Host & Guest

방문자Tytuł: Host & Guest (Bangmunja, 방문자, Visitor)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 91 min

Reżyseria: Shin Dong-Il

Scenariusz: Shin Dong-Il

Obsada: Kang Ji-HwanKim Jae-Rok

Gatunek: dramat.

Osobliwa historia o przyjaźni dwójki wyalienowanych ze społeczeństwa mężczyzn

Surowy w wykonaniu, bogaty w treść film, który porusza wiele wątków i problemów zarówno tych dotyczących Korei Południowej, jak i o charakterze globalnym. Pretekstem do ich ukazania są relacje dwóch mężczyzn, na pozór nic ich nie łączy, jednak okazują się być dla siebie nawzajem ostoją i ratunkiem.

Głównym bohaterem filmu jest wykładowca na Akademii Filmowej- Ho-jun. Jakiś czas temu rozwiódł się z żoną, nie widuje syna, pracuje jedynie dorywczo. Sytuacja go przerosła i popada w depresję. Pewnego dnia zatrzaskuje się w łazience, sądząc, że czeka go już jedynie śmierć, nieoczekiwanie zostaje uratowany przez Świadka Jehowy – Gye-sang.

Na film natrafiłam przypadkiem poprzez Kang Ji-Hwan (Lie to MeRough Cut), który zagrał  Gye-sang. Nie uważam go za jakiegoś wybitnego aktora, ale pasował do tej postaci. Dobrze odzwierciedlił młodego, spokojnego człowieka, kierującego się w życiu zasadami, które uważa za słuszne. W jego przypadku są to wytyczne wiary, tak więc w filmie podkreślono kilka charakterystycznych cech Świadków Jehowy – chodzenie po domach i głoszenie Słów Prawdziwej Prawdy, unikanie alkoholu, filmów nacechowanych przemocą i erotyzmem, nieświętowanie urodzin itp. Jak na mój gust Gye-sang wydał się nazbyt religijny. Wiara jest obecna w każdym aspekcie jego życia, a on sam nie rozumie dlaczego osoby spoza kręgu Świadków Jehowy uważają go za heretyka i spychają na margines społeczny. To właśnie przez wyznanie Gye-sang jest odizolowany od społeczeństwa, ludzie zamykają przed nim drzwi, gdy się dowiadują o jego wierze zrywają z nim kontakty, nawet matka nie do końca akceptuje jego wiarę – co widać, gdy na urodziny podaje mu zupę z wodorostów (Świadkowie Jehowy nie świętują urodzin). Osobiście polubiłam Gye-sang, ponieważ okazał się osobą, która do końca trzyma się wyznawanych zasad i nie robi od tego żadnych odstępstw. Jego mowa pod koniec filmu zrobiła na mnie spore wrażenie, czułam szczerość intencji i emocje (tutaj oczywiście zasługa samego aktora). Mimo istotnej roli Gye-sang, to Ho-jun jest głównym protagonistą w filmie. Poznajemy go jako samotnego, pozbawionego radości i nadziei  mężczyznę na krawędzi. Wiedzie przeciętne życie szarego człowieka. Nie wie dokąd zmierza, co go czeka i nawet go to zbytnio nie interesuje. Dnie spędza siedząc w domu lub tułając się po mieście. Nie utrzymuje kontaktów ze znajomymi, ponieważ gdy już się z nimi spotyka, to nie mają o czym rozmawiać. W rolę Ho-jun wcielił się znany mi jedynie z epizodycznych ról Kim Jae-Rok. Był naprawdę świetny, jego gesty, pusty wzork – całym ciałem ukazywał stan psychiczny i fizyczny swojego bohatera. Trochę zabawne mogą wydawać się jego troski, gdy nagi zatrzaskuje się w toalecie – najbardziej przejmuje się tym, że umrze nie obejrzawszy tureckiego filmu Uzak oraz  nie zrobiwszy żadnego filmu. Ho-jun trudno nazwać sympatycznym bohaterem, ponieważ bije od niego cynizm, jest wybuchowy i bezpośredni. Jednocześnie łatwo utożsamiać się z jego cechami, gdyż nie są przejaskrawione.

