Departures

1. Dane podstawowe.Okuribito

Tytuł: Departures (Okuribito, おくりびと)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2008

Czas trwania: 130 min

Obsada: Motoki MasahiroHirosue RyoukoYamazaki Tsutomu

Gatunek: dramat, obyczajowy.

2. Fabuła.

Kobayashi Daigo jest wiolonczelistą, który niestety musi zrezygnować z pracy  w orkiestrze i przenieść się z żoną do rodzinnego miasteczka. Małżeństwo zamieszkuje w domu, który Daigo otrzymał w spadku po matce. Wkrótce mężczyzna, poszukując pracy, odpowiada na bardzo intrygujące ogłoszenie i zostaje kimś na wzór pracownika domu pogrzebowego.

3. Muzyka.

Piękny soundtrack. Często możemy usłyszeć klasykę – nic dziwnego skoro główny bohater jest wiolonczelistą. Dźwięk wiolonczeli idealnie komponuje się z subtelnymi elementami rytuału pochówku.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Nie miałam przyjemności spotkać wcześniej na ekranie odtwórców głównych ról. Motoki Masahiro jako Kobayashi Daigo długo przygotowywał się do swojej roli – efekt jak widać rewelacyjny. Każdy jego ruch podczas rytuału pochówku był magiczny, wyglądał na profesjonalny, pełen szacunku dla zmarłego. Daigo jest odrobinę nieporadny, przez co w filmie jest kilka scen okraszonych nienachalnym humorem. Tak naprawdę wszyscy aktorzy zaprezentowali się bardzo dobrze. Zawiodłam się jedynie na postaci żony Daigo, w której rolę wcieliła się Hirosue Ryouko. Nie wiem dlaczego, ale dla mnie gra Japonek i generalnie Azjatek jest dość ciężko strawna. Rzadko kiedy jakaś kobieca postać mnie zachwyci. Żona Daigo nie jest wyjątkiem – początkowo wydawała mi się zbyt niemrawa i nieobecna, a później aż nazbyt ekspresyjna.

5. Wykonanie techniczne.

Jako całość film mnie specjalnie nie oczarował. Zawiodłam się trochę na scenach w plenerze. Jednak wszystkie sceny pochówków są rewelacyjne. W piękny sposób ukazano ceremonię oczyszczania ciała. Choć teoretycznie w obmywaniu, przebieraniu i malowaniu zwłok nie powinno być nic zachwycającego, Okuribito łamie ten schemat.

6. Ogólna ocena.

Film porusza trudną tematykę oswajania się ze śmiercią. Praca głównego bohatera nie polega jedynie na przygotowywaniu ciała do pochówku, ale przede wszystkim ma za zadanie pomóc rodzinie godnie pożegnać zmarłego. Jak już wspomniałam sceny rytuału są pełne dostojeństwa i wyglądają na profesjonalne, co jest dużym plusem filmu. Departures jak najbardziej zasłużył na Oscara za najlepszy obraz nieanglojęzyczny. Fabuła nie ogranicza się jedynie do oryginalnej pracy Daigo, ale także poznajemy jego przeszłość, marzenia, problemy. W trakcie filmu widzimy jak pozornie przypadkowa praca zmienia jego dotychczasowe życie, dzięki niej odnajduje ukryte powołanie i w końcu może zaznać spokoju, pojednać się z ojcem. W filmie przedstawiono także urzekającą legendę o przekazywaniu wiadomości poprzez obdarowywanie drugiej osoby kamieniem. Czasami słowa są zbędne, a wystarczają gesty. Największe emocje wywołał we mnie kontrast pomiędzy stosunkiem do zmarłego pracowników domu pogrzebowego, a pełną szacunku postawą Daigo. Ten kontrast wymusza refleksję na temat wartości ludzkich zwłok w kontekście etycznym. Chyba każdy wolałby po śmierci być poddanym rytuałowi oczyszczenia niż po prostu być wrzuconym do trumny. Niby to i tak nie robi wielkiej różnicy, jednak osobiście wolałabym tę pierwszą opcję 🙂 Z racji poruszanej tematyki możemy usłyszeć kilka ładnych dialogów o śmierci o tym, że jest to jedynie kolejny etap ,,życia”, ,,przejście”. Film zaskoczył mnie klimatem, gdyż jakby nie patrzeć tematyka śmierci nie jest specjalnie pocieszającą, ale tutaj jest inaczej. Jako całość Departures okazuje się być ciepłym filmem obyczajowym, nie da się nie lubić głównego bohatera, a sama śmierć nie jest ukazana jako coś przygnębiającego. Widać to najlepiej po rodzinach zmarłych, którzy mimo początkowego sceptytyzmu wobec rytuału oczyszczenia, zaczynają dostrzegać w nim pociechę i ukojenie bólu po stracie najbliższych. Gorąco polecam zapoznać się z tym tytułem, gdyż naprawdę warto. Fani dramatów i filmów zachęcających do chwilowej refleksji nie będą zawiedzeni.

Ocena: 8+/10