Heard It Through the Grapevine


 

27310

Heard It Through The Grapevine (2015)

Tytuł: Heard It Through the Grapevine (Heard It As A Rumor, Poongmooneuro Deuleotso, 풍문으로 들었소)

 

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Liczba odcinków: 30

Czas trwania odcinka: 75 min

Reżyseria: An Pan-Seok

Scenariusz: Jung Sung-Joo

Obsada: Yu Jun-SangYoo Ho-JeongLee JoonKo Ah-Sung

Gatunek: komedia, obyczajowy, romans, familijny.

Chaebolem być

Drama powstała przy współpracy reżysera An Pan-Seok i scenarzystki Jung Sung-Joo. Wcześniej widziałam ich inny projekt – dramę z 2014r. Secret Love Affair, która zachwyciła mnie od pierwszej do ostatniej minuty. Dlatego też sięgając po Heard it Through the Grapevine miałam wysokie oczekiwania i na całe szczęście kolejny raz An Pan-Seok i Jung Sung-Joo nie zawiedli.

Heard it Through the Grapevine w satyryczny sposób przedstawia zderzenie dwóch rodzin z całkowicie odmiennym statusem społecznym. Życie koreańskich chaeboli – rodziny Han -wywraca się do góry nogami, gdy na jaw wychodzi fakt, że dziewczyna ich 18-letniego syna spodziewa się dziecka. Sytuacja nie jest prosta, gdyż matka dziecka pochodzi z niezamożnej rodziny, a Han In-Sang zamierza ją poślubić.

Tak rozpoczyna się seria komicznych wydarzeń – począwszy od porodu Seo Bom w domu rodziny Han. Dziewięć miesięcy wcześniej Seo Bom (Ko Ah-Sung) i Han In-Sang (Lee Joon) uzgodnili, że rozstaną się na czas przygotowań do egzaminów końcowych, ale zanim do tego doszło spędzili wspólnie noc. Seo Bom nie powiadamia chłopaka o ciąży i postanawia samodzielnie wychować dziecko. Zmienia zdanie, gdy zjawia się Han In-Sang i zarzeka się, że zaopiekuje się obojgiem. Dziewczyna nie ma jednak pojęcia o pozycji społecznej rodziny Han.

Heard it Through the Grapevine to drama, która wciąga od pierwszego odcinka. Duża w tym zasługa elementów humorystycznych – przede wszystkim humoru sytuacyjnego związanego z rodzicami Han In-Sang. Ojciec chłopaka – Han Jung-Ho (Yu Jun-Sang) to znany i szanowany adwokat z aspiracjami politycznymi, jego żoną jest piękna Choi Yeon-Hee (Yoo Ho-Jeong). Oboje nie są w stanie sobie poradzić z myślą o mezaliansie syna. Kiedy okazuje się jasne, że In-San nie zamierza zrezygnować z Seo Bom oraz ich syna Jin Young, desperacko starają się wyjść z twarzą z zaistniałej sytuacji. Dla własnego samopoczucia tworzą drzewo genealogiczne rodziców Seo Bom, zgodnie z którym mają oni powiązania rodzinne z wpływowymi osobistościami. Choi Yeon-Hee może odetchnąć z ulgą, gdy okazuje, się że jej synowa jest elokwentną i inteligentną dziewczyną, mającą swoje zdanie na różne tematy.

Drama zawiera elementy czarnej komedii. Han Jung-Ho ma obsesję na punkcie wypadających włosów o czym przypomina sobie w najbardziej stresujących sytuacjach – rozważa nawet przeszczep włosów. Wychowuje dzieci zgodnie z filozofią machiawelizmu i stawia na piedestale motta życiowe zmarłego ojca. Natomiast Choi Yeon-Hee  desperacko dba o dobre imię rodziny w oczach znajomych, którzy należą do ekskluzywnego klubu bogaczy. Z jednej strony jest nowoczesną, podążającą za trendami kobietą, a z drugiej korzysta z konsultacji wróżki i wierzy w zabobony.

Początkowo Seo Bom pragnie spełnić pokładane w niej nadzieje i pokazać teściom, że nie muszą się jej wstydzić. Ciężko i z uporem walczy o ich akceptację. Jednak szybko zdaje sobie sprawę z tego jak daremne są jej poczynania, że tak naprawdę stała się ich marionetkę, która ubiera się, je, mówi i chodzi jak jej powiedzą. W pierwszych odcinkach Han In-Sang denerwował mnie swoją naiwnością i niedojrzałością. Wraz z przybliżeniem jego relacji z ojcem było mi go po prostu żal. Całe życie był tłamszony i zmuszony do wypełnienia roli pierworodnego syna. Jego ścieżka zawodowa została jasno nakreślona przez rodziców. Mimo to wyłamuje się ze schematu, gdy decyduje się na ślub z Seo Bom. Jego uczucie wydaje się być jedynie młodzieńczym zauroczeniem, ale szybko dorasta do roli męża i ojca. Szanuje rodziców Seo Bom za to kim są, nie patrzy na nich przez pryzmat rozpadającego się mieszkania, czy pracy, którą wykonują.