Host & Guest to debiut reżyserski Shin Dong-Il, który także jest autorem scenariusza. Jak na debiut i niskobudżetowy film, muszę przyznać, że produkcja ta stoi na dobrym poziomie. Reżyseria i scenografie są bardzo ubogie, co potęguje realizm. Wiele długich, statycznych ujęć, toteż film może nużyć osoby, które przyzwyczajone są do wartkiej akcji. Do gustu przypadły mi ujęcia pod koniec filmu – ładna kolorystyka i oświetlenie.

Pomimo niewątpliwych zalet Host & Guest ma jedną poważną wadę – poruszono zbyt wiele wątków. Dialogi nie są puste i pozwalają poznać bliżej bohaterów, jednak jak na 90 min jest tego za dużo. Reżyser zwraca uwagę m.in. na: walkę pracowników dorywczych o równouprawnienie, ignorancję młodego pokolenia względem ambitnego kina (patrz: scena w kinie z popcornem i ciągłym zakłócaniem filmu), kwestię wojny w Iraku i rolę USA w osobie Bush’a (patrz: scena w taksówce i kłótnia z przypadkowym pasażerem), spychanie na margines ludzi o innych poglądach (w tym wypadku Świadków Jehowy), pogoń za pieniądzem (patrz: scena w restauracji i posiłek ze znajomymi), niszczący wpływ na psychikę wojny (w osobie ojca Gye-sang), podział Półwyspu Koreańskiego (tablica w parku o Północnokoreańskich szpiegach). Sporo tego i co gorsza, gdy znamy zakończenie, to tak naprawdę nie wiadomo o czym miał być ten film. Czy zwracanie uwagi na tyle kwestii było celowym zabiegiem, by zaskoczyć widza zakończeniem? Przyjmuję, że tak, ponieważ   finałowe minuty zrobiły na mnie duże wrażenie. Przekombinowany wydaje się być wątek uratowania Ho-jun przez Gye-sang. Mało wiarygodne, aby coś mu podpowiedziało, że obcy mężczyzna potrzebuje pomocy…Zwróciłam również uwagę na powtarzający się motyw znanej dziecięcej przyśpiewki ,,Trzy misie”. Otóż na początku filmu Ho-jun słucha jej beznamiętnie w restauracji, później z rozpaczą w głosie śpiewa ją w klubie karaoke, by pod koniec filmu słuchał radosnego wykonania jej przez swojego syna. Jest to element spinający film oraz różne oblicza, zarówno wykonania tej piosenki, jak i stanu psychicznego głównego bohatera.

Nie chcę odbierać przyjemności z oglądania filmu, toteż nie rozpiszę się na temat zakończenia – powiem jedynie, że warto zapoznać się z tym tytułem. Film okraszony jest dawką nienachalnego humoru, momentami z zabarwieniem ironii. Dzięki temu produkcję tę ogląda się bez zbędnego bagażu emocjonalnego. Poprzez przyjaźń dwójki całkowicie różniących się mężczyzn udało się wykreować film ,,o czymś”. Gye-sang na zawsze zmienia życie Ho-jun, który odzyskuje radość życia i wiarę w ludzi. Gye-sang niejako wyzwala  Ho-jun, przez co ten drugi pragnie zrewanżować się tym samym…Host & Guest to dobry film, na który warto zwrócić uwagę. Polecam.

Ocena: 7+/10

Rekrutacja

Kilka osób niezależnie od siebie wspominało mi o chęci prowadzenia strony/bloga na temat kina azjatyckiego. Tylko jak zwykle każdy by chciał, ale robić to nie ma komu 🙂 Dlatego też kieruję zapytanie do szanownych czytelników odnośnie tego czy są wśród Was osoby chętne do pomocy przy prowadzeniu takowego bloga? (najpierw jako blog, a później pomyśli się o czymś bardziej profesjonalnym). Wymagania nie są wygórowane i najlepiej by potencjalny kandydat:

– dobrze znał język angielski, (w przypadku tłumaczy filmów, news’ów lub wywiadów) ew jakikolwiek język azjatycki,

– miał zapał do pracy – bez sensu jest się deklarować, jeśli nie planuje się dłuższej współpracy,

– był w miarę na bieżąco z nowościami filmowymi z Azji,

– przydałaby się choćby jedna osoba obyta z photoshop’em czy innym programem graficznym do zrobienia bannerów i generalnie odpowiedzialna za wygląd bloga.

