The Coast Guard

1. Dane podstawowe.해안선

Tytuł: The Coast Guard (hae anseon, 해안선, The Coastline)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2002

Czas trwania: 94 min

Obsada: Jang Dong KunPark Ji AYu Hae JinKim Jeong Hak

Gatunek: dramat, wojenny, akcja.

2. Fabuła.

Szeregowy Kang należy do koreańskiej jednostki wojskowej, która ulokowana jest na wybrzeżu. Mężczyzna za wszelką cenę pragnie stać się bohaterem i zabić szpiega z Północy. Niestety pewnej nocy dochodzi do tragedii i szeregowy Kang zabija cywila. Nie mogąc sobie poradzić z przeżytą traumą, żołnierz opuszcza jednostkę, jednak na tym jego problemy się nie kończą.

3. Muzyka.

Jak to bywa w filmach Kim Ki-Duk’a soundtrack nie jest specjalnie różnorodny i obszerny. Rzadko kiedy możemy usłyszeć jakiś utwór w tle. Wyjątkiem jest zakończenie – pieśń śpiewana przez szeregowego Kang’a i piękny utwór z męskim wokalem (piękny o tyle, że wokal jest bardzo poruszający…przepełniony smutkiem).

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Powiem tak – Coast Guard warto obejrzeć dla rewelacyjnych występów Jang Dong Kun (Tae Guk Gi: The Brotherhood of War) jako szeregowca Kang oraz Park Ji A (The Breathjako Mi Young. Nie od dziś wiem, że Jang Dong Kun jest dobrym aktorem, jednak to jak poradził sobie z szaleństwem swojego bohatera przeszło wszelkie moje oczekiwania. W jego oczach naprawdę widać zagrożenie, obłęd. Uwierzyłam w każdy jego wyraz twarzy, gest, zmianę tonu głosu…Idealna postać dla niego i nie wyobrażam sobie kogoś innego w tej roli. Park Ji A również przypadła rola obłąkanej. Mimo to jej szaleństwo i zachowanie można wytłumaczyć, gdyż nie jest taka od samego początku (natomiast paranoja Kang’a w trakcie filmu się nasilała). Podobnie jak Kang’a było mi jej żal. Nie udzielono im pomocy po takiej traumie, co doprowadziło do pogorszenia ich stanu i całkowitego odcięcia się od świata rzeczywistego. Z postacią Mi Young wiąże się kilka scen, które wywarły na mnie ogromne wrażenie np. wejście do akwarium, zanurzenie w wodzie, dziwaczny uśmiech za każdym razem, gdy widziała szeregowego Kang’a. Postaci drugoplanowe są zauważalne, jednak jedynie jako uzupełnienie fabuły. Nikt specjalnie, poza wspomnianą dwójką, nie zapadł mi w pamięci.

5. Wykonanie techniczne.

Wiele elementów charakterystycznych dla Kim Ki-Duk’a : surowy styl, film wykonany prostymi środkami, uboga oraz posępna kolorystyka. Zdziwiła mnie dosadność i brutalność wielu scen – zwłaszcza ilość krwi przy zastrzeleniu cywila. Jedyne co mnie raziło to dziwaczny montaż pod koniec filmu.