Aktorzy zostali bardzo dobrze dopasowani do odgrywanych postaci – zarówno w przypadku postaci pierwszo, jak i drugoplanowych. Podobali mi się zwłaszcza rodzice In-Sang – Yu Jun-Sang i Yoo Ho-Jeong, a także dobór obsady w rolach pracowników rodziny Han. Ko Ah-Sung jako Seo Bom wypadła świetnie. Jest to utalentowana aktorka, którą widziałam wcześniej w Snowpiercer i Office. Jej postać jest kompleksowa i wielopłaszczyznowa. Nie byłam przekonana do słuszności obsadzenia w roli Han In-Sang Lee Joon’a (Jungle Fish 2) i choć w niektórych scenach brakowało mi większego zaangażowania z jego strony, to i tak uważam jego występ za przyzwoity. W dramie występuje wiele postaci drugoplanowych – przede wszystkim pracowników rodziny Han i rodzina Seo Bom. O każdej z postaci dowiadujemy się kilku szczegółów z życia prywatnego, mamy możliwość śledzenia ich podczas czasu wolnego. Jest to bodajże pierwsza drama, w której zetknęłam się z tak dużym naciskiem na prawa pracownicze służby. Poruszono kwestię zabezpieczenia emerytalnego oraz okoliczności podpisywania umów. Włączono nawet wątek strajku pracowników. Bohaterowie dają się lubić i łatwo z nimi się zżyć.

Pierwsza część dramy obfituje w komiczne, satyryczne sytuacje, natomiast wraz z rozwojem fabuły i nagromadzeniem wątków pobocznych – drama nabiera obyczajowego charakteru. Szkoda, że mimo wszystko nie kontynuowano konwencji czarnej komedii. Mnogość postaci drugoplanowych nie przeszkodziła w płynnym prowadzeniu narracji, a działania bohaterów nigdy nie wydają się wykraczać poza przyjęte dla nich normy. Świetnym przykładem tego są rodzice Seo Bom, którzy pozostają wierni swoim przekonaniom i nie udają na siłę kogoś kim nie są.

Z czystym sumieniem polecam Heard it Through the Grapevine wszystkim fanom obyczajowych i rodzinnych dram. Interesujące było ukazanie świata chaeboli z punktu widzenia dziewczyny z niezamożnej rodziny. Teoretycznie powinno być to jej spełnienie marzeń, ale rzeczywistość okazuje się być bardziej przyziemna. Wykonanie dramy stoi na wysokim poziomie, ale niczego innego nie spodziewałam się po reżyserze An Pan-Seok. Drama przedstawia w krzywym zwierciadle zachowania bogaczy  – ich kompleksy i stereotypowe postrzeganie ludzi. Sądzą, że szczęście można zapewnić sobie jedynie poprzez władzę i pieniądze. Zakończenie jednoznacznie prezentuje do czego prowadzi taka krótkowzroczność. Nie często to mówię, ale żałuję, że drama ma tylko  30 odcinków. Osobiście z niecierpliwością czekam na kolejne wspólne projekty An Pan-Seok i Jung Sung-Joo.

Ocena: 8+/10

 

As The Gods Will


22344

As the Gods Will (2014)

Tytuł: As the Gods Will (Kamisama no Iu Toori, 神さまの言うとおり)

Kraj: Japonia

Rok produkcji: 2014

Czas trwania: 118 min

Reżyseria: Takashi Miike

Scenariusz:  Muneyuki Kaneshiro (manga), Akeji Fujimura (manga), Hiroyuki Yatsu

Obsada: Ryunosuke KamikiMio YukiSota FukushiHirona YamazakiShota Sometani

Gatunek: horror, szkoła, czarna komedia, fantasy.

Gdy stawką w grze jest życie

Takashi Miike znany jest z filmów epatujących, często nieuzasadnioną, przemocą. Nie inaczej jest w przypadku As the Gods Will. Tym razem japoński reżyser przenosi na wielki ekran mangę o takim samym tytule. Akcja skupia się na grupie nastolatków, którzy zostają zmuszeni do wzięcia udziału w grach, których stawką jest ich życie.

