że sceny te zostały bardzo umiejętnie nakręcone i ani przez chwilę nie odniosłam wrażenia, że przekroczono granicę dobrego smaku. Reżyserowi Cheol-su Park udało się stworzyć film, który jest pochwałą miłości fizycznej, a sceny erotyczne są ,,estetyczne” (nie bez znaczenia jest tu fakt, iż aktorzy nie mają się czego wstydzić jeśli chodzi o ich fizjonomię). Pozostała część filmu ukazuje relacje pomiędzy Kim Mun-hee i Seo-hyun. Dzięki nim uwierzyłam, że parę kochanków łączy nie tylko pociąg fizyczny, ale i osobliwa forma miłości. Osobliwa, ponieważ w kontekście zakończenia odniosłam wrażenie, iż ich więź jest na tyle intensywna, że potrzebują chwili oddechu z dala od siebie.Tytuł ten ukazuje także ułomność koreańskiego prawa. W końcu czym różni się psychika Seo-hyun, jego postrzeganie świata, gdy ma 19 lat, a gdy 20 lat? Dlaczego te kilka miesięcy musi być łamaniem prawa? Kwestię tę dobitnie uchwycono w surrealistycznej scenie z końcówki filmu, na urodzinach Seo-hyun. Na liście gości znalazło się większość postaci związanych bezpośrednio z główną parą – rodzice Seo-hyun, były mąż Mun-hee, policjant, starsza kobieta. Scena ta jest odmienna niż reszta filmu – odrobinę teatralna, ponieważ postaci mówią bezpośrednio do kamery, jakby wygłaszali monologi.

Green Chair bez problemu mógłby być łzawym melodramatem, ale zamiast tego powstał pogodny film ze sporą dozą stonowanego humoru. Zapewne na wielu twarzach zagości uśmiech zadowolenia, gdy  pojawią się napisy końcowe. Osobiście film bardzo mi się podobał i choć nie jest bez wad to ogląda się go płynnie, a sama historia jest interesująca (podobno bazuje na prawdziwych wydarzeniach). Najbardziej ubolewam nad tym, że nie przedstawiono sylwetek głównej pary z okresu zanim się poznali. Tak czy inaczej – polecam zwłaszcza osobom, które lubią dramaty erotyczne.

Ocena: 7+/10

Wyniki ankiety nr 2

Przez ostatni miesiąc widniała u mnie na blogu ankieta, w której pytałam Was o kraj pochodzenia filmów, które preferujecie. Wyniki nie zaskoczyły mnie – z ogromną przewagą wygrały filmy produkcji koreańskiej, na drugim miejscu produkcji japońskiej, a na trzecim „wszystkie  z powyższych”. Swoją drogą zapomniałam wyłączyć możliwość wielokrotnego głosowania, więc zapewne sporo osób oddawało swój głos wielokrotnie, ale następnym razem będę o tym pamiętać ;D

Wszystkie wyniki:

 

Pain

Pained

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Pain (Pained, Tong Jeung, 통증)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 104 min

Reżyseria: Kwak Kyung-Taek

Scenariusz: Pool Kang

Obsada: Kwon Sang-WooJung Ryeo-WonMa Dong-Seok

Gatunek: melodramat

2. Fabuła.

Na podstawie manhwy autorstwa Kang Pool.

Nam-Soon pracuje dla agencji pożyczkowej (a dokładniej dla lichwiarzy). Mężczyzna cierpi na schorzenie, przez które nie odczuwa bólu. Jest ono wynikiem traumy, którą przeżył w dzieciństwie. Przypadłość ta pomaga mu w ściąganiu należności od dłużników. Jedną z wielu osób, które unikają spłaty pożyczki jest cierpiąca na hemofilię Dong-Hyun. Młoda kobieta musi spłacać długi, z którymi zostawił ją ojciec. Pracuje dorywczo jako sprzedawczyni sztucznej biżuterii na ulicy. Z czasem, wspomniana dwójka, zbliża się do siebie.

Czytaj dalej