Poszukiwani tłumacze!

Witam! Dzisiaj wpis dotyczący nie mojego bloga, a grupy fansubberskiej, zajmującej się dramami – ADP Subs. Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany tłumaczeniem, robieniem czasówki, korekt – to zapraszam na forum – link. W dziale Rekrutacja  (na forum) znajdziecie szczegóły, bądź też możecie napisać do mnie – mój nick na forum to poice. Napisz nawet jeśli nie jesteś do końca przekonany/a, a jedynie zainteresowany/a 🙂

Pozdrawiam!

ACTA

Obecnie ACTA to numer jeden rozmów zarówno w Internecie jak i ,,w realu”. W związku z tym, iż dzisiaj pani ambasador  w Japonii podpisała odpowiednie dokumenty, postanowiłam wstrzymać moją blogową działalność tłumaczeniową. Wiem, że ustawa potrzebuje podpisu prezydenta, aby wejść w życie, ale nie ma sensu moja ciężka praca, jeśli za 3 miesiące ACTA zacznie obowiązywać. Prawdopodobnie nie oznacza to końca mojego hobby, czyli tłumaczeń. Po prostu nie będę ich udostępniać w takiej formie jak obecnie. Gdy sprawa się uspokoi to zastanowię się co dalej i przekażę Wam, drodzy czytelnicy, niezbędne informacje.

Pozdrawiam!

edit: 27.01.2012 :

Ok, poczytałam trochę o ACTA i doszłam do wniosku, że gdy tylko okaże się jakie serwisy podobne do megaupload, mediafire, przetrwają tę trwającą nawałnicę, to przeniosę tam swoje dotychczasowe tłumaczenia i zajmę się kolejnymi.

Swoją drogą chciałabym podziękować wszystkim za wsparcie i miłe słowa, aż chce się dalej pisać recenzje i tłumaczyć. Dziękuję!

Accident

意外

Tytuł: Accident (意外, Yi ngoi)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 89 min

Reżyseria: Pou-Soi Cheang

Scenariusz: Kam-Yuen SzetoLik-Kei Tang

Obsada: Louis KooRichie RenShui-Fan Fung , Michelle YeSuet Lam.

Gatunek: thriller, akcja.

(Nie)przypadkowy film.

Filmy akcji z Hongkongu mają sporo zalet – często trwają zaledwie 90 min i dostarczają rozrywki w najlepszym wydaniu. Tym razem reżyser Pou-Soi Cheang postanowił stworzyć coś innego, ponieważ Accident to nie tylko kino komercyjne, ale także inteligentna rozgrywka głównego bohatera, któremu przyjdzie się zmierzyć z najniebezpieczniejszym przeciwnikiem…sobą samym.

Kwok-fai Ho to tajemniczy mężczyzna o pseudonimie Mózg, trudniący się płatnymi zabójstwami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystkie swoje zlecenia pozoruje na nieszczęśliwe wypadki. Dzięki temu nikt nawet nie podejrzewa, że śmierć osób została skrupulatnie zaplanowana. Z Mózgiem współpracuje trójka bezimiennych osób – kobieta, Wujek i Fatty (odpowiednik polski, czyli Grubas, źle brzmi, więc wolę wersję anglojęzyczną). Sytuacja komplikuje się, gdy kolejne ze zleceń kończy się śmiercią jednego z jego ludzi. Mózg jest przekonany, że nie był to wypadek, a zaplanowane działanie wymierzone w jego grupę.

Po pierwsze chciałabym podkreślić, że sięgnęłam po Accident całkowicie w ciemno, a jedyne co wiedziałam o tej produkcji to to, że gra w niej lubiany przeze mnie Richie Ren (Punished, Breaking News, The Sniper, Exiled). Chyba częściej powinnam dokonywać takich przypadkowych decyzji dotyczących filmów, ponieważ spotkało mnie miłe zaskoczenie.