6. Ogólna ocena.

The Coast Guard jest bardzo dobrym materiałem na świetny dramat. Główni aktorzy wypadli rewelacyjnie, przedstawiona historia ma ciekawy, intrygujący zarys, a do tego idealna lokalizacja. Mimo tych atutów gdzieś w połowie film zaczyna nużyć powolnym tempem i niewiarygodnością poczynań bohaterów. Zachowanie szeregowego Kang’a od samego początku było dla mnie niezrozumiałe. Jego chęć zabicia szpiega z Północy za wszelką cenę, pasja jaką wkładał w wykonywanie ćwiczeń, komiczny kamuflaż na twarzy…Od pierwszych chwil widać, że jest z nim coś nie tak, odstaje od pozostałych rekrutów. Wraz z tragicznymi wydarzeniami jego szaleństwo coraz bardziej się uwidacznia i eskaluje. Druga część filmu zawiera sporo absurdalnych scen np. wszystko to co działo się z obłąkaną Mi Young, ciągłe powroty Kang’a do jednostki, jego przeobrażenie w nad-żołnierza, to, że rekruci w pewnym momencie słuchają rozkazów Kang’a (!), jedna z ostatnich scen, gdy Kang śpiewa na ulicy pośród tłumu i to co robi później. Jedno tragiczne wydarzenie pociąga za sobą nieodwracalne skutki i niszczy spokój jednostki i miasteczka. Z drugiej strony akcja film mogłaby się dziać gdziekolwiek na świecie, gdyż The Coast Guard to dla mnie manifest  przeciwko wojnie. Według mnie jak na Kim Ki-Duk’a film jest zbyt prosty w odbiorze. Cenię sobie jego filmy za symbolikę, specyficzną estetykę wykonania. The Coast Guard odbiega od tego co mogłabym nazwać standardem dla filmów tego reżysera. Sporo dialogów, chwilami szokujący poziom brutalności i dosadności. Chociaż chyba tylko w taki sposób można zwrócić uwagę  na trudną kwestię konfliktów wojennych. Być może sam Kim Ki-Duk nie do końca wiedział co dokładnie chciał przekazać poprzez ten tytuł (np. losy Mi Young). W filmie ukazano także codzienny tryb życia rekrutów, ich szkolenie, ćwiczenia fizyczne, ale także beztroskie chwile odpoczynku. Zabrakło mi oryginalności i większej liczby scen, które poruszyłyby mną. Najmocniejszym punktem filmu jest rola Jang Dong Kun i choćby dla niego warto sięgnąć po ten tytuł. Trochę przykre, że jedna scena z końcówki mówi więcej niż cały film. Chodzi mi tu o scenę, gdy rozluźnieni żołnierze grają w piłkę, a na boisku wyraźnie widać kontur Półwyspu Koreańskiego przedzielonego siatką, która po chwili znika…

Ocena: 6/10

Polskie napisy

Trailer

IS

1. Dane podstawowe.アイエス

Tytuł: IS (Intersexual, アイエス, IS ~Otoko Demo Onna Demo Nai Sei~, IS ~男でも女でもない性~, Not A Boy And Not A Girl)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2011

Liczba odcinków: 10

Czas trwania odcinka: 54 min

Obsada: Saki FukudaAyame GourikiMasahiro InoueNaomi NishidaGeorge TakahashiKaho Minami

Gatunek: dramat, przyjaźń, familijny, romans, obyczajowy.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi ,,IS”, autorstwa Rokuhana Chiyo (六花チヨ).

Hoshino Haru jest hermafrodytą (obojnakiem),  który całe swe życie czuje się chłopcem, jednak do szkoły musi uczęszczać jako dziewczyna. Niestety sprawy gmatwają się jeszcze bardziej, gdy ciało Haru zaczyna coraz bardziej przypominać kobiece.

3. Muzyka.

Oprócz działającej mi na nerwy piosenki z openingu, nie pamiętam ani jednego utworu…To aż do mnie nie podobne, ale nawet nie chcę się fatygować, aby odszukać OST’a i go przesłuchać, więc proszę o wybaczenie 😉

