Autumn’s Concerto

1. Dane podstawowe.Next Stop, Happiness

Tytuł: Autumn’s Concerto ( xia yi zhan, xing fu, 下一站,幸福,  Next Stop, Happiness, ha yat jaam, hang fuk)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2010

Liczba odcinków: 21

Czas trwania odcinka: 90 min

Obsada: Vanness WuAdy AnTiffany XuChris Wu

Gatunek: dramat, romans, obyczajowy

2. Fabuła.

Ren Guang Xi to obiecujący student prawa, pochodzący z zamożnej i wpływowej rodziny. Chociaż wydaje się, że niczego w życiu mu nie brakuje, tak naprawdę, jest samotny i żyje w nienawiści do matki, gdyż uważa, że przyczyniła się do śmierci jego ojca. Życie Ren Guang Xi zmienia się, gdy poznaje sprzedawczynię w uczelnianej stołówce – urodziwą  Liang Mu Cheng. Oboje zakochują się w sobie, jednak na drodze ku ich szczęściu piętrzą się kolejne problemy.

3. Muzyka.

Udany soundtrack w tajwańskich dramach to dla mnie nie nowość. Bardzo spodobała mi się piękna ballada śpiewana przez Ding Dang, a także utwór autorstwa Victor’a Wang. Oprawa muzyczna jest jednolita, bez udziwnień.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Główną męską rolę zagrał Vanness Wu. Nie nazwałabym go wybitnym aktorem. Drażniła mnie jego mimika twarzy. W scenach płaczu okazał się bardzo przeciętny, jednak miał przebłyski np. gdy miał okazywać złość. W pierwszych odcinkach bardzo dobrze odzwierciedlił Ren’a Guang Xi jako playboya i zimnego drania. Później ta jego „iskra” gdzieś zgasła, a wszystko to dzięki miłości. Liang Mu Cheng zagrała Ady An. Pierwsze co mi się nasuwa na myśl to to, że jest prawdziwą azjatycką pięknością. Urodziwa i do tego idealnie pasowała do roli doświadczonej życiowo Liang Mu Cheng. Jej bohaterka (jak to często bywa) to krystalicznie dobra i uczciwa osoba, którą (jak na złość) spotykały same problemy. Jako mała dziewczynka straciła rodziców i zamieszkała z ciotką. Niestety mąż ciotki okazał się być zwyrodnialcem, który sprawiał, iż Mu Cheng nie mogła czuć się bezpieczna nawet w domu. I chociaż nie przepadam za dobrotliwymi, zawsze pomocnymi, wręcz anielskimi głównymi bohaterkami, to Mu Cheng zyskała moją sympatię. Nawet jej delikatny głos i sposób mówienia a’la Sierotka Marysia – nie irytowały mnie w trakcie oglądania kolejnych odcinków. W dramie były także ważne, silnie powiązane z główną parą postacie. Ta „druga”, czyli He Yi Qian (Tiffany Xu). Kolejna urodziwa aktorka, która teoretycznie miała być tą złą i wredną, jednak okazała się jedną z tragiczniejszych postaci. To jak jej losy się potoczyły, sprawiło, iż było mi jej żal. Oraz ten „drugi”, czyli przyjaciel Mu Cheng – Hua Tuo Ye (Chris Wu). Niestety nie przekonał mnie do swojego bohatera. Jego gra wydawała mi się sztuczna i wymuszona, a może to tylko taka ekspresja? Z postaci drugoplanowych bardzo podobała mi się Linda Liu jako matka Ren’a. Idealnie pasowała do roli stanowczej bizneswoman z klasą, która zrobi wszystko dla dobra syna. Pod koniec nastąpiła jej przemiana, ale stopniowa i nie wzięła się znikąd (jak to czasami się zdarza w dramach). Na słowa pochwały zasłużył także Akio Chen jako wspomniany wuj Mu Cheng. Wiarygodna i dobrze wykreowana postać. Wspomnę jeszcze o najsłodszym dziecięcym bohaterze, jakiego widziałam w dramach, czyli Xiao Xiao Bin jako syn Mu Cheng i Ren’a. Przeuroczy dzieciak, który całkowicie mnie do siebie przekonał. Teraz odrobina gorzkich słów w stronę mieszkańców wioski Hua – sceny z ich udziałem były nie do strawienia, a ich zachowanie w ogóle mnie nie bawiło, gdyż nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać.

5. Wykonanie techniczne.

Na dobrym poziomie. Nie przypominam sobie żadnych wpadek w realizacji. Scenografie są dopracowane i dobrze się prezentują. Odpowiednio rozróżniono różnice w statusach społecznych bohaterów. Ubiory pasujące do postaci – podobało mi się, że Mu Cheng mimo, chociaż bogaczką nie była, to ubierała się ładnie i modnie (nie to co bohaterka np. Mars’a).

6. Ogólna ocena.

Już dawno nie widziałam dramy, która zawierałaby tak wiele oklepanych schematów i dramatycznych elementów fabuły. Jednak co zdziwiło mnie najbardziej, to to, że z przyjemnością oglądałam każdy kolejny odcinek. Drama wciąga, dużo się dzieje, sympatyczni bohaterowie, odcinki nie są przegadane. Oczywiście nie dało się uniknąć kilku zapychaczy, ale na tle innych dram, to naprawdę tyle co nic. Soundtrack przyjemny dla ucha. Tragizm miłości Mu Cheng i Ren’a był przytłaczający i chwilami zbyt wymuszony. Wiele scen to kwintesencja tkliwości i tandetnych zabiegów, byleby wzruszyć widza. Gra niektórych aktorów mogłaby być lepsza…Chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z tych wad, to dramę uważam za godną polecenia. Melodramaty mają to do siebie, że są przedramatyzowane, więc jestem w stanie to wybaczyć. Od około odcinka 8, gdy jest przeskok o 6 lat i pojawia się syn Mu Cheng i Ren’a – wciągnęłam się na dobre. Cały czas czekałam, kiedy Mu Cheng wyjawi tożsamość ojca jej syna. Niestety nie chcę spoilerować, dlatego też trudno mi odnieść się do wszystkiego co dzieje się (głównie z Ren’em). Co dziwne – pod koniec uznałam, że to „ta druga” miała większe prawo mówić o miłości do Ren’a i tego, że to ona zna go najlepiej. Jakby na to nie patrzeć, Mu Cheng była z nim przez bardzo krótki czas i to wtedy, gdy Ren dopiero uczył się dorosłości. Ale oczywiście miłość, ta jedyna i najprawdziwsza, zawsze zwycięża (przynajmniej w dramach). Zakończenie satysfakcjonujące, do bólu przewidywalne i sielankowe – takie jakie powinno być. Bohaterowie są sympatyczni i różnorodni. Podobała mi się samodzielność i determinacja głównej bohaterki. Cieszę się, że nie zrobiono z niej życiowo nieporadnej ubogiej dzieweczki. Drama z oczywistym przesłaniem, że prawdziwa miłość zawsze zwycięża. Ciepła, emocjonalna, czasami wzruszająca seria, w której ukazano istotną rolę rodziny i przyjaźni w życiu każdego człowieka. Zapewne osoby, którym do gustu przypadła tajwańska drama Mars nie będą zawiedzione w trakcie oglądania Autumn’s Concerto. Seria w sam raz na przyjemne spędzenie czasu, przy niezobowiązującej rozrywce.

Ocena: 8/10

Trailer