Jednak za nim przejdę do sedna, kilka słów o bohaterach i aktorach. Głównym bohaterem Accident jest postać grana przez Louis Koo, czyli Mózg. Bohater, który od początku mnie zaintrygował. Poznajemy go jako inteligentnego pomysłodawcę ,,wypadków”, a przy tym perfekcjonistę w każdym calu. Wszystkie morderstwa planuje z największą możliwą dbałością o szczegóły, gdy coś nie jest po jego myśli – bez wahania wycofuje się z działania i wyczekuje dogodnej chwili. Poza jego ,,zawodowym” obliczem widz poznaje szczątki informacji z przeszłości tajemniczego planisty. Dowiadujemy się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Zdarzenie to determinuje działania Kwok-fai Ho, który utrzymuje, że takie wypadki nie są możliwe, co próbuje udowodnić poprzez swoją profesję. Louis Koo zrobił na mnie spore wrażenie i odczułam, ze trafiła mu się rola jakby stworzona dla niego. Byłam w stanie uwierzyć we wszystkie jego spiskowe teorie, podobnie jak w jego obłąkane oblicze, gdy zaczyna popadać w paranoję. Pierwsza część filmu nie zwiastuje takiego obrotu zmian, a sam Mózg imponuje swoim opanowaniem i intelektem. Mózg jest święcie przekonany, że agent ubezpieczeniowy Fong czyha na jego życie. Dlatego musi poznać swojego przeciwnika i być krok przed nim. W postać Fong’a wcielił się, wspomniany wcześniej, Richie Ren. Jako że Mózg niejako kradnie całe przedstawienie i występuje praktycznie  w każdej scenie z filmu, to dla Fong’a pozostało niewielkie pole do popisu. Pomimo tego Richie Ren po raz kolejny przekonał mnie do swojego bohatera. Aktorzy drugoplanowi także mnie nie zawiedli. Zarówno Suet Lam jako Fatty, Michelle Ye jako bezimienna kobieta i przede wszystkim Shui-Fan Fung jako Wujek – wypadli bardzo przekonywająco i każda z tych postaci potrafiła zaciekawić mnie swoją osobą.

Oprócz bardzo dobrego występu aktorów wypada podkreślić równie udane wykonanie filmu od strony technicznej. Hongkong jawi się jako nieprzyjazne, trącące stęchlizną miasto, które wypełnia szara masa społeczeństwa. Większość lokacji nie jest dokładnie określona, a to gdzie w danej chwili znajdują się bohaterowie, traci na znaczeniu. W reżyserii widać dbałość o detale i ciekawe ujęcia np. odbicie u okularach umierającego bossa triady, mania Mózgu dotycząca luster i takiego ich ustawienia w mieszkaniu, aby widać było każdy zakamarek. Wrażenie zrobiła na mnie finałowa scena zaćmienia, chociaż była bardzo nierówna. Otóż sam pomysł i kolorystyka są kapitalne – blade odcienie, kobieta w krwistoczerwonej sukience na środku ulicy… Coś cudownego, ale same efekty specjalne przy zaćmieniu Słońca mocno naciągane.

Thrillery z Hongkongu przyzwyczaiły widzów do krwawych jatek, a przynajmniej pokaźnej liczby zużytych pocisków. Na tym tle Accident zaskakuje oryginalnością. Pierwsza część filmu to przyzwoity, klimatyczny thriller, druga nosi znamiona filmu psychologicznego, ponieważ zgłębiamy się w psychikę głównego bohatera i motywy jego działań. Widzimy jak Mózg zatraca umiejętność oddzielenia rzeczywistości od fikcji. Zaczyna postrzegać agenta ubezpieczeniowego jako swojego śmiertelnego wroga i z ukrycia śledzi każdy jego ruch. Dzięki rewelacyjnemu występowi Louis Koo – Mózg jest na tyle przekonywujący, że zmusza widza do zadania sobie pytania o to, czy Mózg ma rację? A może po prostu oszalał? Mocnym punktem filmu jest fabuła, która do samego końca jest nieprzewidywalna. Stosunkowo mała liczba dialogów także jest argumentem za, ponieważ w wielu scenach cisza wyrażała więcej niż zbędne słowa. Podobały mi się ciekawe aranżacje ,,wypadków”, a także obserwacje życia codziennego celów. Zakończenie dobre, chociaż przekombinowane, ale jestem w stanie uznać, że uzupełnia ono tę bardziej ,,niekomercyjną” część filmu (do tego intrygujący znak ostrzegawczy z czarnym kołem – zaćmienie?).