Wszystkich chętnych prosiłabym o kontakt e-mailowy, a przekażę bardziej szczegółowe informacje.

Mail: madebyazja@gmail.com

W mailu proszę o podanie kilku podstawowych informacji o sobie np. imię, wiek, zainteresowania, z jakiego kraju filmy preferujesz, jak długo interesujesz się kinem azjatyckim itp. Koniecznie proszę o zaznaczenie za co chciałbyś/ałabyś odpowiadać przy prowadzeniu bloga.

Jeśli zgłosi się wystarczająca ilość osób, to mam nadzieję, że blog ruszy do końca stycznia.

Wyniki ankiety nr 1

Lud przemówił i oto wyniki ankiety dotyczącej formy recenzji:

Na wstępie chciałabym podziękować wszystkim osobom, które oddały swój głos, w końcu to dla Was była ta ankieta. Jak widać zdecydowana większość osób opowiedziała się za recenzjami w punktach. Uznałam, iż przy dramach faktycznie jest to wygodniejsza forma, jednak przy filmach, które mają coś do przekazania, to bardziej odpowiada mi tekst jednolity. Toteż od teraz przyjmę prostą zasadę: recenzje w punktach dla dram i części filmów, a dla pozostałych filmów jednolite. Wszyscy powinni być zadowoleni 🙂 Postanowiłam także pozostać przy tytułach dla poszczególnych recenzji, ponieważ wymyślanie ich sprawia mi sporo radochy 😀

Pozdrawiam!

Napisy do ,,Rabbit and Lizard”

Udostępniam polskie napisy do koreańskiego filmu z 2009r. Rabbit and Lizard.

Link do napisów: http://www.mediafire.com/?bepntdte11e190c

Życzę udanego seansu^^

W styczniu mam zamiar ukończyć tłumaczenie koreańskiego filmu Secret, a później na pewno jeszcze jakiś inny film się napatoczy 🙂

A Thousand Days’ Promise

1,000 Day Promise

Tytuł: A Thousand Days’ Promise (Chunilui Yaksok, 천일의 약속, A Thousand Days’ Promise, Forget Me Not, mulmangcho, 물망초, 千日的约定, 1,000 Day Promise)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 20

Czas trwania odcinka: 70 min

Obsada: Soo-AeKim Rae-WonLee Sang-WooJung Yoo-Mi

Gatunek: melodramat.

Klasyczny wyciskacz łez z nieuleczalną chorobą w tle.

Po sukcesie A Moment to Remember nie zdziwiły mnie zapowiedzi wykorzystania  w dramie wątku kobiety chorej na Alzheimer’a i jej związku z mężczyzną, który kocha ją bezwarunkowo, ponad własne życie. W taki oto sposób powstał przewidywalny melodramat z mnóstwem scen, wymagających, od co wrażliwszego widza, bliskości pudełka z chusteczkami.

Czytaj dalej

Once Upon a Time in High School

말죽거리 잔혹사

Tytuł: Once Upon a Time in High School (Maljukgeori janhoksa, Spirit of Jeet Kune Do: Once Upon a Time in High School, 말죽거리 잔혹사)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2004

Czas trwania: 116 min

Obsada: Kwon Sang-WooLee Jung-JinHan Ga-In

Gatunek: dramat, szkoła, młodość, romans, akcja.

 

 

Być jak Bruce Lee.

Film, któremu przypięto łatkę kina akcji w szkolnej scenerii. Jednak jeśli spojrzeć głębiej, to widać, że tytuł Once Upon a Time in High School jest mylący, gdyż jest to dobry dramat o dojrzewaniu i koreańskim systemie szkolnictwa w latach 70.

Czytaj dalej

Flower Boy Ramen Shop

꽃미남 라면가게

Tytuł: Flower Boy Ramen Shop (Ggotminam Ramyeongage, 꽃미남 라면가게)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 16

Czas trwania odcinka: 45 min

Obsada: Jung Il-WooLee Chung-AhLee Ki-Woo.

Gatunek: komedia romantyczna.