Scena otwierająca As the Gods Will jednych przerazi innych rozśmieszy, ale i jedni i drudzy będą chcieli dowiedzieć się co stanie się później. W szkołach na całym świecie uczniowie są uwięzieni w klasach i muszą uczestniczyć w śmiertelnych grach. Akcja filmu skupia się na licealiście Shun Takahata, który wraz z kolegami z klasy bierze udział w grze prowadzonej przez lalkę daruma. Kiedy lalka się odwraca uczniowie mogą próbować ją wyłączyć, ale kiedy ponownie na nich patrzy każdy ruch kończy się brutalną śmiercią. Głowy kolejnych uczniów eksplodują, pozostawiając czerwone, krwawe kulki. Z gry cało wychodzi jedynie Shun. Szybko dowiaduje się, że podobne gry mają miejsce na całym świecie i na jednej grze gehenna bohaterów się nie kończy. Shun wraz z grupą ocalałych nastolatków przechodzi do kolejnej gry.

Film przepełniony jest groteską i drastycznymi scenami utrzymanymi w komiksowej konwencji. Konwencję tę podkreśla intensywna kolorystyka, dziecinne, niczym z anime głosy ,,zabawek”. Co rusz widać efekty pracy komputerów, CGI nie powala na kolana, ale też nie straszy pikselami. Od strony technicznej film przypadł mi do gustu, gdyż świetnie wpasował się w historię rodem z mangi. W związku z tym obok lalki daruma mamy do czynienia z gigantycznym kotem z ceramiki, drewnianym niedźwiedziem polarnym, a także z matrioszkami. Następujące po sobie gry są ciekawe, jednak szybko pojawia się problem z fabułą. Przedstawiona historia razi brakiem kompleksowości. Podejrzewam, że w mandze przyczyny zesłania przez bogów gier są lepiej przedstawione. Nie zmienia to faktu, iż w filmie widz zadaje sobie pytania o źródło i cel gier. Szkoda, że nie rozwinięto wprowadzonego wątku ,,dzieci bożych”. Takim mianem określano nastolatków, którym udało się przeżyć gry. Stają się oni celebrytami, gdyż młodzi ludzie masowo umierają i jest ich coraz mniej na świecie.

Na główną osadę składa się kilkoro bohaterów – Shun Takahata, Ichika Akimoto, Takeru Amaya, Shoko Takase. Są oni anonimowymi postaciami, gdyż niewiele jesteśmy w stanie dowiedzieć się o nich samych, ich charakterach, przeszłości, motywach działania. Jedynym ich celem wydaje się być przetrwanie za wszelką cenę. W role nastolatków wcielili się młodzi aktorzy, którzy wypadli dobrze, choć trzeba przyznać, że nie mieli przesadnie trudnego zadania. Bohaterowie stanowią jedynie konieczny element kolejnych gier.

Mimo dobrego pomysłu oraz solidnej realizacji film nie utrzymuje poziomu zainteresowania z pierwszych minut. Wraz z kolejnymi grami coraz mniej interesowało mnie jakie jest ich rozwiązanie, kto zginie, a kto przeżyje w międzyczasie. Bohaterowie są anonimowi – co utrudnia jakiekolwiek przywiązanie  do nich. Liczyłam na to, że może zakończenie mnie zaskoczy, zwali z nóg, ale nic takiego nie miało miejsca. Nie ma wyraźnego zwieńczenia losów bohaterów. Obraz urywa się i pozostawia widza z pytaniami bez odpowiedzi. Widać, że Takashi Miike świetnie czuje się w mangowych klimatach, gdzie nie obowiązują zasady logiki, czy też granice okrucieństwa. Polecam fanom wcześniejszych prac reżysera, jak i ogólnie miłośnikom wszelkiej maści mang i anime. As the Gods Will dostarcza specyficznej rozrywki, ale jednak zawsze to jakaś forma zabicia czasu.

Ocena: 5+/10

Signal


 

32432

Tytuł:  Signal (Sigeuneol,  시그널)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2016

Liczba odcinków: 16

Czas trwania odcinka: 75 min

Stacja telewizyjna: tvN

Reżyseria:  Kim Won-Suk

Scenariusz:  Kim Eun-Hee

Obsada: Lee Je-HoonKim Hye-SooCho Jin-WoongJang Hyun-SungJung Hae-KyunKim Won-HaeLee Yoo-Joon

Gatunek: kryminał, dramat, science-fiction.

Podróż w czasie inaczej

Motyw podróży w czasie często występuje zarówno w filmach, jak i w serialach. Któż z nas nie chciałby skorzystać z możliwości zmiany przeszłości? Na taką okazję natrafia Park Hae-Young – policyjny profiler (psycholog policyjny zajmujący się profilami psychologicznymi przestępców). Pewnego wieczoru policjant słyszy dziwny dźwięk – okazuje się, że to krótkofalówka, a nadawcą sygnału jest detektyw Lee Jae-Han. Mężczyzna twierdzi, że jest rok 2000 i zajmuje się sprawą porwania dziecka. Zaintrygowany Park Hae-Young postanawia dowiedzieć się więcej o detektywie i sprawie, którą bada.