Dla mnie Accident to przejmująca metafora zmagania się z nieprzewidywalnością losu. Przez wzgląd na tragedię jaka spotkała głównego bohatera, za wszelką cenę stara się on przejąć kontrolę nad życiem  i śmiercią. W ten sposób pragnie udowodnić, że nic nie jest dziełem przypadku. Rozpoczyna walkę z siłami, które go przewyższają i okazuje się, że nawet tak wybitny planista nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć (zaćmienie). Jego droga ku pogodzeniu się z porażką i rzeczywistością nie jest łatwa. Pomimo niewątpliwych zalet nie jest to film genialny, ale osobiście uznaję go za bardzo dobry. Jest to również świetny materiał na remake i zapewne w końcu się go doczeka. Jedno jest pewne – film ten nie był dziełem przypadku. Polecam.

Ocena: 8/10

Arakawa Under the Bridge

荒川アンダー ザ ブリッジ

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Arakawa Under the Bridge (荒川アンダー ザ ブリッジ)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 30 min

Obsada: Kento HayashiMirei KiritaniShun OguriTakayuki Yamada

Gatunek: komedia, romans, przyjaźń, obyczajowy.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi autorstwa Nakamura Hikaru (中村光).

Kou Ichinomiya pochodzi z zamożnej rodziny. Ojciec od dziecka wpaja mu zasadę, że nie powinien nikomu niczego zawdzięczać, dlatego też zawsze musi liczyć tylko na siebie. Pewnego dnia wpada do rzeki Arakawa, a życie ratuje mu bezdomna dziewczyna – Nino, która uważa się za Wenusjankę. Okazuje się, że pod mostem nad Arakawą nielegalnie zamieszkuje grupa osobliwości.

3. Muzyka.

Poza piosenką z endingu nie mogę sobie przypomnieć konkretnych motywów zastosowanych w dramie. Odcinki trwały 20 – kilka minut, więc mało czasu było na fabułę, a co dopiero na różnorodny soundtrack. W związku z tym uboga oprawa muzyczna nie przeszkadzała mi w seansie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Dla osób, które nie miały styczności z tym tytułem wcześniej, może być szokiem ujrzenie bohaterów w całej swojej okazałości. O ile w anime kostiumy postaci, rodem z balu przebierańców, nie jest czymś dziwacznym, o tyle w wersji live action już tak. Przyznaję, że anime przypadło mi do gustu i gdyby nie to, zapewne nie zainteresowałabym się tą produkcją. Chciałabym podkreślić, że wszyscy aktorzy idealnie odzwierciedlili charaktery i zachowanie odgrywanych przez siebie postaci. Głównym bohaterem Arakawa Under the Bridge  jest Kou Ichinomiya aka Riku, syn wpływowego biznesmena. Od dziecka wpajano mu rodzinne motto życiowe, aby liczył wyłącznie na siebie i nikomu nic nie był dłużny. Aktor, wcielający się w tę rolę, to nieznany mi wcześniej Kento Hayashi. Moim zdaniem dobrze uporał się z odegraniem swojego bohatera. Na przestrzeni kolejnych odcinków możemy zaobserwować jak zmienia swoje podejście do mieszkańców przy rzece Arakawa,  a także jak wpływają oni na postrzeganie przez niego świata. Oczywiście na miejscu nasz protagonista poznaje dziewczynę o oryginalnym imieniu Nino (w tej roli bardzo urodziwa Mirei Kiritani). Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia (no może poza strojem od w-f’u) i wygląda najnormalniej z całej zgrai dziwaków. Jednak szybko okazuje się, że Nino uważa się za Wenusjankę, która posiada nadprzyrodzone moce. Gromadzie osobliwości w niewielkiej osadzie przewodzi Szef (chociaż chyba lepiej pasuje określenie Sołtys :P), który przechadza się po swoich włościach w kostiumie Kappy (w folklorze japońskim jest to złośliwy demon wodny). Rola ta przypadła Shun Oguri (Crows ZeroHanazakari no kimitachi e). Dopiero przy tej produkcji moją uwagę przykuł jego głos, a może po prostu dobrze spisał się modulując jego brzmienie? Pozostali mieszkańcy to: zajmująca się ogrodem – Maria (Nana Katase), mężczyzna w przebraniu zakonnicy – Siostra (Yuu Shirota), urocza P-ko (Natsumi Abe), niespełniona gwiazda rock’a – Hoshi (Takayuki Yamada), bracia w metalowych hełmach – Tetsuo i Tetsuro, buntownicza sierota – Stella (Eri Tokunaga), duet – Billy i Jacqueline, a także stąpający jedynie po białych liniach – Shiro. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Jak widać całkiem sporo postaci i do tego bardzo oryginalnych.