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Nie wiem od czego zacząć, bo generalnie trudno w IS mówić o aktorstwie, a raczej o odegraniu danej postaci. W zalewie wielu drugoplanowych postaci, które mniej lub bardziej mnie irytowały, aktorka wcielająca się w główną postać Haru – Saki Fukuda, wypadła najlepiej. Przy jej bohaterze łatwo było o niepotrzebną przesadę i karykaturalne zachowanie (w końcu większość dramy jest chłopakiem), jednak udało jej się tego uniknąć. Wykreowała sympatyczną postać, która starała się odnaleźć swoje prawdziwe ,,ja”(co chyba dotyka każdego młodego człowieka). W jej przypadku okazało się to skomplikowane przez wzgląd na swoją przypadłość (ciężko tu mówić o obojnactwie jako chorobie…). Obok Haru na pierwszy plan wysnuwa się historia Aihary Miwako (Ayame Gouriki), która staje się przyjaciółką głównego bohatera i dzięki niemu jest w stanie uporać się ze swoimi problemami. Ayame Gouriki pasowała do postaci Miwako – ładna, radosna, a jednocześnie przyzwoicie odnalazła się w bardziej dramatycznych scenach. Podobała mi się Naomi Nishida jako matka Miwako. Natomiast w ogóle nie przekonali mnie do siebie rodzice Haru (w tych rolach: Kaho MinamiGeorge Takahashi), jednak wynika to przede wszystkim z takiego, a nie innego rozpisania tych postaci w scenariuszu. Ich ciągła radość, spontaniczność, była wyolbrzymiona, a przez to rażąco sztuczna. Nie podobał mi się także Masahiro Inoue jako Kenji Ibuki, czyli sympatia Haru. Jego zachowanie, gesty były nienaturalne.

5. Wykonanie techniczne.

Standardowa japońska drama, można by rzec. Dodam jeszcze standardowa japońska drama dla młodzieży. Wszystkie kwestie techniczne są przeciętne, ot nic oryginalnego.

6. Ogólna ocena.

Po IS sięgnęłam, gdyż dawno temu zapoznałam się z mangą (której i tak już praktycznie nie pamiętam). Tytuł wydał mi się znajomy, więc uznałam, że dam IS szansę. Tematyka jest bardzo odważna jak na dramę, jednak na tym się kończy. Dość sporo mówi się o samym obojnactwie, jego rodzajach, przez serię przewija się kilkoro dotkniętych tą przypadłością. Mimo to, ciekawy pomysł zmarnowano tandetnymi elementami fabuły np. silnie skontrastowano rodziny Haru i Miwako, ich podejście do obojnactwa i tego jakim wsparciem są dla swoich dzieci, czy je rozumieją, czy po prostu traktują jak ,,innych”. Do tego gra aktorów pozostawia wiele do życzenia, dialogi mogłyby być lepsze, no i nie ma tego co powinno być trzonem tej dramy, czyli czegoś coby poruszyło widzem. Losy Haru i Miwako w ogóle mnie nie chwyciły za serce, czy choćby wątrobę. To, że dramę dokończyłam, to zasługa tego, iż jest krótka. IS pozostawiło u mnie negatywne odczucia, gdyż okazała się w większości bardzo naiwną i pełną kiczowatych chwytów historią. Niestety tak to już jest, że jak raz coś mnie do siebie zrazi, to ciężko jest mi zmienić zdanie. Osobiście IS nie polecam. Być może rówieśnicy głównych bohaterów uznają IS za bardzo dobrą dramę o poszukiwaniu swojego ,,ja”, jednak dla mnie te poszukiwania były zbyt płytkie i przerysowane.

Ocena: 3+/10

No Regret

1. Dane podstawowe.후회하지 않아

Tytuł: No Regret (Huhwihaji anha, 후회하지 않아)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2006

Czas trwania: 113 min

Obsada: Lee Young HoonKim Nam Gil

Gatunek: melodramat, Boys Love (BL)

2. Fabuła.

Sierota, Lee Su-min, wyrusza z prowincji do Seulu, aby podjąć studia na Akademii Sztuk Pięknych. Jednak, aby utrzymać się musi za dnia pracować w fabryce, a nocą dorabia jako kierowca. Niestety zostaje zmuszony do zrezygnowania z pracy w fabryce. Zatrudnia się w ekskluzywnym barze karaoke, gdzie prostytuuje się. W życiu Su-min pojawia się bogaty Song Jae-min, który zaczyna śledzić każdy ruch Su-min.