Flower Boy Ramen Shop, czyli marzenie każdej ,,pedo-nuny”

Cukierkowa drama, do której lepiej pasowałaby cukiernia niż sklep z ramenem, jednak i bez tego lepi się jak wata cukrowa. Chociaż za różem i lukrem wylewającym się z ekranu nie przepadam, to i tak Flower Boy Ramen Shop zauroczył mnie bez reszty.

Fabuła w wielkim skrócie – ona i 4 przystojniaków prowadzących restaurację. Oczywiście nie byłaby to koreańska drama gdyby nie trójkąt romantyczny. Główną bohaterką jest Yang Eun-Bi – córka właściciela niewielkiego sklepu z ramenem, która pragnie zostać nauczycielką i rozpoczyna swoją pierwszą pracę jako stażystka. W dość oryginalnych okolicznościach poznaje mężczyznę swoich marzeń. Jakże wielkie jest jej zdziwienie gdy okazuje się, iż jej ,,mężczyzna idealny” to Cha Chi-Soo – uczeń liceum i syn potentata branży spożywczej. Co więcej spotyka ją rodzinna tragedia, a dziewczyna musi zająć się sklepem wraz z Choi Gang-Hyuk, któremu to ojciec Yang Eun-Bi przepisał w spadku restaurację.

Tak oto rozpoczyna się 16-odcinkowa drama, pełna oklepanych schematów, humoru na bardzo niskim poziomie, przesadnie ekspresyjnych aktorów i nieskąpiąca różnorakich efektów komputerowych. Każdy z tych elementów, w moim przypadku, jest na ,,nie”, jednak spotkało mnie miłe zaskoczenie, a Flower Boy Ramen Shop okazał się tytułem, który idealnie nadaje się na miłe spędzenie czasu przy niezobowiązującej rozrywce.

Jak to w dramach bywa nie ma szału jeśli chodzi o różnorodność głównych bohaterek. Otóż albo jest ona jak Xena Wojownicza Księżniczka, albo jak Sierotka Marysia. Yang Eun-Bi to zdecydowanie ta pierwsza. W jej rolę wcieliła się Lee Chung-Ah. Ciężko mi ocenić poziom gry aktorskiej wszystkich członków obsady, ale przyjmuję, że drama ta miała mieć wydźwięk parodii, a wtedy nie mam co narzekać na przesadną ekspresję. Yang Eun-Bi to przeciętna dziewczyna, która w szkole słynęła z bycia chłopczycą i świetnej gry w siatkówkę. Mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się być bezpośrednia, z tupetem i hartem ducha, to jednak często śni na jawie i wciąż patrzy na świat przez różowe okulary. Śmierć ojca i jej konsekwencje wprowadzają w jej życie zamęt. Nagle z szarej myszki przemienia się w kobietę otoczoną wianuszkiem ,,flower boy’ów” i do tego o jej serce zaczyna walczyć dwójka z nich. Jednnym jest typowy książę, czyli Cha Chi-Soo, w którego postać wcielił się Jung Il-Woo (49 Days). Z pozoru cud chłopięcie – przystojny, dobrze ubrany, bogaty, jednak posiada wzorowe wady chaeboli, czyli nie grzeszy inteligencją, jest pewny siebie, na prawo i lewo przypomina wszystkim jakie nosi nazwisko, a także jest emocjonalnie niedojrzałym flirciarzem. Oczywiście nie zabrakło rodzinnych tragedii – Cha Chi-Soo zostawiła matka, która, jako zwykła kobieta, nie potrafiła poradzić sobie z życiem z obrzydliwie bogatym mężem. Jak nie trudno się domyśleć, gdy trafia go strzała amora – jest pewien zdobycia serca pani praktykantki. Tym drugim jest ,,śpiący książę”- Choi Gang-Hyuk ( w tej roli Lee Ki-Woo, znany mi z Love to Kill). Początkowo nie mogłam zrozumieć jego dziwnego umiłowania do snu. Zasypiał w najmniej odpowiednich miejscach, ale na szczęście im dalej w fabułę tym było tego mniej. Jako ten drugi niestety musiał pozwolić ukochanej kobiecie być z innym (oczywiście dla jej szczęścia, bo po co przejmować się swoim). I chociaż posiadał wszelkie cechy, którymi nie pogardziłaby niejedna dziewoja, to musiał zadowolić się  nazywaniem Yang Eun-Bi ,,żoną” bez żadnych szans na wcielenie tego terminu w życie. Patrząc na głównych aktorów, to własnie Lee Ki-Woo podobał mi się najbardziej pod względem czysto zawodowym. Potrafił dobrze przedstawić różnorodną mimikę twarzy swojego bohatera, nie musiał zmieniać głosu, czy też przesadnie gestykulować, by wyrażać emocje. Obsada drugoplanowa jest obszerna, ale ciekawa, więc pokrótce wspomnę o kilku postaciach. Pozostała dwójka ,,flower boy’ów” to zadziorny Kim Ba-Eul (Park Min-Woo), który oprócz zadatków na gangstera ma wielkie serducho. Bez pamięci zakochany w ślicznej baletnicy Yoon So-Yi (Ho Soo) – dziewczynie która wie, że może mieć każdego i chętnie z tej możliwości korzysta. W restauracji pracę podejmuje także przyjaciel Cha Chi-Soo – Woo Hyun-Woo (Jo Yoon-Woo). Woo Hyun-Woo również nie ma lekkiego życia, gdyż ojciec zostawił go z długami. Mimo to jest to życzliwy i uprzejmy chłopak, który uwielbia szydełkować.  W postać ojca Cha Chi-Soo wcielił się Joo Hyun. Rewelacyjnie rozpisana postać. By nie rozstawać się z pracą mieszka w centrali swojej firmy. Praktycznie non-stop widać go jedynie w szlafroku i kapciach lub jak przesiaduje w jakuzzi, oglądając programy przyrodnicze (szczególnie safari i polowania lwów). Bardzo podobała mi się para Kang Dong-Joo (Kim Ye-Won) i trenera Seo (Kim Il-Joong) – ciekawe relacje między nimi, no i świetne zwieńczenie ich losów.

