A Thousand Days’ Promise


1,000 Day Promise

Tytuł: A Thousand Days’ Promise (Chunilui Yaksok, 천일의 약속, A Thousand Days’ Promise, Forget Me Not, mulmangcho, 물망초, 千日的约定, 1,000 Day Promise)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Obsada: Soo-AeKim Rae-WonLee Sang-WooJung Yoo-Mi

Gatunek: melodramat.

Klasyczny wyciskacz łez z nieuleczalną chorobą w tle.

Po sukcesie A Moment to Remember nie zdziwiły mnie zapowiedzi wykorzystania  w dramie wątku kobiety chorej na Alzheimer’a i jej związku z mężczyzną, który kocha ją bezwarunkowo, ponad własne życie. W taki oto sposób powstał przewidywalny melodramat z mnóstwem scen, wymagających, od co wrażliwszego widza, bliskości pudełka z chusteczkami.

Po A Thousand Days’ Promise sięgnęłam, ponieważ miałam potrzebę obejrzenia dobrego melodramatu, a cóż bardziej wzruszy widzem niż miłość pomimo nieuleczalnej choroby? Liczyłam na dramę podobną do Scent of a Woman, jednak spotkało mnie rozczarowanie. Główną wadą A Thousand Days’ Promise jest to, że w dramie tej praktycznie nic się nie dzieje…Każdy odcinek można streścić w zaledwie kilku zdaniach, a co gorsza – wiele z nich jest powtarzalnych.

Lee Seo-Yeon ma romans z Park Ji-Hyung, którego zna od czasów młodzieńczych. Spotykają się pomimo faktu, iż Park Ji-Hyung jest zaręczony z No Hyang-Ki. Małżeństwo to jest zaaranżowane przez rodziców obojga i ma przynieść korzyści majątkowe – przede wszystkim ojcu Park Ji-Hyung. Gdy data ślubu jest już wyznaczona Park Ji-Hyung nie wytrzymuje i oznajmia matce, iż od dawna kocha inną kobietę oraz nie weźmie ślubu z No Hyang-Ki.

Jak widać zarys fabuły stanowi dobry materiał na melodramat. Oczywiście w trakcie tych 20 odcinków nie zabrakło rozrywających serca scen, wzruszających dowodów miłości oraz kilku moralizatorskich dialogów. Jednak z  przykrością muszę stwierdzić, że wszelkie te zabiegi były dla mnie całkowicie obojętne.

Gdy fabuła nie zachwyca zawsze może okazać się, iż gra aktorów stoi na bardzo dobrym poziomie i po prostu aż chce się oglądać każdy kolejny odcinek, by podziwiać ich zaangażowanie na ekranie. Niestety w przypadku A Thousand Days’ Promise zawiodłam się na aktorach. Z Soo-Ae, która zagrała główną postać kobiecą – Lee Seo-Yeon, miałam styczność przy oglądaniu koreańskiej dramy akcji ATHENA. Nie sposób jej nie zapamiętać, ponieważ aktorka jest obdarzona oryginalną barwą głosu. W  A Thousand Days’ Promise otrzymała trudną postać do odegrania, która jednocześnie stanowiła świetną okazję do pokazania swoich umiejętności aktorskich. Przyznaję, że zawiodłam się, ponieważ oczekiwałam znacznie więcej. Postać Lee Seo-Yeon jest rozbudowana, poznajemy jej tragiczne relacje rodzinne, problemy z jakimi musiała się zmagać od dziecka, chęci zapewnienia młodszemu bratu jak najlepszych warunków życia, czy też jej skomplikowanych relacji z ukochanym mężczyzną. Początkowo imponowała mi swoją stanowczością i tym, że była gotowa usunąć się w cień by nie sprawiać problemów Park Ji-Hyung. Podobnie negacja choroby, która okazała się dla niej wyrokiem śmierci. Jednak im dalej w las tym gorzej. Nie przekonała mnie w scenach złości, irytacji, bezsilności, nawet jej płacz nie był dla mnie wystarczająco poruszający. Pod tym względem już lepiej wypadł odtwórca głównej roli męskiej Park Ji-Hyung, czyli Kim Rae-Won. Pierwszy raz miałam okazję oglądać tego aktora na ekranie, toteż nie wiedziałam czego się spodziewać. Po wielu komentarzach zachwytu nad nim i radości wielu fanek z jego powrotu po odbyciu służby wojskowej – nastawiałam się pozytywnie. Generalnie podobała mi się jego rola, wypadł bardzo dobrze w scenach dramatycznych np. gdy zamyka się w pokoju i w samotności daje upust swojej bezsilności…Była to bodajże jedyna scena, w której poczułam dreszcz, gdyż  emocje wyrażane przez Kim Rae-Won wyglądały na prawdziwe. Obok wspomnianej dwójki nie zabrakło postaci ,,tych drugich”. Zaskoczyła mnie Jung Yoo-Mi jako No Hyang-Ki, czyli narzeczona Park Ji-Hyung. Zazwyczaj postacie bogatych dziedziczek są rozpieszczone i uporczywie trzymają się mężczyzny, nawet jeśli powie wprost,  że kocha inną. Natomiast No Hyang-Ki okazała się dojrzałą emocjonalnie, młodą kobietą, która pragnie szczęścia mężczyzny, którego kocha i nie waha się pozwolić mu na bycie z inną. Jest także kuzyn Lee Seo-Yeon, czyli Jang Jae-Min (Lee Sang-Woo). Typowy ,,ten drugi”, który kocha i troszczy się ukochaną kobietę z ukrycia…Jak zawsze szkoda mi takich postaci, toteż szczerze mu współczułam, gdy Lee Seo-Yeon wychodziła za mąż. Oprócz opisanych wyżej postaci w dramie występuje sporo bohaterów drugoplanowych. Najgorzej zaprezentował się dramowy brat Lee Seo-Yeon- Lee Moon-Gwon (w tej roli Park Yoo-Hwan). Denerwowała mnie jego mimika twarzy, zwłaszcza w scenach płaczu. W ogóle mnie nie przekonał i nie byłam w stanie poczuć wyrażanych przez niego emocji. Z kolei przypadły mi do gustu obie aktorki, które odgrywały role matek – Kim Hae-Suk jako wyrozumiała matka Park Ji-Hyung oraz urodziwa Lee Mi-Sook jako pewna siebie i elegancka matka No Hyang-Ki.