Czytaj dalej

Poongsan

1. Dane podstawowe.Pungsan Dog

Tytuł: Poongsan (pungsangae, 풍산개, Pungsan Dog)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 121 min

Obsada: Yoon Kye SangKim Gyu Ri

Gatunek: dramat, thriller, akcja, romans.

2. Fabuła.

Tajemniczy mężczyzna, nazywany Poongsan, trudni się przekraczaniem granicy Korei Południowej i Północnej. Dostarcza on wiadomości pomiędzy rozbitymi podziałem Półwyspu Koreańskiego rodzinami. Tym razem podejmuje się przetransportowaniem ukochanej swojego zleceniodawcy z Korei Północnej do Południowej.

Czytaj dalej

Ip Man

1. Dane podstawowe.Yip Man

Tytuł: Ip Man (yip man, 葉問, ye wen, 叶问)

Kraj: Hongkong

Rok produkcji: 2008

Czas trwania: 105 min

Obsada: Donnie YenLynn HungSiu Wong FanKa Tung LamHiroyuki Ikeuchi

Gatunek: sztuki walki, biograficzny.

2. Fabuła.

Film luźno nawiązuje do biografii mistrza sztuk walki – Ip Man’a, którego uczniem był m.in. Bruce Lee.

Lata 30. XX w., chińskie miasto Foshan słynie z najlepszych szkół kung-fu w kraju. Wśród wielu mistrzów poszczególnych szkół najbardziej popularny staje się Ip Man, który jest niepokonany, ale mimo to nie chce przyjmować na szkolenie uczniów. Sielskie życie miasteczka przerywa okupacja Cesarstwa Japonii.

3. Muzyka.

Bardzo dobrze komponuje się z obrazem. Chociaż, jak dla mnie, soundtrack jest zbyt mało zróżnicowany oraz subtelny.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Jak to już bywa w filmach z naciskiem na sztuki walki – fabuła skupia się na głównym bohaterze. W przypadku Ip Man jest to tytułowy mistrz kung-fu, w którego postać wcielił się Donnie Yen (Hero). Przyznam się bez bicia, iż dopiero w Ip Man przekonał mnie do siebie i udowodnił, że oprócz umiejętności czysto zręcznościowych, jest także przyzwoitym aktorem. Jako wzór wszelkich cnót moralnych, a przy tym niepokonany mistrz kung-fu, wypadł bardzo wiarygodnie i w każdej minucie filmu czułam, iż widzę na ekranie Ip Man’a z krwi i kości. Co do pozostałych postaci, to mam dylemat. A związany jest on z faktem, iż Ip Man to teatr jednego aktora. Mimo to występują bohaterowie drugoplanowi, którzy, oprócz tłumacza (w tej roli Ka Tung Lam), nie mieli do zaoferowani rozbudowanych charakterów odgrywanych przez siebie postaci. Wspomniany tłumacz to najciekawsza postać w całym filmie. Tak czy inaczej, wszyscy drugoplanowi aktorzy wypadli bardzo dobrze. Podobał mi się zwłaszcza Hiroyuki Ikeuchi jako ,,wielki i zły” japoński generał, gdyż idealnie pasował do tej postaci. Jedyną bohaterką, która odegrała większe znaczenie, była żona Ip Man’a – w tej roli urodziwa Lynn Hung. Niestety, według mnie, była zbyt marionetkowa, tułała się po ekranie jak zjawa i spełniała swoją rolę bycia u boku męża (kiedy doczekam się w chińskim filmie kobiecej roli z prawdziwym charakterem?).

5. Wykonanie techniczne.

Nie chcę się powtarzać (bo pewnie przy innych produkcjach chińskich o tym wspominałam), ale i tak muszę – co jak co, ale Chińczycy potrafią robić filmy osadzone w różnych epokach historycznych. Detale scenografii, stroje, przedmioty codziennego użytku – realia epoki odzwierciedlono perfekcyjnie. Ip Man to film o kung-fu, w związku z tym jest mnóstwo pojedynków (i tych jeden na jeden, i tych jeden na co najmniej kilkunastu). Same układy walk są widowiskowe i na pewno jedne z lepszych (jak nie najlepsze) jakie widziałam w kinie. Jedyne co mi przeszkadzało to wyolbrzymione i nienaturalne odgłosy ciosów oraz bardzo słabe sekwencje z bronią.