Już pierwszy odcinek Signal wciąga niczym przyzwoity koreański kryminał. Zaskoczył mnie posępny klimat, gdyż seriale rzadko utrzymane są w podobnym tonie. Cała seria skupia się na kilku głośnych sprawach morderstw, które miały miejsce w Korei Południowej począwszy od lat 80. Większość dramy skupia się na trzech sprawach: serii morderstw w Hwaseong (zbrodnia poruszana w filmie Memories of Murder; 1986-1991); tragedii na moście Seongsu (1994r.) oraz brutalny zbiorowy gwałt w  Miryang (2004r.).Oczywiście dopasowano do fabuły serialu zarówno czas, jak i okoliczności poszczególnych zbrodni. Pretekstem do wznowienia śledztwa staje się zmiana prawa, która znosi przedawnienie dla morderstw. W wyniku tego wydarzenia zostaje powołana specjalna jednostka policji, która ma zająć się wyjaśnieniem najgłośniejszych spraw z przeszłości. W skład zespołu wchodzą: wspominany profiler Park Hae-Young (Lee Je-Hoon; Bleak NightFashion King); Kim Gye-Chul (Kim Won-Hae), Jung Hun-Gi (Lee Yoo-Joon), a na czele zespołu staje Cha Soo-Hyun (Kim Hye-Soo).

Transmisje z przeszłości mają miejsce zawsze o tej samej godzinie, jednak trwają zaledwie kilka minut. W tym czasie detektyw Lee Jae-Han i Park Hae-Young wymieniają się posiadanymi informacjami na temat kolejnych zbrodni. Jednakże zmiana przeszłości ma wpływ na wydarzenia z teraźniejszości. Park Hae-Young szybko zdaje sobie sprawę z konsekwencji transmisji – jeżeli komuś ratuje w ten sposób życie, to ktoś inny może je stracić. Co zrozumiałe – profiler zaczyna powątpiewać w zasadność rozmów z detektywem Lee. Zwłaszcza, że detektyw w teraźniejszości ma status zaginionego i nikt nie wie co stało się z mężczyzną przed kilkunastoma laty, gdy słuch po nim zaginął.

Tymczasem ciężka praca całego zespołu przyczynia się do odnoszenia pierwszych sukcesów, jednak  detektywi zaczynają natrafiać na piętrzące się trudności. Okazuje się, że nawet oficerowie policji są pod presją polityków, prokuratorów i biznesmenów, gdyż nie wszyscy chcą, aby sprawy znalazły swoje rozwiązanie. Przełożony jednostki – oficer Kim Bum-Joo (Jang Hyun-Sung) oraz jego prawa ręka Ahn Chi-Soo (Jung Hae-Kyun) robią wszystko, aby przeszkodzić zespołowi w pracy. Szybko staje się jasne, że obaj posiadają informacje na temat losów detektywa Lee Jae-Han.

Główną zaletą serii jest niewątpliwie ciekawa, kompleksowa fabuła. Twórcy nie ustrzegli się kilku dość rażących błędów przy realizacji ujęć z przeszłości (oprogramowanie komputerów, wyposażenie biura, automatycznie rozsuwane drzwi itp.). Jednak są to marginalne błędy, które nie wpływają na odbiór całej dramy. Zadziwiające są również kolejne zbiegi okoliczności i fakt, że wszystkie najistotniejsze zbrodnie mają bezpośredni związek z detektywem Lee, oficer Cha i Park Hae-Young. Wspomniana trójka stanowi grupę głównych bohaterów. Park Hae-Young to młody profiler, który próbuje wyjaśnić sprawę, w której jego starszy brat został skazany. Lee Je-Hoon wypadł dobrze w tej roli, ale przeszkadzała mi przesadna ekspresja i przedramatyzowana mimika twarzy w bardziej intensywnych scenach. Detektyw Cha Soo-Hyun to zdecydowana, odpowiedzialna i twarda kobieta, która (co oczywiste) skrywa również swoje delikatniejsze oblicze. W życiu prywatnym nie stroni od różowych ubrań, a pod wpływem matki chodzi na kolejne randki w ciemno, aby docelowo znaleźć męża. Szkoda, że wydarzenia z przeszłości całkowicie rujnują zbudowany wizerunek detektyw Cha. Kobieta jawi się jako niesamodzielna fajtłapa, która maślanymi oczami wpatruje się w detektywa Lee. Tak czy inaczej – słowa uznania dla występu Kim Hye-Soo. Natomiast najciekawszą, moim zdaniem, postacią jest właśnie detektyw Lee Jae-Han. Jest to policjant z krwi i kości, który wykonuje swoją pracę niezwykle honorowo, dokładnie i z powołaniem, aby służyć ludziom. Niestety mężczyzna ze swoimi przymiotami wydaje się być osamotniony w szeregach policji. Mimo to za wszelką cenę – wielokrotnie ryzykując życiem – stara się udowodnić, że władza i pieniądze nikogo nie uchronią przed ręką sprawiedliwości.

