Ouran High School Host Club


Tytuł: Ouran High School Host Club桜蘭高校ホスト部

(桜蘭高校ホスト部, Gekijoban Oran Koko Hosutobu)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 30 min

Obsada: Haruna KawaguchiYusuke YamamotoShunsuke DaitoShinpei TakagiManpei TakagiYudai ChibaMasaya Nakamura

Gatunek: komedia romantyczna, szkoła.

M&A czy Live Action? – oto jest pytanie

     Każda szanująca się fanka shoujo (fani także) zna anime, bądź mangę autorstwa Bisco Hatori pt. Ouran High School Host Club. Dlatego też nie zdziwiłam się, gdy okazało się, iż powstanie Live Action. Jednak, jako miłośniczka wspomnianej serii, byłam zaniepokojona, gdyż większość LA to całkowite porażki. Na szczęście moje obawy nie spełniły się do końca, a dramę naprawdę da się oglądać (co nie jest takie oczywiste przy LA).

     Dla niewtajemniczonych Ouran High School Host Club przedstawia historię Haruhi Fujioka, która dostaje stypendium w prestiżowym liceum. Szkołą rządzi ,,host club”, w którego  skład wchodzą olśniewająco przystojni i obrzydliwie bogaci uczniowie, elita pośród elit. Przez przypadek Haruhi zbija drogocenną wazę i musi spłacić dług (8 mln yen’ów) poprzez dołączenie do ,,host clubu” – oczywiście w przebraniu chłopaka.

     Największe moje obawy były związane z obsadą. Co jak co, ale trudno było mi sobie wyobrazić postać Tamakiego jako Japończyka z utlenionymi włosami i (broń Boże!) z błękitnymi/filetowymi soczewkami, czy też utlenionego dzieciaka, odgrywającego rolę Honey’a. Tak czy inaczej, obsady chyba lepiej nie można było dobrać (jak na warunki dramowe), co jest wielkim atutem serii. Podobnie jak w anime/mandze najbardziej przypadła mi do gustu postać Kyouyi. Shunsuke Daito idealnie odzwierciedlił charakter swojego bohatera. Podobało mi się wszystko: wygląd, postawa, gesty, sposób poprawiania okularów, ton głosu. Dobrego wczucia się w odgrywaną postać nie można także odmówić Masaya Nakamura jako Mori (na szczęście otrzymał więcej kwestii mówionych niż w anime), a także bliźniakom Hikaru i Kaoru – odpowiednio Shinpei Takagi i Manpei Takagi. Braterska miłość, która w anime wygląda naturalnie (o ile w ogóle może tak wyglądać), w dramie mogła okazać się kpiną, ale udało się tego uniknąć. W rolę słodkiego Honey wcielił się Masaya Nakamura. Dobrze odzwierciedlono jego ,,słodką” naturę, ale jego sposób mówienia i przytakiwania (co zapewne miało być częścią bycia kawaii) skutecznie mnie zniechęciło do sympatyzowania z jego bohaterem. Oczywiście nie można zapominać o głównej bohaterce, wokół której kręci się cała seria, czyli Haruhi Fujioka (w tej roli Haruna Kawaguchi). Niestety zabrakło mi tego chłodnego racjonalizmu, którym animowana wersja Haruhi aż emanuje. Być może wynikało to bardziej ze scenariusza niż z winy aktorki. Podobało mi się, że dobrze wyglądała jako chłopak, gdyż w dramach opartych na ,,przebierankach” często uroda pań jest przesadnie wyeksponowana. Nawet mroczna postać Nekozawy okazała się strawna, a ton głosu Ryo Ryusei w ogóle mnie nie raził. Jak to bywa w dramach szkolnych jest mnóstwo bohaterów drugoplanowych, ale nikt specjalnie nie zwrócił mojej uwagi. No może poza aktorem, który wcielił się w postać ojca Haruhi (o zgrozo, nie znalazłam jego nazwiska), gdyż jako kobieta wyglądał rewelacyjnie.