6. Ogólna ocena.

Przy promocji filmu bardzo pomógł fakt, iż tytułowy Ip Man był mistrzem znanego całemu światu Bruce Lee. Jednak, jeżeli ktoś łudzi się, że gdzieś, wspominany uczeń, przewinie się w filmie, to od razu mówię, że spotka go zawód. Mnie osobiście najbardziej rozczarował brak trzymania się faktów z życia Ip Man’a. Rozumiem, że na potrzeby filmu można to i owo ubarwić, pozmieniać, tak aby lepiej pasowało do ogólnej koncepcji filmu…Jednak w przypadku Ip Man’a przesadzono i to bardzo. Przede wszystkim wspomniana postać, w czasie okupacji japońskiej, nie pracowała w kopalni węgla, tylko była policjantem. A wyjechać z miasta musiał, ale dlatego, że chińskim władzom nie podobało się, że jest aż tak bogaty… Oczywiście nie było także żadnego pojedynku Ip Man’a z japońskim generałem. Dlatego też przypinanie łatki filmu biograficznego tej produkcji jest nieporozumieniem. Jeżeli spojrzeć na film jak na film akcji opartym na sztukach walk, to okaże się bardzo dobrym tytułem. Fabuła jest ciekawa, a walki dynamiczne i bardzo widowiskowe. Początek filmu jest utrzymany w pogodnym tonie, który ubarwiany jest poprzez scenki humorystyczne, także w scenach walk. Tę idyllę narusza przybycie grupki rzezimieszków, a później zupełnie niszczy okupacja japońska. Ip Man z bohatera staje się zerem. Aby przeżyć i wyżywić rodzinę musi ciężko pracować w kopalni i doświadczać okrucieństwa Japończyków na własnej skórze. Zbiegiem okoliczności okazuje się, że japoński generał Miura, jest miłośnikiem sztuk walk i organizuje popisowe turnieje. Ip Man, chcąc nie chcąc, staje na czele swojego narodu i z pompatycznym hasłem na ustach (,,Jestem Chińczykiem” – odpowiedź jakiej udzielił zapytany o imię) rusza ku wyzwoleniu pobratymców spod reżimu najeźdźców. Sceny uczenia mieszkańców miasta kung-fu przemilczę i zrzucę to na karb bujnej wyobraźni reżysera. Pomimo tych kilku niedociągnięć, to jest to film godny polecenia zwłaszcza fanom kina kopanego. Oprócz czystej rozrywki w postaci dobrej jakości mordobicia, to film oferuje także kilka bardziej emocjonalnych, dramatycznych scen, ale przede wszystkim piękne wnętrza i odwzorowanie realiów epoki. Polecam.

Ocena: 7/10

Napisy PL

Trailer

Plany [1]

W związku z tym, iż rozpoczął się rok akademicki, ilość mojego wolnego czasu drastycznie zmalała. Aby zachować regularność w prowadzeniu niniejszego bloga, postanowiłam zamieszczać w każdą niedzielę (dzisiaj akurat w poniedziałek) listę planów na najbliższy tydzień, co będzie pełniło funkcję mobilizacyjną. Uważam, że 1-3 wpisy tygodniowo całkowicie wystarczą, a ich liczba uzależniona będzie od stopnia zaangażowania jaki wymaga dany tytuł w opisaniu go. Mam nadzieję, że pomysł wypali i uda mi się zrealizować zaplanowany harmonogram. Do końca tygodnia ukażą się:

  • Ip Man, chiński film z 2008r. [20.10.]
  • Poongsan, koreański film z 2011r.[22.10.]