Czy obok mnóstwa schematów drama czymś zaskakuje? Owszem. Przede wszystkim relacje damsko-męskie są bardziej pikantne. Kilka scen zadziwia podtekstami erotycznymi. Nikt nie udaje, że wielka miłość kończy się na trzymaniu dłoni i niewinnym pocałunku. Odnośnie pocałunków, to w trakcie jednego z nich Cha Chi-Soo o mało co nie połknął Yang Eun-Bi, więc można powiedzieć, że jestem usatysfakcjonawna. Nie do końca przypadł mi do gustu humor, gdyż nie jestem miłośniczką np. żartowania z potrzeb fizjologicznych, czy też kwestii niedomytych włosów, zapachu stóp. Mimo to mogę przymknąć na to oko, gdyż osobiście dramę odebrałam jako jedną wielką parodię. W takiej sytuacji nie mogło zabraknąć żartów na niskim poziomie. Sparodiowano kilka dram (o czym informowały mnie przypisy), ale rozpoznałam jedynie dwie sceny z Secret Garden – tę z kawą, a dokładniej pianką oraz niebieski dres. Uśmiałam się przy nich jak rzadko kiedy, także wielki plus za nie. W początkowych odcinkach trochę przesadzono z efektami CG, ale pasowały do klimatu serii. Fabuła nie jest odkrywcza, ale przy Flower Boy Ramen Shop czas nie dłuży się i z przyjemnością sięgałam po każdy kolejny odcinek. Zmarginalizowano rolę tytułowego ramenu, chociaż i tak starano się wpleść go w fabułę. Postacie na przestrzeni dramy nie przechodzą drastycznych przemian charakterów, co również jest atutem serii. Podobało mi się zakończenie, w którym bardzo skrzętnie wybrnięto z różnicy wieku pomiędzy główną parą bohaterów. Dobrze, że z tych kilku lat, które ich różniły, nie robiono wielkiego halo. Tak czy inaczej dramę polecam, ponieważ można się przy niej ubawić i odmóżdżyć oraz popatrzeć na ,,flower boy’ów”, czyli to co ,,pedo-nuny” lubią najbardziej.

Ocena: 8/10

Wesołych Świąt!

Skoro już wszyscy wszystkim ślą życzenia, to ja także nie pozostanę dłużna. Tak więc krótko – wszystkim miłośnikom kina azjatyckiego oraz dram chciałabym życzyć spokojnych, pogodnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Niech moc Azji będzie z Wami! 😀

Życzy Agnieszka!