     Fabularnie Ouran High School Host Club niczym mnie nie zaskoczył. Jest to przykład live action, w którym ekipa nie chciała ingerować w losy bohaterów. W związku z tym kolejne odcinki są kalką serii anime (chociaż nie wiem czy w jednym lub w dwóch odcinkach nie było wydarzeń z mangi…). Powiem szczerze, że przez to trochę się nudziłam. Anime widziałam kilka razy i to co wtedy mnie śmieszyło – w dramie już niekoniecznie. Wrażenie serii anime spotęgowano poprzez…nazwijmy to efekty specjalne. Wszelkie grzybki, serca, strzały, głazy, które przygniatają bohaterów, mroczna aura wokół Nekozawy, gwiazdki, róże i co tam jeszcze było – wyglądają chałupniczo, ale można je przeżyć, gdy już się do nich przyzwyczai. Raziło mnie jedynie dziwaczne zmniejszanie postaci Honey’a, był to całkowicie zbędny zabieg. O stronie technicznej nie mam zbyt wiele do powiedzenia, poza wspomnianymi wyżej ,,dodatkami”. Cała reszta, czyli muzyka, oświetlenie, scenografie itp. niczym nie zadziwiają i nie przykuwają oka.

     Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest dla mnie oczywiste, czyli wersja m&a. Jednak wielką zasługą Ouran High School Host Club jest to, że na pewno nie zrazi widzów do anime/mangi, wręcz przeciwnie – zachęci do sięgnięcia po pierwowzór. Nie wiem jak dramę tę odbiera osoba, która nie zna przedstawionej historii i dlatego trudno mi, choćby odrobinę, spojrzeć na serię z obiektywizmem. Dramie nie można odmówić lekkości odbioru, zabawnych wstawek humorystycznych, sympatycznych postaci i przede wszystkim bardzo krótkich odcinków. Obejrzenie serii to zaledwie kilka godzin, więc warto dać szansę Ouran’owi i pozwolić się wciągnąć w nieszablonową historię shoujo.

Ogólna ocena: 6+/10

9 uwag do wpisu “Ouran High School Host Club

  1. Świetnie ci poszło w pierwszej recenzji jednolitej, właściwie lepiej niż mi, bo ostatnio mam problemy ze skleceniem czegoś dłuższego. Co do obiektu recenzji – nudziłam się i ciągnęłam tę dramę na siłę do końca, bo tak jak w twoim przypadku widziałam anime, przeczytałam całą mangę w internecie, a teraz jeszcze kupuję tomiki wydawane przez JPF i czytam po raz kolejny. Przyznaję, że to jedne z nielicznych live action, którym pasują te wszystkie kwiatki w CGI (właściwie drugie jakie widziałam po Nodame Cantabile), ale tak to odrealnia dramę, że trudno mi sobie wyobrazić, żeby przedstawiana historia mogła wydarzyć się w rzeczywistości.

    • Cieszę się, że przypadła Ci nowa forma do gustu 🙂 Odnośnie tego braku realizmu – właśnie dlatego ciekawi mnie jak dramę odbiera widz, który nie miał styczności z Ouran’em wcześniej. Miło by było gdyby ktoś taki się znalazł.

  2. Niestety nie pomogę, również znam mangę i anime. Jednak moje zdanie na temat tej dramy jest bardzo pozytywne. Ciężko podchodzi mi się do dram na podstawie anime. Przyczyną zapewne jest ekranizacja Death Note, która moim zdaniem jest jedna z największych porażek jakie do tej pory widziałam. Jednak Ouran był świetny XD Szczególnie odcinki, które żywcem były wyjęte z anime. Yuusuke w roli Tamakiego sprawdził się genialnie. Był bardzo przerysowany i jego gestykulacja nie znała granic. Jednak taką właśnie postać miał przedstawić. Dzięki temu brak tlenionych włosów po jakimś czasem przestał mi przeszkadzać (btw. w filmie już takie ma, dziwne o.O). Jak i większość zgadzam się, że Kyouyi był perfekcyjny. Również bliźniacy przypadli mi do gustu chociaż to o nich się najbardziej bałam. Mori miał kilka dobry tekstów i scen (łowienie ryb rękoma <3) ale jakoś nie skupiłam na niej większej uwagi. Honey początkowo przerażająco-sztuczno-słodki, później ciężko mi było go ocenić i tak też zostało do tego momentu. Myślę, że to wbrew pozorom jest ciężkie do zagrania. Haruhi… porażka. Jak dla mnie totalnie zabili tą postać, wszelkie jej teksty, które w anime mnie powalały tutaj były bez żadnego wyrazu. Przypominając sobie Haruhi z dramy wciąż mam przed oczami teoretycznie zamyśloną twarz, która mnie zupełnie nie przekonała.
    "Efekty specjalne" myślę, że w tym wypadku były potrzebne. Grzybki i wielkie serducho i napisy przygwożdżające do ściany jak najbardziej na plus. Jednak również uważam, że zmniejszenie Honeya był co najmniej dziwne… Ostatnim z bardziej zauważalnych minusów był odcinek z balem. Wszelkie dekoracji, ilość gości itp. wydawały mi się tam zbyt skromne.
    Myślę, że jeszcze nie raz będę powracać do OHSHC w takiej wersji. Oby i film mnie nie zawiódł ;d