5. Wykonanie techniczne.

Oprócz zastosowanych efektów CG, które aż ranią oczy swoim niedopracowaniem, wszystkie pozostałe elementy zostały dopięte na ostatni guzik. Mam tu na myśli głównie stroje, kostiumy, elementy budownictwa. Na największe słowa pochwały zasługują kostiumy, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że w live action twórcy unikną ich kiczowatości. W efekcie wyglądały na starannie wykonane i idealnie pasowały do każdej postaci. Dzięki płynnej, nieudziwnionej reżyserii, dramę ogląda się naprawdę sprawnie.

6. Ogólna ocena.

Arakawa Under the Bridge to drama specyficzna. Według mnie powinna spodobać się fanom wersji anime, natomiast pozostałym osobom raczej nie polecam. Bohaterowie są ciekawi i każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię, ale ich zachowanie, ekspresja, odbiega od przyjętego kanonu. Dla osoby, która nie miała okazji zapoznać się z tą serią będą oni jedynie bandą uciekinierów z zakładu zamkniętego. Być może się mylę, ale wydaje mi się to wielce prawdopodobne. O czym jest Arakawa Under the Bridge? Dla mnie jest to tytuł przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości i chęci wyzwolenia się z panującego porządku rzeczy. W świecie zdominowanym przez pieniądze, konsumpcjonizm, nie ma miejsca dla ludzi, którzy albo nie wytrzymują presji, albo po prostu nie zgadzają się z takim trybem życia. W trakcie tej krótkiej serii poznajemy troski, obawy i radości poszczególnych postaci. Pod dziwacznymi kostiumami, ekscentrycznym ubiorem i zachowaniem, kryją się zwyczajni ludzie, którzy poszukują tego co wszyscy inni, czyli drogi ku szczęściu. Dla nich osada przy Arakawie stała się domem, a jej mieszkańcy rodziną. W końcu kto z nas choć raz nie chciał rzucić wszystkiego i zamieszkać w jakimś odosobnionym miejscu? Dodatkowo cała seria została przyozdobiona humorem, który raczej ciężko będzie zrozumieć nie-Japończykom, gdyż często są to gry słowne, nawiązania do znanych w kulturze japońskiej motywów. Mimo to świetnie się bawiłam przy tej serii i w zupełności sprostała moim oczekiwaniom.