Realizacja A Thousand Days’ Promise stoi na dobrym poziomie. Obraz nosi znamiona plastyczności, a reżyseria jest płynna. Nawet muzyka i smętne ballady nie przeszkadzały mi tak jak zwykle. Szkoda, że nie wykorzystano potencjału drzemiącego w historii wielkiej miłości mimo wszelkich przeciwności. Nie było odcinka żebym się nie nudziła i nie sprawdzała ile jeszcze do końca. Dramę skończyłam tylko dzięki ciekawości na temat zakończenia. Żeby jednak nie było aż tak negatywnie, to wspomnę o zaletach tego tytułu. Na pewno osoby, które lubią dramy z dużą zawartością romantycznych scen pomiędzy głównymi bohaterami, będą całkowicie usatysfakcjonowane. Romans Park Ji-Hyung i Lee Seo-Yeon nie ograniczał się do pocałunków, tylko łączył ich normalny związek, zawierający sceny bardziej intymne. Spora część dramy skupia się na walce z Alzheimer’em i stopniowym zanikiem pamięci Lee Seo-Yeon. Poznajemy jej obawy, widzimy jak zmienia się jej życie, relacje z innymi ludźmi, jak nie chce być ciężarem dla bliskich, jak choroba szybko postępuje bez szans na wyleczenie. Dużo w tym dramatyzmu, ale jest on zrozumiały, ponieważ taka a nie inna jest tematyka tej dramy. Mimo to przedstawiona historia nie poruszyła mną, a główna bohaterka pozostawała całkowicie obojętna dla mnie.

A Thousand Days’ Promise to drama dla wytrwałych miłośników melodramatów z chorobą w tle. Zakończenie jest do bólu przewidywalne i dlatego nie wzruszyło mnie, ale pewnie znajda się osoby, które na większości odcinków uronią łzę. Miłość Ji-Hyung do Lee Seo-Yeon w istocie jest bezwarunkowa. Zwrócono uwagę także na jego dramat i konieczność radzenia sobie z tragedią bycia świadkiem postępowania bezwzględnej choroby. Drama nie jest pozbawiona wad, ale ma także kilka zalet, które próbowałam podkreślić w recenzji. Tak czy inaczej – jest to istna gratka dla fanów gatunku, a pozostałym radzę poszukać czegoś innego.

Ocena: 5/10

Trailer

2 uwagi do wpisu “A Thousand Days’ Promise

  1. Miałam ściągnięte kilka pierwszych odcinków tej dramy, ale po długim czasie wyrzuciłam je, oglądając tylko parę pierwszych minut. Melodramaty zdecydowanie nie są dla mnie. Scent of Woman bardziej bym zaliczyła do kategorii romansu, ponieważ miało jakiś pozytywniejszy wydźwięk, celem tej dramy nie było wyciśnięcie łez w każdym odcinku.

  2. Niestety drama po świetnych kilku pierwszych odcinkach później dość znacznie obnizyła swoje loty. Już gdzieś tak od 12 ep zaczęła mi się strasznie dłuzyć i chciałam ją jak najszybciej skończyć. Jak dla mnie 20 ep dla tej dramy to trochę za dużo…starczyło by standardowe 16 ep. Jednak należy wyróżnić w tej drmie Park Soo Ae, odtwórczynię głównej roli, za jej wyśmienitą grę aktorską. Wiedziałam, że jest dobrą aktorką po „Atenie”, ale tutaj wymiotła wszystkich i wszystko. Moim zdaniem w tej dramie była tylko ona, a pozostałe osoby i wydarzenia to tylko tło. Ja raczej do tej dramy już nigdy nie wrócę i dałabym jej gdzieś 6/10 punktów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s