Signal to drama, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu kto szuka dobrej kryminalnej serii. Badane sprawy wyciągają i znajdują zaskakujące finały. Obok solidnego dramatu są elementy komedii i lżejszych scen, które stanowią miłą odskocznię od ciężkiej tematyki serii. Jest również romans, ale wątek romantyczny nigdy tak  naprawdę nie znajduje się na pierwszym planie. Aktorzy wypadli bardzo dobrze – przede wszystkim świetny Cho Jin-Woong jako detektyw Lee Jae-Han.  Z wiadomych względów serial nie jest brutalny, ale twórcy nadrobili klimatem. Duża część scen ma miejsce nocą, w ciasnych miejskich uliczkach, bądź też na prowincji. Dopełnienie stanowi dobry soundtrack. Zakończenie jest intrygujące i pozwala mieć nadzieje na drugi sezon.

Ocena:9/10

Office


25387

Tytuł: Office (Opiseu, 오피스)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Czas trwania: 111 min

Reżyseria:  Hong Won-Chan

Scenariusz:  Choi Yoon-JinHong Won-Chan

Obsada: Ko Ah-SungPark Sung-WoongBae Sung-Woo

Gatunek: thriller, kryminał.

Niewolnicy pracy

Office to debiut reżyserski koreańskiego scenarzysty  Hong Won-Chan, który pracował przy tak znakomitych filmach jak The Chaser i Yellow Sea. Zapewne nie zdziwi nikogo fakt, że miałam wysokie oczekiwania względem tej produkcji. Pierwsze minuty filmu są ekscytujące i pozwalają przypuszczać, że czeka nas film pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, jednakże szybko okazuje się, iż jest to kolejny thriller rodem z Korei, który choć przyzwoity nie zapadnie długo w pamięci.

W prologu poznajemy mężczyznę w średnim wieku, który późnym wieczorem wraca do domu z pracy. W pewnym momencie chwyta za młotek i brutalnie morduje żonę, syna i matkę. Po przejrzeniu monitoringu policja dochodzi do wniosku, że sprawca – Kim Byeong-Gook (Bae Sung-Woo), ukrywa się w biurowcu, w którym pracuje.

Sytuacja w biurze staje się napięta. Pracownicy kolejno są przesłuchiwani – w tym również stażystka Lee Mi-Rye (w tej roli Ko Ah-Sung znana m.in. z The HostSnowpiercer), która bardzo szanowała i lubiła Kim Byeong-Gook. Kierownicy za wszelką cenę próbują bagatelizować sprawę, aby nie narazić na szwank dobrego imienia firmy. Widz wkracza w społeczność pracowniczą oczami Lee Mi-Rye. Przybliżona zostaje hierarchia oraz relacje między współpracownikami. Każdy kto pracuje nie na swój rachunek powinien z łatwością odnaleźć znane sobie sytuacje i więzi międzyludzkie. Lee Mi-Rye ciężko pracuje, często po godzinach, żyje w ciągłym stresie i pod presją utrzymania stanowiska, jednak jest szykanowana przez współpracowników oraz przełożonych. Uważana jest za wycofaną, nieśmiałą i niekoniecznie mądrą osobę. Jej sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy pojawia się nowa – wykształcona za granicą, urodziwa, komunikatywna i zdolna stażystka. Drugim torem toczy się historia poszukiwania mordercy – sprawą zajmuje się detektyw Jong-Hoon (Park Sung-Woong). Brak poszlak utrudnia dochodzenie, tymczasem giną kolejni pracownicy.

Pod względem doboru aktorów film wypada bardzo dobrze. Realistycznie wypadła zwłaszcza Ko Ah-Sung jako nieśmiała i skupiona na pracy Lee Mi-Rye. Trudno nie sympatyzować z jej bohaterką – zwłaszcza jeżeli ktoś ma podobne wspomnienia z początków swojej kariery zawodowej. Bae Sung-Woo jako Kim Byeong-Gook rzadko gości na ekranie, ale wykreował ciekawą i niejednoznaczną postać. Miał bardzo wiele wspólnego z Mi-Rye, więc nie dziwi jego sympatia do młodej stażystki z działu sprzedaży. Jednakże padł ofiarą pracoholizmu i nie potrafił poradzić sobie ze stresem.