Ocena: 7/10

Urlop sesyjny

Witam! W związku ze zbliżającą się sesją i totalnym brakiem czasu – chciałabym ogłosić, że nie należy spodziewać się większego ruchu na blogu do około połowy lutego (o ile wszystkie egzaminy zdam za pierwszym podejściem). Jeśli wszystko na uczelni ułoży się po mojej myśli, to mam zamiar nadrobić zaległe tłumaczenia, czyli: Secret, Rainbow Eyes, Voice of Murder, Psychic. Odnośnie recenzji to będą się ukazywać, ponieważ mam kilka ,,na zapas”. W trakcie przerwy postaram się także edytować recenzje filmów, które publikowałam na początku mojej blogowej działalności. Dlaczego? Powodów jest kilka, ale przede wszystkim są za krótkie, a często dotyczyły bardzo dobrych filmów, o których wypada napisać kilka/kilkanaście zdań więcej. Na pierwszy ogień pójdą: A Frozen Flower, A Moment to Remember, 3 Iron, Sad movie, A Bittersweet Life, I Saw the Devil, The Man From Nowhere, A Dirty Carnival.

Pozdrawiam!

Hello My Love

헬로우 마이 러브

Tytuł: Hello My Love (Hellowoo Maireobeu, 헬로우 마이 러브)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2009

Czas trwania: 95 min

Reżyseria: Kim Aaron

Scenariusz: Kim Aaron

Obsada: Jo AnOh Min-SeokRyu Sang-Wook

Gatunek: romans, BL.

Ona, on i on…

Romans oparty na starym jak świat schemacie, czyli trójkącie romantycznym. Jednak tym razem to nie dwóch panów stara się o serce kobiety, ale obiektem uczuć zostaje jeden z mężczyzn.

Czytaj dalej

Moss

Iggi

1. Dane podstawowe.

Tytuł: Moss (Iggi, 이끼)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2010

Czas trwania: 163 min

Reżyseria: Kang Woo-Suk

Scenariusz: Ji Woo Chung

Obsada: Park Hae-IlJung Jae-YoungYoo-SunYu Hae-JinKim Sang-HoKim Jun-Bae

Gatunek: thriller, tajemnica, psychologiczny.

2. Fabuła.

Na podstawie internetowego komiksu autorstwa Yun Tae-Ho.

Ryu Hae-Kuk przyjeżdża do zapomnianej przez ludzi osady na pogrzeb swojego ojca. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcami rządzi Cheon Yong-Deok, który cieszy się niemal boskim autorytetem. Ryu Hae-Kuk zaczyna podejrzewać, że śmierć jego ojca nie była dziełem natury, rozpoczyna więc własne śledztwo.

