Shaolin


1. Dane podstawowe.新少林寺

Tytuł: Shaolin ( The New Shaolin Temple, xin shao lin si,  新少林寺)

Kraj: Chiny

Rok produkcji: 2011

Czas trwania: 131 min

Obsada: Andy Lau, Jackie ChanNicholas TseWu Jing, Fan Bing Bing

Gatunek: sztuki walki, akcja, dramat.

2. Fabuła.

Wczesne lata Republiki. Chiny pogrążone są w chaosie i bratobójczych walkach o władzę lokalnych przywódców wojskowych. Jeden z przywódców armii – Hou Jie atakuje świątynię Shaolin, gdyż tam skrył się jeden z jego przeciwników. Wkrótce Hou Jie zostaje zdradzony przez swojego zaufanego brata krwi i szuka schronienia właśnie we wspomnianej świątyni Shaolin, gdzie poznaje tajniki kung-fu oraz odnajduje wewnętrzny spokój.

3. Muzyka.

Zawiodłam się na oprawie muzycznej. Co prawda było kilka motywów wzorowanych na klasyczne dla kultury chińskiej, ale np. te zastosowane w walkach nie odpowiadały mi – były zbyt ,,amerykańskie”.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Od jakiegoś czasu donoszę wrażenie, że żadna chińska superprodukcja nie może obyć się bez Andy Lau (The WarlordsInfernal Affairs) 🙂 Osobiście mi to nie przeszkadza, ponieważ darzę go sentymentem i jeszcze nie zawiódł moich oczekiwań. Muszę przyznać, iż Andy Lau świetnie pasuje do ról tych ,,złych” – bardzo podobał mi się jego bohater z początku filmu. Jednak im bliżej końca tym rósł mój zachwyt nad czarnym bohaterem z krwi i kości, czyli Cao Man, w którego postać wcielił się Nicholas Tse. W niektórych scenach wyglądał jak diabeł wcielony i do tego świetnie wypadł w scenach walk. Jedyna pani, która otrzymała bardziej znaczącą rolę (żony Hou Jie) to Fan Bing Bing. Chociaż za bardzo nie mogła popisać się umiejętnościami, gdyż scenariusz na to zbytnie nie pozwalał, to dobrze zaprezentowała się w scenach dramatycznych. Poznajemy także całą gromadę mnichów z Shaolin – wszyscy wypadli przyzwoicie. Nie sposób wspomnieć o postaci, która denerwowała mnie od pierwszego pojawienia się na ekranie, czyli mnich-kucharz, w którego wcielił się Jackie Chan. Aktora tego nie trawię już od dawien dawna – między innymi przez tak głupkowate, wcale niezabawne postacie. Mnie nie bawił, a zamiast tego zupełnie psuł klimat filmu.

5. Wykonanie techniczne.

Teraz posypie się grom pochwał, gdyż co jak co, ale filmy historyczne Chińczycy mają opanowane niemalże do perfekcji. Nie brak im statystów, toteż masowe pobojowiska, walki armii wyglądają bardzo realistycznie. Wszelkie wybuchy, konne pościgi cieszą oko. Dźwięk świetnie dopasowany. Co do koni – w kilku scenach z przerażeniem patrzyłam jak się wywracają i mam nadzieję, że żadnemu zwierzęciu nic się nie stało 😛 A teraz najważniejsze, czyli same walki. Układy kung-fu widowiskowe, cieszę się, że starano trzymać się realizmu, czyli mało jest latania, niewiarygodnych uderzeń itp. Chociaż spodziewałam się czegoś na wzór dokumentu, tego, że walki będą do granic możliwości realistyczne i skupią się na uderzeniach stosowanych w kung-fu. I tu po raz kolejny (już przy innych recenzjach to podkreślałam) nie jestem znawczynią sztuk walk, ale z punktu widzenia widowiska – te zawarte w Shaolin prezentują się świetnie. Oprócz walk na pochwały zasługują kostiumy, scenografie i zdjęcia w plenerach. Urzekła mnie świątynia Shaolin, piękne budynki i okolice.

6. Ogólna ocena.

Zdaję sobie sprawę z faktu, iż do Shaolin podeszłam z błędnymi oczekiwaniami (stąd tak niska ocena, gdyby nie to pewnie dałabym tak z 7+ lub 8). Liczyłam na kapitalne widowisko dla oka, ale także ciekawą fabułę i skupienie na tytułowym Shaolin. Niestety zbyt mało miejsca poświęcono filozofii mnichów, sposobie życia, postrzegania świata. Bohaterowie nie są specjalnie oryginalni, a motyw złego bohatera, który pod wpływem osobistych tragedii zmienia się w dobrodusznego człowieka był już wałkowany wielokrotnie, a do tego kompletnie zbędna rola Jackie Chana. Kilka walk było przekombinowanych, gdyż łamały prawa fizyki i logiki. Główne zastrzeżenia mam do przedłużonego czasu umierania nieanonimowych bohaterów. Nie wydaje mi się by była możliwa walka po tym jak ktoś przebije cię kilkakrotnie maczetą (tak maczetą, gdyż szabelki/miecze to zbyt mało :P), a ty mimo to powalisz jeszcze kilku (bądź kilkunastu) przeciwników (chyba samą siłą woli). Zabrakło mi także jakichś mądrych dialogów i pointy. Poza widowiskowymi scenami walk, wybuchów, itp. dowiadujemy się jedynie, iż Shaolin to nie mury świątyni, a ludzkie serca. Mimo to obejrzenie nie jest stratą czasu. Polecam zapoznać się z tym tytułem, gdyż jest to brawurowe widowisko, w którym ciągle coś się dzieje i nie ma czasu na nudę, ale też nie ma nad czym się zastanawiać po seansie.

Ocena: 6+/10

Jedna uwaga do wpisu “Shaolin

  1. Pingback: Protégé | Recenzje dram i filmów azjatyckich

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s