Bloody Monday

1. Dane podstawowe.ブラッディ・マンデイ

Tytuł: Bloody Monday (ブラッディ・マンデイ, buraddi mandei)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2008

Liczba odcinków: 11

Czas trwania odcinka: 58 min

Obsada: Miura HarumaNarimiya HirokiMatsushige YutakaYoshizawa HisashiKichise MichikoSatou Takeru

Gatunek: akcja, kryminał.

2. Fabuła.

Na podstawie mangi.

Takagi Fujimaru to genialny haker (działający pod pseudonimem Falcon – z ang. sokół), który rozpoczyna współpracę z tajną agencją THIRD-i. Agencja ta zmaga się z terrorystami, którzy używając śmiercionośnego wirusa, zgładzili mieszkańców niewielkiego miasteczka w Rosji, a teraz planują atak na Tokio.

3. Muzyka.

Dobra, jednak bez fajerwerków. Pod koniec budowała fajny klimat, ale jako całość nie urzekła mnie.

4. Gra aktorska/Bohaterowie.

Miura Haruma jako Takagi Fujimaru zaprezentował się przyzwoicie. Polubiłam jego postać, chociaż trochę przekombinowane było to jego ciągłe ryzykowanie życia, ale mimo wszystko wiarygodna konstrukcja charakteru postaci. Podobała mi się także kreacja Matsushige Yutaka jako jeden z agentów THIRD-i. Był zdecydowanie bardziej charyzmatyczny niż Yoshizawa Hisashi, czyli agent Kirishima Gorou, nie wiem dlaczego jego gra wydawała mi się wymuszona i wyprana z emocji. Przyjaciele Fujimaru to istna katastrofa. Trudno mi wybrać najgorszą kreację, gdyż cała 4 odstawała od moich standardów. Chyba najbardziej nie mogłam znieść Satou Takeru. Pomijam już fakt tego co miał na głowie (wyglądał komicznie z tą ,,szopą”), ale jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Równie źle wypadła Fujii Mina jako Asada Aoi. Niestety suchej nitki nie pozostawię także na większości terrorystów. Moim zdaniem daleko im do znanych z przeróżnych produkcji obrazu terrorystów. Jedynie Narimiya Hiroki jako J i Shimada Kyuusaku jako guru Kamishima Shimon przypadli mi do gustu. I to jedynie w tej dwójce mogłam dostrzec ,,ducha terrorystów”. Nie chcę specjalnie rozpisywać się nad poszczególnymi terrorystami, gdyż zajęłoby to zbyt wiele miejsca, ale wspomnę jeszcze jedynie o tej, o której było dość sporo w dramie, czyli Orihara Maya (w jej rolę wcieliła się Kichise Michiko). Na siłę próbowała wyglądać na złą i jednocześnie seksowną oraz patrzeć na wszystkich z góry, ale jej to nie wychodziło. Dla mnie jej sposób mówienia (z akcentowaniem poszczególnych sylab) był istną komedią. Mnie nie ,,przestraszyła” i nie wiem czy kogokolwiek, oprócz bohaterów Bloody Monday, byłaby w stanie zaintrygować i stworzyć  wrażenie swojej diaboliczności.

5. Wykonanie techniczne.

Wydawało mi się, że bohaterowie momentami nieprofesjonalnie trzymali broń (zbyt blisko twarzy). Montaż również pozostawał sporo do życzenia. Podobały mi się natomiast animacje Falcon’a jako sokoła przemierzającego wirtualną rzeczywistość. Trochę zdziwiło mnie, że zamiast rodzimych laptopów np. Toshiby użyto HP – więcej patriotyzmu! (:)))). Nie mogłam także pojąć dlaczego przestępcy Kamishima Shimon urządzono istny apartament za więzienie – skórzany fotel, biblioteczka… ee..przecież to terrorysta.

6. Ogólna ocena.

Bloody Monday to dobra drama z ciekawym scenariuszem. Niestety większość aktorów dobrano niefortunnie, co niechlubnie rzutuje na całość serii. Kilka elementów fabuły jest zaskakujących i dramę ogląda się z przyjemnością. To co mi zabrakło (oprócz lepszej gry aktorów) to klimatu thrillera. Fabuła świetnie nadawała się do zrobienia dobrego, mrocznego serialu, jednak nie wykorzystano tego potencjału. Kilka scen jest przedramatyzowanych i np. zachowanie Falcon’a zaskakuje, gdy ryzykując własne życie robi  z siebie bohatera. Mimo to po drugą serię na pewno sięgnę, ponieważ chętnie zapoznam się z dalszymi losami bohaterów. Komu polecić? Fanom głównego aktora, czyli  Miura Haruma oraz, oczywiście, osobom lubiącym dramy akcji.

Ocena: 6+/10