Reżyser skupia się przede wszystkim na bohaterach, a mniej na morderstwach i kolejnych wydarzeniach. Akcja filmu ma miejsce głównie w tytułowym biurze. Wąskie korytarze, małe pomieszczenia budują klaustrofobiczny klimat. Wrażenie to spotęgowane jest przez ciągłe odgłosy drukarek, czy też stukania w klawiaturę. Praca stanowi całe życie głównych bohaterów, a biuro jest swoistym  więzieniem. Sytuacja detektywa Jong-Hoon nie jest odmienna, gdyż i on przejmuje się opinią przełożonych i pragnie przypodobać się im, aby uzyskać awans. Świat przedstawiony w Office niestety nie odbiega od rzeczywistości, w której żyjemy. Poprzez postać Kim Byeong-Gook i Ko Ah-Sung ukazano w jaki sposób sytuacja w pracy może popchnąć człowieka na skraj szaleństwa. Byłby to bardzo dobry obraz, gdyby nie fakt, że zabrakło elementu zaskoczenia w końcówce oraz lepszego przedstawienia zawiłości postaci i motywów ich postępowania. Zakończenie nie ma w sobie nic z inteligentnej, porywającej intrygi, a jest jedynie zwyczajnym slasherem. Mimo to na ekranie jest niewiele krwi oraz makabrycznych scen. Niestety miejscami film dłuży się oraz brakuje mu unikalnego klimatu. Do tytułu tego nie wrócę, ale jest to wciąż całkiem solidny thriller.

Ocena: 6/10

Mystery


16712

Mystery (2012)

Tytuł: Mystery (浮城謎事)

Kraj: Chiny

Rok produkcji: 2012

Czas trwania: 98 min

Reżyseria:  Lou Ye

Scenariusz: Feng Mei, Lou Ye, Yu Fan

Obsada: Hao LeiQin Hao, Qi Xi

Gatunek: dramat, kryminał.

Życie rodzinne po chińsku

Mystery przedstawia skomplikowane losy jednej z przeciętnych chińskich rodzin. Lu Jie wydaje się wieść szczęśliwie życie u boku męża i córki. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia dowiaduje się o zdradzie męża. Na światło dzienne wychodzą kolejne szczegóły podwójnego życia męża Lu Jie.

Reżyser Lou Ye przeniósł na duży ekran historię opisaną na internetowym blogu. W filmie poruszono wiele wątków, ale wszystkie z nich mają bezpośrednie odniesienie do Lu Jie. Obok motywu zazdrości, zemsty,  pojawia się również wątek kryminalny. Z pozoru przypadkowa scena z początku filmu, ukazująca wyścig samochodów i śmierć młodej kobiety, stają się jedynie kolejną odsłoną dramatu, w którym udział bierze rodzina Lu Jie.

Mąż Lu Jie – Yongzhao wiedzie podwójne życie. Utrzymuje dwie rodziny – żonę i córkę oraz kochankę i syna. Reżyser Lou Ye  pobieżnie porusza kwestię polityki jednego dziecka oraz znaczenie potomka płci męskiej u kulturze chińskiej. Staje się jasne, że teściowa Lu Jie za wszelką cenę pragnęła wnuka – a w sytuacji, gdy Lu Jie dwukrotnie poroniła, nie przeszkadzał jej wnuk nawet z nieprawego łoża. Zbiegiem okoliczności obie kobiety – żona i kochanka – poznają się, gdyż ich dzieci chodzą do jednej szkoły. Ich konfrontacja jest bardzo ciekawa, gdyż okazuje się, że  Yongzhao zdradza je obie. Od razu nasuwa się pytanie czy podejmą współpracę, aby zemścić się na mężczyźnie, którego obie kochają, czy też będą próbować żyć tak jak do tej pory dla dobra dzieci. Przedstawione zawiłości stanowią świetne pole popisu dla ukazania intensywnych, szczerych emocji, jednak pozostawia się widza z niedosytem. Sami aktorzy wypadli bardzo dobrze, ale zabrakło mi większego skupienia się na odczuciach głównych bohaterów, przedstawienia wpływu kolejnych wydarzeń na motywy ich postępowania.

Osobiście przeszkadzała mi praca kamery ,,z ręki”. Obraz drży praktycznie przez cały film – nawet w scenach, które chciałoby się odrobinę wydłużyć i uspokoić, tak aby dać możliwość widzowi zżycia się z bohaterami, zrozumienia ich dylematów i zawiłości sytuacji, w której się znaleźli. Na pochwałę zasługuje piękny, poruszający soundtrack – wielokrotnie z przyjemnością wsłuchiwałam się w muzykę towarzyszącą wydarzeniom na ekranie. Co ciekawe – akcja filmu nie ma miejsca w Pekinie czy też innym znanym mieście, ale w Wuhan – przemysłowej, szarej chińskiej metropolii.

W obliczu dość powierzchownego ukazania istoty dramatów, które przeżywają główni bohaterowie prawdziwą ofiarą staje się przypadkowa młoda kobieta z początku filmu. Jest ona dla widza praktycznie anonimowa, ale scena, w której jej matka pali fałszywe pieniądze (chiński zwyczaj żegnania zmarłych) wywarła na mnie największe wrażenie, co jest dość przykrym podsumowaniem Mystery. Czy polecam? Tylko i wyłącznie fanom surowych dramatów z wątkiem kryminalnym.