3. Muzyka.

Oprawa muzyczna została idealnie skomponowana. Jest ona nieodłącznym tłem dla istotniejszych scen i buduje niepowtarzalny klimat napięcia np. w podziemnych tunelach. Kompozytorem do filmu jest Jo Yeong Uk, który ma na swoim koncie soundtracki do takich filmów jak np. The UnjustA Dirty CarnivalSympathy for Lady VengeanceOldboy.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Do grupy głównych bohaterach można zaliczyć dwie postacie, czyli Ryu Hae-Kuk oraz Cheon Yong-Deok. W rolę Ryu Hae-Kuk wcielił się Park Hae-Il, który nie do końca mnie przekonał. W wielu scenach jego reakcje wydawały mi się bez życia, bez iskry w oku. Moim zdaniem dość przeciętny występ, zwłaszcza na tle pozostałej obsady. O dziwo, jak na głównego bohatera, dowiadujemy się zaledwie szczątkowych informacji o nim, a większość pytań pozostaje bez odpowiedzi np. nie wiemy dlaczego nie utrzymywał kontaktu z ojcem, ani jakie wydarzenia z przeszłości łączą go z prokuratorem Park Min-Wook. Rola ,,sołtysa” przypadła Jung Jae-Young, który idealnie pasował do odgrywanego bohatera. Od razu zwróciłam uwagę na jego głos – niestety nie przypominam sobie żadnego filmu z nim i nie wiem czy po prostu ma taką barwę głosu, czy po prostu specjalnie ją modulował – niski, bardzo męski, a jednocześnie dźwięczny. Udało mu się bezbłędnie ukazać np. różnice w poruszaniu się w zależności od wieku – w końcu poznajemy go jako 70 paroletniego staruszka, a w retrospekcjach jako mężczyznę w sile wieku. Postać tajemnicza, która bez trudu wzbudza poczucie niepokoju i podejrzliwości. Dzięki swojej charyzmie i intelektowi udało mu się stworzyć własny świat, w którym cieszył się bezwarunkową lojalnością i poważaniem pośród mieszkańców wioski. Na grono postaci drugoplanowych składają się przede wszystkim mieszkańcy osady, czyli Kim Deok-Chun (Yu Hae-Jin – WoochiThe Unjust), Jeon Seok-Man (Kim Sang-Ho – WoochiMoby Dick), jedyna kobieta w tym gronie – Lee Young-Ji (Yoo-Sun), a także prokurator Park Min-Wook (Yu Jun-Sang). Cała obsada drugoplanowych bohaterów wykazała się solidnymi kreacjami. O każdym z  głównych mieszkańców osady dowiadujemy się najważniejszego, czyli dlaczego postanowili zamieszkać w odciętym od świata miejscu. Okazuje się, że są to przestępcy, którzy nie mieli dokąd się udać i tylko Cheon Yong-Deok zaoferował im możliwość zrobienia czegoś ze swoim życiem, odkupienia win. Bardzo podobał mi się Yu Jun-Sang jako prokurator, ponieważ wykreował bezkompromisową postać, która od razu zwróciła moją uwagę. W zdominowanym przez mężczyzn świecie, jedyną ostoją kobiecości staje się Lee Young-Ji, której życie nie rozpieszcza. Jako młoda dziewczyna została zgwałcona, by następnie być nałożnicą swojego wybawiciela – Cheon Yong-Deok. Przyznaję, że od razu było mi jej żal, bo nie dość, że jest regularnie wykorzystywana seksualnie przez ludzi sołtysa, to jeszcze nie widać końca tej udręki. W związku z tym nie dziwi fakt, że staje się sprzymierzeńcem Ryu Hae-Kuk. Chociaż przez praktycznie cały film Lee Young-Ji jawi się jako słaba, zrezygnowana kobieta, to końcowe minuty pozwalają inaczej spojrzeć na jej postać.

5. Wykonanie techniczne.

Bardzo spodobał mi się plan osady, scenografie są dobrze dopracowane. Wiele scen ma miejsce nocą, czy też w pomieszczeniach o ograniczonym oświetleniu. Co idealnie odzwierciedla tajemnice i mroczne sekrety skrywane przez mieszkańców wioski. Moss nie zaliczyłabym do filmów krwawych,  jednak nie brakuje scen przemocy, chociaż widzimy raczej sam efekt, niż proces (dlatego między innymi film ten można podpiąć pod gatunek ,,psychologiczny”). Ciężki klimat rozładowuje nienachalny humor, związany głównie z postaciami ludzi sołtysa. Na słowa pochwały zasługuje charakteryzacja Jung Jae-Young.