    • W filmie zrobią mu tleniony włosy? Załamałaś mnie, ale i tak pewnie obejrzę kinową wersję. Widzę, że opinie o dramie mamy w miarę podobne. A Haruhi faktycznie porażka, gdyż była nijaka, totalnie bez charakteru.
      Pozdrawiam.

  3. Wydaje mi się, że kolor jest taki sam jak podczas randki Haruhi z Hikaru ;d

  4. Dla mnie anime było o niebo lepsze z tego względu,że nie przeszkadzały mi wszystkie te wstawki ‚supernatural’, latające serca i napisy. W dramie mnie to za bardzo raziło. Co do obsady to prawie nie mam zastrzeżeń. Zgadzam się przede wszystkim co do Kyouyi i bliźniaków,bo z miejsca skradli moje serce. Jednak czy nie można było znaleźć jakiegoś przystojniejszego aktora na Tamakiego ? Czemu właśnie Józek ? Zresztą ostatnio odnoszę wrażenie,że on jest dosłownie wszędzie. Poza tym dramowa Haruhi była beznadziejna. Poza tym myślę,że jest jednak trochę za młoda, jak reszta aktorów jest już po 20. Porażki nie było,ale wyjątkowych wrażeń z oglądania też nie.

  5. Mnie się dramowa Haruhi kompletnie nie podobała; jej charakter znacznie odbiegał od tego, jaki miała chociażby w anime, a szkoda, bo chociażby ona jest czymś, co odróżnia OHSHC od innych shoujo.
    Mimo wszystko drama nie była zła, jeśli patrzeć na to pod kątem live action, jednak dla mnie nieco nudna [ ileż w końcu można oglądać tą samą historię?], dlatego oglądanie tego jakoś nie porwało mnie specjalnie ani również nie śmieszyły mnie komediowe wstawki.
    Zobaczyłam to tylko po to, żeby mieć tą pozycję odhaczoną, jako obejrzaną, teraz chcę jeszcze tylko obejrzeć z ciekawości film kinowy.

  6. Hikaru i Kaoru – te dwie postacie sprawiły, że drama została wywyższona przez moją psychikę. To właśnie dla tych postaci, aktorów oraz roli zdecydowałam się obejrzeń OHSHC. I jeśli patrząc przez wzgląd na bliźniaków, to było całkiem ciekawie, aczkolwiek kiedy przyjąć punkt widzenia przez pryzmat całkiem innych bohaterów, cóż… Tutaj już bardziej kulawo. Uważam, że Tamaki był przesadzony, dodatkowo te różowofioletowe serducha oraz napisy, które bardzo często lądowały na tej postaci, przesądziły sprawę i tego właśnie bohatera znienawidziłam najbardziej. Co ciekawe, w anime czy też mandze to on był takim wózkiem popychającym, zachęcającym mnie do czytania oraz oglądania dalszych odcinków.
    Haruna Kawaguchi – zdanie o tej postaci mam jedno. Nie, nie i jeszcze raz nie. W sumie, to nawet nie mam na czym mam to argumentować, ale zbyt bardzo różniła się od mangowego pierwowzoru i dlatego też mi się nie spodobała.
    Reszta bohaterów, przypadła mi do gustu. No może z wyjątkiem Honey’a (do tej pory nie wiem, po co zmniejszali jego postać, kiedy skakał na wszystkich). Teraz wiem, że wcielenie 20 letniego aktora w rolę słodkiego misia-pysia to jedna, wielka porażka.
    Przyznam, że odrobinkę zawiodłam się na tej dramie. Ale tylko odrobinkę. Teraz będę czekać na film, podobno ma wyjść w tym roku 🙂

Odpowiedz na Everyle Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s