Ocena: 5+/10

One Way Trip


30318

Tytuł: One Way Trip (Glory Day, 글로리데이)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2016

Czas trwania: 93 min

Reżyseria:  Choi Jeong-Yeol

Scenariusz: Choi Jeong-Yeol

Obsada: Ji SooSuhoRyoo Joon-YeolKim Hee-Chan

Gatunek: dramat, młodość, przyjaźń.

Przyjaźń ponad wszystko?

Debiut reżyserski Choi Jeong-Yeol skupia się na czwórce 20-letnich przyjaciół. Każdy z nich staje przed trudnymi wyborami decydującymi o ich przyszłości. Przyjaciół poznajemy w momencie, gdy są ścigani przez dwóch policjantów. Dochodzi do tragedii i Sang-Woo zostaje potrącony przez samochód. Trafia do szpitala, a pozostała trójka na posterunek policji. Jak się okazuje, w związku z wstąpieniem Sang-Woo do wojska, koledzy wybrali się w krótką podróż do Pohang. Nocą w porcie byli świadkami maltretowania bezbronnej kobiety. Bez zastanowienia ruszyli jej na pomoc, jednak konsekwencje tej decyzji pociągają za sobą serię nieoczekiwanych zdarzeń.

Yong-Bi (Ji Soo) i Ji-Gong (Ryoo Joon-Yeol) nie zdają egzaminów na studia, jak i nie mają pomysłu na swoją przyszłość. Z kolei Sang-Woo (Suho) decyduje się wstąpić do wojska, ale ukrywa to w tajemnicy przed babcią, która go wychowuje. Natomiast  Doo-Man jest pod presją rodziców, aby pójść na studia i kontynuować grę w baseball, mimo że nie jest specjalnie utalentowany. Poznajemy jedynie urywki z przeszłości W główne role wcielili się niedoświadczeni aktorzy – w tym Suho to członek koreańskiego boysbandu EXO. W kilku bardziej intensywnych scenach zabrakło mi wyrazistego uzewnętrznienia emocji. Jednak jak na początkujących aktorów cała czwórka wypadła przyzwoicie.

Często filmy, które przedstawiają okres wchodzenia w dorosłość koncentrują się na jednym zdarzeniu całkowicie zmieniającym życie młodych ludzi. Nie inaczej jest w przypadku  One Way Trip. Wydarzenia z przeszłości przeplatają się z teraźniejszością i są ze sobą silnie skontrastowane. Wspomnienia sprzed wyjazdu są przepełnione beztroską i wygłupami – ucieczka z domu przez balkon, sytuacja na boisku itp. Natomiast wydarzenia w Pohang to brutalna rzeczywistość – poważne oskarżenia, pobyt w areszcie, widmo spędzenia swojej młodości za kratami. Kontrast ten podkreślony jest przez kolorystykę oraz oprawę muzyczną – w przeszłości dominują jasne, żywe kolory, natomiast obecne zdarzenia mają miejsce głownie nocą, przy słabym oświetleniu, w ciasnych uliczkach, pomieszczeniach.

Wspólny wyjazd staje się de facto pożegnaniem z beztroskimi czasami młodości i podróżą w tytułową ,,jedną stronę”. Od podjętych decyzji nie ma odwrotu, a w obliczu groźby wieloletniego więzienia nie ma sentymentów, czy też bohaterskiego odwoływania się do lojalności.  Chociaż czwórka chłopaków przyjaźni się od lat, to ich relacja zostaje wystawiona na poważną próbę. Pod wpływem dorosłych i strachu o swoją przyszłość zaczynają podejrzewać i oskarżać siebie nawzajem. Policja jawi się – jak to często ma miejsce w koreańskich filmach – jako banda skorumpowanych nieudaczników, którzy zamiast rzetelnie i obiektywnie zajmować się sprawą szukają sposobu na łatwe wzbogacenie oraz przypodobanie się zwierzchnikom.

One Way Trip to dobry dramat o młodych ludziach, którzy zapewne nie tak wyobrażali sobie wkroczenie w dorosłość. Osobiście zabrakło mi lepszego ukazania emocji bohaterów. Sprawa pobitej kobiety ma sporo luk, ale nie przeszkadza to  w obiorze filmu. Zakończenie nie jest zaskakujące, ale stanowi niechlubny przykład egoizmu człowieka, który wygrywa z  – wydawałoby się – przyjaźnią ponad wszystko.

Ocena: 5/10

Partners in Crime


 

28548

Tytuł: Partners in Crime (共犯, Accomplice)

Kraj: Tajwan

Rok produkcji: 2014

Czas trwania: 89 min

Reżyseria:  Chang Jung-Chi

Obsada: Wu Jian-He, Deng Yu-Kai, Cheng Kai-Yuan, Yao Ai-Ning, Sunny Hung, Wen Chen-Ling

Gatunek: dramat, młodość, przyjaźń, kryminał.