6. Ogólna ocena.

Moss ma wszelkie atrybuty dobrego thrillera, otóż jest odosobniona wioska, trup, podejrzany przywódca, wątpliwej moralności mieszkańcy. Na przestrzeni tak długiego filmu (163 min) przez dobre 90 min udało się reżyserowi budować poczucie oczekiwania, niepokoju u widza. Siedziałam jak zaczarowana przed monitorem, gdy na jaw wychodziły kolejne powiązania, jasne stawało się, że coś jest nie tak, a mieszkańcy skrywają jakiś sekret. Mimo wielu wątków pobocznych, które związane były z przybliżeniem historii ludzi Cheon Yong-Deok, to fabuła jest spójna i nie marginalizuje głównego nurtu fabularnego. Z pewnością dla wielu osób fabuła może brzmieć jak kolejny film detektywistyczny, nic bardziej mylnego, ponieważ Moss ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Rozpoczyna się intrygująca gra w kotka i myszkę. Widza raczy się kolejnymi zwrotami akcji, ale muszę przyznać, iż gdzieś po ok. 90 min tempo siada i film zaczyna nużyć. Zapewne wynika to z budowanego klimatu, gdyż po takim oczekiwaniu widz pragnie fajerwerków i zadziwiającego zakończenia. Z jednej strony ostatnie minuty faktycznie są zaskakujące i pozwalają inaczej spojrzeć na jedną z postaci, ale jak na tak długi film, to po prostu za mało. Nie zmienia to faktu, że wspomniane mystery jest największym atutem filmu, a także świetnie skomponowana oprawa muzyczna i występ aktorów. Nie zawiodłam się i na dialogach, które nie są sztucznie przeciągane. Film skupia się na ludzkiej naturze oraz współczesnej moralności. Przez cały film przewija się kwestia grzechów i odpokutowania za nie, choć w dość osobliwy sposób. Najciekawszą postacią jest przywódca wioski, czyli Cheon Yong-Deok. Udało mu się wykreować państwo, w państwie. Miejsce, w którym to on stanowił prawo, o wszystkim decydował, a jego zdanie było niepodważalne. W związku z tym nie dziwi jego chęć ochrony wioski, swojego dorobku, za wszelką cenę. Tutaj oczywiście pomijam kwestie moralne i okoliczności, które doprowadziły do wykreowania takiego miejsca. Moss to dobry film, choć co niektórych może nużyć, dlatego też polecam go przede wszystkim fanom gatunku.

Ocena: 8/10

Breaking News

大事件

Tytuł: Breaking News (大事件, da shi jian, daai si gin)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2004

Czas trwania: 90 min

Reżyseria: Johnny To

Obsada: Richie RenKelly ChenNick Cheung

Gatunek: akcja, kryminał, sensacyjny.

Breaking News, czyli jak zrobić dobry film akcji.

Przepis na sukces? Prosty – talent reżyserski Johnny’ego To, tysiące wystrzelonych pocisków, sprawdzony schemat policja-przestępcy, dodać kilku niekoniecznie wybitnych, ale przykuwających uwagę aktorów, wszystko wymieszać i posypać szczyptą ironicznego humoru. Uwaga! Grozi 90 minutowym przykuciem do fotela.

Nie od dziś wiadomo, że Hongkong to kopalnia dobrych filmów sensacyjnych. Nie dziwi także przewidywalna fabuła. Otóż po wyemitowaniu na żywo nieporadnej operacji policyjnej ratingi stróżów prawa gwałtowanie spadają. Władze policji, jak nigdy wcześniej, potrzebują widowiskowej i zwieńczonej sukcesem akcji.  Detektyw  Cheung wpada na trop grupy przestępców, a pani podkomendant Rebecca Fong ma dopilnować, aby schwytanie sprawców odpowiednio uchwyciły media.