Dojrzewanie w dobie portali społecznościowych

Trzech uczniów – Yeh Yi-kai,Lin Yong-chuan, Huang Li-hai w drodze ze szkoły znajduje ciało samobójczyni. Okazuje się, że to uczennica z tej samej szkoły – Hsia Wei-chiao. Śmierć dziewczyny wiąże losy trójki nieznanych sobie chłopaków i na zawsze zmienia ich życie. Postanawiają dowiedzieć się jak najwięcej o Hsia i motywach jej samobójstwa.

Na film zwróciłam uwagę dzięki ciekawemu, choć drastycznemu plakatowi, który go promuje. Spodziewałam się solidnego thrillera z elementami kryminału i jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy stało się jasne, że obraz ten nie ma nic wspólnego z tymi gatunkami filmowymi.

Reżyser – Chang Jung-Chi ignoruje wątek kryminalny samobójstwa Hsia i skupia się na relacjach łączących trójkę przypadkowych osób, które bezprecedensowo poszukują odpowiedzi na pytanie co sprawiło, że Hsia odebrała sobie życie. Relacje międzyludzkie są tutaj kluczowe i choć nie poznajemy bliżej trójki głównych bohaterów, to dzięki ich stereotypowemu wyglądowi oraz zachowaniu bez trudu można przyporządkować im poszczególne cechy charakteru. Mamy więc przykładnego i popularnego ucznia – Lin, będącego ofiarą zastraszania – Huang oraz typowego złego chłopca – Yeh. Po tym jak widzą ciało Hsia zostają skierowani na rozmowę z pedagogiem szkolnym (w tej roli Alice Ke). Zaskakującym jest, że konsultacje polegają jedynie na obejrzeniu filmu oraz poleceniu opisania swoich uczuć. W związku z tym, chłopcy radzą sobie z sytuacją na swój sposób – decydują się pozyskać jak najwięcej informacji na temat denatki. W tym celu udają się na pogrzeb Hsia, rozmawiają z jej matką, a następnie włamują się do mieszkania dziewczyny. Okazuje się, że Hsia była z bogatej rodziny, wychowywała ją zapracowana i wiecznie nieobecna matka. Hsia była introwertyczką, która nie miała wielu znajomych. Śledząc wpisy na jej blogu i portalach społecznościowych główni bohaterowie dochodzą do wniosku, że Hsia targnęła się na swoje życie, ponieważ padła ofiarą znęcania się nad nią przez koleżankę z klasy. Postanawiają wymierzyć sprawiedliwość, ale sprawy komplikują się  co prowadzi do  kolejnej tragedii.

Niedoświadczeni aktorzy, którzy wcielili się w główne role wypadli wiarygodnie, ale zabrakło mi uwypuklenia dramatu młodych ludzi oraz płaszczyzn ich charakteru, emocji. Trudno wczuć się w ich sytuację i dylematy, przed którymi stoją. W tym przypadku upatrywałabym problemu w scenariuszu, który nie pozwolił na dalszy rozwój postaci.

Akcja filmu ma miejsce głównie w dwóch lokacjach – szkole, gdzie dominują wąskie, szare korytarze i małe sale wykładowe, a także w dzikim, tajemniczym, przesyconym zielenią lesie, który otacza szkołę – to tam bohaterowie mogą dać upust swoim emocjom.

Partners in Crime to film, który zaliczam do grona „tytułów o zmarnowanym potencjale”. Osobiście powodu tego zawodu szukałabym w niezdecydowaniu reżysera. Według mnie obraz zyskałby, gdyby skupiono się albo na kwestii kryminalnej – czyli śledztwie w sprawie śmierci Hsia, albo na stronie dramatycznej. Każdy z bohaterów wydaje się być osamotniony w świecie zdominowanym przez technologię i egoizm. Nawet w grupie osób większość wpatruje się w monitory telefonów i przeszukuje Internet. Dlatego nie dziwi jak łatwo trójka zupełnie różnych osób zżywa się ze sobą. Nieoczekiwanie na lidera wyrasta wycofany Huang, który próbuje za wszelką cenę kontynuować znajomość z Yeh i Lin. Tytułowym współsprawcą wydaje się być ludzka obojętność względem drugiego człowieka. Ignorancja połączona z nudą i nowoczesnymi technologiami prowadzi do cyberbullyingu, wykluczenia ze społeczeństwa. Śmierć Hsia staje się jedynie pretekstem do ukazania, że tak naprawdę każdy pragnie tego samego – ciepła, akceptacji i przyjaciół. Wielka szkoda, że pobieżnie poruszono te kwestie. Tym samym zakończenie pozostawia widza z niedosytem.

Ocena: 4/10