Film może i nie zawiera nazwisk wyjątkowo utalentowanych aktorów. Mimo to od dłuższego czasu z przyjemnością sięgam po kolejne filmy zarówno z udziałem Richie Ren (Punished, Accident, The Sniper, Exiled), jak i  Nick Cheung. Ten drugi wciela się w postać detektywa Cheung. Jest to typowy glina z kategorii tych, którzy nie przejmują się żadnymi obowiązującymi regułami. Trochę zawiodłam się na jego grze, ponieważ brakowało mi charyzmy u jego bohatera. Oczywiście zrobił swoje, ale według mnie można było pokusić się o lepszą kreację. Sprawa ma się inaczej z Richie Ren’em, który całkowicie zdobył moją sympatię do odgrywanego przez niego bohatera, czyli lidera grupki przestępców – Yuen’a. Ciekawa i najbardziej złożona postać. Z jednej strony jawi się jako bezwzględny zbrodniarz, który na prawo i lewo strzela na ulicach Hongkongu, by za chwilę w fartuchu kuchennym przygotowywać obiad dla zakładników…Filmy akcji są skierowane głównie do męskiej części widowni, dlatego nie zdziwiło mnie obsadzenie w roli pani podkomendant Rebecca Fong, urodziwej Kelly Chen (trylogia Infernal Affairs). Jej bohaterka to kobieta, która ma władzę i świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Lodowaty wzrok, twarz wyprana z emocji, nienaganne uczesanie i ubiór – wszystkie te elementy pasowały do jej postaci, jednak czyniło to ją strasznie ,,sztywną”. Zapewne dlatego pod koniec zadziwiła mnie afektem do Yuen’a…Postaci drugoplanowych jest całe mnóstwo. Moją uwagę przykuł Suet Lam jako zakładnik. Jest to prawdziwy aktor-legenda, który zawsze wyłuska ze swojej postaci 150%. Niby mało znacząca postać, acz intensywnie wykorzystał dane mu 5 minut.

Scenariusz nie jest szczytem oryginalności, ale porusza ciekawą kwestię wykorzystywania mediów do budowania wizerunku policji. Rebecca Fong staje się niejako reżyserem, który nadzoruje każdy ruch kamery i właściwe ukazanie operacji policyjnej. To kim są przestępcy i co mogą zrobić zakładnikom staje się sprawą drugorzędną. Najważniejsze by w telewizji wszystko dobrze wyglądało. Z drugiej strony można to odebrać jako satyryczne ukazanie policji, która zamiast skupić się na ratowaniu zakładników woli urządzać sobie telewizyjne show, a w międzyczasie stołówkę przed przejętym przez porywaczy budynkiem mieszkalnym. Oberwało się także przestępcom, którzy jak gdyby nigdy nic, przyrządzają obiad dla siebie i zakładników. Zbędne wydały mi się rzewne sceny ojciec-dzieci, ale były epizodyczne, więc przymknę na nie oko.

Jak już wspomniałam Breaking News nie jest filmem wybitnym, który wnosi coś nowego do gatunku. Ot przyzwoite i wciągające kino akcji. Nie było chwili, w której się nudziłam, a 90 min filmu minęło mi w mgnieniu oka. Otwierająca film scena strzelaniny na ulicy robi spore wrażenie, akcja jest wartka i płynnie brnie do przodu. Pociski wystrzeliwane są w ogromnych ilościach, a same sceny wymiany ognia ogląda się bardzo dobrze. Tutaj oczywiście słowa pochwały dla reżysera Johnny’ego To, który nawet z takiego scenariusza wycisnął ile się dało. Zastosowano kilka elementów uatrakcyjniających obraz, czyli spowolnienia, przedstawianie kilku kadrów na raz, dynamiczna praca kamery nawet w ciasnych korytarzach budynku.

To co mnie rozczarowało, to zakończenie. Po cichu liczyłam na jakiś zwalający z nóg zwrot akcji, ale nic takiego nie miało miejsca. Pomimo to obejrzenie tego tytułu na pewno nie jest stratą czasu. Aktorzy spisali się dobrze, muzyka świetnie oddaje nastrój filmu i przede wszystkim sporo się dzieje. Być może niepotrzebnie tak skupiono się na roli mediów, gdyż odczuwa się brak pointy. Tak jakby twórcy chcieli, aby Breaking News było czymś więcej niż rozrywkowym filmem spod znaku sensacji, a niestety nie jest. Ciekawostką jest fakt, iż jest to pierwszy azjatycki film, który doczekał się swojego remake przez Rosjan. W każdym razie polecam wszystkim fanom gatunku, warto.

Ocena: 7/10